"Grzech miłości "
#Zayn
-Jennifer uspokój się, odłoż nóż! -krzyknąłem na widok Hill pochylającej się nad przwiązaną do krzesła Haną z nożem w ręku. Blondynka wyglądała strasznie. Domyślałem się, że Jenny więzi ją od jakiegoś czasu. Hill odsunęła się od niej,zostawiając ją w spokoju, swój wzork skierowała na mnie i jej pomocnika,który stał obok.
-Miło cię widzieć Zayn. Myślałam, że się nie doczekam twojej wizyty,ale skoro już jesteś to dołącz do nas. Świetnie się bawimy-oznajmiła Jenny z tryumfującym śmiechem.
-Właśnie widzę co się tu dzieje. Chciałaś się spotkać i porozmawiać, ja tu przyjeżdżam z jakimś obcym kolesiem i co zostaje? Ledwo żywą Hane i ciebie z nożem. Wyjaśnisz o co ci chodzi?-rzekłem.
-Ależ proszę bardzo. A więc to jest moja zemsta z miłości do ciebie! -krzyknęła i zbliżyła się do mnie.
-Zemsta? Za co?-zapytałem zdziwiony
-Zakochałam się w tobie. Dniem i nocą byłeś w moich myślach. Ciągle wyobrażałam sobie nas razem, jako szczęśliwą parę do czasu kiedy nie zacząłeś interesować się Haną. Z początku myślałam, że to minie i zauważysz mnie, ale ty pogłębiałeś swoją miłość do niej, aż w końcu o mały włos a zostalibyście rodziną.
-No i co z tego? Mam prawo układać sobie życie z kim chcę i jak chcę, a tobie nic do tego. Przykro mi ,ale nadal nie rozumiem powodu twojego działania.-oznajmiłem.
-Kocham cię słyszysz-Hill podeszła do mnie i przytuliła się do mojego torsu.
Odepchnąłem ją natychmiast. Nie weźmie mnie na litość, a zwłaszcza po tym co zrobiła Brooks.
-Zayn nie odpychaj mnie. Łamiesz mi serce kolejny raz.-oznajmiła
-A ty pomyślałaś chociaż przez chwilę jaką krzywdę wyrządziłaś Hanie? Spójrz tylko jak ją potraktowałaś! Nigdy nie mógłbym być z kimś takim jak ty! Jesteś podła !-warknąłem
-Uważaj na słowa Zayn. Możesz tego żałować. -fuknęła.
-Przepraszam,że ci przeszkadzam,ale musimy zamienić kilka słów-zwrócił się do Jennifer dryblas. Oboje odeszli kilka kroków dalej,abym ja albo Han nie słyszeli przebiegu rozmowy. Nie czekając dłużej podbiegłem do Hany,żeby ją uwolnić. Rozwiązałem jej ręce oraz nogi. Następnie prawą ręką wytarłem płynące po policzkach pojedyńcze łzy, po czym ją przytuliłem.
#Hana
Uścisk Zayna spowodował,że przestałam się bać, odzyskałam nadzieję, że być może nie wszystko jest przesądzone i uda mi się uwolnić od Jennifer.
-Dziękuję, że mnie uwolniłeś i się pojawiłeś w tym momencie. Gdybyś wszedł chwile później mogłaby mnie zabić-powiedziałam
-Cii. Nie masz za co dziękować. Wydostane cię z tąd, obiecuje ci. Powiedz jak sie czujesz? Źle wyglądasz.-odpowiedział Zayn.
-Jestem tym wszystkim wykończona. Marzę tylko o tym aby znaleźć sie w domu.-wyszeptałam
-Na pewno zaczęli ciebie szukać i niebawem przyjdzie tu policja. Będę przy teraz przy tobie, ochronie cię. Nie bój się-posłał mi lekki uśmiech
#Dorothy
Jestem przerażona całą sytuacją. Boje się o moją przyjaciółkę. Nie wiem czy żyje. Ten anonim jest popieprzony. Nagle usłyszałam otwierające się drzwi od mieszkania. Podeszłam do drzwi, zobaczyłam bladego Louisa.
-Zabrali go do Hany. Mówię ci to się źle skończy.-powiedział
-Widziałam wszystko przez okno. Musimy zawiadomić policję, nie można dłużej czekać. Ciebie mogą wezwać w drugiej kolejności-powiedziałam
-Poczekajmy. Harry jedzie za samochodem, w którym jest Niall. Styles da sobie radę. Obiecał, że jak dojadą na miejsce zawiadomi nas i policję. Musimy czekać. Teraz nic nie zrobimy,żeby nie pogorszyć sytuacji-westchnął Louis
-Boję się co tym sie dzieje.-wydusiłam i przytuliłam się do Louis'a.
-Chciałbym osobiście dotrwać tego kogoś i dać mu nauczkę za to co zrobił. -powiedział Lou ściskając mnie mocniej.
Staliśmy objęci dopóki nie zaczął dzwonić telefon. Szybko okazało się, że to komórka Nialla. Przez to wszystko Horan nie wzioł jej ze stołu.
-To prywatny-powiedział Tomlinson-Odebrać?
-Tak, to może być coś ważnego.
Louis odebrał telefon.
-Halo...Niestety doktor Horan asystuje przy opreracji...Trudno mi powiedzieć. To skomplikowany zabieg. Może mogłybym w czymś pomóc?...Na pewno przekaże. Doktor Horan oddzwoni do państwa gdy tylko będzie mógł...Również dziekuje,miłego dnia.
-Kto to dzwonił?-zapytałam gdy rozmowa dobiegła końca.
-Nie uwierzysz. Dzwonili z telewizji . Niall dostał się do Master Chef'a!-powiedział zadowolony Louis
-To wspaniała wiadomość.Niall się ucieszy. Tylko będzie musiał wyjechać na jakiś czas, reguły programu. To wszystko jest nagrywane dużo wcześniej niż pokazują to w telewizji. Nie wiem jak on sobie da radę. Przecież on nie będzie chciał wyjechać, on zrezygnuje, jestem tego pewna. -rzuciłam
-Nie martw się na zapas. Będzie dobrze. Zgłoszenie Horana do tego programu było dobrym pomysłem. Zresztą Hana na niego wpadła i sama go do niego przekonała. A filmik, który nagraliśmy jest po to, aby w czasie rozłąki można było Nialla wspominać - powiedział
-Jaki filmik? Pokażesz mi - zapytałam
-Jasne, tylko mam go u siebie w domu.
-Niech to się wszystko dobrze skończy. Nie poradzę sobie jeśli. ...
-Nawet tak nie myśl, nie wolno. Zawaliłem sprawe na samym początku, za daleko to zaszło, byłem głupi ,ale robiłem to żeby chronić nas wszystkich -westchnął
-Louis -spojrzałam mu w oczy -to nie twoja wina. I tak się trzymałeś, uratowałaś ich od śmierci już na początku, te wakacje. Naprawdę, jesteś dobrym przyjacielem. Niall ma szczęście,że jest obok ktoś taki jak ty. Nikt nie zachował by się w taki sposób jak ty. Ktoś inny zrobiłby to o co proszą dla świętego spokoju i uratowania sobie tyłka a ty nie podałeś się.-powiedziałam
-To miłe co mówisz. Dziękuję
-Teraz wszystko w rękach Harry'ego.-oznajmiłam.
#Hana
-Odsuń się od niej! Pozwoliłam ci się do niej zbliżać? Nie przypominam sobie-krzyknęła Jennifer.
-Co mam zrobić,żebyś dała nam spokój? -zapytał Zayn
-Dobrze,że pytasz bo jest jedna rzecz,którą oboje możecie dla mnie zrobić.
-Jaka?
-Będziecie uprawiać seks na moich oczach i Nialla-rzekła Jennifer z uśmiechem na ustach.
-Nie mówisz tego poważnie.-wstałam z krzesła
-Mówię całkiem serio. Dojdzie do zbliżenia to dam wam spokój. Byliście kochankami to dla was żaden problem.-powiedziała
-To przeszłość z którą oboje się pogodziśmy, każde z nas ułożyło sobie życie po swojemu. Teraz łączy nas jedynie przyjacielska relacja-oznajmił Zayn.
-Co mnie to interesuje? Chcecie żyć czy nie? Zastanówcie się. Daje wam 5 minut na zastanowienie się -Jenny mówiąc to zniknęła z pola naszego wzroku.
-Co teraz? To chore. Ona miała rację, nigdy już nie wrócę do domu, umrę -upadłam na kolana i zaczęłam płakać.
-Hana nie płacz, wymyśle coś. Błagam nie płacz -Zayn przy mnie kucnął i objął.
-Zayn nie ma co się łudzić, wszystko przepadło. Nie zobaczę już ani rodziców i brata...Nialla ....-płakałam jeszcze bardziej na myśl, że za chwilę odejdę z tego świata i nigdy więcej nie zobaczę i nie obejmę mojego chłopaka.
-Hana nie możemy się poddać słyszysz?! Nie trać nadziei! Walcz!
-Chcesz igrać z ogniem? -zapytał kiedy wyrwałam się z jego uścisku -Jest wyjście z tej sytuacji.
-O nie,nie spełnię jej prośby, nie ulegnę.-dodałam po chwili -Przepraszam, jeśli cię uraziłam, ale ja nie mogę tego zrobić.
-Rozumiem cie, wiem co czujesz. Kochasz go prawda?
-Tak
#Niall
Po 30 minutach drogi dojechałem z nieznanym chłopakiem na miejsce. Miałem nadzieję, że Harry podąża za nami. W nim jedyna szansa,żeby zapobiec tragedii, w jego rękach życie moje i Hany. Wysiadłem z samochodu i szedłem tuż za nieznajomym. Miałem dużo pytań ale w czasie drogi kazał mi o nic go nie pytać. Przyznał,że on nic nie wie i wykonuje tylko polecenia, które mu każą. Znalazłem się wewnątrz budynku. Był on bardzo duży i opuszczony. W środku znajdowało się pełno pustych metalowych regałów i drewnianych belek. Panował ogólny bałagan, w prawym rogu tuż obok wyjścia leżały jakieś ciuchy i kilka zużytych rzeczy. Wyglądało mi to na nocleg jednego z bezdomnych. Poszedłem kilka kroków dalej. Chłopak,który mnie tu przywiózł machnął do mnie ręką, żebym zbliżył się do niego. Udałem się w jego kierunku. Staliśmy teraz przy wielkiej ścianie. Oparłem się o nią i czekałem na dalsze "rozkazy ".Wielkolud cały czas wyglądał za ścianę, wyraźnie się z kimś porozumiewał. Westchnąłem.
-Długo jeszcze mam tak czekać? -zapytałem -Chcę zobaczyć się z Haną!
-Bądź cierpliwy -warknął w odpowiedzi
#Hana
-I co? Zdecydowaliście już? Widownia już jest. Czekamy na waszą decyzję. -rzekła przyjaciółka
-Do niczego nie dojdzie! -krzyknął Zayn
-Nie zgadzamy się! -dodałam
-Wielka szkoda, jesteśmy niepocieszeni-dziewczyna udała,że jest jej przykro - Chciałam darować wam życie, się skoro nie to nie.
#Niall
Chłopak dał mi znak, że mam wychylić się zza ściany i obserwować. Słyszałem głos Hany, cieszyłem się,że nic jej nie jest. Wychyliłem się. Zobaczyłem Han i Zayna, którzy byli przytulani do siebie, kucali na ziemi. Niedaleko stała. ..Jennifer. Z kieszeni spodni wystawał pistolet.
-Natychmiast wstańcie, oboje! -krzyczała. Ukochana i mulat podnieśli się.
-Teraz ty odejdź,odsuń się! -krzyknęła ponownie. Malik zrobił kilka kroków w tył ale sekundę późnej podbiegł do Hany , dotknął jej policzków swoimi rękoma i namiętnie pocałował, że ukochana przechyliła się. To był dla mnie cios. Czyżby Hana właśnie mnie zdradziła? Nie mogłemna to patrzeć. To bolało. Chciałem się wycofać, ale chłopak mi nie pozwolił. Musiałem patrzeć na to co się dzieje i co za chwilę się stanie.
-Dosyć tego! Odklej się od niej ,bo będziesz pierwszy! -Zayn oddalił się od Hany i bardzo dobrze, ona jest moja. Nie mogłem wytrzymać wybiegłem przed ścianę . Niestety trzymali mnie ci wstrętni dwaj kolesie. Krzyknąłem
-Hana kocham cie!
Ukochana zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu mnie. Zauważyła mnie i zaczęła płakać, nie mogła podbiec do mnie przytulić się na. ..pożegnanie. Ja też nie mogłem się ruszyć choć próbowałem, ale na nic moje starania. Jennifer sięgnęła po pistolet. Naładowała broń i wyciągnęła rękę przed siebie. Hana była na jej celowniku. Jeszcze chwila i padnie strzał. Nie mogę na to patrzeć, nie daje rady. Nie potrafię patrzeć jak ona osunie się na ziemię. To tak bardzo boli. Jennifer wygrała, jej plan się powiódł. Zniszczyła nas. Zamykam oczy, żeby nie widzieć jak Han upada. Słyszę strzał i pisk. Otwieram oczy. Widzę Zayna i nieprzytomną ukochaną na jego ramionach. Z jej brzucha leje się krew. Jennifer i dwaj kolesie uciekają. Biegnę do Malika i Hany.
-Przepraszam, chciałem ją ochronić. Nie udało się, dostała w brzuch!-wydusił Zayn
-Dzwoń po karetkę natomiast! -krzyknąłem. Położyłem Hanę na ziemi, i przystąpiłem do reanimacji.
-Uciekaj ranę! Najmocniej jak potrafisz!Nie może się wykrwawić!-rozkazałem
-Hana otwórz oczy, spojrz na mnie nie zostawiaj mnie! Porzebuje cię! Nie podaj się!
Reanimałem ukochaną od 3 minut. Nagle zaczęła oddychać i otworzyła oczy.
-Udało się! Udało się! -krzyknąłem -Hana żyjesz, będziesz żyć. Pocałowałem ją prosto w usta. Na jej policzek kapnęła moja łza.
-Boże Hana! -krzyknął Harry -Karetka już dojeżdża a policja ich złapała. -oznajmił
-Dziękuję Ci Harry! -powiedziałem -Tobie również dziękuję -zwróciłem się do Zayna -Uratowałaś jej życie. Nigdy ci tego nie zapomnę.
Do pomieszczenia wbiegła załoga karetki, zajęli się Brooks i Malikiem
***
Hana prosto z karetki tafiła na blok operacyjny. Operacja trwa od kilku godzin, jest noc. Kula trafiła w fatalne miejsce. Lekarz powiedział,że być może uszkodziła wątrobę albo nerki.
Czekam razem z Harrym, Louisem i Dorti na korytarzu przed salą operacyjną. Policja też tu jest. Nie jesteśmy w stanie zeznawać, szok wydarzeń, z przed kilku godzin i całego dnia robi swoje. Dostaliśmy leki na uspokojenie. Ja nie chciałem, ale zmusili mnie do tego.
-Jeśli ona tego nie przeżyje to zabije Jennifer w areszcie -powiedziała zrozpaczona Dorti
-Nie kracz-rzekł Louis -Hana jest silna, wyjdzie z tego.
-Obyś miał rację -oznajmił Styles.
Drzwi się otworzyły, wyszli lekarze. Rzuciliśmy się na nich z masą pytań. Każdy chciał coś wiedzieć.
-Operacja przebiegła pomyślnie. Jest za wcześnie, żeby mówić jakimkolwiek uszczerbku na zdrowiu jaki mogła ponieść Pani Brooks.-powiedział lekarz.
***
Wpuścili mnie na OIOM. Siedziałem na krześle obok śpiącej Han od 2 godzin. Nie zmróżyłem oka ani na chwilę.Nie potrafiłem cieszyć się z sukcesu,że przeszedłem eliminacje i dostałem się do programu Master Chef. Byłem rozdarty między karierą a tym co widziałem. Kiedy patrzałem na Hanę widziałem całującego ją Zayn'a.
-Niall -wyszeptała
-Jestem przy tobie -uśmiechnąłem się i ścisnąłem lekko jej rękę. Na obu nadgarstkach miała bandaże.
-Ja się czy to naprawdę cię widzę. Ja miałam umrz...
-Cii. Wyjdziesz z tego -najgorsze za nami.
-Niall to nie tak jak myślisz. To nic nie znaczyło - Hana mówiła o pocałunku
-Nie przepraszaj.
-Nie mogę Niall. Nie zasługujesz na mnie. Lepiej będzie jak zerwe z tobą, tak będzie lepiej. -wyszeptała.
-Nie zostawię Cię! Kocham tylko ciebie i będę obok zawsze. Nie myśl o tym. Odpocznij.
Spojrzałem w szybę. Stali za nią Dorothy, Lou i Harry. Kiwnąłem, że mogą wejść tylko na chwilę.
Przyjaciele weszli. Byliśmy wszyscy razem. Cieszyliśmy sie, że Hanie nic nie jest. Kiedy czas odwiedzin dobiegł końca i przyjaciele opuścili OIOM maszyna kontrolująca fukcje życiowe Han zaczęła wyć. Wszystko się zatrzymało. Wokół łóżka Hany pojawili się lekarze. Mnie pielęgniarka wyprowadziła z sali. Nie chciałem jej zostawiać w tym momencie.
-Kocham cię.Słyszysz?Kocham Cię!Zawsze cię kochałem i zawsze będę cię kochać!-krzyknąłem po czym drzwi się zamknęły.
#Louis
Po wygonieniu Nialla z sali ,w której toczy się walka i życie Hany chłopak się załamał, nie zwracając na nic przytulił się do mnie z bezsilności. Wszyscy mieliśmy łzy w oczach, Dorothy ledwosię trzymała.
Po 2 minutach wyszedł lekarz.
-Co z nią? Żyje? -zapytał Harry. Nasze oczy skierowane były na lekarza. Czekaliśmy na jego odpowiedź jak na wyrok.
-Żyje, ale jest bardzo słaba, nastąpiły komplikacje po operacji, krwotok wewnętrzny. Przygotowujemy ją na ponowny zabieg.
~~~~~~~~~~~
Przepraszam za błędy. Nie przesadziłam zbyt mocno? Miałam problemy z napisaniem tego rozdziału dlatego była taka dłuższa przerwa. Chciałabym podziękować Wam wszystkim za te pół roku, które poświęciliście na moje ff. Dziękuję za dużą liczbę wyświetleń i ponad 200 komentarzy. Jestem z was dumna. Dziękuję raz jeszcze. Nie będę prosić was o komentarze, bo macie problem z wyrażaniem opinii, obiecujecie a guzik wychodzi. Będę wdzięczna za komentarze, które się jednak pojawią.
Druga część już w gotowości. Będzie mała przerwa między częściami. Postaram się dodać zwiastun nowej części ale nie wiem czy coś z tego wyjdzie.
Dziękuję raz jeszcze, że byliście ze mną, żałuję tylko ze nie wszyscy wytrwali do końca
Kocham was♥
@angelharry99
To jeszcze przyjaźń, a może już miłość?
piątek, 3 lipca 2015
wtorek, 23 czerwca 2015
Rozdział 29
"Rozprawić się z przeszłością"
#ANOMIM
Udało się schwytać Hanę. Stasznie się z tego cieszę, a najlepsze jest to,że Horan szybko się nie domyśli. Dziewczyna leży nieprzytomna na tylnym siedzeniu. Umieszcze ją w mojej kryjówce. Będzie spała do rana, bo dość mocno oberwała. Na wszelki wypadek wstrzyknę jej coś na sen. Spoglądam na nią. Widok niesamowity. Bezbronna i poobijana Hana to coś niepowtarzalnego. Długo trzeba było czekać na tą chwilę,ale warto było. Teraz można się z nią rozprawić raz na zawsze. Moja zemsta jest bardzo długa. Za chwilę będziemy na miejscu ,w którym nikt nas nie znajdzie. Nialla mam z głowy na co najmniej 12 godzin. Chcę, żeby zabawa się rozkręciła. Nudzi mnie to, że ona śpi, ale lepsze jest to, gdy śpi, bo mogłaby się bronić i krzyczeć a tak nie może mi nic zrobić. Mamy do omówienia wiele kwestii. To będzie najdłuższa i najboleśniejsza śmierć. Ona na taką właśnie zasługuje. Atrakcje, które zostały specjalnie na tą okazję przygotowane są idealne. W końcu Hana poczuje się dokładnie tak samo jak ja.
#Niall
Przyszły wyniki badań Brooks. Wyszedłem na korytarz, aby zawołać ją do gabinetu,żebyśmy mogli spokojnie je przeanalizować i pobyć ze sobą. W holu nikogo nie było, żadnych nowych pacjentów, krzesła były puste. Poszedłem zapytać pielęgniarkę, która siedziała w recepcji.
-Widziałaś szczupłą blondynkę, nieco niższą ode mnie? Szukam jej.
-Tak, ale to było jakiś czas temu Niall. Może poszła do bufetu coś zjeść.
-Okey, jakby coś to wracam za 10 minut , muszę jąznaleźć.
-To ktoś ważny dla ciebie?zapytała -Często widzę was razem.
-Hana to moja dziewczyna .
-Pasujecie do siebie -oznajmiła.
Poszedłem w kierunku bufetu, być może Hana kolejny raz rozmawia z kobietą, która sprzedaje jedzenie. Niestety nie zastałem jej tam. Starsza pani powiedziała mi ,że być może jest w toalecie.
Udałem się więc do damskiego wc. Tam również jej nie było. Przejrzałem wszystkie kabiny, ale nikogo nie zastałem. W łazience było zwyczajnie pusto.
-Nie pomylił pan doktorze Horan ubikacji.? To damska rzekła jedna kobiet, która weszła do pomieszczenia.
-Nie po prostu szukam kogoś. Już sobie idę. A może pani widziała taką szczupłą blondynkę w rozpuszczonych włosach, niebieskim płaszczyku i białej apaszce?
-Niestety nie, przykro mi.
-No nic. Dziękuję
Gdzie ty jesteś? Być może w natłoku ludzi się minęliśmy i Hana czeka na mnie pod gabinetem. Wróciłem do mojego pomieszczenia,ale tam jej nie było. Wszedłem do środka gabinetu. Chwyciłem telefon z biurka w celu skontaktowania się z ukochaną. Ikona w komórce wskazywała na jedną nową, nie przeczytaną wiadomość. Odblokowałem urządzenie. Nie odczytany sms, który dostałem należał do Hany. Szybko przeczytałem wiadomość.
Hana: Niall, przepraszam Cię, musiałam iść. Dorothy ma problem, muszę ją wesprzeć i pocieszyć. Lepiej będzie, jeśli dzisiaj nie będziesz nocował w moim mieszkaniu. Proszę zrozum mnie. Przepraszam, bo byliśmy umówieni. Odezwę się jutro.
Uspokoiłem się, kiedy przeczytałem sms'a. Kochana musi wesprzeć przyjaciółkę. Rozumiem ją. Dorti ją wspierała, gdy tego potrzebowała u teraz ona będzie ją pocieszać. Mogłem w spokoju dokończyć ostatnie godziny dyżuru.
***
Po skończonej pracy pojechałem do dawnego mieszkania, po drodze wstąpiłem do osiedlowego sklepu,aby kupić piwo i coś do picia.
-Siemka-przywitałem się z Lou
-Cześć, co ty tu robisz? Nie powinieneś być teraz z Haną?
-Powinienem, ale Dorothy ma jakiś problem i Han prosiła, żebym dzisiaj nie przychodził. Babskie sprawy, nie lubię się w nie mieszać. Korzystając z tego, że mam wolny wieczór pomyślałem sobie, że moglibyśmy spędzić go razem. Kupiłem procenty.
-Jasne, będzie tak jak za dawnych czasów.
Usiedliśmy na kanapie w salonie i oglądaliśmy mecz w ręku trzymając puszke piwa. Wieczór minął nam bardzo szybko.
***
Następnego dnia wstałem i poszedłem do kuchni zrobić sobie śniadanie. Wstawiłem wodę na herbatę i udałem się do pokoju Louisa z pytaniem czy zje śniadanie i pojedzie ze mną później do dziewczyn. Przyjaciel zerwał się z łóżka, spodobała mu się moja propozycja. Chyba coś czuje do Dorothy. Przygotowałem posiłek, który wspólnie zjedliśmy. Następnie poszedłem do łazienki wziąć szybki prysznic. Po kąpieli ubrałem się w czarne spodnie i czarny t-shirt, z białym nadrukiem. Kiedy Tomlinson był gotowy, razem pojechaliśmy do mieszkania Hany. Gdy byliśmy na osiedlu gdzie mieszka moja dziewczyna, zaparkowałem auto i weszliśmydo odpowiedniej klatki schodowej. Zapukałem do drzwi. Otworzyła nam Dorothy.
-Cześć. Przyszliśmy sprawdzić co u was - rzekłem
-Jak to u nas? -zapytała zdziwionym głosem blondynka
-To Hany nie ma? -powiedziałem wchodząc do domu
-Nie, powiedziała, że nocuje u ciebie.
-Nie było jej u mnie! Powiedziała, że idzie do ciebie, bo musi cię wesprzeć i lepiej będzie jeśli przenocuje u Louisa.-powiedziałem.
Zmatwiłem się, to wszystko było dziwne. Czyżby Hana okłamała nie tylko mnie jak również swoją najlepszą przyjaciółkę? Brooks nigdy się tak nie zachowywała. Zaniepokoiło mnie jej nagłe zniknięcie. Zaczęłem zastanawiać się gdzie spędziła dzisiejszą noc, skoro nie było jej ze mną ani z Patterson.
-Zadzwońmy do niej. Dowiemy się gdzie jest. To jest najprostsze rozwiązanie. -oznajmił Louis
-A co jeśli znów się upiła? Pamiętacie co się z nią działo, gdy poroniła. Wy wiecie najlepiej. Mnie wtedy z wami nie było, nie należałam do waszej paczki ale dobrze pamiętam tamten wieczór z klubu. Może znów tam jest? -powiedziała Dorothy
-Zadzwonię do niej - powiedziałem
Wyjąłem telefon z kieszeni i wybrałem numer Hany, po czym ustawiłem tryb głośno mówiący, abyśmy wszyscy mogli ją usłyszeć. Mijał sygnał za sygnałem, aż włączyła się poczta. Nagrałem się na nią. Zadzwoniłem ponownie. Tym razem od razu włączyła się sekretarka.
#Hana
Obudziłam się w jakimś obcym miejscu. Rozglądałam się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Z pewnością nie była to moja
sypialnia. Leżałam na jakimś materacu. Wokoło było pusto. Pomieszczenie było duże i zaniedbane. Wygląd budynku przypominał opustoszałą fabrykę, po której został tylko budynek. Próbowałam przypomieć sobie wczorajszy wieczór, żeby ustalić jak się tutaj znalazłam. Utrudniał mi to ból brzucha. Podniosłam się z materaca. Zaczęłam przeszukiwać swoje kieszenie od spodni, w celu wyjęcia telefonu. Niestety nie miałam go przy sobie, jak i torebki, w której miałam swoje dokumenty oraz kluczyki od auta. Postanowiłam poszukać wyjścia. W pewnym momencie usłyszałam echo czyjegoś głosu.
-Z tąd nie ma wyjścia Brooks. Możesz trafić jedynie do baram piekła.
Odwróciłam się i ujrzałam zamaskowaną postać, która do mnie przemawia. Ubrana była cała na czarno, na twarzy miała maskę, która skutecznie zakrywa twarz postaci. Głosu nie potrafię rozpoznać.
-Kim jesteś? -zapytałam
-Znasz mnie bardzo dobrze. Pewnie zadajesz sobie pytanie jak tu trafiłaś. Otóż w bardzo prosty sposób, wystarczyło jedno uderzenie żebyś straciła przytomność. Teraz jesteś moja.
-Przestań się ukrywać i pokaż swoją twarz, bo inaczej nie będę z tobą rozmawiać. Gdzie są moje rzeczy do jasnej cholery? ! Nie masz prawa mnie tu przetrzymywać.
Podeszłam do postaci,chcąc poznać jej twarz. Nie udało mi się, gdyż jakiś napakowany koleś mnie przytrzymał.
-Puszczaj mnie bydlaku! Nie pozwoliłam ci żebyś mnie dotykał! Jesteś obleśny!-zaczęłam się szarpać i krzyczeć, ale nic to nie dało.
Moje próby wyrwania sięz rąk nieznajomego mężczyzny skończyły się dla mnie bardzo źle. Zostałam posadzona do krzesła i przywiązana do niego. Przy tym dostałam kilka uderzeń na tak zwanego liścia. Byłam cała obolała, z moich oczu leciały łzy.
-Nie będziesz się już nigdy więcej sprzeciwiać rozumiesz? ! Inaczej znacznie szybciej trafisz na tamten świat, a mamy jeszcze sporo do wyjaśnienia.
-Dlaczego mi to robisz? Kimkolwiek jesteś nie uda ci się to. Prędzej czy później ktoś zorientuje się, że zniknęłam- mówiłam cichym głosem.
-Mylisz się! Wszystko jest tak zorganizowane, że twoi pożal się Boże przyjaciele nie znajdą ciebie tak prędko. Chcesz wiedzieć z kim masz do czynienia? Proszę bardzo! Postać zdjęła swoją maskę. Ku mojemu zdziwieniu osobą, która stała nade mną była...Hill. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Zamknęłam oczy i otworzyłam je ponownie, ale widok się nie zmienił.
-Co zdziwiona jesteś? Nie spodziewałaś się tego, prawda? No widzisz. Życie potrafi zaskoczyć.
-Jennifer co ja ci zrobiłam? Czymś cię uraziłam? Nie mogłyśmy się spotkać i na spokojnie sobie wszystko wyjaśnić?
-Hana to jest zemsta, nie rozumiesz. Nie powinnaś żyć już dawno!
-Co ty mówisz jaka zemsta? Za co?
-Zabrałaś mi wszystko! Zniszczyłaś mnie dobrze się przy tym bawiąc. Teraz za wszystko zapłacisz!
-O co ci chodzi?
-O Zayn'a. Ja go kochałam, a ty mi go zabrałaś. Zrobiłaś to specjalnie, przecież go nie kochałaś bo wolałaś Nialla, ale nie. Chciałaś zrobić mi na złość.
-Nie powiedziałaś mi tego. Zayn mnie kochał, więc próbowałam się w nim zakochać. Jak wiesz z marnym skutkiem. Nie układało nam się. Ciąża jest tego najlepszym przykładem. Nie da się zbudować związku na siłę.-rzekłam
-I ty to mówisz? Sama się do niego pchałaś a teraz za to zapłacisz. -oznajmiła
-Jaką cenę?-zapytałam
-Nie powiem ci,ale będziesz czuć się tak samo jak ja. A teraz przemyśl sobie swoje zachowanie.-mówiąc to dziewczyna oddaliła się.
Krzyczałam, żeby wróciła i nie zostawiała mnie samej. Bałam się tego co wydarzy się później. Nie wiedziałam czego mogę się po niej teraz spodziewać. Porwała mnie, więc teraz może zrobić wszystko. Nie poznaje jej. Znamy się bardzo długo, jest moją przyjaciółką. Nie mam siły. Bolą mnie nadgarstki, czuje, że krew mi nie dopływa, zasypiam.
#Louis
Gdy Niall dzwonił do Hany i ona nie odbierała od razu przyszła mi do głowy jedna myśl :anonim . Wystraszyłem się,ale nie mogłem się przyznać, że być może wiem co się dzieje z Haną. Co miałbym powiedzieć Horanowi? Słuchaj od jakiegoś czasu zamaskowana osoba mi grozi i chciała, żebym zabił Brooks. Przecież on weźmie mnie za wariata, wyśmieje mnie. Umówiliśmy się, że zaczniemy szukać Han po pracy, bo być może dziewczyna jest w kancelarii. Ja w tym czasie miałem zamiar pójść w miejsce ,w którym spotykałem się z tą tajemniczą osobą.
***
Spotkaliśmy się z Niallem, Dorothy i Harrym w mieszkaniu Hany. Styles, kiedy dowiedział się o zniknięciu Brooks od razu chciał włączyć się w poszukiwania.
-Żadnych śladów po Hanie. -powiedziała Dorothy
-Nikt jej nie widział, jakby zapadła się pod ziemię -rzekł Harry.
-Niall nie martw się, twoja księżniczka się znajdzie -powiedziałem, choć wiedziałem jak to głupio brzmi. Przecież jeśli moje podejrzenia są prawdziwe to nie mam całkowitej pewności czy Hana jeszcze żyje, bo anonimowi zależy na jej śmierci.
-Louis co ty kurwa mówisz? ! Hana zaginęła nie ma z nią kontaktu! Nie wiem co się z nią dzieje! Musze zgłosić jej zaginięcie na policje.
-Nie możesz tego zrobić!-krzyknąłem powstrzymując przyjaciela przed pójściem na komisariat.
-Już dawno powinienem to zrobić! Policja musi zacząć jej szukać - Niall był załamany
-Niall z tego co wszyscy dobrze wiemy to policja zaczyna poszukiwania dopiero po 48 godzinach. To jest strasznie głupie, ale takie są procedury. Powiedzą ci to samo co ja ci - rzekł Hazza
-To co mamy sobie tutaj tak siedzieć i czekać aż te 48 godzin minie? Może trzeba zawiadomić jej rodziców,albo chociaż Jai'a - powiedziała zdenerwowana a jednocześnie przerażona Dorti
-Nikomu o niczym nie powiemy, nie możemy - powiedziałem wzdychając
-Louis co ty pieprzysz? Nie poznaje cię! Do ciebie to nie dociera? HANA ZAGINĘŁA!-Niall się wściekł
-Wiesz gdzie jest Hana? -Dorothy spojrzała na mnie błagającym wzrokiem.
-Mam pewne przepuszczenia do tego co się dzieje z naszą koleżanką. To długa historia. -spuściłem wzrok.
Widziałem,że wszyscy patrzą teraz na mnie. Oczekują ode mnie jakichkolwiek informacji,boje sięże przyjaciele będą mieli do mnie żal o to,iż nie powiedziałem od razu co się dzieje. Nie dochodziło do mnie to co chcę teraz zrobić. Wiem tylko jedno, to ja mogę ocalić Hanę, przecież miałem do czynienia z anonimem i jego ludźmi.
-Louis mów! Jeśli wiesz coś powiedz mi -wydusił z siebie Niall
-Dobrze, ale musicie mi coś obiecać. Nikt z was nie może zawiadomić policji, mamy do czynienia z mafią,a jeśli oni się dowiedzą, że nasłaliśmy na nich gliny to zginiemy. Sam o mały włos nie straciłem życia.
W oczach wszystkich pojawiły się łzy. Niall, który dotychczas stał przy kuchennej wyspie, usiadł na krzesło.
-To...straszne. -powiedziała Dorothy ,która wstała i objęła mnie,żeby było mi raźniej. Bałem się jak cholera.
-Oni są groźni , śledzą nas a w szczególności mnie, Nialla i Hanę. Ale powiem od czego się zaczęło.
***
Opowieść zajęła mi godzinę, wszystko przez strach i brak możliwości dobrania odpowiednich słów. Przyjaciele byli przerażeni, z trudem przyswajali moje słowa. Nie dziwię im się, bo to co nas spotkało nie jest zwykłym wydarzeniem, które zdarza się każdemu. Patterson chciała iść na policje, ale Harry ją powstrzymał. Doszliśmy do wniosku,że zawiadomimy gliny, gdy znajdziemy Hanę. Mam pewien pomysł jak dowiedzieć się gdzie jest Brooks. Harry będzie śledził jednego z ludzi anonima, którego widziałem w czasie drogi do mieszkania Han. On nas do niej zaprowadzi. Kwadrans późnej kiedy mieliśmy wszystko ustalone postanowiliśmy wrócić z Niallem do domu,żeby nie wzbudzać podejrzeń,że coś kombinujemy. Przed kamienicą czekał na nas jeden z ludzi,z którym miałem przyjemność się widzieć. Dałem znak Niall'owi, że to on. Facet nas zaczepił.
-Witaj Tomlinson. Miło cię widzieć po dość długim czasie. Tęskniliśmy za tobą. Swoją drogą nieładnie uciekać -wielkolud posłał nam swój nic nie warty uśmiech.
-Czego ode mnie chcesz? -zapytałem wrogo
-Tym razem chcę gadać z twoim kumplem. Zdaje się jesteś Niall - wskazał palcem na mego przyjaciela.
-Tak - powiedział Horan
-Jedziesz ze mną. Zaje się, że mam twoją zgubę, której tak nieudolnie szukasz.
-Skurwysynie gdzie jest Hana?! Jeśli jej coś zrobiłeś bądź ją tknąłeś nie żyjesz?!- Niall był gotów rzucić się na niego z pięściami, ale go powstrzymałem.
-Niall, uspokój się! Wszystko będzie dobrze, nie martw się. Jedź, z Haną na pewno wszystko w porządku -powiedziałem tak, aby koleś od anonima się niczego nie domyślił, a tak naprawdę to zaczynamy nasze przedstawienie.
#Hana
-No wstawaj, budź się! Koniec spania!-słyszałam krzyki Jennifer, które mnie obudziły.
Zaczęłam się szarpać,aby usiąść wygodniej. Nadgarstki mnie bolały, wszystkie mięśnie były obolałe od zbyt mocnego przywiązania mnie do krzesła. Marzyłam o tym aby wszystko się już skoczyło. Byłam zmęczona i wykończona. Od tego siedzenia od kilku godzin bez ruchu zrobiło mi się zimno. Miejsce w którym byłam przetrzymywana było ziemne i ochydne , chociaż był czerwiec.
-Masz napij się, bo jeszcze umrzesz z pragnienia - powiedziała Jennifer, która trzymała plastikowy kubek przy moich ustach.
-Przecież tego właśnie chcesz Jenny. Nie męcz mnie tylko to zrób -krzyknęłam
-Nie kłóć się tylko pij!-odezwała się Hill
-Niczego od ciebie nie chcę - oznajmiłam
-Nie chcesz pić to nie, nie będę cię zmuszać na siłę, ale jeszcze z tobą nie skończyłam. Ja tak łatwo nie odpuszczam. Jeszcze długa droga przed tobą -mówiąc to wylała mi zawartość kubka prosto na twarz.
To co zrobiła Jennifer było ciosem w samo serce. W duszy błagałam o śmierć. Nie chciałam tak dłużej.
-Niebawem będziesz miała gości. Zagrasz w sztuce to wtedy z tobą skończę. Będę się dobrze bawić pociągając za spust. Chcesz zobaczyć jaki to przyjemny odgłos? Patrz!
Jennifer wyjęła broń. Krążyła razem z nią wokół mnie, ciągle powtarzając jaka to jestem zła i co jej zrobiłam. W pewnym momencie stanęła obok mnie wyciągnęła dłoń przed siebie i wycelowała... w szybę. Wzdygnęłam.
-Nie bój się tak bo na zawał padniesz! Mówiłam, że nie możesz umrzeć teraz. Ja o tym zdecyduje.
-Jennifer, proszę cię, porozmawiaj ze mną jak kiedyś. Przecież zawsze się dogadywałyśmy, jak mnie zabijesz pójdziesz siedzieć na kilka ładnych lat, zniszczysz sobie życie.
-Ty mi je odebrałaś rozumiesz? Pozbawiłaś mnie miłości! -Posłuchaj mnie proszę. Chcesz resztę swojego życia spędzić w więzieniu z jakimiś przestępcami? Naprawdę chcesz żeby tak wyglądała twoja przyszłość? Wszystko może się ułożyć. Chciałaś zostać prawniczką, miałaś podbijać świat...
-Zamknij się!
Mam dość ciebie i twojego głupiego gadania.
Hill wyjęła nóż i podeszła bliżej, pochyliła się nade mną. Zaczęła z lewej strony jeździć po mojej szyji. Momentalnie zrobiło mi się gorąco, czułam jak krew leci mi po szyji. Zrobiła tak jeszcze kilka razy z lewej i prawej strony. Brakowało mi sił, czułam,że koniec jest już bardzo blisko....
~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za błędy. Jak wrażenia? Zrobiło się naprawdę gorąco :) Anonimem okazała się Jennifer. Tak się cieszę,że ten moment nadszedł, bo nie mogłam już dłużej trzymać was w niepewności. To był przed ostatni rozdział, niestety.
Chciałabym aby pod tym wpisem było 10 komentarzy,lecz nie wiem czy dacie radę. Mam wrażenie,że wiele z Was dało sobie spokój z tą historią.
Do następnego @angelharry99
#ANOMIM
Udało się schwytać Hanę. Stasznie się z tego cieszę, a najlepsze jest to,że Horan szybko się nie domyśli. Dziewczyna leży nieprzytomna na tylnym siedzeniu. Umieszcze ją w mojej kryjówce. Będzie spała do rana, bo dość mocno oberwała. Na wszelki wypadek wstrzyknę jej coś na sen. Spoglądam na nią. Widok niesamowity. Bezbronna i poobijana Hana to coś niepowtarzalnego. Długo trzeba było czekać na tą chwilę,ale warto było. Teraz można się z nią rozprawić raz na zawsze. Moja zemsta jest bardzo długa. Za chwilę będziemy na miejscu ,w którym nikt nas nie znajdzie. Nialla mam z głowy na co najmniej 12 godzin. Chcę, żeby zabawa się rozkręciła. Nudzi mnie to, że ona śpi, ale lepsze jest to, gdy śpi, bo mogłaby się bronić i krzyczeć a tak nie może mi nic zrobić. Mamy do omówienia wiele kwestii. To będzie najdłuższa i najboleśniejsza śmierć. Ona na taką właśnie zasługuje. Atrakcje, które zostały specjalnie na tą okazję przygotowane są idealne. W końcu Hana poczuje się dokładnie tak samo jak ja.
#Niall
Przyszły wyniki badań Brooks. Wyszedłem na korytarz, aby zawołać ją do gabinetu,żebyśmy mogli spokojnie je przeanalizować i pobyć ze sobą. W holu nikogo nie było, żadnych nowych pacjentów, krzesła były puste. Poszedłem zapytać pielęgniarkę, która siedziała w recepcji.
-Widziałaś szczupłą blondynkę, nieco niższą ode mnie? Szukam jej.
-Tak, ale to było jakiś czas temu Niall. Może poszła do bufetu coś zjeść.
-Okey, jakby coś to wracam za 10 minut , muszę jąznaleźć.
-To ktoś ważny dla ciebie?zapytała -Często widzę was razem.
-Hana to moja dziewczyna .
-Pasujecie do siebie -oznajmiła.
Poszedłem w kierunku bufetu, być może Hana kolejny raz rozmawia z kobietą, która sprzedaje jedzenie. Niestety nie zastałem jej tam. Starsza pani powiedziała mi ,że być może jest w toalecie.
Udałem się więc do damskiego wc. Tam również jej nie było. Przejrzałem wszystkie kabiny, ale nikogo nie zastałem. W łazience było zwyczajnie pusto.
-Nie pomylił pan doktorze Horan ubikacji.? To damska rzekła jedna kobiet, która weszła do pomieszczenia.
-Nie po prostu szukam kogoś. Już sobie idę. A może pani widziała taką szczupłą blondynkę w rozpuszczonych włosach, niebieskim płaszczyku i białej apaszce?
-Niestety nie, przykro mi.
-No nic. Dziękuję
Gdzie ty jesteś? Być może w natłoku ludzi się minęliśmy i Hana czeka na mnie pod gabinetem. Wróciłem do mojego pomieszczenia,ale tam jej nie było. Wszedłem do środka gabinetu. Chwyciłem telefon z biurka w celu skontaktowania się z ukochaną. Ikona w komórce wskazywała na jedną nową, nie przeczytaną wiadomość. Odblokowałem urządzenie. Nie odczytany sms, który dostałem należał do Hany. Szybko przeczytałem wiadomość.
Hana: Niall, przepraszam Cię, musiałam iść. Dorothy ma problem, muszę ją wesprzeć i pocieszyć. Lepiej będzie, jeśli dzisiaj nie będziesz nocował w moim mieszkaniu. Proszę zrozum mnie. Przepraszam, bo byliśmy umówieni. Odezwę się jutro.
Uspokoiłem się, kiedy przeczytałem sms'a. Kochana musi wesprzeć przyjaciółkę. Rozumiem ją. Dorti ją wspierała, gdy tego potrzebowała u teraz ona będzie ją pocieszać. Mogłem w spokoju dokończyć ostatnie godziny dyżuru.
***
Po skończonej pracy pojechałem do dawnego mieszkania, po drodze wstąpiłem do osiedlowego sklepu,aby kupić piwo i coś do picia.
-Siemka-przywitałem się z Lou
-Cześć, co ty tu robisz? Nie powinieneś być teraz z Haną?
-Powinienem, ale Dorothy ma jakiś problem i Han prosiła, żebym dzisiaj nie przychodził. Babskie sprawy, nie lubię się w nie mieszać. Korzystając z tego, że mam wolny wieczór pomyślałem sobie, że moglibyśmy spędzić go razem. Kupiłem procenty.
-Jasne, będzie tak jak za dawnych czasów.
Usiedliśmy na kanapie w salonie i oglądaliśmy mecz w ręku trzymając puszke piwa. Wieczór minął nam bardzo szybko.
***
Następnego dnia wstałem i poszedłem do kuchni zrobić sobie śniadanie. Wstawiłem wodę na herbatę i udałem się do pokoju Louisa z pytaniem czy zje śniadanie i pojedzie ze mną później do dziewczyn. Przyjaciel zerwał się z łóżka, spodobała mu się moja propozycja. Chyba coś czuje do Dorothy. Przygotowałem posiłek, który wspólnie zjedliśmy. Następnie poszedłem do łazienki wziąć szybki prysznic. Po kąpieli ubrałem się w czarne spodnie i czarny t-shirt, z białym nadrukiem. Kiedy Tomlinson był gotowy, razem pojechaliśmy do mieszkania Hany. Gdy byliśmy na osiedlu gdzie mieszka moja dziewczyna, zaparkowałem auto i weszliśmydo odpowiedniej klatki schodowej. Zapukałem do drzwi. Otworzyła nam Dorothy.
-Cześć. Przyszliśmy sprawdzić co u was - rzekłem
-Jak to u nas? -zapytała zdziwionym głosem blondynka
-To Hany nie ma? -powiedziałem wchodząc do domu
-Nie, powiedziała, że nocuje u ciebie.
-Nie było jej u mnie! Powiedziała, że idzie do ciebie, bo musi cię wesprzeć i lepiej będzie jeśli przenocuje u Louisa.-powiedziałem.
Zmatwiłem się, to wszystko było dziwne. Czyżby Hana okłamała nie tylko mnie jak również swoją najlepszą przyjaciółkę? Brooks nigdy się tak nie zachowywała. Zaniepokoiło mnie jej nagłe zniknięcie. Zaczęłem zastanawiać się gdzie spędziła dzisiejszą noc, skoro nie było jej ze mną ani z Patterson.
-Zadzwońmy do niej. Dowiemy się gdzie jest. To jest najprostsze rozwiązanie. -oznajmił Louis
-A co jeśli znów się upiła? Pamiętacie co się z nią działo, gdy poroniła. Wy wiecie najlepiej. Mnie wtedy z wami nie było, nie należałam do waszej paczki ale dobrze pamiętam tamten wieczór z klubu. Może znów tam jest? -powiedziała Dorothy
-Zadzwonię do niej - powiedziałem
Wyjąłem telefon z kieszeni i wybrałem numer Hany, po czym ustawiłem tryb głośno mówiący, abyśmy wszyscy mogli ją usłyszeć. Mijał sygnał za sygnałem, aż włączyła się poczta. Nagrałem się na nią. Zadzwoniłem ponownie. Tym razem od razu włączyła się sekretarka.
#Hana
Obudziłam się w jakimś obcym miejscu. Rozglądałam się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Z pewnością nie była to moja
sypialnia. Leżałam na jakimś materacu. Wokoło było pusto. Pomieszczenie było duże i zaniedbane. Wygląd budynku przypominał opustoszałą fabrykę, po której został tylko budynek. Próbowałam przypomieć sobie wczorajszy wieczór, żeby ustalić jak się tutaj znalazłam. Utrudniał mi to ból brzucha. Podniosłam się z materaca. Zaczęłam przeszukiwać swoje kieszenie od spodni, w celu wyjęcia telefonu. Niestety nie miałam go przy sobie, jak i torebki, w której miałam swoje dokumenty oraz kluczyki od auta. Postanowiłam poszukać wyjścia. W pewnym momencie usłyszałam echo czyjegoś głosu.
-Z tąd nie ma wyjścia Brooks. Możesz trafić jedynie do baram piekła.
Odwróciłam się i ujrzałam zamaskowaną postać, która do mnie przemawia. Ubrana była cała na czarno, na twarzy miała maskę, która skutecznie zakrywa twarz postaci. Głosu nie potrafię rozpoznać.
-Kim jesteś? -zapytałam
-Znasz mnie bardzo dobrze. Pewnie zadajesz sobie pytanie jak tu trafiłaś. Otóż w bardzo prosty sposób, wystarczyło jedno uderzenie żebyś straciła przytomność. Teraz jesteś moja.
-Przestań się ukrywać i pokaż swoją twarz, bo inaczej nie będę z tobą rozmawiać. Gdzie są moje rzeczy do jasnej cholery? ! Nie masz prawa mnie tu przetrzymywać.
Podeszłam do postaci,chcąc poznać jej twarz. Nie udało mi się, gdyż jakiś napakowany koleś mnie przytrzymał.
-Puszczaj mnie bydlaku! Nie pozwoliłam ci żebyś mnie dotykał! Jesteś obleśny!-zaczęłam się szarpać i krzyczeć, ale nic to nie dało.
Moje próby wyrwania sięz rąk nieznajomego mężczyzny skończyły się dla mnie bardzo źle. Zostałam posadzona do krzesła i przywiązana do niego. Przy tym dostałam kilka uderzeń na tak zwanego liścia. Byłam cała obolała, z moich oczu leciały łzy.
-Nie będziesz się już nigdy więcej sprzeciwiać rozumiesz? ! Inaczej znacznie szybciej trafisz na tamten świat, a mamy jeszcze sporo do wyjaśnienia.
-Dlaczego mi to robisz? Kimkolwiek jesteś nie uda ci się to. Prędzej czy później ktoś zorientuje się, że zniknęłam- mówiłam cichym głosem.
-Mylisz się! Wszystko jest tak zorganizowane, że twoi pożal się Boże przyjaciele nie znajdą ciebie tak prędko. Chcesz wiedzieć z kim masz do czynienia? Proszę bardzo! Postać zdjęła swoją maskę. Ku mojemu zdziwieniu osobą, która stała nade mną była...Hill. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Zamknęłam oczy i otworzyłam je ponownie, ale widok się nie zmienił.
-Co zdziwiona jesteś? Nie spodziewałaś się tego, prawda? No widzisz. Życie potrafi zaskoczyć.
-Jennifer co ja ci zrobiłam? Czymś cię uraziłam? Nie mogłyśmy się spotkać i na spokojnie sobie wszystko wyjaśnić?
-Hana to jest zemsta, nie rozumiesz. Nie powinnaś żyć już dawno!
-Co ty mówisz jaka zemsta? Za co?
-Zabrałaś mi wszystko! Zniszczyłaś mnie dobrze się przy tym bawiąc. Teraz za wszystko zapłacisz!
-O co ci chodzi?
-O Zayn'a. Ja go kochałam, a ty mi go zabrałaś. Zrobiłaś to specjalnie, przecież go nie kochałaś bo wolałaś Nialla, ale nie. Chciałaś zrobić mi na złość.
-Nie powiedziałaś mi tego. Zayn mnie kochał, więc próbowałam się w nim zakochać. Jak wiesz z marnym skutkiem. Nie układało nam się. Ciąża jest tego najlepszym przykładem. Nie da się zbudować związku na siłę.-rzekłam
-I ty to mówisz? Sama się do niego pchałaś a teraz za to zapłacisz. -oznajmiła
-Jaką cenę?-zapytałam
-Nie powiem ci,ale będziesz czuć się tak samo jak ja. A teraz przemyśl sobie swoje zachowanie.-mówiąc to dziewczyna oddaliła się.
Krzyczałam, żeby wróciła i nie zostawiała mnie samej. Bałam się tego co wydarzy się później. Nie wiedziałam czego mogę się po niej teraz spodziewać. Porwała mnie, więc teraz może zrobić wszystko. Nie poznaje jej. Znamy się bardzo długo, jest moją przyjaciółką. Nie mam siły. Bolą mnie nadgarstki, czuje, że krew mi nie dopływa, zasypiam.
#Louis
Gdy Niall dzwonił do Hany i ona nie odbierała od razu przyszła mi do głowy jedna myśl :anonim . Wystraszyłem się,ale nie mogłem się przyznać, że być może wiem co się dzieje z Haną. Co miałbym powiedzieć Horanowi? Słuchaj od jakiegoś czasu zamaskowana osoba mi grozi i chciała, żebym zabił Brooks. Przecież on weźmie mnie za wariata, wyśmieje mnie. Umówiliśmy się, że zaczniemy szukać Han po pracy, bo być może dziewczyna jest w kancelarii. Ja w tym czasie miałem zamiar pójść w miejsce ,w którym spotykałem się z tą tajemniczą osobą.
***
Spotkaliśmy się z Niallem, Dorothy i Harrym w mieszkaniu Hany. Styles, kiedy dowiedział się o zniknięciu Brooks od razu chciał włączyć się w poszukiwania.
-Żadnych śladów po Hanie. -powiedziała Dorothy
-Nikt jej nie widział, jakby zapadła się pod ziemię -rzekł Harry.
-Niall nie martw się, twoja księżniczka się znajdzie -powiedziałem, choć wiedziałem jak to głupio brzmi. Przecież jeśli moje podejrzenia są prawdziwe to nie mam całkowitej pewności czy Hana jeszcze żyje, bo anonimowi zależy na jej śmierci.
-Louis co ty kurwa mówisz? ! Hana zaginęła nie ma z nią kontaktu! Nie wiem co się z nią dzieje! Musze zgłosić jej zaginięcie na policje.
-Nie możesz tego zrobić!-krzyknąłem powstrzymując przyjaciela przed pójściem na komisariat.
-Już dawno powinienem to zrobić! Policja musi zacząć jej szukać - Niall był załamany
-Niall z tego co wszyscy dobrze wiemy to policja zaczyna poszukiwania dopiero po 48 godzinach. To jest strasznie głupie, ale takie są procedury. Powiedzą ci to samo co ja ci - rzekł Hazza
-To co mamy sobie tutaj tak siedzieć i czekać aż te 48 godzin minie? Może trzeba zawiadomić jej rodziców,albo chociaż Jai'a - powiedziała zdenerwowana a jednocześnie przerażona Dorti
-Nikomu o niczym nie powiemy, nie możemy - powiedziałem wzdychając
-Louis co ty pieprzysz? Nie poznaje cię! Do ciebie to nie dociera? HANA ZAGINĘŁA!-Niall się wściekł
-Wiesz gdzie jest Hana? -Dorothy spojrzała na mnie błagającym wzrokiem.
-Mam pewne przepuszczenia do tego co się dzieje z naszą koleżanką. To długa historia. -spuściłem wzrok.
Widziałem,że wszyscy patrzą teraz na mnie. Oczekują ode mnie jakichkolwiek informacji,boje sięże przyjaciele będą mieli do mnie żal o to,iż nie powiedziałem od razu co się dzieje. Nie dochodziło do mnie to co chcę teraz zrobić. Wiem tylko jedno, to ja mogę ocalić Hanę, przecież miałem do czynienia z anonimem i jego ludźmi.
-Louis mów! Jeśli wiesz coś powiedz mi -wydusił z siebie Niall
-Dobrze, ale musicie mi coś obiecać. Nikt z was nie może zawiadomić policji, mamy do czynienia z mafią,a jeśli oni się dowiedzą, że nasłaliśmy na nich gliny to zginiemy. Sam o mały włos nie straciłem życia.
W oczach wszystkich pojawiły się łzy. Niall, który dotychczas stał przy kuchennej wyspie, usiadł na krzesło.
-To...straszne. -powiedziała Dorothy ,która wstała i objęła mnie,żeby było mi raźniej. Bałem się jak cholera.
-Oni są groźni , śledzą nas a w szczególności mnie, Nialla i Hanę. Ale powiem od czego się zaczęło.
***
Opowieść zajęła mi godzinę, wszystko przez strach i brak możliwości dobrania odpowiednich słów. Przyjaciele byli przerażeni, z trudem przyswajali moje słowa. Nie dziwię im się, bo to co nas spotkało nie jest zwykłym wydarzeniem, które zdarza się każdemu. Patterson chciała iść na policje, ale Harry ją powstrzymał. Doszliśmy do wniosku,że zawiadomimy gliny, gdy znajdziemy Hanę. Mam pewien pomysł jak dowiedzieć się gdzie jest Brooks. Harry będzie śledził jednego z ludzi anonima, którego widziałem w czasie drogi do mieszkania Han. On nas do niej zaprowadzi. Kwadrans późnej kiedy mieliśmy wszystko ustalone postanowiliśmy wrócić z Niallem do domu,żeby nie wzbudzać podejrzeń,że coś kombinujemy. Przed kamienicą czekał na nas jeden z ludzi,z którym miałem przyjemność się widzieć. Dałem znak Niall'owi, że to on. Facet nas zaczepił.
-Witaj Tomlinson. Miło cię widzieć po dość długim czasie. Tęskniliśmy za tobą. Swoją drogą nieładnie uciekać -wielkolud posłał nam swój nic nie warty uśmiech.
-Czego ode mnie chcesz? -zapytałem wrogo
-Tym razem chcę gadać z twoim kumplem. Zdaje się jesteś Niall - wskazał palcem na mego przyjaciela.
-Tak - powiedział Horan
-Jedziesz ze mną. Zaje się, że mam twoją zgubę, której tak nieudolnie szukasz.
-Skurwysynie gdzie jest Hana?! Jeśli jej coś zrobiłeś bądź ją tknąłeś nie żyjesz?!- Niall był gotów rzucić się na niego z pięściami, ale go powstrzymałem.
-Niall, uspokój się! Wszystko będzie dobrze, nie martw się. Jedź, z Haną na pewno wszystko w porządku -powiedziałem tak, aby koleś od anonima się niczego nie domyślił, a tak naprawdę to zaczynamy nasze przedstawienie.
#Hana
-No wstawaj, budź się! Koniec spania!-słyszałam krzyki Jennifer, które mnie obudziły.
Zaczęłam się szarpać,aby usiąść wygodniej. Nadgarstki mnie bolały, wszystkie mięśnie były obolałe od zbyt mocnego przywiązania mnie do krzesła. Marzyłam o tym aby wszystko się już skoczyło. Byłam zmęczona i wykończona. Od tego siedzenia od kilku godzin bez ruchu zrobiło mi się zimno. Miejsce w którym byłam przetrzymywana było ziemne i ochydne , chociaż był czerwiec.
-Masz napij się, bo jeszcze umrzesz z pragnienia - powiedziała Jennifer, która trzymała plastikowy kubek przy moich ustach.
-Przecież tego właśnie chcesz Jenny. Nie męcz mnie tylko to zrób -krzyknęłam
-Nie kłóć się tylko pij!-odezwała się Hill
-Niczego od ciebie nie chcę - oznajmiłam
-Nie chcesz pić to nie, nie będę cię zmuszać na siłę, ale jeszcze z tobą nie skończyłam. Ja tak łatwo nie odpuszczam. Jeszcze długa droga przed tobą -mówiąc to wylała mi zawartość kubka prosto na twarz.
To co zrobiła Jennifer było ciosem w samo serce. W duszy błagałam o śmierć. Nie chciałam tak dłużej.
-Niebawem będziesz miała gości. Zagrasz w sztuce to wtedy z tobą skończę. Będę się dobrze bawić pociągając za spust. Chcesz zobaczyć jaki to przyjemny odgłos? Patrz!
Jennifer wyjęła broń. Krążyła razem z nią wokół mnie, ciągle powtarzając jaka to jestem zła i co jej zrobiłam. W pewnym momencie stanęła obok mnie wyciągnęła dłoń przed siebie i wycelowała... w szybę. Wzdygnęłam.
-Nie bój się tak bo na zawał padniesz! Mówiłam, że nie możesz umrzeć teraz. Ja o tym zdecyduje.
-Jennifer, proszę cię, porozmawiaj ze mną jak kiedyś. Przecież zawsze się dogadywałyśmy, jak mnie zabijesz pójdziesz siedzieć na kilka ładnych lat, zniszczysz sobie życie.
-Ty mi je odebrałaś rozumiesz? Pozbawiłaś mnie miłości! -Posłuchaj mnie proszę. Chcesz resztę swojego życia spędzić w więzieniu z jakimiś przestępcami? Naprawdę chcesz żeby tak wyglądała twoja przyszłość? Wszystko może się ułożyć. Chciałaś zostać prawniczką, miałaś podbijać świat...
-Zamknij się!
Mam dość ciebie i twojego głupiego gadania.
Hill wyjęła nóż i podeszła bliżej, pochyliła się nade mną. Zaczęła z lewej strony jeździć po mojej szyji. Momentalnie zrobiło mi się gorąco, czułam jak krew leci mi po szyji. Zrobiła tak jeszcze kilka razy z lewej i prawej strony. Brakowało mi sił, czułam,że koniec jest już bardzo blisko....
~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za błędy. Jak wrażenia? Zrobiło się naprawdę gorąco :) Anonimem okazała się Jennifer. Tak się cieszę,że ten moment nadszedł, bo nie mogłam już dłużej trzymać was w niepewności. To był przed ostatni rozdział, niestety.
Chciałabym aby pod tym wpisem było 10 komentarzy,lecz nie wiem czy dacie radę. Mam wrażenie,że wiele z Was dało sobie spokój z tą historią.
Do następnego @angelharry99
czwartek, 18 czerwca 2015
Rozdział 28
"Początek zemsty "
#Hana
Ledwo zdążyłam wrócić z krótkich wakacji, a już rzuciłam się w wir pracy. Od rana do wieczora siedzę w kancelarii. Sekretarka jest na urlopie dlatego przejęłam również jej obowiązki. Nie mam czasu na spotkania z Niallem. Widujemy się w domu choć nie zawsze, bo czasami Horan nocuje w mieszkaniu, w którym mieszał razem z Louisem gdyż tak mu jest wygodniej. Ukochany musi godzić dwie prace na raz. Z jednej strony dyżury w szpitalu, a z drugiej firma kateringowa. Bywa, że widujemy się w kancelarii, gdy przynosi zestawy obiadowe dla pracowników. Staram się je odbierać tak często jak tylko mogę, by chociaż przez 5 minut pobyć z moim chłopakiem. Nie zawsze to wychodzi, bo jeżdżę między kancelarią, a sądem. Tak to już jest, gdy sezon urlopowy w pełni. Wystarczy, aby zabrakło jednej osoby, to jej obowiązki przechodzą na kogoś innego. Trzeba godzić wszystkie zadania.
Nie miałam nawet czasu, aby pożegnać się z bratem i Isabel oraz Nick'iem . Jai wrócił już do Irlandii. Przygotowania do ślubu ruszyły. W październiku wesele i chrzciny. Nie mogę się już doczekać chociaż nie za bardzo mogę sobie wyobrazić Jai'ego w roli przykładnego męża. Do ojcostwa brata jakoś się przyzwyczaiłam, nawet dobrze sobie jak na 26latka z rozumem małego chłopca. Jai to taki duży chłopiec, potrzebujący rozrywkowego życia a nie życia w rutynie.
Podczas przerwy obiadowej pojechałam do Copernicous'a aby zjeść z Niallem posiłek w szpitalnym bufecie. Podróż do szpitala zajęła mi 40minut, ponieważ miasto po godzinie 12:00 jest dość zakorkowane. Dobrze, że szpital mieści się poza samym centrum. Dzisiaj cały dzień pada deszcz, jest szaro i ponuro na dworzu. Gdy byłam na miejscu, zaparkowałam auto i poszłam prosto do bufetu. Przy stoliku siedział Niall i jadł.
-Hej. Smacznego -powiedziałam witając się.
-Dziękuję.
-Zaraz dołączę do ciebie tylko sobie coś wezmę.
Podeszłam do baru. Po chwili zastanowienia złożyłam zamówienie u miłej starszej pani, która stała za ladą. Zdążyłyśmy się trochę lepiej poznać, gdyż wielokrotnie czekałam na Nialla w bufecie. Często rozmawiałyśmy, kobieta przypomina mi moją kochaną babcie, za którą bardzo tęsknię. Kiedy dostałam zamówienie zapłaciłam i zajęłam miejsce przy kwadratowym stoliku na przeciwko Nialla.
-Smacznego -powiedział Horan
-Dziękuję.
-Stęskniłem się za tobą. Długo kazałaś na siebie czekać słonko -powiedział ściskając moją dłoń.
-Przepraszam, straszne korki. O tej porze trudno dostać się do Copernicous'a.
-Wiem, ale cieszę się, że jesteś. Każda sekunda spędzona z tobą jest dla mnie bardzo ważna.
-Niall...
-Jedz, mam jeszcze chwilę przerwy. Nigdzie nie odchodzę.-rzekł , po czym gestykulując zamówił sobie kawę na wynos.
-Spotkamy się jeszcze dzisiaj? -zapytałam jedząc
-Oczywiście, po dyżurze jadę prosto. Zrobię kolacje, może obejrzymy jakiś film a potem...
-Zobaczymy. Wiesz o tym, że Dorothy może być w domu? -Spędzimy z nią wieczór, nie przeszkadza mi jej towarzystwo. Lubię ją.
-Dużo masz pracy? -spytałam
-Jak to na izbie. Różne przypadki, jedne groźniejsze, drogie nieco mniej. Daje sobie radę, kolega jest ze mną. Pager Nialla zaczął dzwonić.
-Przepraszam, muszę wracać do pracy. Potrzebują mnie.
-Jasne, nie będę cię zatrzymywać, trzymaj się -powiedziałam
-Zobaczymy się za kilka godzin -Niall puścił mi oczko, uśmiechając się, po czym wyszedł z bufetu.
Dokończyłam posiłek. Następnie wyjęłam z torby laptopa i sprawdziłam swoją pocztę. Teraz tak wygląda moja praca, dostaje różne e - maile, na ktòre musze odpisać. W ciągu dnia dostaje je praktyczne co chwile.Pracuje prawie non stop. W kancelarii, w domu i nawet tutaj. Dobrze, że sekretarka niedługo wraca z urlopu. Odciąży mnie, wytrzymam jeszcze trochę. Jenny mi bardzo pomaga ogarnąć wszystko, bo sama nie dałabym sobie rady. Dzięki niej mogłam dziś wyrwać się na dłuższą przerwę, żeby zobaczyć się z Niallem. Przyjaciółka zastąpiła mnie na stanowisku sekretarki, za co jestem jej ogromnie wdzięczna.
-Och te młode pokolenie. Tylko kariera wam w głowie. Wszędzie te laptopy ze sobą zabieracie.-oznajmiła kobieta, która przyszła odebrać naczynia po obiedzie.
-Takie jest życie, gonimy za szczęściem. -odparłam
-Mogę zabrać talerz?
-Tak. Zaraz uciekam.
-Właśnie o tym mówię. Dziewczyno zwolnij tempo. Marnie wyglądasz.
-Jestem już po urlopie, teraz trzeba wziąść się w garść. Kliknąłem na ekran telefonu, aby sprawdzić godzinę.
-Muszę wracać do pracy. Dziękuję za jak zawsze pyszny obiad.
-Polecam się na przyszłość.
Kobieta odeszła. Ja wyłączyłam laptopa, spakowałam go do torby, po czym wstałam z krzesła, zasunęłam je i chwyciłam leżący na stoliku telefon. Skierowałam się do wyjścia z budynku szpitala.
Wróciłam do kancelarii. Zastałam w niej sprzątającego korytarz Harry'ego. Za biurkiem nikogo nie było.
-Gdzie jest Jennifer? -zapytałam, kładąc torbę z laptopem na biurku.
-Nie wiem, nie widziałem jej, a co?
-No właśnie nic, miała mnie zastąpić, gdy wychodziłam to jeszcze była.
-Może jest w socjalnym.
-Nie ma jej - westchnęłam -A chciałam z nią pogadać.
-Nie mam pojęcia, gdzie może być. Bym zapomniał, Owen prosił, żebyś do niego zajrzała, gdy wrócisz.
-Wiesz co mógłby chcieć?
-Wszystkich od rana do siebie woła, więc może szykuje się podwyżka - chłopak posłał mi ciepły uśmiech, odwzajemniłam go.
-Tobie się należy z pewnością. Tak ładnie i dokładnie sprzątasz.
-Właśnie mogłabyś?
-Mogłabym co?
-Wspomnieć mu o mnie. No wiesz, może o mnie zapomniał. Nie widuje go tak często jak ty i nie mam z nim takich dobrych relacji.
-Zobaczę co da się zrobić. Nie zapomnę o tobie --powiedziałam.
-Jesteś wyjątkowa -Harry mnie objął.
-No już,przestań. Pójdę do niego i dowiem się o co chodzi. Dopiluj tutaj wszystkiego. Dużo ludzi się tutaj kręci.
-Jasne. Nie zapomnij o podwyżce dla mnie. -powiedział Styles
Zostawiłam chłopaka i poszłam do gabinetu mecenasa. Zapukałam, po czym weszłam do środka.
-Dzień dobry -przywitałam się
-Witaj.
-Wzywał mnie pan więc jestem.
-Mów mi po imieniu. Tak będzie prościej, ułatwi to nam pracę. -rzekł
-Wzywałeś mnie -poprawiłam się. Coś się stało?
-Nie wszystko w porządku. Pracujesz już dla naszej kancelarii już prawie rok i w związku z tym musisz wykonać serię podstawowych badań. To nic poważnego rutynowe badania. Kazałem Jennifer jechać je zrobić .
Gdy to usłyszałam miałam ochotę parsknąć śmiechem, jak zwykle Harry coś pokręcił. Pomyślałam, że kiedyś go za to udusze.
-Szkoda, że nie powiedziałeś mi o ich wcześniej. Wracam właśnie ze szpitala i mógłbyś mieć wyniki na biurku.
-Ktoś z bliskich leży w szpitalu? -Mark się zmartwił.
-Nie, byłam tylko na przerwie obiadowej. Musiałam kogoś odwiedzić.
-Okey, nie wnikam. Rozumiem, masz prywatne życie. Jeśli nie masz nic do roboty to możesz już wracać do domu. Nie mam nic przeciwko temu, żebyś siedziała tu bezczynnie.
-Dzięki. Wstąpie po drodze do szpitala i zrobię badania, żeby mieć je z głowy. Być może spotkam Jenny. Wiesz może , do którego szpitala się udała?
-Nie. Wzięła kartkę i uciekła. Ona ma jakieś problemy?
-Nie wiem, jak się czegoś dowiem to dam ci znać.
-Dobrze, to idź już, nie będę ci czasu zabierał.
Wyszłam z pomieszczenia i podeszłam do biurka, które czyścił Styles. Posłałam mu wrogie spojrzenie.
-Co ci powiedział? Wyglądasz jakby cię zwolnił.
-Jesteś głupi wiesz. Owen nie daje podwyżek przyjemniej narazie. Proszę oto powód jego wezwania Położyłam na blacie kartkę z listą badań. - Wkrótce tyje otrzymasz.
-To po taki świstek papieru cię poprosił? Dziwny koleś. Nie zrobię tych badań. Boje się pobierania krwii.
-Pójdę z tobą i potrzymam cię za rękę. To nie boli. Pobieranie krwi trwa dosłownie minute. -oznajmiłam
-Okey, dziękuję. Trzymam cię za słowo.
-To ja się już będę zbierać. Trzeba zrobić te badania.
Wzięłam torbę z laptopem oraz teczkę z dokumentami. Pożegnałam się z Harry'm. Pojechałam do domu przebrać się w wygodnejszą stylizacje. Założyłam czarne legginsy, białą tuniczkę i jasno niebieski, zwiewny płaszczyk. To tego dobrałam białą apaszke, która idealnie pasowała do moich trampek. Poprawiłam makijaż i rozczesałam włosy. Schowałam do torebki wszystkie niezbędne rzeczy , chwyciłam klucze od auta, wyszłam z domu i pojechałam po raz kolejny do Copernicous'a. Cieszyłam się z ponownego spotkania z Niallem.
#ANOMIM
Skoro akcja z wypadkiem nie wypaliła, przez tego gnojka Tomlinson'a czas się zemścić w całkiem inny sposób. Chciałem załatwić to w inny sposób, ale chłopak nie pozostawił mi wyboru. Najpierw skończę z Haną a potem zajmę się Louisem. Powinno to wszystko odbyć się w innej kolejności,ale nie chce, aby chłopak kolejny raz rozwalił mi mój plan. Na to nie mogę się zgodzić. Musze działać, bardzo szybko, zanim on coś nowego nie wymyśli, bo już raz zdążył uciec razem z nią i Niallem. Być może poszedł już na policje, w co wątpię po ostaniej ucieczce, chłopak za bardzo się mnie boi, lecz nie mam całkowitej pewności. Raz mnie wystawił. Tym razem to ja będę szybszy i zrobię z Haną porządek raz na zawsze. Dopnę swego. Nie ucieknie mi już nigdy. Napisany przeze mnie scenariusz jej życia zostanie zrealizowany w całości.
#Hana
Po 30 minutowej jedzie samochodem dotarłam na miejsce. Na dworzu nie było ciepło, niebo było zachmurzone, deszcz padał dość mocno. Wysiadłam z auta i udałam się w stronę wejścia. Udałem się do konsoli, przy której siedziała pielęgniarka.
-Dzień dobry. Gdzie mogę wykonać te badania? Podałam jej kartkę z listą badań.
-Pójdzie pani w lewo. Gabinet numer 4. Tam proszę czekać w kolejce.
-Dziękuję
Udałam się pod wskazane drzwi i czekałam na swoją kolej. Napisałam sms'a do Niall'a aby upewnić się czy chłopak jest w środku.
Ja:Gdzie jesteś? Może asystujesz przy operacji?
Horan odpisał mi chwilę późnej.
Niall :Mam dyżur na izbie, kochanie przecież wiesz :)
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Z niecierpliwością czekałam na swoją kolej. Kiedy nadeszła moja pora weszłam do środka.
-Dzień dobry panie doktorze. -powiedziałam, gdyż Niall wypełniał dokumenty po poprzednim pacjencie
-Hana! Co ty tu robisz? Nie spodziewałem się ciebie tutaj.
-Owen mnie przysłał, chce wiedzieć czy jestem zdrowa.
-Z przyjemnością to sprawdzę, pokaż co tam masz.
Podałam Niallowi kartkę. Po analizie zleconych badań blondyn zabrał głos:
-Rutynowe badania. Nie masz się czego bać. Trzeba tylko pobrać ci kew, sprawdzić wzorok, zmierzyć ciśnienie. No i musisz nasiusiać do pojemniczka. Po czym się zaśmiał. Choć do mnie.
Usiadłam na kolanach Niall'a. On mnie objął i całował w szyję.
-Co jeśli nas ktoś nakryje? Poza tym jesteś w pracy.
-Tym się nie martw. Tęsknię za tobą i korzystam z każdej chwili gdy jesteś obok.
-Dlatego specjalnie tu przyjechałam. Mogłam wybrać inny szpital. Zróbmy już te badania. Na wyniki trzeba będzie i tak poczekać.
-Skoro nalegasz to siadaj na kozetke, sprawdzimy ci wzrok i zmierzamy ciśnienie.
Wykonałam polecenie Nialla. Bawiła mnie cała ta sytuacja. Rzadko kto ma taki zaszczyt, aby własny chłopak był jednocześnie twoim lekarzem. Na samym końcu Niall zawołał pielęgniarkę,żeby pobrała mi krew niezbędną do reszty badań. Po pobraniu krwi kobieta zaniosła próbkę do laboratorium. Musiałam czekać 90 minut na wyniki. Niestety Horan nie mogł być ze mną, miał swoje obowiązki i innych pacjentów. Żeby się nie nudzić poszłam do bufetu. Wdałam się w ponowną rozmowę z miłą starszą panią.
#ANOMIM
Jestem pod szpitalem, widzę zaparkowany samochód Hany. Czekam, aż wyjdzie. Nie mogę się doczekać, aż mój plan się powiedzie. Moi chłopcy poszli jej poszukać.
-Jest w bufecie. Rozmawia z jakąś panią. Co robimy? Atakujemy?
-Czekamy. Tutaj jest zbyt wiele ludzi, łatwo o przyłapanie. Musimy działać szybko, ale dyskretnie. Poczekajmy, aż się ściemni. Wtedy osiągniemy cel. Macie się spisać to jest jasne? Zero wpadek.
-Tak jest. Brooks zniknie i nikt się szybko nie zorientuje -powiedział jeden z moich kumpli.
-Co będzie później?
-Zobaczycie, wszystko w swoim czasie. Najpierw musi udać się nam akcja. Wszystko trzeba wykonać perfekcyjnie, a przede wszystkim zadbać o to, aby Horan się nie zorientował dość szybko.
-Nie ma szans. Jak nie jej koleżanka się domyśli to Tomlinson im wszystko wyspiewa.
-Dlatego po akcji jeden z was zacznie go śledzić. I w razie czego dołączy do Hany.
#Hana
Minęła godzina, za pół godziny powinny być wyniki moich badań. Chodziłam po szpitalnym korytarzu, dla zbicia czasu, który płynął bardzo wolno. Chciałbym czekać na wyniki razem z Niall'em, ale on ma dużo pracy. Cały czas przychodzą nowi pacjenci, którymi musi się zająć. Postanowiłam, że pójdę przed budynek szpitala i zaczerpnę odrobinę świeżego powietrza. Sprawdziłam godzinę w telefonie. Wyświetlacz wskazywał 16:36. Nie wierzyłam, byłam pewna,,że jest już znacznie później. Widok z okna nie był zadowalający. Na zewnątrz było stasznie ciemno, wszystko przez granatowe chmury, lał deszcz, mimo tego zdecydowałam się wyjść chociaż na chwilę. Stanęłam w przedsionku i patrzałam na krople deszczu, które płynęły po szybie.
Nagle poczułam jak ktoś zakrywa mi oczy, po czym uderza czymś w brzuch. Osòwam się na ziemię i widzę już tylko ciemność, nic nie czuję.
~~~~~~~~
Przepraszam za błędy. Co sądzicie o rozdziale? Co się stanie z Haną? W następnym odcinku dowiecie się, kim jest anonim! Czytajcie uważnie. Liczę na Wasze komentarze, które mnie bardzo motywują. Może już wiecie kto zaatakował?
Do następnego @angelharry99
#Hana
Ledwo zdążyłam wrócić z krótkich wakacji, a już rzuciłam się w wir pracy. Od rana do wieczora siedzę w kancelarii. Sekretarka jest na urlopie dlatego przejęłam również jej obowiązki. Nie mam czasu na spotkania z Niallem. Widujemy się w domu choć nie zawsze, bo czasami Horan nocuje w mieszkaniu, w którym mieszał razem z Louisem gdyż tak mu jest wygodniej. Ukochany musi godzić dwie prace na raz. Z jednej strony dyżury w szpitalu, a z drugiej firma kateringowa. Bywa, że widujemy się w kancelarii, gdy przynosi zestawy obiadowe dla pracowników. Staram się je odbierać tak często jak tylko mogę, by chociaż przez 5 minut pobyć z moim chłopakiem. Nie zawsze to wychodzi, bo jeżdżę między kancelarią, a sądem. Tak to już jest, gdy sezon urlopowy w pełni. Wystarczy, aby zabrakło jednej osoby, to jej obowiązki przechodzą na kogoś innego. Trzeba godzić wszystkie zadania.
Nie miałam nawet czasu, aby pożegnać się z bratem i Isabel oraz Nick'iem . Jai wrócił już do Irlandii. Przygotowania do ślubu ruszyły. W październiku wesele i chrzciny. Nie mogę się już doczekać chociaż nie za bardzo mogę sobie wyobrazić Jai'ego w roli przykładnego męża. Do ojcostwa brata jakoś się przyzwyczaiłam, nawet dobrze sobie jak na 26latka z rozumem małego chłopca. Jai to taki duży chłopiec, potrzebujący rozrywkowego życia a nie życia w rutynie.
Podczas przerwy obiadowej pojechałam do Copernicous'a aby zjeść z Niallem posiłek w szpitalnym bufecie. Podróż do szpitala zajęła mi 40minut, ponieważ miasto po godzinie 12:00 jest dość zakorkowane. Dobrze, że szpital mieści się poza samym centrum. Dzisiaj cały dzień pada deszcz, jest szaro i ponuro na dworzu. Gdy byłam na miejscu, zaparkowałam auto i poszłam prosto do bufetu. Przy stoliku siedział Niall i jadł.
-Hej. Smacznego -powiedziałam witając się.
-Dziękuję.
-Zaraz dołączę do ciebie tylko sobie coś wezmę.
Podeszłam do baru. Po chwili zastanowienia złożyłam zamówienie u miłej starszej pani, która stała za ladą. Zdążyłyśmy się trochę lepiej poznać, gdyż wielokrotnie czekałam na Nialla w bufecie. Często rozmawiałyśmy, kobieta przypomina mi moją kochaną babcie, za którą bardzo tęsknię. Kiedy dostałam zamówienie zapłaciłam i zajęłam miejsce przy kwadratowym stoliku na przeciwko Nialla.
-Smacznego -powiedział Horan
-Dziękuję.
-Stęskniłem się za tobą. Długo kazałaś na siebie czekać słonko -powiedział ściskając moją dłoń.
-Przepraszam, straszne korki. O tej porze trudno dostać się do Copernicous'a.
-Wiem, ale cieszę się, że jesteś. Każda sekunda spędzona z tobą jest dla mnie bardzo ważna.
-Niall...
-Jedz, mam jeszcze chwilę przerwy. Nigdzie nie odchodzę.-rzekł , po czym gestykulując zamówił sobie kawę na wynos.
-Spotkamy się jeszcze dzisiaj? -zapytałam jedząc
-Oczywiście, po dyżurze jadę prosto. Zrobię kolacje, może obejrzymy jakiś film a potem...
-Zobaczymy. Wiesz o tym, że Dorothy może być w domu? -Spędzimy z nią wieczór, nie przeszkadza mi jej towarzystwo. Lubię ją.
-Dużo masz pracy? -spytałam
-Jak to na izbie. Różne przypadki, jedne groźniejsze, drogie nieco mniej. Daje sobie radę, kolega jest ze mną. Pager Nialla zaczął dzwonić.
-Przepraszam, muszę wracać do pracy. Potrzebują mnie.
-Jasne, nie będę cię zatrzymywać, trzymaj się -powiedziałam
-Zobaczymy się za kilka godzin -Niall puścił mi oczko, uśmiechając się, po czym wyszedł z bufetu.
Dokończyłam posiłek. Następnie wyjęłam z torby laptopa i sprawdziłam swoją pocztę. Teraz tak wygląda moja praca, dostaje różne e - maile, na ktòre musze odpisać. W ciągu dnia dostaje je praktyczne co chwile.Pracuje prawie non stop. W kancelarii, w domu i nawet tutaj. Dobrze, że sekretarka niedługo wraca z urlopu. Odciąży mnie, wytrzymam jeszcze trochę. Jenny mi bardzo pomaga ogarnąć wszystko, bo sama nie dałabym sobie rady. Dzięki niej mogłam dziś wyrwać się na dłuższą przerwę, żeby zobaczyć się z Niallem. Przyjaciółka zastąpiła mnie na stanowisku sekretarki, za co jestem jej ogromnie wdzięczna.
-Och te młode pokolenie. Tylko kariera wam w głowie. Wszędzie te laptopy ze sobą zabieracie.-oznajmiła kobieta, która przyszła odebrać naczynia po obiedzie.
-Takie jest życie, gonimy za szczęściem. -odparłam
-Mogę zabrać talerz?
-Tak. Zaraz uciekam.
-Właśnie o tym mówię. Dziewczyno zwolnij tempo. Marnie wyglądasz.
-Jestem już po urlopie, teraz trzeba wziąść się w garść. Kliknąłem na ekran telefonu, aby sprawdzić godzinę.
-Muszę wracać do pracy. Dziękuję za jak zawsze pyszny obiad.
-Polecam się na przyszłość.
Kobieta odeszła. Ja wyłączyłam laptopa, spakowałam go do torby, po czym wstałam z krzesła, zasunęłam je i chwyciłam leżący na stoliku telefon. Skierowałam się do wyjścia z budynku szpitala.
Wróciłam do kancelarii. Zastałam w niej sprzątającego korytarz Harry'ego. Za biurkiem nikogo nie było.
-Gdzie jest Jennifer? -zapytałam, kładąc torbę z laptopem na biurku.
-Nie wiem, nie widziałem jej, a co?
-No właśnie nic, miała mnie zastąpić, gdy wychodziłam to jeszcze była.
-Może jest w socjalnym.
-Nie ma jej - westchnęłam -A chciałam z nią pogadać.
-Nie mam pojęcia, gdzie może być. Bym zapomniał, Owen prosił, żebyś do niego zajrzała, gdy wrócisz.
-Wiesz co mógłby chcieć?
-Wszystkich od rana do siebie woła, więc może szykuje się podwyżka - chłopak posłał mi ciepły uśmiech, odwzajemniłam go.
-Tobie się należy z pewnością. Tak ładnie i dokładnie sprzątasz.
-Właśnie mogłabyś?
-Mogłabym co?
-Wspomnieć mu o mnie. No wiesz, może o mnie zapomniał. Nie widuje go tak często jak ty i nie mam z nim takich dobrych relacji.
-Zobaczę co da się zrobić. Nie zapomnę o tobie --powiedziałam.
-Jesteś wyjątkowa -Harry mnie objął.
-No już,przestań. Pójdę do niego i dowiem się o co chodzi. Dopiluj tutaj wszystkiego. Dużo ludzi się tutaj kręci.
-Jasne. Nie zapomnij o podwyżce dla mnie. -powiedział Styles
Zostawiłam chłopaka i poszłam do gabinetu mecenasa. Zapukałam, po czym weszłam do środka.
-Dzień dobry -przywitałam się
-Witaj.
-Wzywał mnie pan więc jestem.
-Mów mi po imieniu. Tak będzie prościej, ułatwi to nam pracę. -rzekł
-Wzywałeś mnie -poprawiłam się. Coś się stało?
-Nie wszystko w porządku. Pracujesz już dla naszej kancelarii już prawie rok i w związku z tym musisz wykonać serię podstawowych badań. To nic poważnego rutynowe badania. Kazałem Jennifer jechać je zrobić .
Gdy to usłyszałam miałam ochotę parsknąć śmiechem, jak zwykle Harry coś pokręcił. Pomyślałam, że kiedyś go za to udusze.
-Szkoda, że nie powiedziałeś mi o ich wcześniej. Wracam właśnie ze szpitala i mógłbyś mieć wyniki na biurku.
-Ktoś z bliskich leży w szpitalu? -Mark się zmartwił.
-Nie, byłam tylko na przerwie obiadowej. Musiałam kogoś odwiedzić.
-Okey, nie wnikam. Rozumiem, masz prywatne życie. Jeśli nie masz nic do roboty to możesz już wracać do domu. Nie mam nic przeciwko temu, żebyś siedziała tu bezczynnie.
-Dzięki. Wstąpie po drodze do szpitala i zrobię badania, żeby mieć je z głowy. Być może spotkam Jenny. Wiesz może , do którego szpitala się udała?
-Nie. Wzięła kartkę i uciekła. Ona ma jakieś problemy?
-Nie wiem, jak się czegoś dowiem to dam ci znać.
-Dobrze, to idź już, nie będę ci czasu zabierał.
Wyszłam z pomieszczenia i podeszłam do biurka, które czyścił Styles. Posłałam mu wrogie spojrzenie.
-Co ci powiedział? Wyglądasz jakby cię zwolnił.
-Jesteś głupi wiesz. Owen nie daje podwyżek przyjemniej narazie. Proszę oto powód jego wezwania Położyłam na blacie kartkę z listą badań. - Wkrótce tyje otrzymasz.
-To po taki świstek papieru cię poprosił? Dziwny koleś. Nie zrobię tych badań. Boje się pobierania krwii.
-Pójdę z tobą i potrzymam cię za rękę. To nie boli. Pobieranie krwi trwa dosłownie minute. -oznajmiłam
-Okey, dziękuję. Trzymam cię za słowo.
-To ja się już będę zbierać. Trzeba zrobić te badania.
Wzięłam torbę z laptopem oraz teczkę z dokumentami. Pożegnałam się z Harry'm. Pojechałam do domu przebrać się w wygodnejszą stylizacje. Założyłam czarne legginsy, białą tuniczkę i jasno niebieski, zwiewny płaszczyk. To tego dobrałam białą apaszke, która idealnie pasowała do moich trampek. Poprawiłam makijaż i rozczesałam włosy. Schowałam do torebki wszystkie niezbędne rzeczy , chwyciłam klucze od auta, wyszłam z domu i pojechałam po raz kolejny do Copernicous'a. Cieszyłam się z ponownego spotkania z Niallem.
#ANOMIM
Skoro akcja z wypadkiem nie wypaliła, przez tego gnojka Tomlinson'a czas się zemścić w całkiem inny sposób. Chciałem załatwić to w inny sposób, ale chłopak nie pozostawił mi wyboru. Najpierw skończę z Haną a potem zajmę się Louisem. Powinno to wszystko odbyć się w innej kolejności,ale nie chce, aby chłopak kolejny raz rozwalił mi mój plan. Na to nie mogę się zgodzić. Musze działać, bardzo szybko, zanim on coś nowego nie wymyśli, bo już raz zdążył uciec razem z nią i Niallem. Być może poszedł już na policje, w co wątpię po ostaniej ucieczce, chłopak za bardzo się mnie boi, lecz nie mam całkowitej pewności. Raz mnie wystawił. Tym razem to ja będę szybszy i zrobię z Haną porządek raz na zawsze. Dopnę swego. Nie ucieknie mi już nigdy. Napisany przeze mnie scenariusz jej życia zostanie zrealizowany w całości.
#Hana
Po 30 minutowej jedzie samochodem dotarłam na miejsce. Na dworzu nie było ciepło, niebo było zachmurzone, deszcz padał dość mocno. Wysiadłam z auta i udałam się w stronę wejścia. Udałem się do konsoli, przy której siedziała pielęgniarka.
-Dzień dobry. Gdzie mogę wykonać te badania? Podałam jej kartkę z listą badań.
-Pójdzie pani w lewo. Gabinet numer 4. Tam proszę czekać w kolejce.
-Dziękuję
Udałam się pod wskazane drzwi i czekałam na swoją kolej. Napisałam sms'a do Niall'a aby upewnić się czy chłopak jest w środku.
Ja:Gdzie jesteś? Może asystujesz przy operacji?
Horan odpisał mi chwilę późnej.
Niall :Mam dyżur na izbie, kochanie przecież wiesz :)
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Z niecierpliwością czekałam na swoją kolej. Kiedy nadeszła moja pora weszłam do środka.
-Dzień dobry panie doktorze. -powiedziałam, gdyż Niall wypełniał dokumenty po poprzednim pacjencie
-Hana! Co ty tu robisz? Nie spodziewałem się ciebie tutaj.
-Owen mnie przysłał, chce wiedzieć czy jestem zdrowa.
-Z przyjemnością to sprawdzę, pokaż co tam masz.
Podałam Niallowi kartkę. Po analizie zleconych badań blondyn zabrał głos:
-Rutynowe badania. Nie masz się czego bać. Trzeba tylko pobrać ci kew, sprawdzić wzorok, zmierzyć ciśnienie. No i musisz nasiusiać do pojemniczka. Po czym się zaśmiał. Choć do mnie.
Usiadłam na kolanach Niall'a. On mnie objął i całował w szyję.
-Co jeśli nas ktoś nakryje? Poza tym jesteś w pracy.
-Tym się nie martw. Tęsknię za tobą i korzystam z każdej chwili gdy jesteś obok.
-Dlatego specjalnie tu przyjechałam. Mogłam wybrać inny szpital. Zróbmy już te badania. Na wyniki trzeba będzie i tak poczekać.
-Skoro nalegasz to siadaj na kozetke, sprawdzimy ci wzrok i zmierzamy ciśnienie.
Wykonałam polecenie Nialla. Bawiła mnie cała ta sytuacja. Rzadko kto ma taki zaszczyt, aby własny chłopak był jednocześnie twoim lekarzem. Na samym końcu Niall zawołał pielęgniarkę,żeby pobrała mi krew niezbędną do reszty badań. Po pobraniu krwi kobieta zaniosła próbkę do laboratorium. Musiałam czekać 90 minut na wyniki. Niestety Horan nie mogł być ze mną, miał swoje obowiązki i innych pacjentów. Żeby się nie nudzić poszłam do bufetu. Wdałam się w ponowną rozmowę z miłą starszą panią.
#ANOMIM
Jestem pod szpitalem, widzę zaparkowany samochód Hany. Czekam, aż wyjdzie. Nie mogę się doczekać, aż mój plan się powiedzie. Moi chłopcy poszli jej poszukać.
-Jest w bufecie. Rozmawia z jakąś panią. Co robimy? Atakujemy?
-Czekamy. Tutaj jest zbyt wiele ludzi, łatwo o przyłapanie. Musimy działać szybko, ale dyskretnie. Poczekajmy, aż się ściemni. Wtedy osiągniemy cel. Macie się spisać to jest jasne? Zero wpadek.
-Tak jest. Brooks zniknie i nikt się szybko nie zorientuje -powiedział jeden z moich kumpli.
-Co będzie później?
-Zobaczycie, wszystko w swoim czasie. Najpierw musi udać się nam akcja. Wszystko trzeba wykonać perfekcyjnie, a przede wszystkim zadbać o to, aby Horan się nie zorientował dość szybko.
-Nie ma szans. Jak nie jej koleżanka się domyśli to Tomlinson im wszystko wyspiewa.
-Dlatego po akcji jeden z was zacznie go śledzić. I w razie czego dołączy do Hany.
#Hana
Minęła godzina, za pół godziny powinny być wyniki moich badań. Chodziłam po szpitalnym korytarzu, dla zbicia czasu, który płynął bardzo wolno. Chciałbym czekać na wyniki razem z Niall'em, ale on ma dużo pracy. Cały czas przychodzą nowi pacjenci, którymi musi się zająć. Postanowiłam, że pójdę przed budynek szpitala i zaczerpnę odrobinę świeżego powietrza. Sprawdziłam godzinę w telefonie. Wyświetlacz wskazywał 16:36. Nie wierzyłam, byłam pewna,,że jest już znacznie później. Widok z okna nie był zadowalający. Na zewnątrz było stasznie ciemno, wszystko przez granatowe chmury, lał deszcz, mimo tego zdecydowałam się wyjść chociaż na chwilę. Stanęłam w przedsionku i patrzałam na krople deszczu, które płynęły po szybie.
Nagle poczułam jak ktoś zakrywa mi oczy, po czym uderza czymś w brzuch. Osòwam się na ziemię i widzę już tylko ciemność, nic nie czuję.
~~~~~~~~
Przepraszam za błędy. Co sądzicie o rozdziale? Co się stanie z Haną? W następnym odcinku dowiecie się, kim jest anonim! Czytajcie uważnie. Liczę na Wasze komentarze, które mnie bardzo motywują. Może już wiecie kto zaatakował?
Do następnego @angelharry99
wtorek, 9 czerwca 2015
Rozdział 27
"Wakacje w Barcelonie ucieczką przed konsekwencjami "
#Louis
Po tym jak Hana i Niall wsiedli do taksówki i odjechali mogłem odetchnąć z ulgą. Wiedziałem, że narazie są bezpieczni, a zwłaszcza Brooks. W końcu to na jej życie czyha anonim. Dopóki są na rodzinnym spotkaniu raczej nic nie powinno im się stać.
Musze być teraz naprawdę ostrożny, bo o tajemniczej osobie, z którą się spotykam nic nie wiem. Nie znam nawet płci, ponieważ doskonale się z tym kryje. Jedyne co jestem w stanie być pewny na 97% to fakt, że jest to jakiś kryminalista, bądź członek gangu. O czym ja myślę? Takie rzeczy to tylko na filmach widziałem. Przecież jesteśmy zwykłymi ludźmi, prowadzimy normalne życie, tylko co takiego zrobiła Hana, że chce ją zabić? Mam nadzieje,że nie sprzedaje trawy i nie ma jakiś długów. To jedyne co przychodzi mi do głowy. Trochę , a nawet bardzo mi to do niej nie pasuje. Ona śliczna blondynka, mający normalny dom, rodzinę. Nie wierzę, że mogłaby robić coś takiego. Handel narkotykami? Hana nigdy. Wszystkich mogę o takie coś podejrzewać, ale na pewno nie ją. Nie po postu wszyscy tylko nie ona. Teraz najważniejsze jest życie moje, Hany i Nialla. Musze się zastanowić co zrobić.
Usiadłem na łóżku w swoim pokoju i włączyłem laptopa. Szukałem w sieci rozwiązania tego problemu. We wszystkich portalach i stronach jakie odwiedziłem radzili, żeby udać się na policję. Gliny nie wchodzą w grę, chodź było by to dobre rozwiązanie. Mielibyśmy ochronę a oni schwytali by tego kogoś bo być może jest on osobą, której szukają od jakiegoś czasu. Przeglądałem dalej. Natknąłem się na reklamę strony oferującej wakacje za granicę. Pomyślałem, że to idealny pomysł. Wakacje. Wyjedziemy na kilka dni, oni odpoczną i na jakiś czas będziemy bezpieczni. Co będzie dalej zobaczymy. Wymyśle coś nowego. Kliknąłem w reklamę. Ukazała mi się strona z ofertą wypoczynku. Przeglądałem wszystkie proponowane motele, hotele. Wszystko było tak stasznie drogie. Nagle coś przyszło mi do głowy. Wakacje last minute. To jest to czego szukam. Kwadrans później zabukowałem bilety do Barcelony dla czterech osób. Musiałem znaleźć tylko tą czwartą osobę. Wylatujemy za kilkanaście godzin. Dużo pracy mnie czeka. Mnóstwo rzeczy trzeba załatwić.
Przypomniałem sobie o prezencie Nialla. Zamknąłem laptopa, zabrałem z grażu kwiaty i pojechałem do mieszkania Hany.
-Cześć. Niall mnie przysłał. -powiedziałem, gdy Patterson mi otworzyła.
-Wiem o wszystkim. Zapraszam do środka. -uśmiechnęła się. -Piękne róże, wstawię je do wody. Chcesz coś do picia?
-Zimną wodę, na dworzu taki upał.
-Przydałyby się wakacje.-westchnęła
-Czemu nie. Wiesz nawet mam już pewien pomysł -powiedziałem. Postanowiłem zaproponować Dorothy wspólne wakacje.
-Jaki? -zapytała dziewczyna
-Zabieram naszych zakochańcòw do Barcelony.
-Ty? W dodatku do Barcelony? Nie bądź śmieszny - zaczęła się śmiać.
-Mówię serio. Jutro o 14 wylatujemy. Wakacje last minute. Mam jedno wolne miejsce. Pojedziesz z nami?
-Ja? -Dorti zrobiła się poważna, przestała się śmiać
-Tak. Taki weekend w Barcelonie. Wszystkim należy się coś od życia. Początek czerwca, później nie będzie na to czasu.
-Dlaczego nie. Jest mi bardzo miło, cieszy mnie Twoja propozycja. Tylko czy Han i Niall o tym wiedzą?
-Nie.
-Jak ty to sobie wyobrażasz? Wylot za kilkanaście godzin. Wariat z ciebie.
-Bilety mam zaledwie od 30 minut. To szaleństwo, zgodzę się z tym, ale będziemy się świetnie bawić. Pomożesz mi wszystko załatwić?
-Nie mam chyba innego wyjścia. Tylko przygotujemy najpierw niespodziankę dla Hany.
Pomogłem Dorothy w zrobieniu niespodzianki według instrukcji, którą przygotował Niall. Potem pomogłem dziewczynie spakować ciuchy. Jutro rano wystarczy, że schowa kosmetyczkę i będzie gotowa do wyjazdu. Poza tym trzeba będzie pomóc Hanie i Niall'owi w pakowaniu. Gdy się o tym dowiedzą zostanie naprawdę mało czasu i będą nas potrzebować.
Następnie oboje pojechaliśmy do miejsc pracy , których pracują Niall i Hana. Przełożony Brooks zgodził się po chwili namysłu. Niestety z dyrektorem szpitala i ordynatorem jednego z oddziałów , pod którego opieką był Niall nie chcieli się zgodzić. Porzebowali go w szpitalu. Zaczął się sezon mówili. Rozmowa z nim przyciągnęła się do wieczora, ponieważ jak to w szpitalu zazwyczaj jest, porzebowali go wszędzie. Niall kiedyś będzie miał przesrane gdy zostanie lekarzem. Wieczorem pojechaliśmy do mieszkania mojego i Nialla. Dorothy przenocowała u mnie. Chatę zostawiła dla zakochanych. Ja cały czas się bałem, że Anonim mnie dopadnie.
***
#Niall
Obudziło nas pukanie i dzwonienie dzwonkiem do drzwi.
-Do cholery kto to o tak wcześniej porze? 6:00 jeszcze nie ma.
-Kochanie, uspokój się. Pójdę i sprawdzę kto to. -powiedziała.
-Ty zostań , ja pojadę. Zaraz do ciebie wrócę.-powiedziałem.
Wstałem i poszedłem otworzyć drzwi.
-Czego? -zapytałem otwierając
-Miłe powitanie, nie ma co -rzekł Louis, wchodząc do mieszkania.
-Człowieku jest wcześnie, słońce jeszcze nie zdążyło wyjść. Stało się coś?
-Jedziemy do Barcelony! Za kilka godzin. Szykuj się! -powiedział Lou
-No raz raz. Nie ma czasu -dodała Dorothy
-Pogięło was? Jaka Barcelona? Z wami to trzeba do lekarza
-Co się dzieje? -zapytała Hana, która pojawiła się w przedpokoju
-Mówią coś o Barcelonie. Nie wiem o co chodzi. Naćpali się czegoś. -powiedziałem.
-Niczego nie braliśmy. Jesteśmy czyści. --odparła Doris
-To wakacje last minute -oznajmił Lou
-Mamy ot tak wszystko rzucić i jechać? Nigdzie nie jadę. Nie ma mowy -powiedziałem
-Wszystko jest już załatwione, masz urlop na czas wyjazdu. -powiedział Tomlinson
-Ty też masz wolne -dodała Dorothy.
-To był wasz pomysł tak? -zapytała Hana
-Tak, można tak powiedzieć -powiedziała Patterson
-Hana chyba nie polecisz, prawda? -rzekłem
-A czemu nie? Nigdy nie byłam w Barcelonie
-Niall wyluzuj. Będziemy się dobrze bawić -powiedział Louis
-Nie daj się prosić. -błagała Doris
-Kochanie zaufaj im. Postarali się. Taka okazja może się nie powtórzyć. -powiedziała Hana
-Okey -odparłem.
-To co pakujemy się -oznajmiła Dorothy
-Ja jestem już spakowany -rzekł Louis
-O której mamy samolot? -zapytałem
-Za 8 godzin.-powiedział Louis.
Pakowanie zajęło nam godzinę. Spontanicznie wakacje to takie samo pakowanie. Zapomne czegoś to trudno. Ukradnę Tomlinson'owi najwyżej. Mimo, że pomysł z wyjazdem na początku mi się nie spodobał to cieszę się iż będą to nasze wspólne dla mnie i Hany wakacje. Postaram się, aby to były niezapomniane chwile.
#Hana
Kilka godzin byliśmy na lotnisku w Liverpool. Byłam taka podekscytowana wyjazdem. Tym razem z moim kochanym chłopakiem. Pamiętam ten dzień, kiedy na tym samym lotnisku, kilka miesięcy wcześniej Niall wyznał mi miłość, a później ja poleciałam do rodziców na święta. Byłam wtedy w ciąży z Mailkiem. Jak to dobrze, że on wyjechał na ten staż. Teraz pewnie jest na jakiś szkoleniu a ja jestem na odprawie i za chwilę wyląduje w słonecznej Hiszpaniii. Gdy byliśmy już na pokładzie samolotu byłam jeszcze bardziej szczęśliwa. Nigdy nie pomysłabym, że moi wspaniali przyjaciele potrafią zorganizować takie wakacje. Byliśmy taką zgraną paczką. Lubie Louis'a, jest taki fajny a jednocześnie śmieszny. Słodko wygląda jak się śmieje, tak chłopięco.
***
Dotarliśmy już do hotelu. Mamy pokój na 4 piętrze. Czuję się jak gwiazda, choć nią nie jestem. Nigdy nie spałam w hotelu. Tutaj jest wszystko, baseny, jacuzzi, strefa Bowling'u. Pełen wypas jednym słowem. Chyba nie zdążymy skorzystać ze wszystkich atrakcjijakie oferuje nam obsługa hotelowa. Zabraknie nam czasu. Przyjechaliśmy tutaj tylko na 4 dni.
-Podoba mi się tutaj.-powiedziałam do Nialla
-No pięknie tutaj. Choć zobacz ten widok! -zawołał mnie Niall, który wyszedł na balkon.
-Wow - westchnęłam
-Pójdziemy jutro na plażę, jest niedaleko, zobacz widać ją tam.
-Poływamy sobie?
-Jasne, że tak. Zresztą możemy iść nawet teraz.
-Jest późno, poza tym boli mnie głowa. Chciałabym się wyspać.
-Jesteś niedospana. To po wczorajszej nocy -uśmiechnął się. Ja tylko kiwnęłam głową.
-Dziś dam ci się wyspać, obiecuję
-Dziękuję.
Wyjęłam z walizki przybory toaletowe i skoczyłam pod prysznic. Wzięłam orzeźwiającą kąpiel, w chłodniej wodzie. Po kwadransie byłam już w łóżku obok Nialla, wtuliłam się w jego tors. Nie pamiętam kiedy zasnęłam.
* * *
Pokojówka przyniosła nam śniadanie punktualnie o 9:00 tak jak chcieliśmy. Na tacy znajdowało się pełno rożnych przekąsek. Ja jadłam kanapki popijając sokiem, gdyż na nic innego nie miałam ochoty. Chłopak natomiast wcinał owoce, a najbardziej smakowały mu pomarańcze.
-Chcesz jedną?-zapytał z z pełną buzią.
-Nie, mam swoje-oznajmiłam
-Mogę wziąć twoje? Smakują mi.
-Możesz, ja się już najadłam. Idziemy dziś na plażę? Nie wiem czy zakładać bikini.
-Pewnie, tylko co tak szybko. Gdzie ci się śpieszy? Mamy cały dzień. -powiedział Niall
-Przyjechaliśmy tu zwiedzać a nie leżeć na łóżku w hotelu. Tak to sobie możesz odpoczywać w domu.-skrzyżowałam ręce na piersi.
-Okej, masz rację. Nie dąsaj się. Uśmiechnij się.
Nie odpowiedziałam nic. Wstałam z łóżka, wyjęłam z torby strój kąpielowy i sukienkę, po czym zamknęłam się w łazience.
#Niall
Gdy Hana siedziała w łazience poszedłem sprawdzić do pokoju obok, co robią Dorti i Louis. Zapukałem i wszedłem do środka.
-Cześć. Gotowy na plażę? -zapytał Lou.
-Posypał bym jeszcze, ale Hana chce już iść.
-Nie wyspałeś się? Za ścianą było cicho, nic nie słyszałem. Chyba, że macie inne metody.
-Poszliśmy szybko spać, byliśmy zmęczeni.
-Jasne. Dorothy wyłaź z łazienki!-krzyknął Lou
-Daj mi chwilę! -odkrzyknęła
-Masz 5 minut!-powiedział do dziewczyny, następnie zwrócił się do mnie.
-Mówię ci Niall nigdy się nie żeń bo kobiety nas wykończą. Żeby tyle czasu siedzieć w kiblu. Oszaleć można. Co one tam robią?
-Zazwyczaj to się malują, ale Han pewnie siedzi zamknięta,ponieważ się obraziła.
-Co jej zrobiłeś? Pocałowałeś w nie odpowiedni sposób?
-Nie. Ona chce iść już na plażę, a ja chciałbym jeszcze zostać w hotelu.
-Stary jesteśmy w Barcelonie, na wakacjach! Oszalałeś?
-Zagalopowałem się. Głupio mi teraz. Muszę ją przeprosić.
-I to koniecznie. Inaczej ja skopie Ci tyłek.-powiedział Louis.
-Spotykamy się za pół godziny na dole.
-Okey.
#Hana
30 minut później spotkaliśmy się wszyscy przy hotelowej recepcji i poszliśmy razem na plażę. Widoki przepiękne. Słońce świeciło gorącym promieniem. Znajdując się na plaży, wynajęliśmy leżaki i zaczęliśmy się opalać. Doroty posmarowała mnie ochronnym balsamem ,ponieważ nie chciałam,aby zrobił to Niall, gdyż postanowiłam się na niego gniewać. Starałam się jak mogłam żeby nie poznał po mnie, że wcale się nie obraziłam. Było mi ciężko udawać, ale wiedziałam jak się stara, bo biedaczek robił wszystko,żebym się nie foszyła. Leżałam się i opalałam się razem z Dorti,a chłopcy kąpali się w wodzie.
-Zauważyłam,że nie odzywasz się do Nialla. Wszystko okey?
-Tak.-uśmiechnęłam się-Mój gniew jest na niby.
-Udajesz? Masz w tym jakiś cel?
-Nie, ale dobrze się bawie widząc Horana ,który stara się naprawić swój błąd.
-Co zrobił? Zasłużył sobie ns to?
-Cii. Idą. Udaj,że o niczym nie wiesz. -szepnęłam.
-Kochanie nie dąsaj się już na mnie. Proszę-powiedział Niall. Usiadł na brzegu leżaka, a ja odwróciłam głowę w drugą stronę.
-Hana nie chciałałem cię urazić. Co mam zrobić,żebyś mi wybaczyła? Powiedz coś. Spójrz na mnie. Nie mogę patrzeć na twoją smutną twarz.-powiedział.
Ledwo mogłam powstrzymać się od śmiechu, dlatego zamknęłam oczy.
-Louis, Dorothy pomóżcie.-mówił z coraz większym załamaniem.
-Nie wiem co możesz zrobić-westchnęła dziewczyna
-Na mnie nie patrz. Jestem wolny i nie byłem nigdy w takiej sytuacji. Nie mogę ci pomóc tym razem.
Rozmowa ucichła. Poczułam czyjeś dłonie, które wzięły mnie na ręce. Sekundę później nie czułam już fotela, byłam w górze niczym ptak. Otworzyłam oczy, to był Niall.
-Co ty robisz? Puść mnie w tej chwili.-powiedziałam.-Nawet o tym nie myśl-zaczęłam się śmiać.(Niall niósł mnie w stronę wody)
-Przestaniesz być na mnie zła?-ustał, lecz nadal trzymał mnie na rękach.
-Nie gniewam się na ciebie ani przez chwile. To była gra.-powiedziałam.
Niall postawił mnie na gorący piasek. Mogłam spojrzeć w jego niebieskie oczy.
-Drwiłaś ze mnie. Udawałaś a ja jak głupi się starałem. Nie wiedziałem, co mam zrobić,żebyś się nie gniewała. Nie lubię gdy jesteś smutna. Nie rób mi tego więcej.-powiedział
-Obiecuję, ciężko mi było udawać. Po prostu na ciebie nie umiem być zła.
-Bo jestem ideałem, zwykłym chłopakiem z Irlandii, szaleńczo w tobie zakochanym.-oznajmił
Jego miłosne wyznania sprawiały,że nogi się pode mną uginały, a policzki robiły się czerwone. Słowa Niall'a były dla mnie czymś wyjątkowym. Pocałowaliśmy się w usta. Chwilę później wyrwałam się z pocałunku.
-Złap mnie jeśli potrafisz!-zaczęłam biec w stronę morza.
Kiedy wbiegłam do wody sięgającej mi do kolan Horan mnie dogonił i pod wpływem siły jego biegu oboje wylądowaliśmy w wodzie. Wstaliśmy i trzymając się za rękę szliśmy zamoczyć się głębiej. Zimna kąpiel dobrze mi zrobi, jest taki upał, że przyda się morski prysznic w lekko chłodniejszej wodzie. Zawołaliśmy Dorothy i Louis'a, którzy szybko do nas dołączyli. Zrobiliśmy sobie zawody pływackie, pływaliśmy również na czas. Było bardzo fajnie. Chlapaliśmy się wodą. Nie nadążyłam wycierać moich oczu. Czułam,że od zbyt słonej wody będę mieć czerwone oczy.
Na plaży i opalaniu spędziliśmy jeszcze 3 godziny. Wróciliśmy do hotelu odpocząć i zjeść obiad. Wieczorem postanowiliśmy znów wybrać się na plażę tym razem, aby zrobić sobie ognisko.
***
Szykowałam się do wyjścia. Zmieniłam ubranie. Zrobiłam nowy makijaż. Założyłam jasne jeansy z dziurami,nogawki wywinęłam do kostek. Na górę włożyłam miętowy top i biały sweterek, który doskonale pasował do całego zestawu jak i do moich białych trampek.
-Ładnie wyglądasz-powiedział Niall przed wyjściem z hotelowego pokoju.
-Dziękuję. Wziąłeś kiełbaski?
-Tak, mam wszystko w tej siatce.-wskazał na nią- Pokaż mi swoje oczy. Spojrzałam w jego niebieskie oczy żeby mógł przyjrzeć się moim.
-Do jutra mi przejdzie. Zawsze tak mam.-oznajmiłam.
-Hana, twoje oczy są niepokojąco zaczerwienione. Musiałaś je nieźle podrażnić, zatrzeć. Dobrze widzisz? Nie rozmazuje ci się obraz? -zapytał
-Nie. Tylko trochę mnie pieką.
Niall posadził mnie na łóżku, sprawdził wzrok i zapuścił jakieś kropelki. Gdyby nie zadziałały to mieliśmy jechać do szpitala. Mogłam sobie uszkodzić oczy od wody i tarcia.
#Niall
Zmartwiła mnie sprawa z oczami Hany. Mimo, że jestem lekarzem i wielokrotnie widziałem podrażnione spojówki to nie spotkałem się z tak silnym zaczerwieniem. Ognisko na plaży się udało. Kiełbaski upiekliśmy i zjedliśmy z apetytem.
***
Kolejne dni mijały na opalaniu się i zwiedzaniu okolicy. Nie ruszaliśmy zbyt daleko od hotelu. Któregoś dnia postanowiliśmy nazrywać trochę pomarańczy. Były takie smaczne, ze chcieliśmy zabrać trochę do domu. W poniedziałek po południu musieliśmy wrócić do domu. Krótkie wakacje dobiegły końca. Zanim jednak to nastąpiło poszliśmy ostatni raz na plażę skorzystać z promieni Hiszpańskiego słońca. Weekend spędzony w Barcelonie minął nam bardzo szybko.Żadne z naszej czwórki nie chciało wracać do domu,do normalnego życia. Nawet ja, a na początku nie chciałem nigdzie jechać. Na pokładzie samolotu, gdy wracaliśmy już do domu i wzbijaliśmy się w powietrze powiedziałem do Hany:
-Jeszcze tu wrócimy. Być może jako małżeństwo z gromadką dzieci.
Po tych słowach Hana się do mnie przytuliła.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za błędy. Co sądzicie o wakacjach w Barcelonie? Chwilowa ucieczka przed anoniem się udała? Zdradzę,że w następnym rozdziale anonim zacznie swoją zemstę.
Zostało już niewiele odcinków tej części (tylko 3). Przygotowałam już link na drugą części, czekam na szablon.
Komentujcie,gdyż wasze komentarze mnie bardzo motywują do pisania.
PS:Bardzo prosze o poinformowanie mnie kto jest zainteresowany drugą częścią opowiadania. Piszcie na DM lub w komentarzu. Następny rozdział ok 20.06 :)
@angelharry99
#Louis
Po tym jak Hana i Niall wsiedli do taksówki i odjechali mogłem odetchnąć z ulgą. Wiedziałem, że narazie są bezpieczni, a zwłaszcza Brooks. W końcu to na jej życie czyha anonim. Dopóki są na rodzinnym spotkaniu raczej nic nie powinno im się stać.
Musze być teraz naprawdę ostrożny, bo o tajemniczej osobie, z którą się spotykam nic nie wiem. Nie znam nawet płci, ponieważ doskonale się z tym kryje. Jedyne co jestem w stanie być pewny na 97% to fakt, że jest to jakiś kryminalista, bądź członek gangu. O czym ja myślę? Takie rzeczy to tylko na filmach widziałem. Przecież jesteśmy zwykłymi ludźmi, prowadzimy normalne życie, tylko co takiego zrobiła Hana, że chce ją zabić? Mam nadzieje,że nie sprzedaje trawy i nie ma jakiś długów. To jedyne co przychodzi mi do głowy. Trochę , a nawet bardzo mi to do niej nie pasuje. Ona śliczna blondynka, mający normalny dom, rodzinę. Nie wierzę, że mogłaby robić coś takiego. Handel narkotykami? Hana nigdy. Wszystkich mogę o takie coś podejrzewać, ale na pewno nie ją. Nie po postu wszyscy tylko nie ona. Teraz najważniejsze jest życie moje, Hany i Nialla. Musze się zastanowić co zrobić.
Usiadłem na łóżku w swoim pokoju i włączyłem laptopa. Szukałem w sieci rozwiązania tego problemu. We wszystkich portalach i stronach jakie odwiedziłem radzili, żeby udać się na policję. Gliny nie wchodzą w grę, chodź było by to dobre rozwiązanie. Mielibyśmy ochronę a oni schwytali by tego kogoś bo być może jest on osobą, której szukają od jakiegoś czasu. Przeglądałem dalej. Natknąłem się na reklamę strony oferującej wakacje za granicę. Pomyślałem, że to idealny pomysł. Wakacje. Wyjedziemy na kilka dni, oni odpoczną i na jakiś czas będziemy bezpieczni. Co będzie dalej zobaczymy. Wymyśle coś nowego. Kliknąłem w reklamę. Ukazała mi się strona z ofertą wypoczynku. Przeglądałem wszystkie proponowane motele, hotele. Wszystko było tak stasznie drogie. Nagle coś przyszło mi do głowy. Wakacje last minute. To jest to czego szukam. Kwadrans później zabukowałem bilety do Barcelony dla czterech osób. Musiałem znaleźć tylko tą czwartą osobę. Wylatujemy za kilkanaście godzin. Dużo pracy mnie czeka. Mnóstwo rzeczy trzeba załatwić.
Przypomniałem sobie o prezencie Nialla. Zamknąłem laptopa, zabrałem z grażu kwiaty i pojechałem do mieszkania Hany.
-Cześć. Niall mnie przysłał. -powiedziałem, gdy Patterson mi otworzyła.
-Wiem o wszystkim. Zapraszam do środka. -uśmiechnęła się. -Piękne róże, wstawię je do wody. Chcesz coś do picia?
-Zimną wodę, na dworzu taki upał.
-Przydałyby się wakacje.-westchnęła
-Czemu nie. Wiesz nawet mam już pewien pomysł -powiedziałem. Postanowiłem zaproponować Dorothy wspólne wakacje.
-Jaki? -zapytała dziewczyna
-Zabieram naszych zakochańcòw do Barcelony.
-Ty? W dodatku do Barcelony? Nie bądź śmieszny - zaczęła się śmiać.
-Mówię serio. Jutro o 14 wylatujemy. Wakacje last minute. Mam jedno wolne miejsce. Pojedziesz z nami?
-Ja? -Dorti zrobiła się poważna, przestała się śmiać
-Tak. Taki weekend w Barcelonie. Wszystkim należy się coś od życia. Początek czerwca, później nie będzie na to czasu.
-Dlaczego nie. Jest mi bardzo miło, cieszy mnie Twoja propozycja. Tylko czy Han i Niall o tym wiedzą?
-Nie.
-Jak ty to sobie wyobrażasz? Wylot za kilkanaście godzin. Wariat z ciebie.
-Bilety mam zaledwie od 30 minut. To szaleństwo, zgodzę się z tym, ale będziemy się świetnie bawić. Pomożesz mi wszystko załatwić?
-Nie mam chyba innego wyjścia. Tylko przygotujemy najpierw niespodziankę dla Hany.
Pomogłem Dorothy w zrobieniu niespodzianki według instrukcji, którą przygotował Niall. Potem pomogłem dziewczynie spakować ciuchy. Jutro rano wystarczy, że schowa kosmetyczkę i będzie gotowa do wyjazdu. Poza tym trzeba będzie pomóc Hanie i Niall'owi w pakowaniu. Gdy się o tym dowiedzą zostanie naprawdę mało czasu i będą nas potrzebować.
Następnie oboje pojechaliśmy do miejsc pracy , których pracują Niall i Hana. Przełożony Brooks zgodził się po chwili namysłu. Niestety z dyrektorem szpitala i ordynatorem jednego z oddziałów , pod którego opieką był Niall nie chcieli się zgodzić. Porzebowali go w szpitalu. Zaczął się sezon mówili. Rozmowa z nim przyciągnęła się do wieczora, ponieważ jak to w szpitalu zazwyczaj jest, porzebowali go wszędzie. Niall kiedyś będzie miał przesrane gdy zostanie lekarzem. Wieczorem pojechaliśmy do mieszkania mojego i Nialla. Dorothy przenocowała u mnie. Chatę zostawiła dla zakochanych. Ja cały czas się bałem, że Anonim mnie dopadnie.
***
#Niall
Obudziło nas pukanie i dzwonienie dzwonkiem do drzwi.
-Do cholery kto to o tak wcześniej porze? 6:00 jeszcze nie ma.
-Kochanie, uspokój się. Pójdę i sprawdzę kto to. -powiedziała.
-Ty zostań , ja pojadę. Zaraz do ciebie wrócę.-powiedziałem.
Wstałem i poszedłem otworzyć drzwi.
-Czego? -zapytałem otwierając
-Miłe powitanie, nie ma co -rzekł Louis, wchodząc do mieszkania.
-Człowieku jest wcześnie, słońce jeszcze nie zdążyło wyjść. Stało się coś?
-Jedziemy do Barcelony! Za kilka godzin. Szykuj się! -powiedział Lou
-No raz raz. Nie ma czasu -dodała Dorothy
-Pogięło was? Jaka Barcelona? Z wami to trzeba do lekarza
-Co się dzieje? -zapytała Hana, która pojawiła się w przedpokoju
-Mówią coś o Barcelonie. Nie wiem o co chodzi. Naćpali się czegoś. -powiedziałem.
-Niczego nie braliśmy. Jesteśmy czyści. --odparła Doris
-To wakacje last minute -oznajmił Lou
-Mamy ot tak wszystko rzucić i jechać? Nigdzie nie jadę. Nie ma mowy -powiedziałem
-Wszystko jest już załatwione, masz urlop na czas wyjazdu. -powiedział Tomlinson
-Ty też masz wolne -dodała Dorothy.
-To był wasz pomysł tak? -zapytała Hana
-Tak, można tak powiedzieć -powiedziała Patterson
-Hana chyba nie polecisz, prawda? -rzekłem
-A czemu nie? Nigdy nie byłam w Barcelonie
-Niall wyluzuj. Będziemy się dobrze bawić -powiedział Louis
-Nie daj się prosić. -błagała Doris
-Kochanie zaufaj im. Postarali się. Taka okazja może się nie powtórzyć. -powiedziała Hana
-Okey -odparłem.
-To co pakujemy się -oznajmiła Dorothy
-Ja jestem już spakowany -rzekł Louis
-O której mamy samolot? -zapytałem
-Za 8 godzin.-powiedział Louis.
Pakowanie zajęło nam godzinę. Spontanicznie wakacje to takie samo pakowanie. Zapomne czegoś to trudno. Ukradnę Tomlinson'owi najwyżej. Mimo, że pomysł z wyjazdem na początku mi się nie spodobał to cieszę się iż będą to nasze wspólne dla mnie i Hany wakacje. Postaram się, aby to były niezapomniane chwile.
#Hana
Kilka godzin byliśmy na lotnisku w Liverpool. Byłam taka podekscytowana wyjazdem. Tym razem z moim kochanym chłopakiem. Pamiętam ten dzień, kiedy na tym samym lotnisku, kilka miesięcy wcześniej Niall wyznał mi miłość, a później ja poleciałam do rodziców na święta. Byłam wtedy w ciąży z Mailkiem. Jak to dobrze, że on wyjechał na ten staż. Teraz pewnie jest na jakiś szkoleniu a ja jestem na odprawie i za chwilę wyląduje w słonecznej Hiszpaniii. Gdy byliśmy już na pokładzie samolotu byłam jeszcze bardziej szczęśliwa. Nigdy nie pomysłabym, że moi wspaniali przyjaciele potrafią zorganizować takie wakacje. Byliśmy taką zgraną paczką. Lubie Louis'a, jest taki fajny a jednocześnie śmieszny. Słodko wygląda jak się śmieje, tak chłopięco.
***
Dotarliśmy już do hotelu. Mamy pokój na 4 piętrze. Czuję się jak gwiazda, choć nią nie jestem. Nigdy nie spałam w hotelu. Tutaj jest wszystko, baseny, jacuzzi, strefa Bowling'u. Pełen wypas jednym słowem. Chyba nie zdążymy skorzystać ze wszystkich atrakcjijakie oferuje nam obsługa hotelowa. Zabraknie nam czasu. Przyjechaliśmy tutaj tylko na 4 dni.
-Podoba mi się tutaj.-powiedziałam do Nialla
-No pięknie tutaj. Choć zobacz ten widok! -zawołał mnie Niall, który wyszedł na balkon.
-Wow - westchnęłam
-Pójdziemy jutro na plażę, jest niedaleko, zobacz widać ją tam.
-Poływamy sobie?
-Jasne, że tak. Zresztą możemy iść nawet teraz.
-Jest późno, poza tym boli mnie głowa. Chciałabym się wyspać.
-Jesteś niedospana. To po wczorajszej nocy -uśmiechnął się. Ja tylko kiwnęłam głową.
-Dziś dam ci się wyspać, obiecuję
-Dziękuję.
Wyjęłam z walizki przybory toaletowe i skoczyłam pod prysznic. Wzięłam orzeźwiającą kąpiel, w chłodniej wodzie. Po kwadransie byłam już w łóżku obok Nialla, wtuliłam się w jego tors. Nie pamiętam kiedy zasnęłam.
* * *
Pokojówka przyniosła nam śniadanie punktualnie o 9:00 tak jak chcieliśmy. Na tacy znajdowało się pełno rożnych przekąsek. Ja jadłam kanapki popijając sokiem, gdyż na nic innego nie miałam ochoty. Chłopak natomiast wcinał owoce, a najbardziej smakowały mu pomarańcze.
-Chcesz jedną?-zapytał z z pełną buzią.
-Nie, mam swoje-oznajmiłam
-Mogę wziąć twoje? Smakują mi.
-Możesz, ja się już najadłam. Idziemy dziś na plażę? Nie wiem czy zakładać bikini.
-Pewnie, tylko co tak szybko. Gdzie ci się śpieszy? Mamy cały dzień. -powiedział Niall
-Przyjechaliśmy tu zwiedzać a nie leżeć na łóżku w hotelu. Tak to sobie możesz odpoczywać w domu.-skrzyżowałam ręce na piersi.
-Okej, masz rację. Nie dąsaj się. Uśmiechnij się.
Nie odpowiedziałam nic. Wstałam z łóżka, wyjęłam z torby strój kąpielowy i sukienkę, po czym zamknęłam się w łazience.
#Niall
Gdy Hana siedziała w łazience poszedłem sprawdzić do pokoju obok, co robią Dorti i Louis. Zapukałem i wszedłem do środka.
-Cześć. Gotowy na plażę? -zapytał Lou.
-Posypał bym jeszcze, ale Hana chce już iść.
-Nie wyspałeś się? Za ścianą było cicho, nic nie słyszałem. Chyba, że macie inne metody.
-Poszliśmy szybko spać, byliśmy zmęczeni.
-Jasne. Dorothy wyłaź z łazienki!-krzyknął Lou
-Daj mi chwilę! -odkrzyknęła
-Masz 5 minut!-powiedział do dziewczyny, następnie zwrócił się do mnie.
-Mówię ci Niall nigdy się nie żeń bo kobiety nas wykończą. Żeby tyle czasu siedzieć w kiblu. Oszaleć można. Co one tam robią?
-Zazwyczaj to się malują, ale Han pewnie siedzi zamknięta,ponieważ się obraziła.
-Co jej zrobiłeś? Pocałowałeś w nie odpowiedni sposób?
-Nie. Ona chce iść już na plażę, a ja chciałbym jeszcze zostać w hotelu.
-Stary jesteśmy w Barcelonie, na wakacjach! Oszalałeś?
-Zagalopowałem się. Głupio mi teraz. Muszę ją przeprosić.
-I to koniecznie. Inaczej ja skopie Ci tyłek.-powiedział Louis.
-Spotykamy się za pół godziny na dole.
-Okey.
#Hana
30 minut później spotkaliśmy się wszyscy przy hotelowej recepcji i poszliśmy razem na plażę. Widoki przepiękne. Słońce świeciło gorącym promieniem. Znajdując się na plaży, wynajęliśmy leżaki i zaczęliśmy się opalać. Doroty posmarowała mnie ochronnym balsamem ,ponieważ nie chciałam,aby zrobił to Niall, gdyż postanowiłam się na niego gniewać. Starałam się jak mogłam żeby nie poznał po mnie, że wcale się nie obraziłam. Było mi ciężko udawać, ale wiedziałam jak się stara, bo biedaczek robił wszystko,żebym się nie foszyła. Leżałam się i opalałam się razem z Dorti,a chłopcy kąpali się w wodzie.
-Zauważyłam,że nie odzywasz się do Nialla. Wszystko okey?
-Tak.-uśmiechnęłam się-Mój gniew jest na niby.
-Udajesz? Masz w tym jakiś cel?
-Nie, ale dobrze się bawie widząc Horana ,który stara się naprawić swój błąd.
-Co zrobił? Zasłużył sobie ns to?
-Cii. Idą. Udaj,że o niczym nie wiesz. -szepnęłam.
-Kochanie nie dąsaj się już na mnie. Proszę-powiedział Niall. Usiadł na brzegu leżaka, a ja odwróciłam głowę w drugą stronę.
-Hana nie chciałałem cię urazić. Co mam zrobić,żebyś mi wybaczyła? Powiedz coś. Spójrz na mnie. Nie mogę patrzeć na twoją smutną twarz.-powiedział.
Ledwo mogłam powstrzymać się od śmiechu, dlatego zamknęłam oczy.
-Louis, Dorothy pomóżcie.-mówił z coraz większym załamaniem.
-Nie wiem co możesz zrobić-westchnęła dziewczyna
-Na mnie nie patrz. Jestem wolny i nie byłem nigdy w takiej sytuacji. Nie mogę ci pomóc tym razem.
Rozmowa ucichła. Poczułam czyjeś dłonie, które wzięły mnie na ręce. Sekundę później nie czułam już fotela, byłam w górze niczym ptak. Otworzyłam oczy, to był Niall.
-Co ty robisz? Puść mnie w tej chwili.-powiedziałam.-Nawet o tym nie myśl-zaczęłam się śmiać.(Niall niósł mnie w stronę wody)
-Przestaniesz być na mnie zła?-ustał, lecz nadal trzymał mnie na rękach.
-Nie gniewam się na ciebie ani przez chwile. To była gra.-powiedziałam.
Niall postawił mnie na gorący piasek. Mogłam spojrzeć w jego niebieskie oczy.
-Drwiłaś ze mnie. Udawałaś a ja jak głupi się starałem. Nie wiedziałem, co mam zrobić,żebyś się nie gniewała. Nie lubię gdy jesteś smutna. Nie rób mi tego więcej.-powiedział
-Obiecuję, ciężko mi było udawać. Po prostu na ciebie nie umiem być zła.
-Bo jestem ideałem, zwykłym chłopakiem z Irlandii, szaleńczo w tobie zakochanym.-oznajmił
Jego miłosne wyznania sprawiały,że nogi się pode mną uginały, a policzki robiły się czerwone. Słowa Niall'a były dla mnie czymś wyjątkowym. Pocałowaliśmy się w usta. Chwilę później wyrwałam się z pocałunku.
-Złap mnie jeśli potrafisz!-zaczęłam biec w stronę morza.
Kiedy wbiegłam do wody sięgającej mi do kolan Horan mnie dogonił i pod wpływem siły jego biegu oboje wylądowaliśmy w wodzie. Wstaliśmy i trzymając się za rękę szliśmy zamoczyć się głębiej. Zimna kąpiel dobrze mi zrobi, jest taki upał, że przyda się morski prysznic w lekko chłodniejszej wodzie. Zawołaliśmy Dorothy i Louis'a, którzy szybko do nas dołączyli. Zrobiliśmy sobie zawody pływackie, pływaliśmy również na czas. Było bardzo fajnie. Chlapaliśmy się wodą. Nie nadążyłam wycierać moich oczu. Czułam,że od zbyt słonej wody będę mieć czerwone oczy.
Na plaży i opalaniu spędziliśmy jeszcze 3 godziny. Wróciliśmy do hotelu odpocząć i zjeść obiad. Wieczorem postanowiliśmy znów wybrać się na plażę tym razem, aby zrobić sobie ognisko.
***
Szykowałam się do wyjścia. Zmieniłam ubranie. Zrobiłam nowy makijaż. Założyłam jasne jeansy z dziurami,nogawki wywinęłam do kostek. Na górę włożyłam miętowy top i biały sweterek, który doskonale pasował do całego zestawu jak i do moich białych trampek.
-Ładnie wyglądasz-powiedział Niall przed wyjściem z hotelowego pokoju.
-Dziękuję. Wziąłeś kiełbaski?
-Tak, mam wszystko w tej siatce.-wskazał na nią- Pokaż mi swoje oczy. Spojrzałam w jego niebieskie oczy żeby mógł przyjrzeć się moim.
-Do jutra mi przejdzie. Zawsze tak mam.-oznajmiłam.
-Hana, twoje oczy są niepokojąco zaczerwienione. Musiałaś je nieźle podrażnić, zatrzeć. Dobrze widzisz? Nie rozmazuje ci się obraz? -zapytał
-Nie. Tylko trochę mnie pieką.
Niall posadził mnie na łóżku, sprawdził wzrok i zapuścił jakieś kropelki. Gdyby nie zadziałały to mieliśmy jechać do szpitala. Mogłam sobie uszkodzić oczy od wody i tarcia.
#Niall
Zmartwiła mnie sprawa z oczami Hany. Mimo, że jestem lekarzem i wielokrotnie widziałem podrażnione spojówki to nie spotkałem się z tak silnym zaczerwieniem. Ognisko na plaży się udało. Kiełbaski upiekliśmy i zjedliśmy z apetytem.
***
Kolejne dni mijały na opalaniu się i zwiedzaniu okolicy. Nie ruszaliśmy zbyt daleko od hotelu. Któregoś dnia postanowiliśmy nazrywać trochę pomarańczy. Były takie smaczne, ze chcieliśmy zabrać trochę do domu. W poniedziałek po południu musieliśmy wrócić do domu. Krótkie wakacje dobiegły końca. Zanim jednak to nastąpiło poszliśmy ostatni raz na plażę skorzystać z promieni Hiszpańskiego słońca. Weekend spędzony w Barcelonie minął nam bardzo szybko.Żadne z naszej czwórki nie chciało wracać do domu,do normalnego życia. Nawet ja, a na początku nie chciałem nigdzie jechać. Na pokładzie samolotu, gdy wracaliśmy już do domu i wzbijaliśmy się w powietrze powiedziałem do Hany:
-Jeszcze tu wrócimy. Być może jako małżeństwo z gromadką dzieci.
Po tych słowach Hana się do mnie przytuliła.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za błędy. Co sądzicie o wakacjach w Barcelonie? Chwilowa ucieczka przed anoniem się udała? Zdradzę,że w następnym rozdziale anonim zacznie swoją zemstę.
Zostało już niewiele odcinków tej części (tylko 3). Przygotowałam już link na drugą części, czekam na szablon.
Komentujcie,gdyż wasze komentarze mnie bardzo motywują do pisania.
PS:Bardzo prosze o poinformowanie mnie kto jest zainteresowany drugą częścią opowiadania. Piszcie na DM lub w komentarzu. Następny rozdział ok 20.06 :)
@angelharry99
poniedziałek, 1 czerwca 2015
Rozdział 26
"Dzień dziecka"
+18
#Louis
Dzisiaj kolejny raz mam spotkać się z anonimem. Ma do mnie ważną sprawę. Nie chce iść na to spotkanie, tylko co jeśli chce powiedzieć mi, że znudziła mu się ta cała zabawa. Bo ile można bawić się w detektywa. Sam źle się z tym czuje, działam przeciwko dziewczynie mojego najlepszego kumpla. Najprościej było by pójść na policje i o wszystkim powiedzieć Niallowi, ale nie mogę tego zrobić. Póki nie dzieje się nic złego będę chronił Horana. O Hanę też dbam, ale mam już dosyć żyć pod czyjeś dyktando. Mam zamiar dowiedzieć się na tym spotkaniu kim jest ten anonim. Musze być jednak bardzo ostrożny, bo kto wie kim on tak naprawdę jest. Przecież groził mi śmiecią, musi być z jakiejś mafii albo gangu.
O umówionej godzinie zjawiłem się we wskazanym przez anonima miejscu. Prawdopodobnie było to miejsce, w którym już rzekomo się spotkaliśmy. Nie pamiętam tego gdzie ostanio się z nim widziałem, niewiele pamiątam z tamtej nocy. Wszystko przez alkohol. Gdy byłem już w umówionym punkcie postać już tam była, razem z napakowanymi ludźmi. Tymi samymi co poprzednio, tak przynajmniej myślałem.
-Zjawiłeś się. Cieszę się, z twojego posłuszeństwa.
-Nie miałem innego wyjścia. Powiesz mi w końcu czego chcesz? Ile jeszcze mam ci donosić?
-Już niebawem wszystko się skończy tylko musisz mi w tym pomóc. Ale najpierw powiedz czy nikt cię nie śledził.
-Nie
-Powiedziałeś komuś o naszym spotkaniu?
-Nie. Możesz przestać zadawać te durne pytania? -warknąłem -Groziłeś mi więc siedzę cicho. Boje się. Nie wiem kim jesteś, co zamierzasz. Rozumiesz... to jest jakiś koszmar.
-Zgadzam się to jest koszmar i tak ma pozostać. Należy jej się za to wszystko.
-Nie uważasz, że lepiej załatwić to twarzą w twarz? Po co mnie w to angażujesz? Rujnujesz mnie. Przez ciebie nie mogę spokojnie spać. Musze kłamać przyjacielowi prosto w oczy. Nie mam na to sił. Długo tak nie pociągnę. Niall prędzej czy późnej wszystkiego się domyśli.
-Twoja w tym głowa, żeby do samego końca nie miał o niczym zielonego pojęcia. Jeśli zacznie węszyć zrobię mu krzywdę.
-Nie zrobisz tego!-krzyknąłem i już miałem walnąć w twarz zamaskowaną postać ale ci dwaj mnie zatrzymali. Byłem teraz w ich rękach.
-Jeszcze raz tak zrobisz a będzie po tobie.
Poczułem przy mojej głowie broń.
-Zaczekaj. Jeśli to zrobisz będziemy musieli zacząć wszystko od początku. -powiedział jeden
-Masz rację. Musimy szybko doprowadzić sprawę do końca.
-Próbował mnie pobić. Ma mu to pójść na sucho?
-Proszę, chłopak jest wystarczająco przestraszony. Na pewno tego więcej nie zrobi. Nie zrobisz tego prawda?-zwrócił się do mnie.
-Przepraszam, nie chciałem. Poniosły mnie emocje.
-Wybaczam Ci ostani raz. Za drugim razem nie daruje.
-Przepraszam i dziękuję.
-Przejdźmy do sedna sprawy. Tym razem musisz wykonać zadanie. Jeśli zrobisz wszystko dokładnie tak jak ci powiem to twój niepokój się skończy.
-Co mam zrobić?
-Wystarczy, że dopilnujesz, aby Hana usiadła za kierownicą swojego auta. O resztę się nie martw. Zajmę się wszystkim.
-Co chcesz zrobić?-powiedziałem drżącym głosem
-Nic. Samo się zrobi. Nikt się nie domyśli, że ktoś mieszał w tym palce. Ty niczego nie powiesz inaczej podzielisz jej los.
-Chcesz ją zabić?!
-Wypadek to codzienność,często się zdarza. Niestety w tym przypadku ze skutkiem śmiertelnym.
-Nie możesz tego zrobić! Nie pomogę ci! Nie ma takiej opcji!
Postać wyjęła nóż, podłożyła mi pod gardło.
-Dalej chcesz zrezygnować? Wystarczy jeden ruch.
-N.. nie-wydusiłem to z siebie.
-Pamiętaj ja ciebie również obserwuje. Patrz. Anonim rzucił mi zdjęcia, zrobine z ukrycia.
-To chora gra. O co ci chodzi?
-Może i chora ale właściwa. Za błędy się płaci. Uważam że możesz już iść. Wiesz już wszystko.
-Nie do końca. Nadal nie wiem kim jesteś.
-Dowiesz się jutro, gdy będzie już po wszystkim. Miłej nocy. Wyśpij się. Szykuje się długi dzień.
Anonim wraz z dwoma typkami odszedł i zostawił mnie. Cholernie się bałem. Mam przyczynić się do śmieci Hany.
***
#Niall
Dziś dzień dziecka. Razem z Haną idziemy na obiad razem z Jai'em i Isabel. Rodzice mojej dzieczyny mają być. Mam tremę, bo pierwszy raz idę na taki rodzinny obiad. Han o niczym nie wie. To taka niespodzianka, bo gdyby się dowiedziała mogła by odmówić gdyż z ojcem nie układa jej się najlepiej.
-Dziś nie będzie nas w domu. Zostawiam Ci wolną chatę -powiedziałem do Louisa
-Idziecie do wesołego miasteczka?
-Niewykluczone. Najpierw idziemy na obiad z rodzicami Hany.
-Uuu rodzinna atmosfera. Uważaj, bo w takim tempie szybko staniesz się jej częścią.
-Nie mam nic przeciwko. Kocham Hanę i chce być z nią na zawsze. Ostanio zrobiłeś się jakiś dziwny wiesz? Zjedz snickress'a-zacząłem się śmiać.
-Wydaje ci się. Dobija mnie ta samotność, zazdroszczę Ci.
-To sobie kogoś znajdź.
-Ciekawe gdzie, w klubie same dziwki. Chcę zakochać się tak jak ty. Wariować na jej widok. Już najwyższy czas związać się z kimś na dłużej.
-O cholercia.
-Co?
-Dzisiaj mija pół roku odkąd z Haną jesteśmy razem. Jak to szybko zleciało.
-Planujesz niespodziankę?
-Muszę coś wymyślić. I to szybko.
-Masz mało czasu, bardzo mało.
-Już wiem! Daj mi chwilę. Zajmij się Haną, tylko się nie wygadaj. Wrócę dosłownie za kwadrans. Mówiąc te słowa chwyciłem portfel leżący na szafce i wybiegłem z domu.
#Louis
Co robić? Niall niebawem przyjdzie i pojedzie z Haną na obiad. Jeśli zrobię to co mi kazał anonim stracę nie tylko dobrą koleżanke jak i najlepszego przyjaciela. Horan mi tego nie wybaczy. Jestem pod ścianą. Nie mogę przyczynić się do śmierci Han, nie zniszczę ich miłości, bo nie potrafię. Do końca życia będąc za kartkami będę widział ich szczęśliwych i zakochanych. Musi być jakieś wyjście. Nie mogę dopuścić, żeby Han wsiadła za kierownicę auta. Nikt z nas nie może tam wsiąść. Poczułem wibracje, która oznaczała nową wiadomość.
Niall : Niespodziankę dla Han zostawiam w garażu. Po naszym wyjściu pojedziesz do jej mieszkania I zostawisz wszystko Dorothy. Ona zrobi z tym co trzeba.
Po czym wszedł do domu.
-Dziękuję-powiedział
-Nie ma za co-uśmiechnęłem się mimo, że czułem strach przed tym co zaraz się wydarzy.
-Kochanie długo jeszcze? -krzyknął Niall. Hana pojawiła się natychmiast. Miała na sobie przecierane krótkie, jeans'owe spodenki. Do tego białą luźną koszulkę z motywem sowy.
-Pięknie wyglądasz-powiedział Niall.
-Możemy już jechać-wyznała. Na twarzy miała ten piękny uśmiech. Oboje byli szczęśliwi. Coś we mnie pękło.
-Zamówie wam taksówkę. Dzień dziecka, więc świętujcie.
-Lou ma rację weźmy taksówkę. Będziemy mogli się wszyscy napić a tak to ktoś musi nie pić. -oznajmił Niall
Zamówiłem im taksówkę. Ulżyło mi,że udało mi sie zapobiec tragedii. Nie liczą się dla mnie konsekwencje. Anonim zrobi ze mną co będzie chciał.
#Hana
Dojechaliśmy pod umówioną restauracje. Niall zatrzymał mnie przed wejściem.
-Mam nadzieję,że nie będziesz mi miała tego za źle co zobaczysz w środku.
-Na ciebie nie potrafię się gniewać Niall.
-Kocham Cię-powiedział po czym pocałował mnie w usta a ja splotłam nasze dłonie.
Trzymając się za rękę weszliśmy do środka. Przy jednym ze stolików zobaczyłam mojego brata z narzeczoną i synem oraz...naszych rodziców. Ścisnęłam mocniej dłoń Nialla. Cieszyłam się na ich widok, bo ostatnio widzieliśmy się w sylwestra.
Przytuliłam się z mamą. Dobrze było poczuć jej matczyne dłonie na moich plecach.
-Cześć Hanuś-powiedział mój ojciec.-Wybacz,że dopiero teraz ci to mówię. Przepraszam cię za wszystko. Za naszą wymianę zdań podczas świąt. Zachowałem się okropnie, nie jak na ojca przystało. Kocham cię
-Tato wybaczam ci. Rozumiem twoją złość. Miałeś do tego prawo.
Po raz pierwszy od paru miesięcy mogłam spojrzeć w oczy mojego taty,z którym miałam dobry kontakt, nawet lepszy od Jai'a. Byłam oczkiem w głowie Toby'iego. Zjedliśmy wspólnie posiłek, popiliśmy białym winem. Rozmawialiśmy długo, Niall przypadł moim rodzicom do gustu a zwłaszcza ojcu co mnie cieszyło. Mimo, że mama z tatą poznali Horana w sylwestra to tak naprawdę dziś mieli okazję poznać się bliżej.
-Z okazji dzisiejszego święta mamy z matką dla was prezenty-powiedział tata
-Nie jesteśmy już dziećmi. Jesteśmy dorośli-powiedział Jai
-Dla rodzica dziecko zawsze dzieckiem pozostanie-rzekła mama po czym wręczyła nam po kwadratowym pudełku.
Otworzyłam zawartość. W środku znajdował się niebieski zegarek.
-Jest przepiękny-oznajmiłam
-Marzyłem o takim zegarku. Dziękuję -powiedział Jai.
-Cieszymy się, że prezenty wam się podobają.-powiedział tata
-Kochani na nas już pora. Musimy iść. Za dwie godziny mamy powrotny samolot. -oznajmiła mama
-Wracacie już? Zostańcie chociaż na noc.-powiedziałam
-Chcielibyśmy zostać ale ktoś biznesu pilnować musi.
-Szkoda-rzekł Jai.
-Miło było poznać państwa ponownie -rzekł Niall
-Mnie również. Opiekuj się moją córką. Powierzam ci ją w opiekę.
-Tato -spojrzałam na ojca dziwnym wzrokiem
-Może pan być o nią spokojny. Jestem cały czas przy niej
-Dużo zrobiłeś dla Hany. Jak my ci się tobie odwdzięczymy?
-Nie porzebuje niczego. Wystarczy mi miłość Hany.
Pożegnaliśmy sie z rodzicami. Gdy odjechali taksówką poszliśmy do wesołego miasteczka. Spędziliśmy w nim kilka godzin. Bawiliśmy się wspaniale. Jeździliśmy samochodami, kręciliśmy się na karuzeli. W tle leciały dziecięce piosenki. Czuliśmy się jak małe dzieci, które pierwszy raz znajdują się w wesołym miasteczku. Mały Nick też dobrze się bawił choć żeby skorzystać z atrakcji musi trochę podrosnąć. Później Niall wziął udział w loterii. Wygrał misia, którego postanowił ofiarować mi. Doceniłam gest ukochanego, miś był bardzo słodki, ale oddałam go bratankowi. Jemu przyda się bardziej niż mnie. Gdy zrobiło się późno każdy z naszej paczki poszedł w swoją stronę. Jai i jego rodzinka poszli do hotelu,a ja z Niallem udałam się do mojego mieszkania.
Kiedy weszliśmy do domu moim oczom ukazał się duży bukiet czerwonych róż stojący na kuchennej wyspie. Uroku dodały palące się świece, które rozstawione były począwszy od przedpokoju po kuchnię kończąc na salonie.
-Niall to wszystko dla mnie?
-Tak, ten bukiet jest dla ciebie. -wręczył mi go - Dziś mija pół roku odkąd jesteś moją dziewczyną.
-Pamiętałeś. Też mam coś dla ciebie. Bilety na mecz piłki nożnej
-Dziękuję, moja ulubiona drużyna. Wiesz, że cię kocham?
-Wiem, powtarzasz mi to na każdym kroku.-wyszeptałam
-Korzystając z tego, że Dorothy nie ma i prędko nie wróci może...
-Na noc na pewno nie wróci, więc mieszanie mamy dla siebie.
-Myślisz o tym co ja?-zapytał Niall z uśmiechem
-No raczej. Trzeba jakoś uczcić naszą rocznicę, chyba, że nie chcesz.
-Słońce spójrz tylko kwiaty, świece, truskawki, szampan. Nic tak nie buduje takiego nastroju. Poza tym obiecałem twojemu ojcu,że się tobą zaopiekuje.
-Mój tata mówiąc te słowa nie miał chyba tego na myśli - uśmiechnęłam się gdyż lubię się z nim droczyć.
-Przestań tyle gadać. Pragnę Cię, porządam.
Niall gwałtownie złączył nasze usta. Ręce oparł na moich policzkach. Całowaliśmy się tak namiętnie i szybko. Iskra naszej miłości rozpaliła się dość szybko. Brakowało mi tchu. Niall tak szybko mnie całował. Nie mogłam wydostać się z jego ust, potrzebowałam powierza. Mimo tego czułam się szczęśliwa. Chłopak zaczął całować moją szyję. Wydawałam z siebie dźwięki podniecenia. Uwielbiam jak robi mi malinkę.
-Idziemy do sypialni czy może wolisz na stole?
-Wybieram sypialnie, to bezpieczniejsze miejsce. Zawsze ktoś może wrócić i nas nakryć a tam będziemy mogli się schować.
Niall wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju,na górę. Drzwi otworzyłam nogą. Zanim wylądowałam bezpiecznie na łóżku Niall obkręcił nas kilka razy,że poczułam wiatr we włosach. Leżałam na łóżku, Horan był nade mną. Patrzałam prosto w jego błękitne jak ocean oczy. Chłopak włożył rękę pod moją bluzkę. Poczułam przypływ gorąca, który ogarniał moje ciało. Dotyk ukochanego był taki delikatny. Niedługo później pozbył się mojego topu, zostałam w samym staniku. Zrobiłam to samo z jego koszulką. Ukazał mi się jego piękny tors. Jeździłam po nim rękoma, od czasu do czasu składając pocałunki, które zostawiały ślady moich ust, gdyż miałam je pomalowane czerwoną szminką.
-Ślicznie wyglądasz z tymi czerwonymi plamami
-Twoje znaki są piękne, mogę cały tak wyglądać. To co gotowa to rozpoczęcia akcji?
-Oczywiście
Niall rozpiął mi spodnie, podniosłam pupę aby pomóc mu je ze mnie zdjąć. Rzucił je gdzieś daleko. Następnie złożył mi pocałunki na brzuchu, dochodząc do moich piersi. Jego celem było pozbycie się mojego stanika. Zrobił to szybko, rozpiął go i zrobił dokładnie to samo co ze spodniami. Masował je. Nagle chwycił w usta mój prawy sutek i zaczął go ssać. Sprawiało mi to wielką przyjemność. Wydawałam z siebie dźwięki podniecenia. Dyszałam.
-W porządku?
-Tak
-Masz niemiarowy oddech i szybkie tętno.
-To nic kocham cie
-Jak chcesz
-W razie czego zrobisz mi usta usta.
Postanowiłam pozbyć się spodni chłopaka. Rozpięłam rozporek a chłopak szybko je zdjął i pozostał w samych bokserkach. Jego kolejnym celem było pozbycie się moich majtek. Gdy się ich pozbył usiadł na mnie okrakiem. Poruszał biodrami raz szybciej, raz wolnej. Podałam Horanowi zabezpieczenie z szafki obok łóżka. Chłopak energiczne rozprawił się z prezentem. Pozbył się bokserek i zaczął ponownie kołysać biodrami. Dostał się do mojego wnętrza po czym wyszedł. Powtórzył czynność kilka razy. Byłam podniecona, wydawałam z siebie piski. Jakiś czas późnej oboje leżeliśmy w łóżku, przykryci kołdrą. Głowę miałam na torsie chłopaka.
-Byłaś dzielna. Spisałaś się.
-Ty też. Kocham Cię - powiedziałam całując dłoń Nialla
-Dobrze się czujesz? Martwi mnie twój płytki oddech.
-Jestem troszkę zmęczona. Tyle się dziś działo
-W końcu dzień dziecka
-Chodźmy spać
-Dobranoc kochanie -wyszeptał mi do ucha mój księże z bajki.
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejka :) Przepraszam za błędy. Rozdział dla was wszystkich,ale ze specjalną dedykacją dla Weroniczki. ♡
Podobał wam się rozdział? Co sądzicie o anonimie? Czy zabije Louis'a?
Matwi mnie malejąca liczba komentarzy i wyświetleń. :(
Nie wiem co sądzą pozostałe osoby, bo rozdział komentują te same osoby .
FANFICTION ZOSTAŁO NOMINOWANE DO #TOP_WIOSNA_FF, z czego się bardzo cieszę :)
@angelharry99
+18
#Louis
Dzisiaj kolejny raz mam spotkać się z anonimem. Ma do mnie ważną sprawę. Nie chce iść na to spotkanie, tylko co jeśli chce powiedzieć mi, że znudziła mu się ta cała zabawa. Bo ile można bawić się w detektywa. Sam źle się z tym czuje, działam przeciwko dziewczynie mojego najlepszego kumpla. Najprościej było by pójść na policje i o wszystkim powiedzieć Niallowi, ale nie mogę tego zrobić. Póki nie dzieje się nic złego będę chronił Horana. O Hanę też dbam, ale mam już dosyć żyć pod czyjeś dyktando. Mam zamiar dowiedzieć się na tym spotkaniu kim jest ten anonim. Musze być jednak bardzo ostrożny, bo kto wie kim on tak naprawdę jest. Przecież groził mi śmiecią, musi być z jakiejś mafii albo gangu.
O umówionej godzinie zjawiłem się we wskazanym przez anonima miejscu. Prawdopodobnie było to miejsce, w którym już rzekomo się spotkaliśmy. Nie pamiętam tego gdzie ostanio się z nim widziałem, niewiele pamiątam z tamtej nocy. Wszystko przez alkohol. Gdy byłem już w umówionym punkcie postać już tam była, razem z napakowanymi ludźmi. Tymi samymi co poprzednio, tak przynajmniej myślałem.
-Zjawiłeś się. Cieszę się, z twojego posłuszeństwa.
-Nie miałem innego wyjścia. Powiesz mi w końcu czego chcesz? Ile jeszcze mam ci donosić?
-Już niebawem wszystko się skończy tylko musisz mi w tym pomóc. Ale najpierw powiedz czy nikt cię nie śledził.
-Nie
-Powiedziałeś komuś o naszym spotkaniu?
-Nie. Możesz przestać zadawać te durne pytania? -warknąłem -Groziłeś mi więc siedzę cicho. Boje się. Nie wiem kim jesteś, co zamierzasz. Rozumiesz... to jest jakiś koszmar.
-Zgadzam się to jest koszmar i tak ma pozostać. Należy jej się za to wszystko.
-Nie uważasz, że lepiej załatwić to twarzą w twarz? Po co mnie w to angażujesz? Rujnujesz mnie. Przez ciebie nie mogę spokojnie spać. Musze kłamać przyjacielowi prosto w oczy. Nie mam na to sił. Długo tak nie pociągnę. Niall prędzej czy późnej wszystkiego się domyśli.
-Twoja w tym głowa, żeby do samego końca nie miał o niczym zielonego pojęcia. Jeśli zacznie węszyć zrobię mu krzywdę.
-Nie zrobisz tego!-krzyknąłem i już miałem walnąć w twarz zamaskowaną postać ale ci dwaj mnie zatrzymali. Byłem teraz w ich rękach.
-Jeszcze raz tak zrobisz a będzie po tobie.
Poczułem przy mojej głowie broń.
-Zaczekaj. Jeśli to zrobisz będziemy musieli zacząć wszystko od początku. -powiedział jeden
-Masz rację. Musimy szybko doprowadzić sprawę do końca.
-Próbował mnie pobić. Ma mu to pójść na sucho?
-Proszę, chłopak jest wystarczająco przestraszony. Na pewno tego więcej nie zrobi. Nie zrobisz tego prawda?-zwrócił się do mnie.
-Przepraszam, nie chciałem. Poniosły mnie emocje.
-Wybaczam Ci ostani raz. Za drugim razem nie daruje.
-Przepraszam i dziękuję.
-Przejdźmy do sedna sprawy. Tym razem musisz wykonać zadanie. Jeśli zrobisz wszystko dokładnie tak jak ci powiem to twój niepokój się skończy.
-Co mam zrobić?
-Wystarczy, że dopilnujesz, aby Hana usiadła za kierownicą swojego auta. O resztę się nie martw. Zajmę się wszystkim.
-Co chcesz zrobić?-powiedziałem drżącym głosem
-Nic. Samo się zrobi. Nikt się nie domyśli, że ktoś mieszał w tym palce. Ty niczego nie powiesz inaczej podzielisz jej los.
-Chcesz ją zabić?!
-Wypadek to codzienność,często się zdarza. Niestety w tym przypadku ze skutkiem śmiertelnym.
-Nie możesz tego zrobić! Nie pomogę ci! Nie ma takiej opcji!
Postać wyjęła nóż, podłożyła mi pod gardło.
-Dalej chcesz zrezygnować? Wystarczy jeden ruch.
-N.. nie-wydusiłem to z siebie.
-Pamiętaj ja ciebie również obserwuje. Patrz. Anonim rzucił mi zdjęcia, zrobine z ukrycia.
-To chora gra. O co ci chodzi?
-Może i chora ale właściwa. Za błędy się płaci. Uważam że możesz już iść. Wiesz już wszystko.
-Nie do końca. Nadal nie wiem kim jesteś.
-Dowiesz się jutro, gdy będzie już po wszystkim. Miłej nocy. Wyśpij się. Szykuje się długi dzień.
Anonim wraz z dwoma typkami odszedł i zostawił mnie. Cholernie się bałem. Mam przyczynić się do śmieci Hany.
***
#Niall
Dziś dzień dziecka. Razem z Haną idziemy na obiad razem z Jai'em i Isabel. Rodzice mojej dzieczyny mają być. Mam tremę, bo pierwszy raz idę na taki rodzinny obiad. Han o niczym nie wie. To taka niespodzianka, bo gdyby się dowiedziała mogła by odmówić gdyż z ojcem nie układa jej się najlepiej.
-Dziś nie będzie nas w domu. Zostawiam Ci wolną chatę -powiedziałem do Louisa
-Idziecie do wesołego miasteczka?
-Niewykluczone. Najpierw idziemy na obiad z rodzicami Hany.
-Uuu rodzinna atmosfera. Uważaj, bo w takim tempie szybko staniesz się jej częścią.
-Nie mam nic przeciwko. Kocham Hanę i chce być z nią na zawsze. Ostanio zrobiłeś się jakiś dziwny wiesz? Zjedz snickress'a-zacząłem się śmiać.
-Wydaje ci się. Dobija mnie ta samotność, zazdroszczę Ci.
-To sobie kogoś znajdź.
-Ciekawe gdzie, w klubie same dziwki. Chcę zakochać się tak jak ty. Wariować na jej widok. Już najwyższy czas związać się z kimś na dłużej.
-O cholercia.
-Co?
-Dzisiaj mija pół roku odkąd z Haną jesteśmy razem. Jak to szybko zleciało.
-Planujesz niespodziankę?
-Muszę coś wymyślić. I to szybko.
-Masz mało czasu, bardzo mało.
-Już wiem! Daj mi chwilę. Zajmij się Haną, tylko się nie wygadaj. Wrócę dosłownie za kwadrans. Mówiąc te słowa chwyciłem portfel leżący na szafce i wybiegłem z domu.
#Louis
Co robić? Niall niebawem przyjdzie i pojedzie z Haną na obiad. Jeśli zrobię to co mi kazał anonim stracę nie tylko dobrą koleżanke jak i najlepszego przyjaciela. Horan mi tego nie wybaczy. Jestem pod ścianą. Nie mogę przyczynić się do śmierci Han, nie zniszczę ich miłości, bo nie potrafię. Do końca życia będąc za kartkami będę widział ich szczęśliwych i zakochanych. Musi być jakieś wyjście. Nie mogę dopuścić, żeby Han wsiadła za kierownicę auta. Nikt z nas nie może tam wsiąść. Poczułem wibracje, która oznaczała nową wiadomość.
Niall : Niespodziankę dla Han zostawiam w garażu. Po naszym wyjściu pojedziesz do jej mieszkania I zostawisz wszystko Dorothy. Ona zrobi z tym co trzeba.
Po czym wszedł do domu.
-Dziękuję-powiedział
-Nie ma za co-uśmiechnęłem się mimo, że czułem strach przed tym co zaraz się wydarzy.
-Kochanie długo jeszcze? -krzyknął Niall. Hana pojawiła się natychmiast. Miała na sobie przecierane krótkie, jeans'owe spodenki. Do tego białą luźną koszulkę z motywem sowy.
-Pięknie wyglądasz-powiedział Niall.
-Możemy już jechać-wyznała. Na twarzy miała ten piękny uśmiech. Oboje byli szczęśliwi. Coś we mnie pękło.
-Zamówie wam taksówkę. Dzień dziecka, więc świętujcie.
-Lou ma rację weźmy taksówkę. Będziemy mogli się wszyscy napić a tak to ktoś musi nie pić. -oznajmił Niall
Zamówiłem im taksówkę. Ulżyło mi,że udało mi sie zapobiec tragedii. Nie liczą się dla mnie konsekwencje. Anonim zrobi ze mną co będzie chciał.
#Hana
Dojechaliśmy pod umówioną restauracje. Niall zatrzymał mnie przed wejściem.
-Mam nadzieję,że nie będziesz mi miała tego za źle co zobaczysz w środku.
-Na ciebie nie potrafię się gniewać Niall.
-Kocham Cię-powiedział po czym pocałował mnie w usta a ja splotłam nasze dłonie.
Trzymając się za rękę weszliśmy do środka. Przy jednym ze stolików zobaczyłam mojego brata z narzeczoną i synem oraz...naszych rodziców. Ścisnęłam mocniej dłoń Nialla. Cieszyłam się na ich widok, bo ostatnio widzieliśmy się w sylwestra.
Przytuliłam się z mamą. Dobrze było poczuć jej matczyne dłonie na moich plecach.
-Cześć Hanuś-powiedział mój ojciec.-Wybacz,że dopiero teraz ci to mówię. Przepraszam cię za wszystko. Za naszą wymianę zdań podczas świąt. Zachowałem się okropnie, nie jak na ojca przystało. Kocham cię
-Tato wybaczam ci. Rozumiem twoją złość. Miałeś do tego prawo.
Po raz pierwszy od paru miesięcy mogłam spojrzeć w oczy mojego taty,z którym miałam dobry kontakt, nawet lepszy od Jai'a. Byłam oczkiem w głowie Toby'iego. Zjedliśmy wspólnie posiłek, popiliśmy białym winem. Rozmawialiśmy długo, Niall przypadł moim rodzicom do gustu a zwłaszcza ojcu co mnie cieszyło. Mimo, że mama z tatą poznali Horana w sylwestra to tak naprawdę dziś mieli okazję poznać się bliżej.
-Z okazji dzisiejszego święta mamy z matką dla was prezenty-powiedział tata
-Nie jesteśmy już dziećmi. Jesteśmy dorośli-powiedział Jai
-Dla rodzica dziecko zawsze dzieckiem pozostanie-rzekła mama po czym wręczyła nam po kwadratowym pudełku.
Otworzyłam zawartość. W środku znajdował się niebieski zegarek.
-Jest przepiękny-oznajmiłam
-Marzyłem o takim zegarku. Dziękuję -powiedział Jai.
-Cieszymy się, że prezenty wam się podobają.-powiedział tata
-Kochani na nas już pora. Musimy iść. Za dwie godziny mamy powrotny samolot. -oznajmiła mama
-Wracacie już? Zostańcie chociaż na noc.-powiedziałam
-Chcielibyśmy zostać ale ktoś biznesu pilnować musi.
-Szkoda-rzekł Jai.
-Miło było poznać państwa ponownie -rzekł Niall
-Mnie również. Opiekuj się moją córką. Powierzam ci ją w opiekę.
-Tato -spojrzałam na ojca dziwnym wzrokiem
-Może pan być o nią spokojny. Jestem cały czas przy niej
-Dużo zrobiłeś dla Hany. Jak my ci się tobie odwdzięczymy?
-Nie porzebuje niczego. Wystarczy mi miłość Hany.
Pożegnaliśmy sie z rodzicami. Gdy odjechali taksówką poszliśmy do wesołego miasteczka. Spędziliśmy w nim kilka godzin. Bawiliśmy się wspaniale. Jeździliśmy samochodami, kręciliśmy się na karuzeli. W tle leciały dziecięce piosenki. Czuliśmy się jak małe dzieci, które pierwszy raz znajdują się w wesołym miasteczku. Mały Nick też dobrze się bawił choć żeby skorzystać z atrakcji musi trochę podrosnąć. Później Niall wziął udział w loterii. Wygrał misia, którego postanowił ofiarować mi. Doceniłam gest ukochanego, miś był bardzo słodki, ale oddałam go bratankowi. Jemu przyda się bardziej niż mnie. Gdy zrobiło się późno każdy z naszej paczki poszedł w swoją stronę. Jai i jego rodzinka poszli do hotelu,a ja z Niallem udałam się do mojego mieszkania.
Kiedy weszliśmy do domu moim oczom ukazał się duży bukiet czerwonych róż stojący na kuchennej wyspie. Uroku dodały palące się świece, które rozstawione były począwszy od przedpokoju po kuchnię kończąc na salonie.
-Niall to wszystko dla mnie?
-Tak, ten bukiet jest dla ciebie. -wręczył mi go - Dziś mija pół roku odkąd jesteś moją dziewczyną.
-Pamiętałeś. Też mam coś dla ciebie. Bilety na mecz piłki nożnej
-Dziękuję, moja ulubiona drużyna. Wiesz, że cię kocham?
-Wiem, powtarzasz mi to na każdym kroku.-wyszeptałam
-Korzystając z tego, że Dorothy nie ma i prędko nie wróci może...
-Na noc na pewno nie wróci, więc mieszanie mamy dla siebie.
-Myślisz o tym co ja?-zapytał Niall z uśmiechem
-No raczej. Trzeba jakoś uczcić naszą rocznicę, chyba, że nie chcesz.
-Słońce spójrz tylko kwiaty, świece, truskawki, szampan. Nic tak nie buduje takiego nastroju. Poza tym obiecałem twojemu ojcu,że się tobą zaopiekuje.
-Mój tata mówiąc te słowa nie miał chyba tego na myśli - uśmiechnęłam się gdyż lubię się z nim droczyć.
-Przestań tyle gadać. Pragnę Cię, porządam.
Niall gwałtownie złączył nasze usta. Ręce oparł na moich policzkach. Całowaliśmy się tak namiętnie i szybko. Iskra naszej miłości rozpaliła się dość szybko. Brakowało mi tchu. Niall tak szybko mnie całował. Nie mogłam wydostać się z jego ust, potrzebowałam powierza. Mimo tego czułam się szczęśliwa. Chłopak zaczął całować moją szyję. Wydawałam z siebie dźwięki podniecenia. Uwielbiam jak robi mi malinkę.
-Idziemy do sypialni czy może wolisz na stole?
-Wybieram sypialnie, to bezpieczniejsze miejsce. Zawsze ktoś może wrócić i nas nakryć a tam będziemy mogli się schować.
Niall wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju,na górę. Drzwi otworzyłam nogą. Zanim wylądowałam bezpiecznie na łóżku Niall obkręcił nas kilka razy,że poczułam wiatr we włosach. Leżałam na łóżku, Horan był nade mną. Patrzałam prosto w jego błękitne jak ocean oczy. Chłopak włożył rękę pod moją bluzkę. Poczułam przypływ gorąca, który ogarniał moje ciało. Dotyk ukochanego był taki delikatny. Niedługo później pozbył się mojego topu, zostałam w samym staniku. Zrobiłam to samo z jego koszulką. Ukazał mi się jego piękny tors. Jeździłam po nim rękoma, od czasu do czasu składając pocałunki, które zostawiały ślady moich ust, gdyż miałam je pomalowane czerwoną szminką.
-Ślicznie wyglądasz z tymi czerwonymi plamami
-Twoje znaki są piękne, mogę cały tak wyglądać. To co gotowa to rozpoczęcia akcji?
-Oczywiście
Niall rozpiął mi spodnie, podniosłam pupę aby pomóc mu je ze mnie zdjąć. Rzucił je gdzieś daleko. Następnie złożył mi pocałunki na brzuchu, dochodząc do moich piersi. Jego celem było pozbycie się mojego stanika. Zrobił to szybko, rozpiął go i zrobił dokładnie to samo co ze spodniami. Masował je. Nagle chwycił w usta mój prawy sutek i zaczął go ssać. Sprawiało mi to wielką przyjemność. Wydawałam z siebie dźwięki podniecenia. Dyszałam.
-W porządku?
-Tak
-Masz niemiarowy oddech i szybkie tętno.
-To nic kocham cie
-Jak chcesz
-W razie czego zrobisz mi usta usta.
Postanowiłam pozbyć się spodni chłopaka. Rozpięłam rozporek a chłopak szybko je zdjął i pozostał w samych bokserkach. Jego kolejnym celem było pozbycie się moich majtek. Gdy się ich pozbył usiadł na mnie okrakiem. Poruszał biodrami raz szybciej, raz wolnej. Podałam Horanowi zabezpieczenie z szafki obok łóżka. Chłopak energiczne rozprawił się z prezentem. Pozbył się bokserek i zaczął ponownie kołysać biodrami. Dostał się do mojego wnętrza po czym wyszedł. Powtórzył czynność kilka razy. Byłam podniecona, wydawałam z siebie piski. Jakiś czas późnej oboje leżeliśmy w łóżku, przykryci kołdrą. Głowę miałam na torsie chłopaka.
-Byłaś dzielna. Spisałaś się.
-Ty też. Kocham Cię - powiedziałam całując dłoń Nialla
-Dobrze się czujesz? Martwi mnie twój płytki oddech.
-Jestem troszkę zmęczona. Tyle się dziś działo
-W końcu dzień dziecka
-Chodźmy spać
-Dobranoc kochanie -wyszeptał mi do ucha mój księże z bajki.
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejka :) Przepraszam za błędy. Rozdział dla was wszystkich,ale ze specjalną dedykacją dla Weroniczki. ♡
Podobał wam się rozdział? Co sądzicie o anonimie? Czy zabije Louis'a?
Matwi mnie malejąca liczba komentarzy i wyświetleń. :(
Nie wiem co sądzą pozostałe osoby, bo rozdział komentują te same osoby .
FANFICTION ZOSTAŁO NOMINOWANE DO #TOP_WIOSNA_FF, z czego się bardzo cieszę :)
@angelharry99
piątek, 29 maja 2015
Rozdział 25
"Niezwykła propozycja "
#Hana
Leżałam na kanapie, mając głowę na kolanach Nialla. Chłopak masował ją co sprawiało mi przyjemność. Robił to tak delikatnie, czułam na sobie ciepło jego dłoni. Oglądaliśmy film. Wieczór zapowiadał się bardzo miło, w mieszkaniu byliśmy tylko my. Louis'a nie było w domu. Gdy film się skończył, podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Nie wstawaj-powiedział Niall
-Muszę, inaczej zasnę. Dziękuję za masaż skarbie. Pocałowałam chłopaka w policzek.
-Zrobię kolacje, jest już późno. Pewnie jesteś głodna.-rzekł Niall wstając z kanapy, podążając w kierunku kuchni.
-Tylko troszkę. Sprawiasz, że przy tobie nie czuję głodu. Jak ty to robisz?-odpowiedziałam nieco głośniej, żeby mnie usłyszał.
-Mam magiczne moce-mówiąc to zaczął się śmiać swoim głosem, w którym bałam zakochana do szaleństwa.
-Pomogę Ci- oznajmiłam będą w kuchni, operacjąc się o lodówkę.
-Pozwól, że przygotuje wszystko sam. Zajmij się czymś.-po chwili dodał-Wiem, usiądź tutaj,wskazał na krzesło.
Y
Odsunęłam mebel i zajęłam miejsce przy stole. Przyglądałam się ruchom niebieskookiego. Po kwadranse wszystko było gotowe, stół odpowiednio nakryty, kolacja przygotowana. W całym domu unosił się zapach naleśników.
-Smacznego Niall-powiedziałam, gdy usiadł do stołu naprzeciwko mnie.
-Wzajemnie skarbie. Z czym chcesz naleśnika? Masz do wyboru dżem truskawkowy lub wiśniowy, bitą śmietanę oraz cukier.
-Tego zjem z bitą śmietaną-oznajmiłam nakładając sobie placek na talerz.
Niall natomiast zdecydował się na dżem truskawkowy.Przygotował naleśnika i podał mi kawałek, który nabity był na widelcu. Skosztowałam i zrobiłam to samo ze swoim. Jedliśmy kolacje karmiąc się wzajemnie. Jedzenie mi bardzo smakowało.
-Pamiętasz naszą rozmowę kiedy zrobiłeś na śniadanie jajecznice. Wróciłam wtedy ze szpitala. -powiedziałam gdy wzięłam łyk soku.
-Tak, pamiętam. Poprosiłaś mnie żebym został na noc.
-Wtedy przy śniadaniu powiedziałam, że mógłbyś wystartować w programie kulinarnym. Teraz jest mnóstwo programów o takiej tematyce.
-Ja do telewizji? Nie mam talentu, to zwykłe potrawy. Każdy człowiek potrafi je zrobić.
-Tak. Uważam, że się nadajesz. Co ci szkodzi spróbować?
-Spróbować zawsze mogę,ale tam przychodzą ludzie co mają z tym styczność na co dzień.
-I nie tylko. Wiesz ile jest takich osób jak ty, które mają ukryte talenty. Proszę chociaż spróbuj.
-Dobrze, ale robię to tylko dla ciebie.
-Wierzę w twoje możliwości. Teraz trzeba tylko sprawdzić w internecie kiedy są kastingi. Musisz zastanowić się do jakiego programu chcesz iść.
-Mam nadzieję, że wiesz o tym,że jakbym się dostał to musiałbym wyjechać na kilka miesięcy.
-Wiem. Gdy przejdziesz eliminacje to będę się martwić. Kocham Cię
-Ja ciebie też. Pocałował mnie w usta.
-Cieszę się, że mam takiego chłopaka jak ty.
-Jesteś wyjątkowa. Co ja bez ciebie zrobię będąc w tym programie. Okalecze sobie palce, bo będę myślał o tobie.
Naszą rozmowę przerwało pukanie do drzwi. Niall poszedł otworzyć. W kuchni pojawił się Louis razem z Harrym.
-Co wy tutaj robicie? -zapytał lekko wkurzony Niall
-Przyszliśmy świętować wygraną.-rzekł Lou-Myśleliście,że uda wam się to przed nami ukryć. Nie ma mowy!
-Harry! -powiedziałam na równi z Niallem.
-No co? W kancelarii o niczym innym dziś nie mówili. Wszyscy o tym wiedzą.
-Gratuluję jeszcze raz.-rzekł Louis
-Zakochańce jedzą naleśniki. W taki dzień powinno się pić a nie o suchym pysku siedzieć.
-Jutro jest normalny dzień pracy.
-Owen zrozumie. Wyluzuj. Dziś jest twój dzień. Wykorzystaj to-oznajmił Styles.
-Harry ma rację. Więcej taka okazja się nie powtórzy. Pierwszą sprawę masz za sobą. -powiedział Niall
-Nie za często te imprezy?
-Wczoraj to żadna impreza. Dziś zaszalejmy!-oburzył się Tomlinson
-Chodźmy na miasto co wy na to?-rzucił propozycje Harry
-Idziemy! -dzwonie po taksówkę-powiedział Louis
Nie tryskałam entuzjazmem na informacje, że idziemy do klubu się zabawić. Byłam trochę zmęczona, tyle się dziś wydarzyło, ale chłopakom trudno odmówić a zwłaszcza Harry'emu. Z drugiej strony co mi szkodzi się zabawić. Odrobina przyjemności mi się przyda, zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach.
Kwadrans później byliśmy pod klubem, tym samym, w którym się upiłam i poznałam Dorothy.
Nie obyło się bez sprzeczki Harry'ego z ochroniarzem, który poprosił go jako jedynego o pokazanie dowodu. Styles kłócił się z nim o to, że czerpia się ludzi pełnoletnich zamiast zwrócić uwagę na małolatów. Chyba loczki mojego kolegi dodają mu element dziecka.
W klubie było mnóstwo ludzi. Mój strójnie był odpowiedni do klimatu panującego w środku, ponieważ ubrana byłam tak samo jak na rozprawie, gdyż prosto z sądu pojechałam do Nialla. Louis zamówił dla nas przy barze po drinku a ja z Horanem i Stylesem rozglądałam się za wolnym stolikiem. Gdy znaleźliśmy stolik usiedliśmy przy nim. Niedługo później pojawił się Tomlinson z napojami.
-Przepraszam, że trochę to trwało,ale kolejki były. Za barem stoi dwóch baranów.
-My dopiero znaleźliśmy stolik-powiedziałam
-Co mówisz? -krzyknął Lou
-Spoko-rzekłam głośniej
Piliśmy drink za drinkiem. Mieliśmy już trochę w czubie,ale dobrze się bawiliśmy, bo ruszyliśmy na parkiet i śpiewaliśmy piosenki, które puszczał DJ. Szkoda,że nie było konkursu karaoke, bo wtedy moglibyśmy wystartować i nagroda byłaby nasza, gdyż bylibyśmy chyba najgłośniej śpiewającą grupą.
Po kilkuminutowym tańcu wróciłam do stolika przy którym siedział Louis popijając piwo.
-Dobrze się bawisz-rzekł
-Tak. Potrzebowałam odrobinę szaleństwa. Dzięki.
-Drobiazg. Całkiem fajny klub.-zauważył Lou
-Jeden z najlepszych w mieście. Trochę dużo ludzi. Gdy ostatnio tu byłam ludzi było mniej.
-Teraz zaczyna się sezon. Będzie więcej turystów. Wszyscy przyjeżdżają na wakacje do Anglii jakby innego miejsca na świecie nie było.
-Przyciąga ich Londyn. To główna atrakcja, poza tym wiele osób pracuje tutaj a rodzina mieszka gdzieś indziej. Spójrz na mnie.
-No właśnie. Dlaczego wyjechałaś? Masz starszego brata, który ułożył sobie życie w Mullingar.
-Uznajmy to jako szanse, którą dostałam od losu. Możemy zmienić temat?
-Okey. Zatańczysz ze mną?
-Dobra. Chodźmy na parkiet. Wzięłam dużego łyka kkolorowego napoju po czym złapałam Lou za rękę i poprowadziłam w stronę innych tańczących par.
Bujaliśmy się w rytm muzyki. Ktoś kto przeglądał nam sie z boku mógł pomyśleć,że nas coś łączy, bo nasze ruchy były bardzo śmiałe. Nic dziwnego, w końcu oboje byliśmy pijani. Po kwadransie naszych wspólnych wygłupòw dołączyli do nas Niall i Harry. Chłopak był o mnie trochę zazdrosny,ponieważ objął mnie w pasie i pocałował w czoło chcąc dać do zrozumienia innym,że jestem jego dziewczyną. Zatańczyliśmy we czwórkę jeszcze jedną piosenkę, po czym wróciliśmy do stolika odpocząć i napić się kolejnej dawki alkoholu, gdyż taniec pozbawił nas energii. Chłopaki pili piwo na przemian z wódka. Ja natomiast ograniczyłam się do niezbyt mocnych drinków, ponieważ jutro musiałam niestety iść do pracy. O dniu wolnym mogłam sobie tylko pomarzyć, gdyż był środek tygodnia. Osobą, która piła najwięcej był Louis. Mieszał i zamawiał różne napoje. Po wypiciu ostatniego kieliszka zamówionej wódki chłopak oznajmił,że idzie na dwór się przewietrzyć i zapalić przy okazji.
#Louis
Zostawiłem mnich przyjaciół i mijając bawiących się ludzi wyszedłem na zewnątrz zapalić. Słońce już zaszło,ale na dworzu było bardzo przyjemnie, powiewał chłodny wiatr. Stałem oparty o mur, paliłem podobnie jak pozostałe osoby. Nie wiem dlaczego, ale czułem się jakoś dziwnie.Miałem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje.
-Człowieku, ogarnij się.- mówiłem sobie w myślach.
To wszystko, cały strach, niewiadoma panika była dla mnie szokiem. Wypiłem za dużo alkoholu i teraz mam halucynacje. Postanowiłem,że na dziś wystarczy kolorowych napoi. Jest już późno, więc niebawem wszyscy pójdziemy do domu. Gdy skończyłem palić,a niedopałek rozdeptałem nogą o chodnik. Chciałem wrócić do klubu. Niestety zatrzymali mnie dwaj kolesie niewiele starsi ode mnie. Mówili,że komuś bardzo zależy na spotkaniu ze mną. Nie chciałem z nimi iść. Wziąłem to za żart, ponieważ mogli być pijani tak jak ja. Myliłem się. Mimo, iż stawiałem opory przed spotkaniem oni odstawili mnie na miejsce,w którym rzekomo czeka na mnie ktoś ważny. Byłem mocno pijany dlatego udało im sie mnie pokonać. Kwadrans później byłem w parku, tak przynajmniej myślałem.
-Witaj Tomlinson. Długo karzesz na siebie czekać. Stanowczo za długo. Jesteś nieposłuszny.
-Czego ode mnie chcesz? Odwal sie i daj mi święty spokój! -krzyknąłem.
-Ciii,jeszcze nas ktoś usłyszy, a uwierz mi nie chcę zrobić ci krzywdy. Widzę, że muszę przypomnieć ci moje żądania,bo po naszym ostatnim spotkaniu zdarzyłeś chyba zapomnieć. Chcę, abyś mówił mi co robi i gdzie jest Hana Brooks,a gdyby zostało powierzone ci zadanie masz je wykonać. To jest jasne?
-Nie będę na nikogo donosił a zwłaszcza na nią! Kim ty jesteś? Ujawnij się a nie ukrywasz się pod maską i dziwnym przebraniem!
-Na wszystko przyjdzie czas. Narazie jest na to
za wcześnie. To jak będziesz mi posłuszny? W przeciwnym razie nie tylko jej trzeba będzie się pozbyć.
-Dlaczego akurat Hana? Co ona takiego zrobiła? Wystarczająco się nacierpiała w ostatnim czasie.
-Mam swoje powody. Powiedz w końcu czy sie zgadzasz. Konsekwencje są wielkie. Chcesz mieć na sumieniu swoich przyjaciół?
-Nie. Jak się zgodzę dasz mi spokój? -zapytałem,z przerażeniem w głosie. Chodziło o moich znajomych.
-Tak.
-Zgadzam się.
-Rozsądny z ciebie gość. Nie pożałujesz swojej decyzji. Możesz już iść, ale pamiętaj nikomu ani słowa o naszym spotkaniu,bo gorzko tego pożałujesz. Radzę przypomnij sobie treść listu.
Po tych słowach tajemnicza osoba się oddaliła a dwaj kolesie, odprowadzili mnie pod klub. W drodze cały czas mówili o konsekwencjach. O tym,że mogę tego pożałować i lepiej żebym nic nie kombinował a jeśli doniose o wszystkim policji lub komuś powiem będzie ze mną źle. Gdy już byliśmy pod klubem,zostawili mnie pod nim. Nie mogłem uwierzyć w to co zrobiłem. Zgodziłem się pomagać niewiadomo komu, mam donosić na własnych przyjaciół. Nie miałem innego wyjścia. Mam ochotę komuś przywalić,wyżyć się. Przecież nie musiałem się zgodzić, z każdej sytuacji jest wyjście to z tej również jest. Może nawet nie jedno, a kilka. Stałem przed klubem jeszcze jakiś czas. Potem wróciłem do Hany, Harry'ego i Niall'a.
-Louis tu jesteś! Szukaliśmy cię. Gdzie byłeś? -zawołał Harry ,gdy ledwo zdążyłem usiąść przy stoliku.
-Zapalić-westchnąłem
-Minęło 30 minut. Chyba wypaliłeś całą paczkę.
-Musiałem się przewietrzyć. Pozatym zagadałem się z ochroniarzem-skłamałem
-Gadałeś z tym kolesiem co nie chciał mnie tutaj wpuścić? Po co? On jest głupi.
-Rozmawiałem z nim o pracy. Pomyślałem,że mogę spróbować takiego zajęcia. Lekka praca, stoisz i pilnujesz porządku. Wszystkiego trzeba próbować co nie?-ponownie skłamałem.-Gdzie Han i Niall?
-Tańczą tym. -powiedział wskazując palcem.
***
#Niall
Następnego dnia razem z Haną poszliśmy do pracy na godzinę jedenastą. Miałem takie szczęście, że mój dyżur zaczynał się po południu,więc nie musiałem niczego załatwiać tak jak to zrobiła moja dziewczyna. Mecenas nie zrobił z tego żadnego problemu, rozumiał, że świętowała zwycięstwo. Ani mnie ani Hanie nie chciało się wstać a tym bardziej iść do pracy. Pocieszał nas fakt ,że jutro piątek a co za tym idzie, weekend. Planowaliśmy odpocząć tylko we dwoje. Zjedliśmy wspólnie śniadanie, zostawiając przy okazji kilka kanapek dla Louisa. Zawiozłem ukochaną pod samą kancelarię, a następnie pojechałem do szpitala. Po pracy umówiliśmy się na wspólne gotowanie.
#Hana
W związku z tym, że Niall weźmie udział w nowej edycji programu Master Chef pomyślałam, iż nakręcę filmik z udziałem Horana, w którym będzie gotował. Chłopak nie jest świadomy mojego planu, ponieważ wiem, że gdybym mu o tym powiedziała to by się nie zgodził. Zresztą do udziału w programie trochę go zmusiłam. Po skończonej na dziś pracy w kancelarii poszłam do supermarketu kupić kilka produktów
potrzebnych do realizacji niespodzianki. Później pojechałam do swojego mieszkania wziąść kąpiel i przebrać się w czyste ciuchy. Godzinę później byłam już w domu Nialla, zastałam Louisa.
-Cześć. Wejdź. Szykuje się nowa impreza?
-Cześć. Nie. Domówek narazie dość było w ostatnim czasie. -uśmiechnęłam się
-W takim razie co? Urodziny , rocznica? Znów o czymś zapomniałem
-Nic z tych rzeczy. Będziemy kręcić film. Możesz nam pomóc jak chcesz.
-Jeśli tylko masz taką ochotę to jasne, nagrywanie filmów to coś na czym akurat się trochę znam. A co konkretnie chcesz nagrać?
-Nie co tylko kogo-poprawiłam Lou
-No więc kogo?
-Nialla gotującego jakąś potrawę na przykład ciasto.
-Co się tu dzieje? Dobrze usłyszałem,że chcecie mnie nagrać-powiedział wchodzący do mieszkania Niall
-Tak-powiedziałam
-Ja się nie zgadzam. Nie będę robił z siebie głupka.
-Kochanie to tylko zabawa. Jak wyjedziesz to będę oglądać ten filmik z tęsknoty za tobą.
-Wybierzesz się gdzieś? -zapał zaskoczony sytuacją Lou
-Wyobraź sobie,że Hana wpadła na pomysł żebym poszedł do Master Chefa.
-To super! Będziesz mógł zaprezentować światu swój talent.
-Nie jestem do końca przekonany. Nie mam się czym chwalić.
-Masz, masz -powiedziałam razem z Louisem.
Pół godziny później Niall stał przy garach. Miałam ubaw z chłopaków. Zachowywali się jak dzieci. Ciągle się wygłupiali i śmiali. Wkrótce na zmianę z Tomlinsonem pomagaliśmy Horanowi w gotowaniu, ponieważ jedno z nas nagrywało to wszystko. Efekt potrawy, którą przygotował Niall był doskonały. Nie miałam żadnej wątpliwości,że ukochany musi zgłosić się do programu. Chłopak nabrał tej pewności sobie wystąpienia w programie dlatego po zjedzeniu poszukaliśmy zgłoszenia do Master Chef'a i wypełniliśmy go. Pozostało nam czekać na informacje o kastingu.
~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za błędy. Co sądzicie o rozdziale? Liczę na wasze szczere opinie obojętnie gdzie. Możecie pisać nawet na tt:) Zależy mi na tym gdyż coraz bliżej końca.
Macie jakieś podejrzenia co do Anononima? Wkrótce poznacie jego tożsamość:)
Pod ostatnim rozdziałem było mało komentarzy:(
Komentujcie:)
Do następnego @angelharry99
#Hana
Leżałam na kanapie, mając głowę na kolanach Nialla. Chłopak masował ją co sprawiało mi przyjemność. Robił to tak delikatnie, czułam na sobie ciepło jego dłoni. Oglądaliśmy film. Wieczór zapowiadał się bardzo miło, w mieszkaniu byliśmy tylko my. Louis'a nie było w domu. Gdy film się skończył, podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Nie wstawaj-powiedział Niall
-Muszę, inaczej zasnę. Dziękuję za masaż skarbie. Pocałowałam chłopaka w policzek.
-Zrobię kolacje, jest już późno. Pewnie jesteś głodna.-rzekł Niall wstając z kanapy, podążając w kierunku kuchni.
-Tylko troszkę. Sprawiasz, że przy tobie nie czuję głodu. Jak ty to robisz?-odpowiedziałam nieco głośniej, żeby mnie usłyszał.
-Mam magiczne moce-mówiąc to zaczął się śmiać swoim głosem, w którym bałam zakochana do szaleństwa.
-Pomogę Ci- oznajmiłam będą w kuchni, operacjąc się o lodówkę.
-Pozwól, że przygotuje wszystko sam. Zajmij się czymś.-po chwili dodał-Wiem, usiądź tutaj,wskazał na krzesło.
Y
Odsunęłam mebel i zajęłam miejsce przy stole. Przyglądałam się ruchom niebieskookiego. Po kwadranse wszystko było gotowe, stół odpowiednio nakryty, kolacja przygotowana. W całym domu unosił się zapach naleśników.
-Smacznego Niall-powiedziałam, gdy usiadł do stołu naprzeciwko mnie.
-Wzajemnie skarbie. Z czym chcesz naleśnika? Masz do wyboru dżem truskawkowy lub wiśniowy, bitą śmietanę oraz cukier.
-Tego zjem z bitą śmietaną-oznajmiłam nakładając sobie placek na talerz.
Niall natomiast zdecydował się na dżem truskawkowy.Przygotował naleśnika i podał mi kawałek, który nabity był na widelcu. Skosztowałam i zrobiłam to samo ze swoim. Jedliśmy kolacje karmiąc się wzajemnie. Jedzenie mi bardzo smakowało.
-Pamiętasz naszą rozmowę kiedy zrobiłeś na śniadanie jajecznice. Wróciłam wtedy ze szpitala. -powiedziałam gdy wzięłam łyk soku.
-Tak, pamiętam. Poprosiłaś mnie żebym został na noc.
-Wtedy przy śniadaniu powiedziałam, że mógłbyś wystartować w programie kulinarnym. Teraz jest mnóstwo programów o takiej tematyce.
-Ja do telewizji? Nie mam talentu, to zwykłe potrawy. Każdy człowiek potrafi je zrobić.
-Tak. Uważam, że się nadajesz. Co ci szkodzi spróbować?
-Spróbować zawsze mogę,ale tam przychodzą ludzie co mają z tym styczność na co dzień.
-I nie tylko. Wiesz ile jest takich osób jak ty, które mają ukryte talenty. Proszę chociaż spróbuj.
-Dobrze, ale robię to tylko dla ciebie.
-Wierzę w twoje możliwości. Teraz trzeba tylko sprawdzić w internecie kiedy są kastingi. Musisz zastanowić się do jakiego programu chcesz iść.
-Mam nadzieję, że wiesz o tym,że jakbym się dostał to musiałbym wyjechać na kilka miesięcy.
-Wiem. Gdy przejdziesz eliminacje to będę się martwić. Kocham Cię
-Ja ciebie też. Pocałował mnie w usta.
-Cieszę się, że mam takiego chłopaka jak ty.
-Jesteś wyjątkowa. Co ja bez ciebie zrobię będąc w tym programie. Okalecze sobie palce, bo będę myślał o tobie.
Naszą rozmowę przerwało pukanie do drzwi. Niall poszedł otworzyć. W kuchni pojawił się Louis razem z Harrym.
-Co wy tutaj robicie? -zapytał lekko wkurzony Niall
-Przyszliśmy świętować wygraną.-rzekł Lou-Myśleliście,że uda wam się to przed nami ukryć. Nie ma mowy!
-Harry! -powiedziałam na równi z Niallem.
-No co? W kancelarii o niczym innym dziś nie mówili. Wszyscy o tym wiedzą.
-Gratuluję jeszcze raz.-rzekł Louis
-Zakochańce jedzą naleśniki. W taki dzień powinno się pić a nie o suchym pysku siedzieć.
-Jutro jest normalny dzień pracy.
-Owen zrozumie. Wyluzuj. Dziś jest twój dzień. Wykorzystaj to-oznajmił Styles.
-Harry ma rację. Więcej taka okazja się nie powtórzy. Pierwszą sprawę masz za sobą. -powiedział Niall
-Nie za często te imprezy?
-Wczoraj to żadna impreza. Dziś zaszalejmy!-oburzył się Tomlinson
-Chodźmy na miasto co wy na to?-rzucił propozycje Harry
-Idziemy! -dzwonie po taksówkę-powiedział Louis
Nie tryskałam entuzjazmem na informacje, że idziemy do klubu się zabawić. Byłam trochę zmęczona, tyle się dziś wydarzyło, ale chłopakom trudno odmówić a zwłaszcza Harry'emu. Z drugiej strony co mi szkodzi się zabawić. Odrobina przyjemności mi się przyda, zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach.
Kwadrans później byliśmy pod klubem, tym samym, w którym się upiłam i poznałam Dorothy.
Nie obyło się bez sprzeczki Harry'ego z ochroniarzem, który poprosił go jako jedynego o pokazanie dowodu. Styles kłócił się z nim o to, że czerpia się ludzi pełnoletnich zamiast zwrócić uwagę na małolatów. Chyba loczki mojego kolegi dodają mu element dziecka.
W klubie było mnóstwo ludzi. Mój strójnie był odpowiedni do klimatu panującego w środku, ponieważ ubrana byłam tak samo jak na rozprawie, gdyż prosto z sądu pojechałam do Nialla. Louis zamówił dla nas przy barze po drinku a ja z Horanem i Stylesem rozglądałam się za wolnym stolikiem. Gdy znaleźliśmy stolik usiedliśmy przy nim. Niedługo później pojawił się Tomlinson z napojami.
-Przepraszam, że trochę to trwało,ale kolejki były. Za barem stoi dwóch baranów.
-My dopiero znaleźliśmy stolik-powiedziałam
-Co mówisz? -krzyknął Lou
-Spoko-rzekłam głośniej
Piliśmy drink za drinkiem. Mieliśmy już trochę w czubie,ale dobrze się bawiliśmy, bo ruszyliśmy na parkiet i śpiewaliśmy piosenki, które puszczał DJ. Szkoda,że nie było konkursu karaoke, bo wtedy moglibyśmy wystartować i nagroda byłaby nasza, gdyż bylibyśmy chyba najgłośniej śpiewającą grupą.
Po kilkuminutowym tańcu wróciłam do stolika przy którym siedział Louis popijając piwo.
-Dobrze się bawisz-rzekł
-Tak. Potrzebowałam odrobinę szaleństwa. Dzięki.
-Drobiazg. Całkiem fajny klub.-zauważył Lou
-Jeden z najlepszych w mieście. Trochę dużo ludzi. Gdy ostatnio tu byłam ludzi było mniej.
-Teraz zaczyna się sezon. Będzie więcej turystów. Wszyscy przyjeżdżają na wakacje do Anglii jakby innego miejsca na świecie nie było.
-Przyciąga ich Londyn. To główna atrakcja, poza tym wiele osób pracuje tutaj a rodzina mieszka gdzieś indziej. Spójrz na mnie.
-No właśnie. Dlaczego wyjechałaś? Masz starszego brata, który ułożył sobie życie w Mullingar.
-Uznajmy to jako szanse, którą dostałam od losu. Możemy zmienić temat?
-Okey. Zatańczysz ze mną?
-Dobra. Chodźmy na parkiet. Wzięłam dużego łyka kkolorowego napoju po czym złapałam Lou za rękę i poprowadziłam w stronę innych tańczących par.
Bujaliśmy się w rytm muzyki. Ktoś kto przeglądał nam sie z boku mógł pomyśleć,że nas coś łączy, bo nasze ruchy były bardzo śmiałe. Nic dziwnego, w końcu oboje byliśmy pijani. Po kwadransie naszych wspólnych wygłupòw dołączyli do nas Niall i Harry. Chłopak był o mnie trochę zazdrosny,ponieważ objął mnie w pasie i pocałował w czoło chcąc dać do zrozumienia innym,że jestem jego dziewczyną. Zatańczyliśmy we czwórkę jeszcze jedną piosenkę, po czym wróciliśmy do stolika odpocząć i napić się kolejnej dawki alkoholu, gdyż taniec pozbawił nas energii. Chłopaki pili piwo na przemian z wódka. Ja natomiast ograniczyłam się do niezbyt mocnych drinków, ponieważ jutro musiałam niestety iść do pracy. O dniu wolnym mogłam sobie tylko pomarzyć, gdyż był środek tygodnia. Osobą, która piła najwięcej był Louis. Mieszał i zamawiał różne napoje. Po wypiciu ostatniego kieliszka zamówionej wódki chłopak oznajmił,że idzie na dwór się przewietrzyć i zapalić przy okazji.
#Louis
Zostawiłem mnich przyjaciół i mijając bawiących się ludzi wyszedłem na zewnątrz zapalić. Słońce już zaszło,ale na dworzu było bardzo przyjemnie, powiewał chłodny wiatr. Stałem oparty o mur, paliłem podobnie jak pozostałe osoby. Nie wiem dlaczego, ale czułem się jakoś dziwnie.Miałem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje.
-Człowieku, ogarnij się.- mówiłem sobie w myślach.
To wszystko, cały strach, niewiadoma panika była dla mnie szokiem. Wypiłem za dużo alkoholu i teraz mam halucynacje. Postanowiłem,że na dziś wystarczy kolorowych napoi. Jest już późno, więc niebawem wszyscy pójdziemy do domu. Gdy skończyłem palić,a niedopałek rozdeptałem nogą o chodnik. Chciałem wrócić do klubu. Niestety zatrzymali mnie dwaj kolesie niewiele starsi ode mnie. Mówili,że komuś bardzo zależy na spotkaniu ze mną. Nie chciałem z nimi iść. Wziąłem to za żart, ponieważ mogli być pijani tak jak ja. Myliłem się. Mimo, iż stawiałem opory przed spotkaniem oni odstawili mnie na miejsce,w którym rzekomo czeka na mnie ktoś ważny. Byłem mocno pijany dlatego udało im sie mnie pokonać. Kwadrans później byłem w parku, tak przynajmniej myślałem.
-Witaj Tomlinson. Długo karzesz na siebie czekać. Stanowczo za długo. Jesteś nieposłuszny.
-Czego ode mnie chcesz? Odwal sie i daj mi święty spokój! -krzyknąłem.
-Ciii,jeszcze nas ktoś usłyszy, a uwierz mi nie chcę zrobić ci krzywdy. Widzę, że muszę przypomnieć ci moje żądania,bo po naszym ostatnim spotkaniu zdarzyłeś chyba zapomnieć. Chcę, abyś mówił mi co robi i gdzie jest Hana Brooks,a gdyby zostało powierzone ci zadanie masz je wykonać. To jest jasne?
-Nie będę na nikogo donosił a zwłaszcza na nią! Kim ty jesteś? Ujawnij się a nie ukrywasz się pod maską i dziwnym przebraniem!
-Na wszystko przyjdzie czas. Narazie jest na to
za wcześnie. To jak będziesz mi posłuszny? W przeciwnym razie nie tylko jej trzeba będzie się pozbyć.
-Dlaczego akurat Hana? Co ona takiego zrobiła? Wystarczająco się nacierpiała w ostatnim czasie.
-Mam swoje powody. Powiedz w końcu czy sie zgadzasz. Konsekwencje są wielkie. Chcesz mieć na sumieniu swoich przyjaciół?
-Nie. Jak się zgodzę dasz mi spokój? -zapytałem,z przerażeniem w głosie. Chodziło o moich znajomych.
-Tak.
-Zgadzam się.
-Rozsądny z ciebie gość. Nie pożałujesz swojej decyzji. Możesz już iść, ale pamiętaj nikomu ani słowa o naszym spotkaniu,bo gorzko tego pożałujesz. Radzę przypomnij sobie treść listu.
Po tych słowach tajemnicza osoba się oddaliła a dwaj kolesie, odprowadzili mnie pod klub. W drodze cały czas mówili o konsekwencjach. O tym,że mogę tego pożałować i lepiej żebym nic nie kombinował a jeśli doniose o wszystkim policji lub komuś powiem będzie ze mną źle. Gdy już byliśmy pod klubem,zostawili mnie pod nim. Nie mogłem uwierzyć w to co zrobiłem. Zgodziłem się pomagać niewiadomo komu, mam donosić na własnych przyjaciół. Nie miałem innego wyjścia. Mam ochotę komuś przywalić,wyżyć się. Przecież nie musiałem się zgodzić, z każdej sytuacji jest wyjście to z tej również jest. Może nawet nie jedno, a kilka. Stałem przed klubem jeszcze jakiś czas. Potem wróciłem do Hany, Harry'ego i Niall'a.
-Louis tu jesteś! Szukaliśmy cię. Gdzie byłeś? -zawołał Harry ,gdy ledwo zdążyłem usiąść przy stoliku.
-Zapalić-westchnąłem
-Minęło 30 minut. Chyba wypaliłeś całą paczkę.
-Musiałem się przewietrzyć. Pozatym zagadałem się z ochroniarzem-skłamałem
-Gadałeś z tym kolesiem co nie chciał mnie tutaj wpuścić? Po co? On jest głupi.
-Rozmawiałem z nim o pracy. Pomyślałem,że mogę spróbować takiego zajęcia. Lekka praca, stoisz i pilnujesz porządku. Wszystkiego trzeba próbować co nie?-ponownie skłamałem.-Gdzie Han i Niall?
-Tańczą tym. -powiedział wskazując palcem.
***
#Niall
Następnego dnia razem z Haną poszliśmy do pracy na godzinę jedenastą. Miałem takie szczęście, że mój dyżur zaczynał się po południu,więc nie musiałem niczego załatwiać tak jak to zrobiła moja dziewczyna. Mecenas nie zrobił z tego żadnego problemu, rozumiał, że świętowała zwycięstwo. Ani mnie ani Hanie nie chciało się wstać a tym bardziej iść do pracy. Pocieszał nas fakt ,że jutro piątek a co za tym idzie, weekend. Planowaliśmy odpocząć tylko we dwoje. Zjedliśmy wspólnie śniadanie, zostawiając przy okazji kilka kanapek dla Louisa. Zawiozłem ukochaną pod samą kancelarię, a następnie pojechałem do szpitala. Po pracy umówiliśmy się na wspólne gotowanie.
#Hana
W związku z tym, że Niall weźmie udział w nowej edycji programu Master Chef pomyślałam, iż nakręcę filmik z udziałem Horana, w którym będzie gotował. Chłopak nie jest świadomy mojego planu, ponieważ wiem, że gdybym mu o tym powiedziała to by się nie zgodził. Zresztą do udziału w programie trochę go zmusiłam. Po skończonej na dziś pracy w kancelarii poszłam do supermarketu kupić kilka produktów
potrzebnych do realizacji niespodzianki. Później pojechałam do swojego mieszkania wziąść kąpiel i przebrać się w czyste ciuchy. Godzinę później byłam już w domu Nialla, zastałam Louisa.
-Cześć. Wejdź. Szykuje się nowa impreza?
-Cześć. Nie. Domówek narazie dość było w ostatnim czasie. -uśmiechnęłam się
-W takim razie co? Urodziny , rocznica? Znów o czymś zapomniałem
-Nic z tych rzeczy. Będziemy kręcić film. Możesz nam pomóc jak chcesz.
-Jeśli tylko masz taką ochotę to jasne, nagrywanie filmów to coś na czym akurat się trochę znam. A co konkretnie chcesz nagrać?
-Nie co tylko kogo-poprawiłam Lou
-No więc kogo?
-Nialla gotującego jakąś potrawę na przykład ciasto.
-Co się tu dzieje? Dobrze usłyszałem,że chcecie mnie nagrać-powiedział wchodzący do mieszkania Niall
-Tak-powiedziałam
-Ja się nie zgadzam. Nie będę robił z siebie głupka.
-Kochanie to tylko zabawa. Jak wyjedziesz to będę oglądać ten filmik z tęsknoty za tobą.
-Wybierzesz się gdzieś? -zapał zaskoczony sytuacją Lou
-Wyobraź sobie,że Hana wpadła na pomysł żebym poszedł do Master Chefa.
-To super! Będziesz mógł zaprezentować światu swój talent.
-Nie jestem do końca przekonany. Nie mam się czym chwalić.
-Masz, masz -powiedziałam razem z Louisem.
Pół godziny później Niall stał przy garach. Miałam ubaw z chłopaków. Zachowywali się jak dzieci. Ciągle się wygłupiali i śmiali. Wkrótce na zmianę z Tomlinsonem pomagaliśmy Horanowi w gotowaniu, ponieważ jedno z nas nagrywało to wszystko. Efekt potrawy, którą przygotował Niall był doskonały. Nie miałam żadnej wątpliwości,że ukochany musi zgłosić się do programu. Chłopak nabrał tej pewności sobie wystąpienia w programie dlatego po zjedzeniu poszukaliśmy zgłoszenia do Master Chef'a i wypełniliśmy go. Pozostało nam czekać na informacje o kastingu.
~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za błędy. Co sądzicie o rozdziale? Liczę na wasze szczere opinie obojętnie gdzie. Możecie pisać nawet na tt:) Zależy mi na tym gdyż coraz bliżej końca.
Macie jakieś podejrzenia co do Anononima? Wkrótce poznacie jego tożsamość:)
Pod ostatnim rozdziałem było mało komentarzy:(
Komentujcie:)
Do następnego @angelharry99
sobota, 23 maja 2015
Rozdział 24
"Pierwsze starcie "
#Louis
Od kilku dni myślę o tej dziwnej, anonimowej wiadomości. Nie wiem co mam zrobić, a co gorsze nie mam pojęcia kim jest ta osoba. Nocami nie mogę spać, męczą mnie koszmarny. Chciałbym powiedzieć wszystko Niall'owi, ale zacznie zaraz się denerwować i będzie chciał znać więcej szczegółów, których nie znam. Tajemnicza osoba nie odezwała się do mnie od tamtego czasu. Może zaszła jakaś pomyłka i wiadomość zupełnie przypadkiem trafiła do mnie. W końcu na kopercie napisane było tylko imię.
#Hana
Dziś w pracy nerwowa atmosfera, która spowodowana jest moją jutrzejszą rozprawą w sądzie. Sama się denerwuje, ale dam radę. Mam wsparcie w mecenasie. Będzie mi towarzyszył na sali gdybym sama nie dała rady. Właśnie siedzę przy stole w pokoju socjalnym i wypełniam ostatnie dokumenty. Nagle ktoś puka, mówię, żeby wszedł.
-Dzień dobry -wita się ze mną nieznana mi osoba
-Dzień dobry. Szuka pani kogoś?
-Tak, Hany Brooks.
-To ja. Mogę wiedzieć kim pani jest i w czym mogę pani pomóc? -zapytałam. Ta wizyta mnie zdziwiła.
-Jestem żoną pani klienta. Jutro jest rozprawa. Mogę zająć chwilę?
-Mam trochę pracy,ale porozmawiajmy skoro to coś ważnego, bo domyślam się, że w innym wypadku nie byłoby tutaj pani. Może napije się pani kawy albo herbaty?
-Herbatę z cytryną jeśli można. -oznajmiła kobieta
Przygotowałam napój i postawiłam go na stole. Nieznajoma usiadła na krześle i zaczęłam rozmowę.
-A więc o co chodzi?-zapytałam
-Tak jak już wcześniej wspomniałam przyszłam tutaj porozmawiać o moim mężu. Chcę aby pani wiedziała, że on jest podłym kłamcą. Zrobił z siebie niewiniątko, a osobą, która jest poszkodowana to jestem właśnie ja.
-Wszystko okaże się za kilkanaście godzin. Nadal nie rozumiem po co pani tu przyszła.
-Powiem w prost. Musi pani zrobić wszystko, żeby to mój mąż poniósł winę .Te wszystkie zgromadzone dowody to same kłamstwa. Mój były to taki typ oszukiwacza, zrobi wszystko, żeby tylko nie ponieść za to kary i żebym to ja była winna.
-Proszę nie obrażać mojego klienta. Lepiej będzie jeśli pani już sobie pójdzie. Nie mam ochoty ani czasu wysłuchiwać pani żalu.
-Dobrze, skoro nie dało się po dobroci to musze zrobić to inaczej. Proszę ile pani chce? 10.000? Tyle wystarczy?
-Nie wezme od pani żadnych pieniędzy, a już na pewno nie będę mówić niczego złego o pani mężu. Moim obowiązkiem jest aby dojść do prawdy a o tym kto jest winny zadecyduje sąd.
-Posłuchaj mnie.
-Nie będę pani słuchać. Proszę stąd natychmiast wyjść! -wrzasnąłam
Kobieta wychodząc złapała mnie za prawy nadgarstek i powiedziała:
-Lepiej uważaj na siebie.
Po czym wyszła. Zaczęłam masować sobie nadgarstek, zabolało mnie to. Uwiadomiłam sobie, że jutro nie będzie łatwo. Ta kobieta jest stasznie dziwna.
-Co się stało? -zapytała Jennifer -Słyszałam jak krzyczysz.
-Zdenerwowałam się -oznajmiłam
-Chodzi o tą kobietę, która właśnie wychodziła? Kim ona jest?
-To żona mojego klienta. Chciała mnie przekupić żebym zrobiła tak, aby to właśnie on okazał się winny całej sytuacji.
-Wiesz co? Wydaje mi się, że ona boi się przegranej i tego, że wszystko co robiła wcześniej wyda się i przestanie mieć czystą kartotekę.
-Może masz rację. Zaatakowała mnie - pokazałam jej mój nadgarstek.
-Musisz powiedzieć o tym wszystkim Mark'owi. To nie powinno się zdarzyć. Chodź -powiedziała
-Nie, to nic wielkiego.
-Przekupstwo, groźby, uważasz, że to nic?
-Jenny, ale ty jesteś uparta.
-Ja mam zawsze rację.
Udałyśmy się do gabinetu szefa. Powiedziałam o o całym zdarzeniu , pokazałam również rękę. Owen był bardzo zszkowany tą sytuacją, nigdy wcześniej to się nie zdarzyło.
-Mówisz, że to była żona tego Fierce?
-Tak. Sądzę, że postępując w ten chciała, żeby skrywana przez nią tajemnica romansu nie ujrzała światła dziennego.
-Tak się nie stanie. Naszym interesem jest przedstawić wszystkie zgromadzone dowody i spróbować dojść do prawdy a wynik rozprawy i tak należy do sędziego. My nie mamy na to wpływu. A to co się dzisiaj wydarzyło jest doskonałym dowodem na jej winę. Koniecznie musimy o tym wspomnieć.
-A nie byłoby lepiej o tym nie mówić? Nie lubię gdy sprawy dotyczą również mnie.
-Hana musisz się do tego przyzwyczaić. To nie ostani raz gdy sprawy naszych klientów będą miały związek z tobą. Tak to już jest w niektórych przypadkach. Proponuje Ci abyś resztę dnia spędziła w domu.
-Ma pan rację -powiedziała Jennifer
-Zajmij się Haną, zadbaj o to żeby się wyluzowała i za dużo nie myślała o rozprawie.
-Może pan na mnie liczyć mecenasie. Hana przyjdzie jutro wyluzowana i z zapałem aby wygrać tą sprawę.-rzekła przyjaciółka.
-Tylko bez zbytnich szaleństw. -wtrącił Owen
-Jasne. To będzie babski wieczór. Do widzenia -powiedziała Jennifer
-Do widzenia - pożegnałam się z Mark'iem i wyszłam razem z przyjaciółką.
Z pokoju socjalnego zabrałyśmy swoje rzeczy i wyszłyśmy. W drodze do windy spotkałyśmy Harry'ego.
-Wychodzicie? -zapytał zdziwiony.
-Tak - odpowiedziałam
-Co tak wcześnie? To niesprawiedliwe. Ja tutaj muszę pracować a wy idziecie już do domu ledwo po 12:00. Co takiego robicie, że Owen jest taki przychylny?
-Nic. Jesteśmy kobietami więc może to tak na niego działa -rzuciła Jennifer
-Dlaczego musiałem urodzić się mężczyzną? Mogłem być dziewczyną i urywać się z pracy razem z wami.
-Z naturą nie wygrasz - powiedziała Jennifer
-A może Harry mogłyby iść razem z nami? -powiedziałam -Wybacz Hana, zaplanowałam, że to będzie babski wieczór.
-Mówi się trudno.
-Czekajcie Niall mówił mi, że dziś jest jakiś mecz i będzie oglądał go razem z Louisem, więc mógłbyś iść do domu Horana.
-Dobry pomysł. W twoim mieszkaniu zrobimy sobie babski wieczór razem z Dorothy i Isabel, jeśli się zgodzi a u chłopców można zrobić męskie spotkanie. Co wy na to? -zaproponowała przyjaciółka
-Ty to masz genialne pomysły Jenny. Tak się cieszę. Będzie ostra zabawa. Damskie ploteczki i męski meczyk.
-Zadzwonię po Isabel w takim razie i dam znać Niallowi -powiedziałam
-Dziękuję -powiedział
Harry.
-Nie masz za co dziękować Styles. Wy sobie pokibicujcie a my razem z dziewczynami zajmiemy się Haną. Jutro ma pierwszą rozprawę.
-Już jutro? ! Jak to szybko zleciało. Han będzie dobrze, trzymam kciuki. Do kopiesz im prawda.
-Tak - powiedziałam z uśmiechem.
-Będziemy się zbierać - powiedziała Jennifer
Pojechałyśmy do supermarketu zrobić jakieś zakupy na wieczór. W drodze do sklepu zadzwoniłam do Isabel z pytaniem, czy miałaby ochotę przyjść. Zgodziła się.
-Zazdroszczę Ci tego, że twoja rozprawa już ma swój finał w sądzie. Powiesz mi jak to jest? Żebym się przygotowała gdy to ja stanę przed sądem ze swoją sprawą.
-Nie ma sprawy. Z twoją mamą już lepiej? Dobrze się czuje? -zapytałam z troską
-Tak, jest już lepiej. Dziękuję, że pytasz. Weźmiemy wino czy po piwie?
-Miało być bez szaleństw.
-Jedna butelka na naszą czwórkę to za mało, ale napijemy się za twój sukces.
-Jenny rozprawa się jeszcze nie zaczęła a ty już mówisz o wyniku.
-Wiem, że to wygrasz. Jesteś zdolna i rozwalisz wszystkich na łopatki .
-Będzie ciężko, ta kobieta jest dziwna.
-Nie myśl już o tym, ona nie powinna się tak zachować. To tylko przemawia na jej niekorzyść. Wspomnisz o tym sędziemu, a w razie gdyby próbowała zaprzeczyć to pokażesz rękę. Zresztą na sali będzie mecenas. On wie jak było i na pewno to powie, gdy będzie taka potrzeba.
Kupiłyśmy wino i kilka innych rzeczy takich jak słodycze. Zapłaciliśmy i poszłyśmy do samochodu. Włożyłyśmy nasze zakupy do bagażnika mojego auta.Następnie poszłam odstawić wózek. Wracając przechodziłam przez przejście i nie wiem skąd nagle pojawił się przede mną jakiś samochód. Jechał bardzo szybko. Mało brakowało a zostałabym potrącona. W ostatniej chwili się cofnęłam.
-Hana! Nic ci nie jest? -powiedziała Jennifer , podbiegając do mnie
-Na szczęście nic mi nie jest.
-Komu się tak spieszy. Przecież to jest market, mnóstwo ludzi tutaj chodzi! Zapamiętałaś numery?
-Nie
-A wiesz może kto kierował? Widziałaś osobę za kierownicą?
-Niestety nie. To wszystko działo się tak szybko. Nie wiem skąd pojawił się ten samochód. Przecież gdy szłam nikogo nie było.
-To dziwne. Szkoda, że nie ma tutaj monitoringu, mogłybyśmy pójść i się dowiedzieć kto to był. Złapanoby tą osobę.
-No cóż, mam pecha.
-Chodź, impreza czeka -Jennifer objęła mnie i pojechałyśmy do mnie
#Niall
Dzisiaj nie mogę zobaczyć się z Haną, oboje pracujemy, a w dodatku obiecałem kiedyś Lou, że obejrzę z nim mecz. Czeka na tą chwilę od jakiegoś czasu. Przyznaję, zaniedbałem go. Ostanie dnie spędzam ciągle z Haną albo spotykamy się z Jai'em. Nie nocuje nawet w domu, Tomlinson nie był na to przygotowany. W jednej chwili przestaliśmy spędzać razem czas, nie mam tego za złe, ale ciężko jest nie zobaczyć się z ukochaną w ciągu dnia.
Za chwilę ma przyjść Harry i Jai, będziemy razem oglądać mecz. Dziewczyny wymyśliły jakieś dwie imprezy, na którą nie ma wstępu osoba innej płci.
-Strasznie się cieszę, z tego, że spędzimy razem ten wieczór.
-Wiem ,że ostanio prawie nie poświęcam ci tyle czasu, tak jak to było do niedawna. Przepraszam -powiedziałem
-Niall, rozumiem Cię, ale chyba trochę przeginasz. Miłość cię oślepiła. Wariujesz przy niej.
-To właśnie nazywa się miłość, przyjacielu. Kocham Hanę i najlepiej jednym był z nią cały czas.
-Masz rację. Bądź przy niej, ona cię teraz potrzebuje.
-Czy ja o czymś nie wiem? Hana ma jakieś problemy?
-Nie. Wszystko jest w porządku. Tylko wiesz Han jest bardzo ładna, w dodatku blondynka. Facetom takie się podobają.
-Hana jest jedyna w swoim rodzaju.
Naszą rozmowę przerwało pojawienie się Harry'ego i Jai'a , którzy przyszli obejrzeć wspólnie z nami mecz, którego Lou nie mogł się doczekać. Wyjąłem z lodówki cztery butelki schłodzonego piwa i podałem chłopakom, którzy siedzieli już na kanapie przed telewizorem. Harry zrobił mi miejsce obok siebie, a Jai trzymał na kolanach miskę z chipsami.
-Za dobry wynik meczu !-krzyknął Harry podnosząc butelkę z piwem
-Zdrówko! -powiedziałem
-Wypiliśmy za udany mecz to teraz wznieśmy toast za Hanę -powiedział
-Pijemy za Hanę! Butelki w górę! -powiedziałem z entuzjazmem. Stuknęliśmy się butelkami.
-Uda jej się!-rzekł Lou- Może zrobimy jej jutro małe przyjęcie z tej okazji?
-W sumie czemu nie, świętowanie jest dobrym pomysłem -powiedział Jai
-A co jeśli nie wygra? -zapytałem? - Mogą przesunąć rozprawę, bo takie rzeczy najczęściej na jednej się nie kończą.
-Będzie dobrze. Han jest doskonale przygotowana. Nic jej nie
przeszkodzi, nawet ta kobieta. -powiedział Harry
-Jaka kobieta? -usiadłem wygodniejszej pozycji.
-Odwiedziła ją żona tego Fierce, kłóciła się z nią. Później doszło do sprzeczki.
-Harry dopiero teraz mi o tym mówisz nie mogłeś powiedzieć wcześniej? ! Wstałem z kanapy i poszedłem do drzwi.
-Niall dokąd idziesz?-Styles, był tuż za mną.
-Do Hany. Porzebuje mnie, muszę ją wesprzeć.
-Nie możesz tam iść, pamiętasz to spotkanie w damskim gronie. Isabel się nią na pewno zaopiekuje. Mogę napisać do niej sms'a, żeby powiedziała, że jesteś z nią myślami- oznajmił Jai
-Okey- westchnąłem
Zaczął się mecz, nie mogłem się na nim skupić tak jak to zawsze robię. Myślałem o moim słoneczku i o tej całej sytuacji z tą kobietą. Jutro czeka nas ciężki dzień, dlatego chyba wezmę wolne w szpitalu żeby wesprzeć Han.
***
#Hana
Wstałam przed 7:00. Moja pierwsza rozprawa za kilka godzin. Byłam podekscytowana a jednoczenie spięta. Poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic i wykonać wszystkie poranne czynności. Wykonanie tego wszystkiego zajęło mi 30 minut. Ubrałam czarne, skórkowe spodnie, białą koszule i czarną marynarkę. Tak ubrana zeszłam na śniadanie. Dorti czekała na mnie z posiłkiem, nie mogłam nic przełknąć. Wypiłam tylko herbatę. Gdy nadszedł czas wyjścia ubrałam czarne buty na obcasie, chwyciłam torebkę i pożegnałam się z Patterson. Dała mi koniaka w tyłek, żeby przyniósł mi szczęście.
Pojechałam do kancelarii, zupełnie na chwilę. Razem z mecenasem Owen'em ponownieomówiliśmy przebieg rozprawy, w jakiej kolejności będę przedstawić kolejne dowody i argumenty. Po 2 godzinach pojechaliśmy oboje do sądu. Przed salą rozpraw czekał już na nas Pan Fierce.
-Dzień dobry, miło mi pana widzieć -przywitałam się podając dłoń mężczyźnie.
-Dzień dobry. Mam nadzieje, że ten cały koszmar z moją żoną się dzisiaj zakończy.
-Niech się pan nie obawia. Mamy mocne dowody potwierdzające zdradę, także jestem dobrej myśli -rzekł Mark.
-Wina za rozpad małżeństwa spadnie na pańską obecną jeszcze żonę, a o wykonanie testów DNA zadecyduje sąd tylko musi pan wyrazić to, iż zależy panu na nich.
-Nie będę płacił alimentów na obce dziecko.
W tej chwili pojawiła się pani Fierce razem ze swoim adwokatem. Kobieta posłała mi groźne spojrzenie. Zbladłam i posmutniałam.
-Wszystko w porządku? -zapytał Mark
-Tak, tylko ta kobieta...-westchnęłam
-Hana spokojnie,spójrz na mnie -powiedział mecenas -Wszystko będzie dobrze. Nie masz się czym martwić, wszystko powiem, wspomnę o wczorajszej sytuacji.
-Jakiej sytuacji ?-dopytywał mój klient
Owen wyszeptał wszystko Fierce. Chłopak natychmiast chciał porozmawiać ze swoją żoną.
-Proszę pana, niech się pan opanuje. To nie jest odpowiedni moment -powiedział Mark
-Nie mogę tego tak zostawić.
-Proszę mi zaufać, wielokrotnie przechodziłem przez podobne sytuacje, ale to co ma zamiar pan powiedzieć swojej żonie nic już nie zmieni. Gdy będziemy na sali powiemy to w opowiednim czasie, zrobimy takie zaskoczenie.
Kwadrans później wezwano nas na rozprawę, która trwała ponad dwie godziny, ponieważ tak jak przypuszczałam pani Fierce wszystkiemu próbowała zaprzeczyć. A gdy mój klient powiedział o szantażu to kobieta prawie wpadła w furię. Sędzia się bardzo zdziwił gdy się o tym dowiedział. Nie wiedziałam jak to się dalej potoczy. Czułam, że zawale sprawę. Prosiłam mecenasa, żeby mnie zastąpił, ale on był uparty i powiedział, że dam sobie radę, gdyż już tyle wytrzymałam. Sędzia zarządził przerwę, ale po niej emocje opadły tylko na chwilę. Na szczęście po 20 minutach od zakończenia przerwy zapadł wyrok.
Opuściliśmy budynek. Fierce był zadowolony m jego koszmar dobiegł końca. Uwolnił się od swojej już byłej żony. Teraz tylko pozostaje mu czekać na wyniki DNA.
Mecenas był szczęśliwy, że dałam sobie radę w tak trudnej sprawie i mimo chwilowego zwątpienia dałam radę i wygrałam. Dostałam wolne na resztę dnia, Mark uznał, że mi się należy. Podziękowałam i prosto z sądu pojechałam do Nialla.
Chłopak ucieszył się na mój widok.
-I co jak poszło? -zapytał, gdyż moja mina nie zdradzała tego jak to wszystko się skończyło
-Wygrałam.-rzekłam z zadowoleniem
-To cudownie! Wiedziałem, że dasz sobie radę. Wiesz co?-zapytał - Kocham Cię.
- Wiem - odpowiedziałam patrząc mu w oczy.
Zaczęliśmy się całować. Znów poczułam jego piękny zapach. Potem usiedliśmy na kanapie. Położyłam głowę na jego kolanach. Niall czułe masował moją głowę.
~~~~~~
Przepraszam za błędy. To mój najgorszy rozdział w historii tego fanfiction. Nie podoba mi się, uważam, że mogłam napisać go dużo lepiej. Opinie zostawiam wam :)
Komentujcie. Następny rozdział postaram się dodać za tydzień, ale chciałabym żeby było więcej komentarzy niż pod poprzednim.
@angelharry99
#Louis
Od kilku dni myślę o tej dziwnej, anonimowej wiadomości. Nie wiem co mam zrobić, a co gorsze nie mam pojęcia kim jest ta osoba. Nocami nie mogę spać, męczą mnie koszmarny. Chciałbym powiedzieć wszystko Niall'owi, ale zacznie zaraz się denerwować i będzie chciał znać więcej szczegółów, których nie znam. Tajemnicza osoba nie odezwała się do mnie od tamtego czasu. Może zaszła jakaś pomyłka i wiadomość zupełnie przypadkiem trafiła do mnie. W końcu na kopercie napisane było tylko imię.
#Hana
Dziś w pracy nerwowa atmosfera, która spowodowana jest moją jutrzejszą rozprawą w sądzie. Sama się denerwuje, ale dam radę. Mam wsparcie w mecenasie. Będzie mi towarzyszył na sali gdybym sama nie dała rady. Właśnie siedzę przy stole w pokoju socjalnym i wypełniam ostatnie dokumenty. Nagle ktoś puka, mówię, żeby wszedł.
-Dzień dobry -wita się ze mną nieznana mi osoba
-Dzień dobry. Szuka pani kogoś?
-Tak, Hany Brooks.
-To ja. Mogę wiedzieć kim pani jest i w czym mogę pani pomóc? -zapytałam. Ta wizyta mnie zdziwiła.
-Jestem żoną pani klienta. Jutro jest rozprawa. Mogę zająć chwilę?
-Mam trochę pracy,ale porozmawiajmy skoro to coś ważnego, bo domyślam się, że w innym wypadku nie byłoby tutaj pani. Może napije się pani kawy albo herbaty?
-Herbatę z cytryną jeśli można. -oznajmiła kobieta
Przygotowałam napój i postawiłam go na stole. Nieznajoma usiadła na krześle i zaczęłam rozmowę.
-A więc o co chodzi?-zapytałam
-Tak jak już wcześniej wspomniałam przyszłam tutaj porozmawiać o moim mężu. Chcę aby pani wiedziała, że on jest podłym kłamcą. Zrobił z siebie niewiniątko, a osobą, która jest poszkodowana to jestem właśnie ja.
-Wszystko okaże się za kilkanaście godzin. Nadal nie rozumiem po co pani tu przyszła.
-Powiem w prost. Musi pani zrobić wszystko, żeby to mój mąż poniósł winę .Te wszystkie zgromadzone dowody to same kłamstwa. Mój były to taki typ oszukiwacza, zrobi wszystko, żeby tylko nie ponieść za to kary i żebym to ja była winna.
-Proszę nie obrażać mojego klienta. Lepiej będzie jeśli pani już sobie pójdzie. Nie mam ochoty ani czasu wysłuchiwać pani żalu.
-Dobrze, skoro nie dało się po dobroci to musze zrobić to inaczej. Proszę ile pani chce? 10.000? Tyle wystarczy?
-Nie wezme od pani żadnych pieniędzy, a już na pewno nie będę mówić niczego złego o pani mężu. Moim obowiązkiem jest aby dojść do prawdy a o tym kto jest winny zadecyduje sąd.
-Posłuchaj mnie.
-Nie będę pani słuchać. Proszę stąd natychmiast wyjść! -wrzasnąłam
Kobieta wychodząc złapała mnie za prawy nadgarstek i powiedziała:
-Lepiej uważaj na siebie.
Po czym wyszła. Zaczęłam masować sobie nadgarstek, zabolało mnie to. Uwiadomiłam sobie, że jutro nie będzie łatwo. Ta kobieta jest stasznie dziwna.
-Co się stało? -zapytała Jennifer -Słyszałam jak krzyczysz.
-Zdenerwowałam się -oznajmiłam
-Chodzi o tą kobietę, która właśnie wychodziła? Kim ona jest?
-To żona mojego klienta. Chciała mnie przekupić żebym zrobiła tak, aby to właśnie on okazał się winny całej sytuacji.
-Wiesz co? Wydaje mi się, że ona boi się przegranej i tego, że wszystko co robiła wcześniej wyda się i przestanie mieć czystą kartotekę.
-Może masz rację. Zaatakowała mnie - pokazałam jej mój nadgarstek.
-Musisz powiedzieć o tym wszystkim Mark'owi. To nie powinno się zdarzyć. Chodź -powiedziała
-Nie, to nic wielkiego.
-Przekupstwo, groźby, uważasz, że to nic?
-Jenny, ale ty jesteś uparta.
-Ja mam zawsze rację.
Udałyśmy się do gabinetu szefa. Powiedziałam o o całym zdarzeniu , pokazałam również rękę. Owen był bardzo zszkowany tą sytuacją, nigdy wcześniej to się nie zdarzyło.
-Mówisz, że to była żona tego Fierce?
-Tak. Sądzę, że postępując w ten chciała, żeby skrywana przez nią tajemnica romansu nie ujrzała światła dziennego.
-Tak się nie stanie. Naszym interesem jest przedstawić wszystkie zgromadzone dowody i spróbować dojść do prawdy a wynik rozprawy i tak należy do sędziego. My nie mamy na to wpływu. A to co się dzisiaj wydarzyło jest doskonałym dowodem na jej winę. Koniecznie musimy o tym wspomnieć.
-A nie byłoby lepiej o tym nie mówić? Nie lubię gdy sprawy dotyczą również mnie.
-Hana musisz się do tego przyzwyczaić. To nie ostani raz gdy sprawy naszych klientów będą miały związek z tobą. Tak to już jest w niektórych przypadkach. Proponuje Ci abyś resztę dnia spędziła w domu.
-Ma pan rację -powiedziała Jennifer
-Zajmij się Haną, zadbaj o to żeby się wyluzowała i za dużo nie myślała o rozprawie.
-Może pan na mnie liczyć mecenasie. Hana przyjdzie jutro wyluzowana i z zapałem aby wygrać tą sprawę.-rzekła przyjaciółka.
-Tylko bez zbytnich szaleństw. -wtrącił Owen
-Jasne. To będzie babski wieczór. Do widzenia -powiedziała Jennifer
-Do widzenia - pożegnałam się z Mark'iem i wyszłam razem z przyjaciółką.
Z pokoju socjalnego zabrałyśmy swoje rzeczy i wyszłyśmy. W drodze do windy spotkałyśmy Harry'ego.
-Wychodzicie? -zapytał zdziwiony.
-Tak - odpowiedziałam
-Co tak wcześnie? To niesprawiedliwe. Ja tutaj muszę pracować a wy idziecie już do domu ledwo po 12:00. Co takiego robicie, że Owen jest taki przychylny?
-Nic. Jesteśmy kobietami więc może to tak na niego działa -rzuciła Jennifer
-Dlaczego musiałem urodzić się mężczyzną? Mogłem być dziewczyną i urywać się z pracy razem z wami.
-Z naturą nie wygrasz - powiedziała Jennifer
-A może Harry mogłyby iść razem z nami? -powiedziałam -Wybacz Hana, zaplanowałam, że to będzie babski wieczór.
-Mówi się trudno.
-Czekajcie Niall mówił mi, że dziś jest jakiś mecz i będzie oglądał go razem z Louisem, więc mógłbyś iść do domu Horana.
-Dobry pomysł. W twoim mieszkaniu zrobimy sobie babski wieczór razem z Dorothy i Isabel, jeśli się zgodzi a u chłopców można zrobić męskie spotkanie. Co wy na to? -zaproponowała przyjaciółka
-Ty to masz genialne pomysły Jenny. Tak się cieszę. Będzie ostra zabawa. Damskie ploteczki i męski meczyk.
-Zadzwonię po Isabel w takim razie i dam znać Niallowi -powiedziałam
-Dziękuję -powiedział
Harry.
-Nie masz za co dziękować Styles. Wy sobie pokibicujcie a my razem z dziewczynami zajmiemy się Haną. Jutro ma pierwszą rozprawę.
-Już jutro? ! Jak to szybko zleciało. Han będzie dobrze, trzymam kciuki. Do kopiesz im prawda.
-Tak - powiedziałam z uśmiechem.
-Będziemy się zbierać - powiedziała Jennifer
Pojechałyśmy do supermarketu zrobić jakieś zakupy na wieczór. W drodze do sklepu zadzwoniłam do Isabel z pytaniem, czy miałaby ochotę przyjść. Zgodziła się.
-Zazdroszczę Ci tego, że twoja rozprawa już ma swój finał w sądzie. Powiesz mi jak to jest? Żebym się przygotowała gdy to ja stanę przed sądem ze swoją sprawą.
-Nie ma sprawy. Z twoją mamą już lepiej? Dobrze się czuje? -zapytałam z troską
-Tak, jest już lepiej. Dziękuję, że pytasz. Weźmiemy wino czy po piwie?
-Miało być bez szaleństw.
-Jedna butelka na naszą czwórkę to za mało, ale napijemy się za twój sukces.
-Jenny rozprawa się jeszcze nie zaczęła a ty już mówisz o wyniku.
-Wiem, że to wygrasz. Jesteś zdolna i rozwalisz wszystkich na łopatki .
-Będzie ciężko, ta kobieta jest dziwna.
-Nie myśl już o tym, ona nie powinna się tak zachować. To tylko przemawia na jej niekorzyść. Wspomnisz o tym sędziemu, a w razie gdyby próbowała zaprzeczyć to pokażesz rękę. Zresztą na sali będzie mecenas. On wie jak było i na pewno to powie, gdy będzie taka potrzeba.
Kupiłyśmy wino i kilka innych rzeczy takich jak słodycze. Zapłaciliśmy i poszłyśmy do samochodu. Włożyłyśmy nasze zakupy do bagażnika mojego auta.Następnie poszłam odstawić wózek. Wracając przechodziłam przez przejście i nie wiem skąd nagle pojawił się przede mną jakiś samochód. Jechał bardzo szybko. Mało brakowało a zostałabym potrącona. W ostatniej chwili się cofnęłam.
-Hana! Nic ci nie jest? -powiedziała Jennifer , podbiegając do mnie
-Na szczęście nic mi nie jest.
-Komu się tak spieszy. Przecież to jest market, mnóstwo ludzi tutaj chodzi! Zapamiętałaś numery?
-Nie
-A wiesz może kto kierował? Widziałaś osobę za kierownicą?
-Niestety nie. To wszystko działo się tak szybko. Nie wiem skąd pojawił się ten samochód. Przecież gdy szłam nikogo nie było.
-To dziwne. Szkoda, że nie ma tutaj monitoringu, mogłybyśmy pójść i się dowiedzieć kto to był. Złapanoby tą osobę.
-No cóż, mam pecha.
-Chodź, impreza czeka -Jennifer objęła mnie i pojechałyśmy do mnie
#Niall
Dzisiaj nie mogę zobaczyć się z Haną, oboje pracujemy, a w dodatku obiecałem kiedyś Lou, że obejrzę z nim mecz. Czeka na tą chwilę od jakiegoś czasu. Przyznaję, zaniedbałem go. Ostanie dnie spędzam ciągle z Haną albo spotykamy się z Jai'em. Nie nocuje nawet w domu, Tomlinson nie był na to przygotowany. W jednej chwili przestaliśmy spędzać razem czas, nie mam tego za złe, ale ciężko jest nie zobaczyć się z ukochaną w ciągu dnia.
Za chwilę ma przyjść Harry i Jai, będziemy razem oglądać mecz. Dziewczyny wymyśliły jakieś dwie imprezy, na którą nie ma wstępu osoba innej płci.
-Strasznie się cieszę, z tego, że spędzimy razem ten wieczór.
-Wiem ,że ostanio prawie nie poświęcam ci tyle czasu, tak jak to było do niedawna. Przepraszam -powiedziałem
-Niall, rozumiem Cię, ale chyba trochę przeginasz. Miłość cię oślepiła. Wariujesz przy niej.
-To właśnie nazywa się miłość, przyjacielu. Kocham Hanę i najlepiej jednym był z nią cały czas.
-Masz rację. Bądź przy niej, ona cię teraz potrzebuje.
-Czy ja o czymś nie wiem? Hana ma jakieś problemy?
-Nie. Wszystko jest w porządku. Tylko wiesz Han jest bardzo ładna, w dodatku blondynka. Facetom takie się podobają.
-Hana jest jedyna w swoim rodzaju.
Naszą rozmowę przerwało pojawienie się Harry'ego i Jai'a , którzy przyszli obejrzeć wspólnie z nami mecz, którego Lou nie mogł się doczekać. Wyjąłem z lodówki cztery butelki schłodzonego piwa i podałem chłopakom, którzy siedzieli już na kanapie przed telewizorem. Harry zrobił mi miejsce obok siebie, a Jai trzymał na kolanach miskę z chipsami.
-Za dobry wynik meczu !-krzyknął Harry podnosząc butelkę z piwem
-Zdrówko! -powiedziałem
-Wypiliśmy za udany mecz to teraz wznieśmy toast za Hanę -powiedział
-Pijemy za Hanę! Butelki w górę! -powiedziałem z entuzjazmem. Stuknęliśmy się butelkami.
-Uda jej się!-rzekł Lou- Może zrobimy jej jutro małe przyjęcie z tej okazji?
-W sumie czemu nie, świętowanie jest dobrym pomysłem -powiedział Jai
-A co jeśli nie wygra? -zapytałem? - Mogą przesunąć rozprawę, bo takie rzeczy najczęściej na jednej się nie kończą.
-Będzie dobrze. Han jest doskonale przygotowana. Nic jej nie
przeszkodzi, nawet ta kobieta. -powiedział Harry
-Jaka kobieta? -usiadłem wygodniejszej pozycji.
-Odwiedziła ją żona tego Fierce, kłóciła się z nią. Później doszło do sprzeczki.
-Harry dopiero teraz mi o tym mówisz nie mogłeś powiedzieć wcześniej? ! Wstałem z kanapy i poszedłem do drzwi.
-Niall dokąd idziesz?-Styles, był tuż za mną.
-Do Hany. Porzebuje mnie, muszę ją wesprzeć.
-Nie możesz tam iść, pamiętasz to spotkanie w damskim gronie. Isabel się nią na pewno zaopiekuje. Mogę napisać do niej sms'a, żeby powiedziała, że jesteś z nią myślami- oznajmił Jai
-Okey- westchnąłem
Zaczął się mecz, nie mogłem się na nim skupić tak jak to zawsze robię. Myślałem o moim słoneczku i o tej całej sytuacji z tą kobietą. Jutro czeka nas ciężki dzień, dlatego chyba wezmę wolne w szpitalu żeby wesprzeć Han.
***
#Hana
Wstałam przed 7:00. Moja pierwsza rozprawa za kilka godzin. Byłam podekscytowana a jednoczenie spięta. Poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic i wykonać wszystkie poranne czynności. Wykonanie tego wszystkiego zajęło mi 30 minut. Ubrałam czarne, skórkowe spodnie, białą koszule i czarną marynarkę. Tak ubrana zeszłam na śniadanie. Dorti czekała na mnie z posiłkiem, nie mogłam nic przełknąć. Wypiłam tylko herbatę. Gdy nadszedł czas wyjścia ubrałam czarne buty na obcasie, chwyciłam torebkę i pożegnałam się z Patterson. Dała mi koniaka w tyłek, żeby przyniósł mi szczęście.
Pojechałam do kancelarii, zupełnie na chwilę. Razem z mecenasem Owen'em ponownieomówiliśmy przebieg rozprawy, w jakiej kolejności będę przedstawić kolejne dowody i argumenty. Po 2 godzinach pojechaliśmy oboje do sądu. Przed salą rozpraw czekał już na nas Pan Fierce.
-Dzień dobry, miło mi pana widzieć -przywitałam się podając dłoń mężczyźnie.
-Dzień dobry. Mam nadzieje, że ten cały koszmar z moją żoną się dzisiaj zakończy.
-Niech się pan nie obawia. Mamy mocne dowody potwierdzające zdradę, także jestem dobrej myśli -rzekł Mark.
-Wina za rozpad małżeństwa spadnie na pańską obecną jeszcze żonę, a o wykonanie testów DNA zadecyduje sąd tylko musi pan wyrazić to, iż zależy panu na nich.
-Nie będę płacił alimentów na obce dziecko.
W tej chwili pojawiła się pani Fierce razem ze swoim adwokatem. Kobieta posłała mi groźne spojrzenie. Zbladłam i posmutniałam.
-Wszystko w porządku? -zapytał Mark
-Tak, tylko ta kobieta...-westchnęłam
-Hana spokojnie,spójrz na mnie -powiedział mecenas -Wszystko będzie dobrze. Nie masz się czym martwić, wszystko powiem, wspomnę o wczorajszej sytuacji.
-Jakiej sytuacji ?-dopytywał mój klient
Owen wyszeptał wszystko Fierce. Chłopak natychmiast chciał porozmawiać ze swoją żoną.
-Proszę pana, niech się pan opanuje. To nie jest odpowiedni moment -powiedział Mark
-Nie mogę tego tak zostawić.
-Proszę mi zaufać, wielokrotnie przechodziłem przez podobne sytuacje, ale to co ma zamiar pan powiedzieć swojej żonie nic już nie zmieni. Gdy będziemy na sali powiemy to w opowiednim czasie, zrobimy takie zaskoczenie.
Kwadrans później wezwano nas na rozprawę, która trwała ponad dwie godziny, ponieważ tak jak przypuszczałam pani Fierce wszystkiemu próbowała zaprzeczyć. A gdy mój klient powiedział o szantażu to kobieta prawie wpadła w furię. Sędzia się bardzo zdziwił gdy się o tym dowiedział. Nie wiedziałam jak to się dalej potoczy. Czułam, że zawale sprawę. Prosiłam mecenasa, żeby mnie zastąpił, ale on był uparty i powiedział, że dam sobie radę, gdyż już tyle wytrzymałam. Sędzia zarządził przerwę, ale po niej emocje opadły tylko na chwilę. Na szczęście po 20 minutach od zakończenia przerwy zapadł wyrok.
Opuściliśmy budynek. Fierce był zadowolony m jego koszmar dobiegł końca. Uwolnił się od swojej już byłej żony. Teraz tylko pozostaje mu czekać na wyniki DNA.
Mecenas był szczęśliwy, że dałam sobie radę w tak trudnej sprawie i mimo chwilowego zwątpienia dałam radę i wygrałam. Dostałam wolne na resztę dnia, Mark uznał, że mi się należy. Podziękowałam i prosto z sądu pojechałam do Nialla.
Chłopak ucieszył się na mój widok.
-I co jak poszło? -zapytał, gdyż moja mina nie zdradzała tego jak to wszystko się skończyło
-Wygrałam.-rzekłam z zadowoleniem
-To cudownie! Wiedziałem, że dasz sobie radę. Wiesz co?-zapytał - Kocham Cię.
- Wiem - odpowiedziałam patrząc mu w oczy.
Zaczęliśmy się całować. Znów poczułam jego piękny zapach. Potem usiedliśmy na kanapie. Położyłam głowę na jego kolanach. Niall czułe masował moją głowę.
~~~~~~
Przepraszam za błędy. To mój najgorszy rozdział w historii tego fanfiction. Nie podoba mi się, uważam, że mogłam napisać go dużo lepiej. Opinie zostawiam wam :)
Komentujcie. Następny rozdział postaram się dodać za tydzień, ale chciałabym żeby było więcej komentarzy niż pod poprzednim.
@angelharry99
Subskrybuj:
Posty (Atom)





