wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 29

"Rozprawić się z przeszłością"
#ANOMIM
Udało się schwytać Hanę. Stasznie się z tego cieszę, a najlepsze jest to,że Horan szybko się nie domyśli. Dziewczyna leży nieprzytomna na tylnym siedzeniu. Umieszcze ją w mojej kryjówce. Będzie spała do rana, bo dość mocno oberwała. Na wszelki wypadek wstrzyknę jej coś na sen. Spoglądam na nią. Widok niesamowity. Bezbronna i poobijana Hana to coś niepowtarzalnego. Długo trzeba było czekać na tą chwilę,ale warto było. Teraz można się z nią rozprawić raz na zawsze. Moja zemsta jest bardzo długa. Za chwilę będziemy na miejscu ,w którym nikt nas nie znajdzie. Nialla mam z głowy na co najmniej 12 godzin. Chcę, żeby zabawa się rozkręciła. Nudzi mnie to, że ona śpi, ale lepsze jest to, gdy śpi, bo mogłaby się bronić i krzyczeć a tak nie może mi nic zrobić. Mamy do omówienia wiele kwestii. To będzie najdłuższa i najboleśniejsza śmierć. Ona na taką właśnie zasługuje. Atrakcje, które zostały specjalnie na tą okazję przygotowane są idealne. W końcu Hana poczuje się dokładnie tak samo jak ja.

#Niall
Przyszły wyniki badań Brooks. Wyszedłem na korytarz, aby zawołać ją do gabinetu,żebyśmy mogli spokojnie je przeanalizować i pobyć ze sobą. W holu nikogo nie było, żadnych nowych pacjentów, krzesła były puste. Poszedłem zapytać pielęgniarkę, która siedziała w recepcji.

-Widziałaś szczupłą blondynkę, nieco niższą ode mnie? Szukam jej.
-Tak, ale to było jakiś czas temu Niall. Może poszła do bufetu coś zjeść.
-Okey, jakby coś to wracam za 10 minut , muszę jąznaleźć.
-To ktoś ważny dla ciebie?zapytała -Często widzę was razem.
-Hana to moja dziewczyna .
-Pasujecie do siebie -oznajmiła.

Poszedłem w kierunku bufetu, być może Hana kolejny raz rozmawia z kobietą, która sprzedaje jedzenie. Niestety nie zastałem jej tam. Starsza pani powiedziała mi ,że być może jest w toalecie.
Udałem się więc do damskiego wc. Tam również jej nie było. Przejrzałem wszystkie kabiny, ale nikogo nie zastałem. W łazience było zwyczajnie pusto.

-Nie pomylił pan doktorze Horan ubikacji.? To damska rzekła jedna kobiet, która weszła do pomieszczenia.
-Nie po prostu szukam kogoś. Już sobie idę. A może pani widziała taką szczupłą blondynkę w rozpuszczonych włosach, niebieskim płaszczyku i białej apaszce?
-Niestety nie, przykro mi.
-No nic. Dziękuję

Gdzie ty jesteś? Być może w natłoku ludzi się minęliśmy i Hana czeka na mnie pod gabinetem. Wróciłem do mojego pomieszczenia,ale tam jej nie było. Wszedłem do środka gabinetu. Chwyciłem telefon z biurka w celu skontaktowania się z ukochaną. Ikona w komórce wskazywała na jedną nową, nie przeczytaną wiadomość. Odblokowałem urządzenie. Nie odczytany sms, który dostałem należał do Hany. Szybko przeczytałem wiadomość.

Hana: Niall, przepraszam Cię, musiałam iść. Dorothy ma problem, muszę ją wesprzeć i pocieszyć. Lepiej będzie, jeśli dzisiaj nie będziesz nocował w moim mieszkaniu. Proszę zrozum mnie. Przepraszam, bo byliśmy umówieni. Odezwę się jutro.

Uspokoiłem się, kiedy przeczytałem sms'a. Kochana musi wesprzeć przyjaciółkę. Rozumiem ją. Dorti ją wspierała, gdy tego potrzebowała u teraz ona będzie ją pocieszać. Mogłem w spokoju dokończyć ostatnie godziny dyżuru.
***
Po skończonej pracy pojechałem do dawnego mieszkania, po drodze wstąpiłem do osiedlowego sklepu,aby kupić piwo i coś do picia.

-Siemka-przywitałem się z Lou
-Cześć, co ty tu robisz? Nie powinieneś być teraz z Haną?
-Powinienem, ale Dorothy ma jakiś problem i Han prosiła, żebym dzisiaj nie przychodził. Babskie sprawy, nie lubię się w nie mieszać. Korzystając z tego, że mam wolny wieczór pomyślałem sobie, że moglibyśmy spędzić go razem. Kupiłem procenty.
-Jasne, będzie tak jak za dawnych czasów.

Usiedliśmy na kanapie w salonie i oglądaliśmy mecz w ręku trzymając puszke piwa. Wieczór minął nam bardzo szybko.
***
Następnego dnia wstałem i poszedłem do kuchni zrobić sobie śniadanie. Wstawiłem wodę na herbatę i udałem się do pokoju Louisa z pytaniem czy zje śniadanie i pojedzie ze mną później do dziewczyn. Przyjaciel zerwał się z łóżka, spodobała mu się moja propozycja. Chyba coś czuje do Dorothy. Przygotowałem posiłek, który wspólnie zjedliśmy. Następnie poszedłem do łazienki wziąć szybki prysznic. Po kąpieli ubrałem się w czarne spodnie i czarny t-shirt, z białym nadrukiem. Kiedy Tomlinson był gotowy, razem pojechaliśmy do mieszkania Hany. Gdy byliśmy na osiedlu gdzie mieszka moja dziewczyna, zaparkowałem auto i weszliśmydo odpowiedniej klatki schodowej. Zapukałem do drzwi. Otworzyła nam Dorothy.

-Cześć. Przyszliśmy sprawdzić co u was - rzekłem
-Jak to u nas? -zapytała zdziwionym głosem blondynka
-To Hany nie ma? -powiedziałem wchodząc do domu
-Nie, powiedziała, że nocuje u ciebie.
-Nie było jej u mnie! Powiedziała, że idzie do ciebie, bo musi cię wesprzeć i lepiej będzie jeśli przenocuje u Louisa.-powiedziałem.

Zmatwiłem się, to wszystko było dziwne. Czyżby Hana okłamała nie tylko mnie jak również swoją najlepszą przyjaciółkę? Brooks nigdy się tak nie zachowywała. Zaniepokoiło mnie jej nagłe zniknięcie. Zaczęłem zastanawiać się gdzie spędziła dzisiejszą noc, skoro nie było jej ze mną ani z Patterson.

-Zadzwońmy do niej. Dowiemy się gdzie jest. To jest najprostsze rozwiązanie. -oznajmił Louis
-A co jeśli znów się upiła? Pamiętacie co się z nią działo, gdy poroniła. Wy wiecie najlepiej. Mnie wtedy z wami nie było, nie należałam do waszej paczki ale dobrze pamiętam tamten wieczór z klubu. Może znów tam jest? -powiedziała Dorothy
-Zadzwonię do niej - powiedziałem

Wyjąłem telefon z kieszeni i wybrałem numer Hany, po czym ustawiłem tryb głośno mówiący, abyśmy wszyscy mogli ją usłyszeć. Mijał sygnał za sygnałem, aż włączyła się poczta. Nagrałem się na nią. Zadzwoniłem ponownie. Tym razem od razu włączyła się sekretarka.

#Hana
Obudziłam się w jakimś obcym miejscu. Rozglądałam się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Z pewnością nie była to moja
sypialnia. Leżałam na jakimś materacu. Wokoło było pusto. Pomieszczenie było duże i zaniedbane. Wygląd budynku przypominał opustoszałą fabrykę, po której został tylko budynek. Próbowałam przypomieć sobie wczorajszy wieczór, żeby ustalić jak się tutaj znalazłam. Utrudniał mi to ból brzucha. Podniosłam się z materaca. Zaczęłam przeszukiwać swoje kieszenie od spodni, w celu wyjęcia telefonu. Niestety nie miałam go przy sobie, jak i torebki, w której miałam swoje dokumenty oraz kluczyki od auta. Postanowiłam poszukać wyjścia. W pewnym momencie usłyszałam echo czyjegoś głosu.

-Z tąd nie ma wyjścia Brooks. Możesz trafić jedynie do baram piekła.

Odwróciłam się i ujrzałam zamaskowaną postać, która do mnie przemawia. Ubrana była cała na czarno, na twarzy miała maskę, która skutecznie zakrywa twarz postaci. Głosu nie potrafię rozpoznać.

-Kim jesteś? -zapytałam
-Znasz mnie bardzo dobrze. Pewnie zadajesz sobie pytanie jak tu trafiłaś. Otóż w bardzo prosty sposób, wystarczyło jedno uderzenie żebyś straciła przytomność. Teraz jesteś moja.
-Przestań się ukrywać i pokaż swoją twarz, bo inaczej nie będę z tobą rozmawiać. Gdzie są moje rzeczy do jasnej cholery? ! Nie masz prawa mnie tu przetrzymywać.

 Podeszłam do postaci,chcąc poznać jej twarz. Nie udało mi się, gdyż jakiś napakowany koleś mnie przytrzymał.

-Puszczaj mnie bydlaku! Nie pozwoliłam ci żebyś mnie dotykał! Jesteś obleśny!-zaczęłam się szarpać i krzyczeć, ale nic to nie dało.

Moje próby wyrwania sięz rąk nieznajomego mężczyzny skończyły się dla mnie bardzo źle. Zostałam posadzona do krzesła i przywiązana do niego. Przy tym dostałam kilka uderzeń na tak zwanego liścia. Byłam cała obolała, z moich oczu leciały łzy.

-Nie będziesz się już nigdy więcej sprzeciwiać rozumiesz? ! Inaczej znacznie szybciej trafisz na tamten świat, a mamy jeszcze sporo do wyjaśnienia.
-Dlaczego mi to robisz? Kimkolwiek jesteś nie uda ci się to. Prędzej czy później ktoś zorientuje się, że zniknęłam- mówiłam cichym głosem.
-Mylisz się! Wszystko jest tak zorganizowane, że twoi pożal się Boże przyjaciele nie znajdą ciebie tak prędko. Chcesz wiedzieć z kim masz do czynienia? Proszę bardzo! Postać zdjęła swoją maskę. Ku mojemu zdziwieniu osobą, która stała nade mną była...Hill. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Zamknęłam oczy i otworzyłam je ponownie, ale widok się nie zmienił.

-Co zdziwiona jesteś? Nie spodziewałaś się tego, prawda? No widzisz. Życie potrafi zaskoczyć.
-Jennifer co ja ci zrobiłam? Czymś cię uraziłam? Nie mogłyśmy się spotkać i na spokojnie sobie wszystko wyjaśnić?
-Hana to jest zemsta, nie rozumiesz. Nie powinnaś żyć już dawno!
-Co ty mówisz jaka zemsta? Za co?
-Zabrałaś mi wszystko! Zniszczyłaś mnie dobrze się przy tym bawiąc. Teraz za wszystko zapłacisz!
-O co ci chodzi?
-O Zayn'a. Ja go kochałam, a ty mi go zabrałaś. Zrobiłaś to specjalnie, przecież go nie kochałaś bo wolałaś Nialla, ale nie. Chciałaś zrobić mi na złość.
-Nie powiedziałaś mi tego.  Zayn mnie kochał, więc próbowałam się w nim zakochać. Jak wiesz z marnym skutkiem. Nie układało nam się. Ciąża jest tego najlepszym przykładem. Nie da się zbudować związku na siłę.-rzekłam
-I ty to mówisz? Sama się do niego pchałaś a teraz za to zapłacisz. -oznajmiła
-Jaką cenę?-zapytałam
-Nie powiem ci,ale będziesz czuć się tak samo jak ja. A teraz przemyśl sobie swoje zachowanie.-mówiąc to dziewczyna oddaliła się.

 Krzyczałam, żeby wróciła i nie zostawiała mnie samej. Bałam się tego co wydarzy się później. Nie wiedziałam czego mogę się po niej teraz spodziewać. Porwała mnie, więc teraz może zrobić wszystko. Nie poznaje jej. Znamy się bardzo długo, jest moją przyjaciółką. Nie mam siły. Bolą mnie nadgarstki, czuje, że krew mi nie dopływa, zasypiam.

#Louis
Gdy Niall dzwonił do Hany i ona nie odbierała od razu przyszła mi do głowy jedna myśl :anonim . Wystraszyłem się,ale nie mogłem się przyznać, że być może wiem co się dzieje z Haną. Co miałbym powiedzieć Horanowi? Słuchaj od jakiegoś czasu zamaskowana osoba mi grozi i chciała, żebym zabił Brooks. Przecież on weźmie mnie za wariata, wyśmieje mnie. Umówiliśmy się, że zaczniemy szukać Han po pracy, bo być może dziewczyna jest w kancelarii. Ja w tym czasie miałem zamiar pójść w miejsce ,w którym spotykałem się z tą tajemniczą osobą.
***
Spotkaliśmy się z Niallem, Dorothy i Harrym w mieszkaniu Hany. Styles, kiedy dowiedział się o zniknięciu Brooks od razu chciał włączyć się w poszukiwania.
-Żadnych śladów po Hanie. -powiedziała Dorothy
-Nikt jej nie widział, jakby zapadła się pod ziemię -rzekł Harry.
-Niall nie martw się, twoja księżniczka się znajdzie -powiedziałem, choć wiedziałem jak to głupio brzmi. Przecież jeśli moje podejrzenia są prawdziwe to nie mam całkowitej pewności czy Hana jeszcze żyje, bo anonimowi zależy na jej śmierci.
-Louis co ty kurwa mówisz? ! Hana zaginęła nie ma z nią kontaktu! Nie wiem co się z nią dzieje! Musze zgłosić jej zaginięcie na policje.
-Nie możesz tego zrobić!-krzyknąłem powstrzymując przyjaciela przed pójściem na komisariat.
-Już dawno powinienem to zrobić! Policja musi zacząć jej szukać - Niall był załamany
-Niall z tego co wszyscy dobrze wiemy to policja zaczyna poszukiwania dopiero po 48 godzinach. To jest strasznie głupie, ale takie są procedury. Powiedzą ci to samo co ja ci - rzekł Hazza
-To co mamy sobie tutaj tak siedzieć i czekać aż te 48 godzin minie? Może trzeba zawiadomić jej rodziców,albo chociaż Jai'a - powiedziała zdenerwowana a jednocześnie przerażona Dorti
-Nikomu o niczym nie powiemy, nie możemy - powiedziałem wzdychając
-Louis co ty pieprzysz? Nie poznaje cię! Do ciebie to nie dociera? HANA ZAGINĘŁA!-Niall się wściekł
-Wiesz gdzie jest Hana? -Dorothy spojrzała na mnie błagającym wzrokiem.
-Mam pewne przepuszczenia do tego co się dzieje z naszą koleżanką. To długa historia. -spuściłem wzrok.

Widziałem,że wszyscy patrzą teraz na mnie. Oczekują ode mnie jakichkolwiek informacji,boje sięże przyjaciele będą mieli do mnie żal o to,iż nie powiedziałem od razu co się dzieje. Nie dochodziło do mnie to co chcę teraz zrobić. Wiem tylko jedno, to ja mogę ocalić Hanę, przecież miałem do czynienia z anonimem i jego ludźmi.

-Louis mów! Jeśli wiesz coś powiedz mi -wydusił z siebie Niall
-Dobrze, ale musicie mi coś obiecać. Nikt z was nie może zawiadomić policji, mamy do czynienia z mafią,a jeśli oni się dowiedzą, że nasłaliśmy na nich gliny to zginiemy. Sam o mały włos nie straciłem życia.

W oczach wszystkich pojawiły się łzy. Niall, który dotychczas stał przy kuchennej wyspie, usiadł na krzesło.

-To...straszne. -powiedziała Dorothy ,która wstała i objęła mnie,żeby było mi raźniej. Bałem się jak cholera.
-Oni są groźni , śledzą nas a w szczególności mnie, Nialla i Hanę. Ale powiem od czego się zaczęło.
***
Opowieść zajęła mi godzinę, wszystko przez strach i brak możliwości dobrania odpowiednich słów. Przyjaciele byli przerażeni, z trudem przyswajali moje słowa. Nie dziwię im się, bo to co nas spotkało nie jest zwykłym wydarzeniem, które zdarza się każdemu. Patterson chciała iść na policje, ale Harry ją powstrzymał. Doszliśmy do wniosku,że zawiadomimy gliny, gdy znajdziemy Hanę. Mam pewien pomysł jak dowiedzieć się gdzie jest Brooks. Harry będzie śledził jednego z ludzi anonima, którego widziałem w czasie drogi do mieszkania Han. On nas do niej zaprowadzi. Kwadrans późnej kiedy mieliśmy wszystko ustalone postanowiliśmy wrócić z Niallem do domu,żeby nie wzbudzać podejrzeń,że coś kombinujemy. Przed kamienicą czekał na nas jeden z ludzi,z którym miałem przyjemność się widzieć. Dałem znak Niall'owi, że to on. Facet nas zaczepił.

-Witaj Tomlinson. Miło cię widzieć po dość długim czasie. Tęskniliśmy za tobą. Swoją drogą nieładnie uciekać -wielkolud posłał nam swój nic nie warty uśmiech.
-Czego ode mnie chcesz? -zapytałem wrogo
-Tym razem chcę gadać z twoim kumplem. Zdaje się jesteś Niall - wskazał palcem na mego przyjaciela.
-Tak - powiedział Horan
-Jedziesz ze mną. Zaje się, że mam twoją zgubę, której tak nieudolnie szukasz.
-Skurwysynie gdzie jest Hana?! Jeśli jej coś zrobiłeś bądź ją tknąłeś nie żyjesz?!- Niall był gotów rzucić się na niego z pięściami, ale go powstrzymałem.
-Niall, uspokój się! Wszystko będzie dobrze, nie martw się. Jedź, z Haną na pewno wszystko w porządku -powiedziałem tak, aby koleś od anonima się niczego nie domyślił, a tak naprawdę to zaczynamy nasze przedstawienie.

#Hana
-No wstawaj, budź się! Koniec spania!-słyszałam krzyki Jennifer, które mnie obudziły.

Zaczęłam się szarpać,aby usiąść wygodniej. Nadgarstki mnie bolały, wszystkie mięśnie były obolałe od zbyt mocnego przywiązania mnie do krzesła. Marzyłam o tym aby wszystko się już skoczyło. Byłam zmęczona i wykończona. Od tego siedzenia od kilku godzin bez ruchu zrobiło mi się zimno. Miejsce w którym byłam przetrzymywana było ziemne i ochydne , chociaż był czerwiec.

-Masz napij się, bo jeszcze umrzesz z pragnienia - powiedziała Jennifer, która trzymała plastikowy kubek przy moich ustach.
-Przecież tego właśnie chcesz Jenny. Nie męcz mnie tylko to zrób -krzyknęłam
-Nie kłóć się tylko pij!-odezwała się Hill
-Niczego od ciebie nie chcę - oznajmiłam
-Nie chcesz pić to nie, nie będę cię zmuszać na siłę, ale jeszcze z tobą nie skończyłam. Ja tak łatwo nie odpuszczam. Jeszcze długa droga przed tobą -mówiąc to wylała mi zawartość kubka prosto na twarz.

To co zrobiła Jennifer było ciosem w samo serce. W duszy błagałam o śmierć. Nie chciałam tak dłużej.

-Niebawem będziesz miała gości. Zagrasz w sztuce to wtedy z tobą skończę. Będę się dobrze bawić pociągając za spust. Chcesz zobaczyć jaki to przyjemny odgłos? Patrz!

Jennifer wyjęła broń. Krążyła razem z nią wokół mnie, ciągle powtarzając jaka to jestem zła i co jej zrobiłam. W pewnym momencie stanęła obok mnie wyciągnęła dłoń przed siebie i wycelowała... w szybę. Wzdygnęłam.

-Nie bój się tak bo na zawał padniesz! Mówiłam, że nie możesz umrzeć teraz. Ja o tym zdecyduje.
-Jennifer, proszę cię, porozmawiaj ze mną jak kiedyś. Przecież zawsze się dogadywałyśmy, jak mnie zabijesz pójdziesz siedzieć na kilka ładnych lat, zniszczysz sobie życie.
-Ty mi je odebrałaś rozumiesz? Pozbawiłaś mnie miłości! -Posłuchaj mnie proszę. Chcesz resztę swojego życia spędzić w więzieniu z jakimiś przestępcami? Naprawdę chcesz żeby tak wyglądała twoja przyszłość? Wszystko może się ułożyć. Chciałaś zostać prawniczką, miałaś podbijać świat...
-Zamknij się!
Mam dość ciebie i twojego głupiego gadania.

Hill wyjęła nóż i podeszła bliżej, pochyliła się nade mną. Zaczęła z lewej strony jeździć po mojej szyji. Momentalnie zrobiło mi się gorąco, czułam jak krew leci mi po szyji. Zrobiła tak jeszcze kilka razy z lewej i prawej strony. Brakowało mi sił, czułam,że koniec jest już bardzo blisko....

~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za błędy. Jak wrażenia? Zrobiło się naprawdę gorąco :) Anonimem okazała się Jennifer. Tak się cieszę,że ten moment nadszedł, bo nie mogłam już dłużej trzymać was w niepewności. To był przed ostatni rozdział, niestety.
Chciałabym aby pod tym wpisem było 10 komentarzy,lecz nie wiem czy dacie radę. Mam wrażenie,że wiele z Was dało sobie spokój z tą historią.
Do następnego @angelharry99

czwartek, 18 czerwca 2015

Rozdział 28

"Początek  zemsty "

#Hana
Ledwo zdążyłam wrócić z krótkich wakacji, a już rzuciłam się w wir pracy. Od rana do wieczora siedzę w kancelarii. Sekretarka jest na urlopie dlatego przejęłam również jej obowiązki. Nie mam czasu na spotkania z Niallem. Widujemy się w domu choć nie zawsze, bo czasami Horan nocuje w mieszkaniu, w którym mieszał razem z Louisem gdyż tak mu jest wygodniej. Ukochany musi godzić dwie prace na raz. Z jednej strony dyżury w szpitalu, a z drugiej firma kateringowa. Bywa, że widujemy się w kancelarii, gdy przynosi zestawy obiadowe dla pracowników. Staram się je odbierać tak często jak tylko mogę, by chociaż przez 5 minut pobyć z moim chłopakiem. Nie zawsze to wychodzi, bo jeżdżę między kancelarią, a sądem. Tak to już jest, gdy sezon urlopowy w pełni. Wystarczy, aby zabrakło jednej osoby, to jej obowiązki przechodzą na kogoś innego. Trzeba godzić wszystkie zadania.
 Nie miałam nawet czasu, aby pożegnać się z bratem i Isabel oraz Nick'iem . Jai wrócił już do Irlandii. Przygotowania do ślubu ruszyły. W październiku wesele i chrzciny. Nie mogę się już doczekać chociaż nie za bardzo mogę sobie wyobrazić Jai'ego w roli przykładnego męża. Do ojcostwa brata jakoś się przyzwyczaiłam, nawet dobrze sobie jak na 26latka z rozumem małego chłopca. Jai to taki duży chłopiec, potrzebujący rozrywkowego życia a nie życia w rutynie.
Podczas przerwy obiadowej pojechałam do Copernicous'a aby zjeść z Niallem posiłek w szpitalnym bufecie. Podróż do szpitala zajęła mi 40minut, ponieważ miasto po godzinie 12:00 jest dość zakorkowane. Dobrze, że szpital mieści się poza samym centrum. Dzisiaj cały dzień pada deszcz, jest szaro i ponuro na dworzu. Gdy byłam na miejscu, zaparkowałam auto i poszłam prosto do bufetu. Przy stoliku siedział Niall i jadł.

-Hej. Smacznego -powiedziałam witając się.
-Dziękuję.
-Zaraz dołączę do ciebie tylko sobie coś wezmę.

Podeszłam do baru. Po chwili zastanowienia złożyłam zamówienie u miłej starszej pani, która stała za ladą. Zdążyłyśmy się trochę lepiej poznać, gdyż wielokrotnie czekałam na Nialla w bufecie. Często rozmawiałyśmy, kobieta przypomina mi moją kochaną babcie, za którą bardzo tęsknię. Kiedy dostałam zamówienie zapłaciłam i zajęłam miejsce przy kwadratowym stoliku na przeciwko Nialla.

 -Smacznego -powiedział Horan
-Dziękuję.
-Stęskniłem się za tobą. Długo kazałaś na siebie czekać słonko -powiedział ściskając moją dłoń.
-Przepraszam, straszne korki. O tej porze trudno dostać się do Copernicous'a.
-Wiem, ale cieszę się, że jesteś. Każda sekunda spędzona z tobą jest dla mnie bardzo ważna.
-Niall...
-Jedz, mam jeszcze chwilę przerwy. Nigdzie nie odchodzę.-rzekł , po czym gestykulując zamówił sobie kawę na wynos.
-Spotkamy się jeszcze dzisiaj? -zapytałam jedząc
-Oczywiście, po dyżurze jadę prosto. Zrobię kolacje, może obejrzymy jakiś film a potem...
-Zobaczymy. Wiesz o tym, że Dorothy może być w domu? -Spędzimy z nią wieczór, nie przeszkadza mi jej towarzystwo. Lubię ją.
-Dużo masz pracy? -spytałam
-Jak to na izbie. Różne przypadki, jedne groźniejsze, drogie nieco mniej. Daje sobie radę, kolega jest ze mną. Pager Nialla zaczął dzwonić.
-Przepraszam, muszę wracać do pracy. Potrzebują mnie.
-Jasne, nie będę cię zatrzymywać, trzymaj się -powiedziałam
-Zobaczymy się za kilka godzin -Niall puścił mi oczko, uśmiechając się, po czym wyszedł z bufetu.

Dokończyłam posiłek. Następnie wyjęłam z torby laptopa i sprawdziłam swoją pocztę. Teraz tak wygląda moja praca, dostaje różne e - maile, na ktòre musze odpisać. W ciągu dnia dostaje je praktyczne co chwile.Pracuje prawie non stop. W kancelarii, w domu i nawet tutaj. Dobrze, że sekretarka niedługo wraca z urlopu. Odciąży mnie, wytrzymam jeszcze trochę. Jenny mi bardzo pomaga ogarnąć wszystko, bo sama nie dałabym sobie rady. Dzięki niej mogłam dziś wyrwać się na dłuższą przerwę, żeby zobaczyć się z Niallem. Przyjaciółka zastąpiła mnie na stanowisku sekretarki, za co jestem jej ogromnie wdzięczna.

-Och te młode pokolenie. Tylko kariera wam w głowie. Wszędzie te laptopy ze sobą zabieracie.-oznajmiła kobieta, która przyszła odebrać naczynia po obiedzie.
-Takie jest życie, gonimy za szczęściem. -odparłam
-Mogę zabrać talerz?
-Tak. Zaraz uciekam.
-Właśnie o tym mówię. Dziewczyno zwolnij tempo. Marnie wyglądasz.
-Jestem już po urlopie, teraz trzeba wziąść się w garść. Kliknąłem na ekran telefonu, aby sprawdzić godzinę.
-Muszę wracać do pracy. Dziękuję za jak zawsze pyszny obiad.
-Polecam się na przyszłość.

Kobieta odeszła. Ja wyłączyłam laptopa, spakowałam go do torby, po czym wstałam z krzesła, zasunęłam je i chwyciłam leżący na stoliku telefon. Skierowałam się do wyjścia z budynku szpitala.
Wróciłam do kancelarii. Zastałam w niej sprzątającego korytarz Harry'ego. Za biurkiem nikogo nie było.

-Gdzie jest Jennifer? -zapytałam, kładąc torbę z laptopem na biurku.
-Nie wiem, nie widziałem jej, a co?
-No właśnie nic, miała mnie zastąpić, gdy wychodziłam to jeszcze była.
-Może jest w socjalnym.
-Nie ma jej - westchnęłam -A chciałam z nią pogadać.
-Nie mam pojęcia, gdzie może być. Bym zapomniał, Owen prosił, żebyś do niego zajrzała, gdy wrócisz.
-Wiesz co mógłby chcieć?
-Wszystkich od rana do siebie woła, więc może szykuje się podwyżka - chłopak posłał mi ciepły uśmiech, odwzajemniłam go.
-Tobie się należy z pewnością. Tak ładnie i dokładnie sprzątasz.
-Właśnie mogłabyś?
-Mogłabym co?
-Wspomnieć mu o mnie. No wiesz, może o mnie zapomniał. Nie widuje go tak często jak ty i nie mam z nim takich dobrych relacji.
-Zobaczę co da się zrobić. Nie zapomnę o tobie --powiedziałam.
-Jesteś wyjątkowa -Harry mnie objął.
-No już,przestań. Pójdę do niego i dowiem się o co chodzi. Dopiluj tutaj wszystkiego. Dużo ludzi się tutaj kręci.
-Jasne. Nie zapomnij o podwyżce dla mnie. -powiedział Styles

Zostawiłam chłopaka i poszłam do gabinetu mecenasa. Zapukałam, po czym weszłam do środka.

-Dzień dobry -przywitałam się
-Witaj.
-Wzywał mnie pan więc jestem.
-Mów mi po imieniu. Tak będzie prościej, ułatwi to nam pracę. -rzekł
-Wzywałeś mnie -poprawiłam się. Coś się stało?
-Nie wszystko w porządku. Pracujesz już dla naszej kancelarii już prawie rok i w związku z tym musisz wykonać serię podstawowych badań. To nic poważnego rutynowe badania. Kazałem Jennifer jechać je zrobić .

Gdy to usłyszałam miałam ochotę parsknąć śmiechem, jak zwykle Harry coś pokręcił. Pomyślałam, że kiedyś go za to udusze.

 -Szkoda, że nie powiedziałeś mi o ich wcześniej. Wracam właśnie ze szpitala i mógłbyś mieć wyniki na biurku.
-Ktoś z bliskich leży w szpitalu? -Mark się zmartwił.
-Nie, byłam tylko na przerwie obiadowej. Musiałam kogoś odwiedzić.
-Okey, nie wnikam. Rozumiem, masz prywatne życie. Jeśli nie masz nic do roboty to możesz już wracać do domu. Nie mam nic przeciwko temu, żebyś siedziała tu bezczynnie.
-Dzięki. Wstąpie po drodze do szpitala i zrobię badania, żeby mieć je z głowy. Być może spotkam Jenny. Wiesz może , do którego szpitala się udała?
-Nie. Wzięła kartkę i uciekła. Ona ma jakieś problemy?
-Nie wiem, jak się czegoś dowiem to dam ci znać.
-Dobrze, to idź już, nie będę ci czasu zabierał.

Wyszłam z pomieszczenia i podeszłam do biurka, które czyścił Styles. Posłałam mu wrogie spojrzenie.

-Co ci powiedział? Wyglądasz jakby cię zwolnił.
-Jesteś głupi wiesz. Owen nie daje podwyżek przyjemniej narazie. Proszę oto powód jego wezwania Położyłam na blacie kartkę z listą badań. - Wkrótce tyje otrzymasz.
-To po taki świstek papieru cię poprosił? Dziwny koleś. Nie zrobię tych badań. Boje się pobierania krwii.
-Pójdę z tobą i potrzymam cię za rękę. To nie boli. Pobieranie krwi trwa dosłownie minute. -oznajmiłam
-Okey, dziękuję. Trzymam cię za słowo.
-To ja się już będę zbierać. Trzeba zrobić te badania.

Wzięłam torbę z laptopem oraz teczkę z dokumentami. Pożegnałam się z Harry'm. Pojechałam do domu przebrać się w wygodnejszą stylizacje. Założyłam czarne legginsy, białą tuniczkę i jasno niebieski, zwiewny płaszczyk. To tego dobrałam białą apaszke, która idealnie pasowała do moich trampek. Poprawiłam makijaż i rozczesałam włosy. Schowałam do torebki wszystkie niezbędne rzeczy , chwyciłam klucze od auta, wyszłam z domu i pojechałam po raz kolejny do Copernicous'a. Cieszyłam się z ponownego spotkania z Niallem.

#ANOMIM
Skoro akcja z wypadkiem nie wypaliła, przez tego gnojka Tomlinson'a czas się zemścić w całkiem inny sposób. Chciałem załatwić to w inny sposób, ale chłopak nie pozostawił mi wyboru. Najpierw skończę z Haną a potem zajmę się Louisem. Powinno to wszystko odbyć się w innej kolejności,ale nie chce, aby chłopak kolejny raz rozwalił mi mój plan. Na to nie mogę się zgodzić. Musze działać, bardzo szybko, zanim on coś nowego nie wymyśli, bo już raz zdążył uciec razem z nią i Niallem. Być może poszedł już na policje, w co wątpię po ostaniej ucieczce, chłopak za bardzo się mnie boi, lecz nie mam całkowitej pewności. Raz mnie wystawił. Tym razem to ja będę szybszy i zrobię z Haną porządek raz na zawsze. Dopnę swego. Nie ucieknie mi już nigdy. Napisany przeze mnie scenariusz jej życia zostanie zrealizowany w całości.

#Hana
Po 30 minutowej jedzie samochodem dotarłam na miejsce. Na dworzu nie było ciepło, niebo było zachmurzone, deszcz padał dość mocno. Wysiadłam z auta i udałam się w stronę wejścia. Udałem się do konsoli, przy której siedziała pielęgniarka.

-Dzień dobry. Gdzie mogę wykonać te badania? Podałam jej kartkę z listą badań.
-Pójdzie pani w lewo. Gabinet numer 4. Tam proszę czekać w kolejce.
-Dziękuję

Udałam się pod wskazane drzwi i czekałam na swoją kolej. Napisałam sms'a do Niall'a aby upewnić się czy chłopak jest w środku.

Ja:Gdzie jesteś? Może asystujesz przy operacji?

 Horan odpisał mi chwilę późnej.

Niall :Mam dyżur na izbie, kochanie przecież wiesz :)

Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Z niecierpliwością czekałam na swoją kolej. Kiedy nadeszła moja pora weszłam do środka.

-Dzień dobry panie doktorze. -powiedziałam, gdyż Niall wypełniał dokumenty po poprzednim pacjencie
-Hana! Co ty tu robisz? Nie spodziewałem się ciebie tutaj.
-Owen mnie przysłał, chce wiedzieć czy jestem zdrowa.
-Z przyjemnością to sprawdzę, pokaż co tam masz.

Podałam Niallowi kartkę. Po analizie zleconych badań blondyn zabrał głos:

-Rutynowe badania. Nie masz się czego bać. Trzeba tylko pobrać ci kew, sprawdzić wzorok, zmierzyć ciśnienie. No i musisz nasiusiać do pojemniczka. Po czym się zaśmiał. Choć do mnie.
Usiadłam na kolanach Niall'a. On mnie objął i całował w szyję.

-Co jeśli nas ktoś nakryje? Poza tym jesteś w pracy.
-Tym się nie martw. Tęsknię za tobą i korzystam z każdej chwili gdy jesteś obok.
-Dlatego specjalnie tu przyjechałam. Mogłam wybrać inny szpital. Zróbmy już te badania. Na wyniki trzeba będzie i tak poczekać.
-Skoro nalegasz to siadaj na kozetke, sprawdzimy ci wzrok i zmierzamy ciśnienie.

Wykonałam polecenie Nialla. Bawiła mnie cała ta sytuacja. Rzadko kto ma taki zaszczyt, aby własny chłopak był jednocześnie twoim lekarzem. Na samym końcu Niall zawołał pielęgniarkę,żeby pobrała mi krew niezbędną do reszty badań. Po pobraniu krwi kobieta zaniosła próbkę do laboratorium. Musiałam czekać 90 minut na wyniki. Niestety Horan nie mogł być ze mną, miał swoje obowiązki i innych pacjentów. Żeby się nie nudzić poszłam do bufetu. Wdałam się w ponowną rozmowę z miłą starszą panią.

#ANOMIM
Jestem pod szpitalem, widzę zaparkowany samochód Hany. Czekam, aż wyjdzie. Nie mogę się doczekać, aż mój plan się powiedzie. Moi chłopcy poszli jej poszukać.

-Jest w bufecie. Rozmawia z jakąś panią. Co robimy? Atakujemy?
-Czekamy. Tutaj jest zbyt wiele ludzi, łatwo o przyłapanie. Musimy działać szybko, ale dyskretnie. Poczekajmy, aż się ściemni. Wtedy osiągniemy cel. Macie się spisać to jest jasne? Zero wpadek.
-Tak jest. Brooks zniknie i nikt się szybko nie zorientuje -powiedział jeden z moich kumpli.
-Co będzie później?
-Zobaczycie, wszystko w swoim czasie. Najpierw musi udać się nam akcja. Wszystko trzeba wykonać perfekcyjnie, a przede wszystkim zadbać o to, aby Horan się nie zorientował dość szybko.
-Nie ma szans. Jak nie jej koleżanka się domyśli to Tomlinson im wszystko wyspiewa.
-Dlatego po akcji jeden z was zacznie go śledzić. I w razie czego dołączy do Hany.

#Hana
Minęła godzina, za pół godziny powinny być wyniki moich badań. Chodziłam po szpitalnym korytarzu, dla zbicia czasu, który płynął bardzo wolno. Chciałbym czekać na wyniki razem z Niall'em, ale on ma dużo pracy. Cały czas przychodzą nowi pacjenci, którymi musi się zająć. Postanowiłam, że pójdę przed budynek szpitala i zaczerpnę odrobinę świeżego powietrza. Sprawdziłam godzinę w telefonie. Wyświetlacz wskazywał 16:36. Nie wierzyłam, byłam pewna,,że jest już znacznie później. Widok z okna nie był zadowalający. Na zewnątrz było stasznie ciemno, wszystko przez granatowe chmury, lał deszcz, mimo tego zdecydowałam się wyjść chociaż na chwilę. Stanęłam w przedsionku i patrzałam na krople deszczu, które płynęły po szybie.
Nagle poczułam jak ktoś zakrywa mi oczy, po czym uderza czymś w brzuch. Osòwam się na ziemię i widzę już tylko ciemność, nic nie czuję.
~~~~~~~~
Przepraszam za błędy. Co sądzicie o rozdziale? Co się stanie z Haną? W następnym odcinku dowiecie się, kim jest anonim! Czytajcie uważnie. Liczę na Wasze komentarze, które mnie bardzo motywują. Może już wiecie kto zaatakował?
Do następnego @angelharry99

wtorek, 9 czerwca 2015

Rozdział 27

"Wakacje w Barcelonie ucieczką przed konsekwencjami "
#Louis
Po tym jak Hana i Niall wsiedli do taksówki i odjechali mogłem odetchnąć z ulgą. Wiedziałem, że narazie są bezpieczni, a zwłaszcza Brooks. W końcu to na jej życie czyha anonim. Dopóki są na rodzinnym spotkaniu raczej nic nie powinno im się stać.
Musze być teraz naprawdę ostrożny, bo o tajemniczej osobie, z którą się spotykam nic nie wiem. Nie znam nawet płci, ponieważ doskonale się z tym kryje. Jedyne co jestem w stanie być pewny na 97% to fakt, że jest to jakiś kryminalista, bądź członek gangu. O czym ja myślę? Takie rzeczy to tylko na filmach widziałem. Przecież jesteśmy zwykłymi ludźmi, prowadzimy normalne życie, tylko co takiego zrobiła Hana, że chce ją zabić? Mam nadzieje,że nie sprzedaje trawy i nie ma jakiś długów. To jedyne co przychodzi mi do głowy. Trochę , a nawet bardzo mi to do niej nie pasuje. Ona śliczna blondynka, mający normalny dom, rodzinę. Nie wierzę, że mogłaby robić coś takiego. Handel narkotykami? Hana nigdy. Wszystkich mogę o takie coś podejrzewać, ale na pewno nie ją. Nie po postu wszyscy tylko nie ona. Teraz najważniejsze jest życie moje, Hany i Nialla. Musze się zastanowić co zrobić.
Usiadłem na łóżku w swoim pokoju i włączyłem laptopa. Szukałem w sieci rozwiązania tego problemu. We wszystkich portalach i stronach jakie odwiedziłem radzili, żeby udać się na policję. Gliny nie wchodzą w grę, chodź było by to dobre rozwiązanie. Mielibyśmy ochronę a oni schwytali by tego kogoś bo być może jest on osobą, której szukają od jakiegoś czasu.  Przeglądałem dalej. Natknąłem się na reklamę strony oferującej wakacje za granicę. Pomyślałem, że to idealny pomysł. Wakacje. Wyjedziemy na kilka dni, oni odpoczną i na jakiś czas będziemy bezpieczni. Co będzie dalej zobaczymy. Wymyśle coś nowego. Kliknąłem w reklamę. Ukazała mi się strona z ofertą wypoczynku. Przeglądałem wszystkie proponowane motele, hotele. Wszystko było tak stasznie drogie. Nagle coś przyszło mi do głowy. Wakacje last minute. To jest to czego szukam. Kwadrans później zabukowałem bilety do Barcelony dla czterech osób. Musiałem znaleźć tylko tą czwartą osobę. Wylatujemy za kilkanaście godzin. Dużo pracy mnie czeka. Mnóstwo rzeczy trzeba załatwić.
Przypomniałem sobie o prezencie Nialla. Zamknąłem laptopa, zabrałem z grażu kwiaty i pojechałem do mieszkania Hany.

-Cześć. Niall mnie przysłał. -powiedziałem, gdy Patterson mi otworzyła.
-Wiem o wszystkim. Zapraszam do środka. -uśmiechnęła się. -Piękne róże, wstawię je do wody. Chcesz coś do picia?
-Zimną wodę, na dworzu taki upał.
-Przydałyby się wakacje.-westchnęła
-Czemu nie. Wiesz nawet mam już pewien pomysł -powiedziałem. Postanowiłem zaproponować Dorothy wspólne wakacje.
-Jaki? -zapytała dziewczyna
-Zabieram naszych zakochańcòw do Barcelony.
-Ty? W dodatku do Barcelony? Nie bądź śmieszny - zaczęła się śmiać.
-Mówię serio. Jutro o 14 wylatujemy. Wakacje last minute. Mam jedno wolne miejsce. Pojedziesz z nami?
-Ja? -Dorti zrobiła się poważna, przestała się śmiać
-Tak. Taki weekend w Barcelonie. Wszystkim należy się coś od życia. Początek czerwca, później nie będzie na to czasu.
-Dlaczego nie. Jest mi bardzo miło, cieszy mnie Twoja propozycja. Tylko czy Han i Niall o tym wiedzą?
-Nie.
-Jak ty to sobie wyobrażasz? Wylot za kilkanaście godzin. Wariat z ciebie.
-Bilety mam zaledwie od 30 minut. To szaleństwo, zgodzę się z tym, ale będziemy się świetnie bawić. Pomożesz mi wszystko załatwić?
-Nie mam chyba innego wyjścia. Tylko przygotujemy najpierw niespodziankę dla Hany.

Pomogłem Dorothy w zrobieniu niespodzianki według instrukcji, którą przygotował Niall. Potem pomogłem dziewczynie spakować ciuchy. Jutro rano wystarczy, że schowa kosmetyczkę i będzie gotowa do wyjazdu. Poza tym trzeba będzie pomóc Hanie i Niall'owi w pakowaniu. Gdy się o tym dowiedzą zostanie naprawdę mało czasu i będą nas potrzebować.
Następnie oboje pojechaliśmy do miejsc pracy , których pracują Niall i Hana. Przełożony Brooks zgodził się po chwili namysłu. Niestety z dyrektorem szpitala i ordynatorem jednego z oddziałów , pod którego opieką był Niall nie chcieli się zgodzić. Porzebowali go w szpitalu. Zaczął się sezon mówili. Rozmowa z nim przyciągnęła się do wieczora, ponieważ jak to w szpitalu zazwyczaj jest, porzebowali go wszędzie. Niall kiedyś będzie miał przesrane gdy zostanie lekarzem. Wieczorem pojechaliśmy do mieszkania mojego i Nialla. Dorothy przenocowała u mnie. Chatę zostawiła dla zakochanych. Ja cały czas się bałem, że Anonim mnie dopadnie.
***
#Niall
Obudziło nas pukanie i dzwonienie dzwonkiem do drzwi.

-Do cholery kto to o tak wcześniej porze? 6:00 jeszcze nie ma.
-Kochanie, uspokój się. Pójdę i sprawdzę kto to. -powiedziała.
-Ty zostań , ja pojadę. Zaraz do ciebie wrócę.-powiedziałem.

Wstałem i poszedłem otworzyć drzwi.

-Czego? -zapytałem otwierając
-Miłe powitanie, nie ma co -rzekł Louis, wchodząc do mieszkania.
-Człowieku jest wcześnie, słońce jeszcze nie zdążyło wyjść. Stało się coś?
-Jedziemy do Barcelony! Za kilka godzin. Szykuj się! -powiedział Lou
-No raz raz. Nie ma czasu -dodała Dorothy
-Pogięło was? Jaka Barcelona? Z wami to trzeba do lekarza
-Co się dzieje? -zapytała Hana, która pojawiła się w przedpokoju
-Mówią coś o Barcelonie. Nie wiem o co chodzi. Naćpali się czegoś. -powiedziałem.
-Niczego nie braliśmy. Jesteśmy czyści. --odparła Doris
-To wakacje last minute -oznajmił Lou
-Mamy ot tak wszystko rzucić i jechać? Nigdzie nie jadę. Nie ma mowy -powiedziałem
-Wszystko jest już załatwione, masz urlop na czas wyjazdu. -powiedział Tomlinson
-Ty też masz wolne -dodała Dorothy.
-To był wasz pomysł tak? -zapytała Hana
-Tak, można tak powiedzieć -powiedziała Patterson
-Hana chyba nie polecisz, prawda? -rzekłem
-A czemu nie? Nigdy nie byłam w Barcelonie
-Niall wyluzuj. Będziemy się dobrze bawić -powiedział Louis
-Nie daj się prosić. -błagała Doris
-Kochanie zaufaj im. Postarali się. Taka okazja może się nie powtórzyć. -powiedziała Hana
-Okey -odparłem.
-To co pakujemy się -oznajmiła Dorothy
-Ja jestem już spakowany -rzekł Louis
-O której mamy samolot? -zapytałem
-Za 8 godzin.-powiedział Louis.

Pakowanie zajęło nam godzinę. Spontanicznie wakacje to takie samo pakowanie. Zapomne czegoś to trudno. Ukradnę Tomlinson'owi najwyżej. Mimo, że pomysł z wyjazdem na początku mi się nie spodobał to cieszę się iż będą to nasze wspólne dla mnie i Hany wakacje. Postaram się, aby to były niezapomniane chwile.

#Hana
Kilka godzin byliśmy na lotnisku w Liverpool. Byłam taka podekscytowana wyjazdem. Tym razem z moim kochanym chłopakiem. Pamiętam ten dzień, kiedy na tym samym lotnisku, kilka miesięcy wcześniej Niall wyznał mi miłość, a później ja poleciałam do rodziców na święta. Byłam wtedy w ciąży z Mailkiem. Jak to dobrze, że on wyjechał na ten staż. Teraz pewnie jest na jakiś szkoleniu a ja jestem na odprawie i za chwilę wyląduje w słonecznej Hiszpaniii. Gdy byliśmy już na pokładzie samolotu byłam jeszcze bardziej szczęśliwa. Nigdy nie pomysłabym, że moi wspaniali przyjaciele potrafią zorganizować takie wakacje. Byliśmy taką zgraną paczką. Lubie Louis'a, jest taki fajny a jednocześnie śmieszny. Słodko wygląda jak się śmieje, tak chłopięco.
***
Dotarliśmy już do hotelu. Mamy pokój na 4 piętrze. Czuję się jak gwiazda, choć nią nie jestem. Nigdy nie spałam w hotelu. Tutaj jest wszystko, baseny, jacuzzi, strefa Bowling'u. Pełen wypas jednym słowem. Chyba nie zdążymy skorzystać ze wszystkich atrakcjijakie oferuje nam obsługa hotelowa. Zabraknie nam czasu. Przyjechaliśmy tutaj tylko na 4 dni.

-Podoba mi się tutaj.-powiedziałam do Nialla
-No pięknie tutaj. Choć zobacz ten widok! -zawołał mnie Niall, który wyszedł na balkon.
-Wow - westchnęłam
-Pójdziemy jutro na plażę, jest niedaleko, zobacz widać ją tam.
-Poływamy sobie?
-Jasne, że tak. Zresztą możemy iść nawet teraz.
-Jest późno, poza tym boli mnie głowa. Chciałabym się wyspać.
-Jesteś niedospana. To po wczorajszej nocy -uśmiechnął się. Ja tylko kiwnęłam głową.
-Dziś dam ci się wyspać, obiecuję
-Dziękuję.

Wyjęłam z walizki przybory toaletowe i skoczyłam pod prysznic. Wzięłam orzeźwiającą kąpiel, w chłodniej wodzie. Po kwadransie byłam już w łóżku obok Nialla, wtuliłam się w jego tors. Nie pamiętam kiedy zasnęłam.
* * *
Pokojówka przyniosła nam śniadanie punktualnie o 9:00 tak jak chcieliśmy. Na tacy znajdowało się pełno rożnych przekąsek. Ja jadłam kanapki popijając sokiem, gdyż na nic innego nie miałam ochoty. Chłopak natomiast wcinał owoce, a najbardziej smakowały mu pomarańcze.

-Chcesz jedną?-zapytał z z pełną buzią.
-Nie, mam swoje-oznajmiłam
-Mogę wziąć twoje? Smakują mi.
-Możesz, ja się już najadłam. Idziemy dziś na plażę? Nie wiem czy zakładać bikini.
-Pewnie, tylko co tak szybko. Gdzie ci się śpieszy? Mamy cały dzień. -powiedział Niall
-Przyjechaliśmy tu zwiedzać a nie leżeć na łóżku w hotelu. Tak to sobie możesz odpoczywać w domu.-skrzyżowałam ręce na piersi.
-Okej, masz rację. Nie dąsaj się. Uśmiechnij się.

Nie odpowiedziałam nic. Wstałam z łóżka, wyjęłam z torby strój kąpielowy i sukienkę, po czym zamknęłam się w łazience.

#Niall
Gdy Hana siedziała w łazience poszedłem sprawdzić do pokoju obok, co robią Dorti i Louis. Zapukałem i wszedłem do środka.

-Cześć. Gotowy na plażę? -zapytał Lou.
-Posypał bym jeszcze, ale Hana chce już iść.
-Nie wyspałeś się? Za ścianą było cicho, nic nie słyszałem. Chyba, że macie inne metody.
-Poszliśmy szybko spać, byliśmy zmęczeni.
-Jasne. Dorothy wyłaź z łazienki!-krzyknął Lou
-Daj mi chwilę! -odkrzyknęła
-Masz 5 minut!-powiedział do dziewczyny, następnie zwrócił się do mnie.
-Mówię ci Niall nigdy się nie żeń bo kobiety nas wykończą. Żeby tyle czasu siedzieć w kiblu. Oszaleć można. Co one tam robią?
-Zazwyczaj to się malują, ale Han pewnie siedzi zamknięta,ponieważ się obraziła.
-Co jej zrobiłeś? Pocałowałeś w nie odpowiedni sposób?
-Nie. Ona chce iść już na plażę, a ja chciałbym jeszcze zostać w hotelu.
-Stary jesteśmy w Barcelonie, na wakacjach! Oszalałeś?
-Zagalopowałem się. Głupio mi teraz. Muszę ją przeprosić.
-I to koniecznie. Inaczej ja skopie Ci tyłek.-powiedział Louis.
-Spotykamy się za pół godziny na dole.
-Okey.

#Hana
30 minut później spotkaliśmy się wszyscy przy hotelowej recepcji i poszliśmy razem na plażę. Widoki przepiękne. Słońce świeciło gorącym promieniem. Znajdując się na plaży, wynajęliśmy leżaki i zaczęliśmy się opalać. Doroty posmarowała mnie ochronnym balsamem ,ponieważ nie chciałam,aby zrobił to Niall, gdyż postanowiłam się na niego gniewać. Starałam się jak mogłam żeby nie poznał po mnie, że wcale się nie obraziłam. Było mi ciężko udawać, ale wiedziałam jak się stara, bo biedaczek robił wszystko,żebym się nie foszyła. Leżałam się i opalałam się razem z Dorti,a chłopcy kąpali się w wodzie.

-Zauważyłam,że nie odzywasz się do Nialla. Wszystko okey?
-Tak.-uśmiechnęłam się-Mój gniew jest na niby.
-Udajesz? Masz w tym jakiś cel?
-Nie, ale dobrze się bawie widząc Horana ,który stara się naprawić swój błąd.
-Co zrobił? Zasłużył sobie ns to?
-Cii. Idą. Udaj,że o niczym nie wiesz. -szepnęłam.
-Kochanie nie dąsaj się już na mnie. Proszę-powiedział Niall. Usiadł na brzegu leżaka, a ja odwróciłam głowę w drugą stronę.
-Hana nie chciałałem cię urazić. Co mam zrobić,żebyś mi wybaczyła? Powiedz coś. Spójrz na mnie. Nie mogę patrzeć na twoją smutną twarz.-powiedział.
 Ledwo mogłam powstrzymać się od śmiechu, dlatego zamknęłam oczy.

-Louis, Dorothy pomóżcie.-mówił z coraz większym załamaniem.
-Nie wiem co możesz zrobić-westchnęła dziewczyna
-Na mnie nie patrz. Jestem wolny i nie byłem nigdy w takiej sytuacji. Nie mogę ci pomóc tym razem.

Rozmowa ucichła. Poczułam czyjeś dłonie, które wzięły mnie na ręce. Sekundę później nie czułam już fotela, byłam w górze niczym ptak. Otworzyłam oczy, to był Niall.

-Co ty robisz? Puść mnie w tej chwili.-powiedziałam.-Nawet o tym nie myśl-zaczęłam się śmiać.(Niall niósł mnie w stronę wody)
-Przestaniesz być na mnie zła?-ustał, lecz nadal trzymał mnie na rękach.
-Nie gniewam się na ciebie ani przez chwile. To była gra.-powiedziałam.

Niall postawił mnie na gorący piasek. Mogłam spojrzeć w jego niebieskie oczy.

-Drwiłaś ze mnie. Udawałaś a ja jak głupi się starałem. Nie wiedziałem, co mam zrobić,żebyś się nie gniewała. Nie lubię gdy jesteś smutna. Nie rób mi tego więcej.-powiedział
-Obiecuję, ciężko mi było udawać. Po prostu na ciebie nie umiem być zła.
-Bo jestem ideałem, zwykłym chłopakiem z Irlandii, szaleńczo w tobie zakochanym.-oznajmił

Jego miłosne wyznania sprawiały,że nogi się pode mną uginały, a policzki robiły się czerwone. Słowa Niall'a były dla mnie czymś wyjątkowym. Pocałowaliśmy się w usta. Chwilę później wyrwałam się z pocałunku.

-Złap mnie jeśli potrafisz!-zaczęłam biec w stronę morza.

Kiedy wbiegłam do wody sięgającej mi do kolan Horan mnie dogonił i pod wpływem siły jego biegu oboje wylądowaliśmy w wodzie. Wstaliśmy i trzymając się za rękę szliśmy zamoczyć się głębiej. Zimna kąpiel dobrze mi zrobi, jest taki upał, że przyda się morski prysznic w lekko chłodniejszej wodzie. Zawołaliśmy Dorothy i Louis'a, którzy szybko do nas dołączyli. Zrobiliśmy sobie zawody pływackie, pływaliśmy również na czas. Było bardzo fajnie. Chlapaliśmy się wodą. Nie nadążyłam wycierać moich oczu. Czułam,że od zbyt słonej wody będę mieć czerwone oczy.
Na plaży i opalaniu spędziliśmy jeszcze 3 godziny. Wróciliśmy do hotelu odpocząć i zjeść obiad. Wieczorem postanowiliśmy znów wybrać się na plażę tym razem, aby zrobić sobie ognisko.
***
Szykowałam się do wyjścia. Zmieniłam ubranie. Zrobiłam nowy makijaż. Założyłam jasne jeansy z dziurami,nogawki wywinęłam do kostek. Na górę włożyłam miętowy top i biały sweterek, który doskonale pasował do całego zestawu jak i do moich białych trampek.

-Ładnie wyglądasz-powiedział Niall przed wyjściem z hotelowego pokoju.
-Dziękuję. Wziąłeś kiełbaski?
-Tak, mam wszystko w tej siatce.-wskazał na nią- Pokaż mi swoje oczy. Spojrzałam w jego niebieskie oczy żeby mógł przyjrzeć się moim.
-Do jutra mi przejdzie. Zawsze tak mam.-oznajmiłam.
-Hana, twoje oczy są niepokojąco zaczerwienione. Musiałaś je nieźle podrażnić, zatrzeć. Dobrze widzisz? Nie rozmazuje ci się obraz? -zapytał
-Nie. Tylko trochę mnie pieką.

Niall posadził mnie na łóżku, sprawdził wzrok i zapuścił jakieś kropelki. Gdyby nie zadziałały to mieliśmy jechać do szpitala. Mogłam sobie uszkodzić oczy od wody i tarcia.

#Niall
Zmartwiła mnie sprawa z oczami Hany. Mimo, że jestem lekarzem i wielokrotnie widziałem podrażnione spojówki to nie spotkałem się z tak silnym zaczerwieniem. Ognisko na plaży się udało. Kiełbaski upiekliśmy i zjedliśmy z apetytem.
***

Kolejne dni mijały na opalaniu się i zwiedzaniu okolicy. Nie ruszaliśmy zbyt daleko od hotelu. Któregoś dnia postanowiliśmy nazrywać trochę pomarańczy. Były takie smaczne, ze chcieliśmy zabrać trochę do domu. W poniedziałek po południu musieliśmy wrócić do domu. Krótkie wakacje dobiegły końca. Zanim jednak to nastąpiło poszliśmy ostatni raz na plażę skorzystać z promieni Hiszpańskiego słońca. Weekend spędzony w Barcelonie minął nam bardzo szybko.Żadne z naszej czwórki nie chciało wracać do domu,do normalnego życia. Nawet ja, a na początku nie chciałem nigdzie jechać. Na pokładzie samolotu, gdy wracaliśmy już do domu i wzbijaliśmy się w powietrze powiedziałem do Hany:

-Jeszcze tu wrócimy. Być może jako małżeństwo z gromadką dzieci.
Po tych słowach Hana się do mnie przytuliła.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za błędy. Co sądzicie o wakacjach w Barcelonie? Chwilowa ucieczka przed anoniem się udała? Zdradzę,że w następnym rozdziale anonim zacznie swoją zemstę.
Zostało już niewiele odcinków tej części (tylko 3). Przygotowałam już link na drugą części, czekam na szablon.
Komentujcie,gdyż wasze komentarze mnie bardzo motywują do pisania.

PS:Bardzo prosze o poinformowanie mnie kto jest zainteresowany drugą częścią opowiadania. Piszcie na DM lub w komentarzu. Następny rozdział ok 20.06 :)
@angelharry99


poniedziałek, 1 czerwca 2015

Rozdział 26

"Dzień dziecka"
+18
#Louis
Dzisiaj kolejny raz mam spotkać się z anonimem. Ma do mnie ważną sprawę. Nie chce iść na to spotkanie, tylko co jeśli chce powiedzieć mi, że znudziła mu się ta cała zabawa. Bo ile można bawić się w detektywa. Sam źle się z tym czuje, działam przeciwko dziewczynie mojego najlepszego kumpla. Najprościej było by pójść na policje i o wszystkim powiedzieć Niallowi, ale nie mogę tego zrobić. Póki nie dzieje się nic złego będę chronił Horana. O Hanę też dbam, ale mam już dosyć żyć pod czyjeś dyktando. Mam zamiar dowiedzieć się na tym spotkaniu kim jest ten anonim. Musze być jednak bardzo ostrożny, bo kto wie kim on tak naprawdę jest. Przecież groził mi śmiecią, musi być z jakiejś mafii albo gangu.
O umówionej godzinie zjawiłem się we wskazanym przez anonima miejscu. Prawdopodobnie było to miejsce, w którym już rzekomo się spotkaliśmy. Nie pamiętam tego gdzie ostanio się z nim widziałem, niewiele pamiątam z tamtej nocy. Wszystko przez alkohol. Gdy byłem już w umówionym punkcie postać już tam była, razem z napakowanymi ludźmi. Tymi samymi co poprzednio, tak przynajmniej myślałem.

-Zjawiłeś się. Cieszę się, z twojego posłuszeństwa.
-Nie miałem innego wyjścia. Powiesz mi w końcu czego chcesz? Ile jeszcze mam ci donosić?
-Już niebawem wszystko się skończy tylko musisz mi w tym pomóc. Ale najpierw powiedz czy nikt cię nie śledził.
-Nie
-Powiedziałeś komuś o naszym spotkaniu?
-Nie. Możesz przestać zadawać te durne pytania? -warknąłem -Groziłeś mi więc siedzę cicho. Boje się. Nie wiem kim jesteś, co zamierzasz. Rozumiesz... to jest jakiś koszmar.
-Zgadzam się to jest koszmar i tak ma pozostać. Należy jej się za to wszystko.
-Nie uważasz, że lepiej załatwić to twarzą w twarz? Po co mnie w to angażujesz? Rujnujesz mnie. Przez ciebie nie mogę spokojnie spać. Musze kłamać przyjacielowi prosto w oczy. Nie mam na to sił. Długo tak nie pociągnę. Niall prędzej czy późnej wszystkiego się domyśli.
-Twoja w tym głowa, żeby do samego końca nie miał o niczym zielonego pojęcia. Jeśli zacznie węszyć zrobię mu krzywdę.
-Nie zrobisz tego!-krzyknąłem i już miałem walnąć w twarz zamaskowaną postać ale ci dwaj mnie zatrzymali. Byłem teraz w ich rękach.
-Jeszcze raz tak zrobisz a będzie po tobie.
Poczułem przy mojej głowie broń.
-Zaczekaj. Jeśli to zrobisz będziemy musieli zacząć wszystko od początku. -powiedział jeden
-Masz rację. Musimy szybko doprowadzić sprawę do końca.
-Próbował mnie pobić. Ma mu to pójść na sucho?
-Proszę, chłopak jest wystarczająco przestraszony. Na pewno tego więcej nie zrobi. Nie zrobisz tego prawda?-zwrócił się do mnie.
-Przepraszam, nie chciałem. Poniosły mnie emocje.
-Wybaczam Ci ostani raz. Za drugim razem nie daruje.
-Przepraszam i dziękuję.
-Przejdźmy do sedna sprawy. Tym razem musisz wykonać zadanie. Jeśli zrobisz wszystko dokładnie tak jak ci powiem to twój niepokój się skończy.
-Co mam zrobić?
-Wystarczy, że dopilnujesz, aby Hana usiadła za kierownicą swojego auta. O resztę się nie martw. Zajmę się wszystkim.
-Co chcesz zrobić?-powiedziałem drżącym głosem
-Nic. Samo się zrobi. Nikt się nie domyśli, że ktoś mieszał w tym palce. Ty niczego nie powiesz inaczej podzielisz jej los.
-Chcesz ją zabić?!
-Wypadek to codzienność,często się zdarza. Niestety w tym przypadku ze skutkiem śmiertelnym.
-Nie możesz tego zrobić! Nie pomogę ci! Nie ma takiej opcji!
Postać wyjęła nóż, podłożyła mi pod gardło.
-Dalej chcesz zrezygnować? Wystarczy jeden ruch.
-N.. nie-wydusiłem to z siebie.
-Pamiętaj ja ciebie również obserwuje. Patrz. Anonim rzucił mi zdjęcia, zrobine z ukrycia.
-To chora gra. O co ci chodzi?
-Może i chora ale właściwa. Za błędy się płaci. Uważam że możesz już iść. Wiesz już wszystko.
-Nie do końca. Nadal nie wiem kim jesteś.
-Dowiesz się jutro, gdy będzie już po wszystkim. Miłej nocy. Wyśpij się. Szykuje się długi dzień.
Anonim wraz z dwoma typkami odszedł i zostawił mnie. Cholernie się bałem. Mam przyczynić się do śmieci Hany.
***
#Niall
Dziś dzień dziecka. Razem z Haną idziemy na obiad razem z Jai'em i Isabel. Rodzice mojej dzieczyny mają być. Mam tremę, bo pierwszy raz idę na taki rodzinny obiad. Han o niczym nie wie. To taka niespodzianka, bo gdyby się dowiedziała mogła by odmówić gdyż z ojcem nie układa jej się najlepiej.

-Dziś nie będzie nas w domu. Zostawiam Ci wolną chatę -powiedziałem do Louisa
-Idziecie do wesołego miasteczka?
-Niewykluczone. Najpierw idziemy na obiad z rodzicami Hany.
-Uuu rodzinna atmosfera. Uważaj, bo w takim tempie szybko staniesz się jej częścią.
-Nie mam nic przeciwko. Kocham Hanę i chce być z nią na zawsze. Ostanio zrobiłeś się jakiś dziwny wiesz? Zjedz snickress'a-zacząłem się śmiać.
-Wydaje ci się. Dobija mnie ta samotność, zazdroszczę Ci.
-To sobie kogoś znajdź.
-Ciekawe gdzie, w klubie same dziwki. Chcę zakochać się tak jak ty. Wariować na jej widok. Już najwyższy czas związać się z kimś na dłużej.
-O cholercia.
-Co?
-Dzisiaj mija pół roku odkąd z Haną jesteśmy razem. Jak to szybko zleciało.
-Planujesz niespodziankę?
-Muszę coś wymyślić. I to szybko.
-Masz mało czasu, bardzo mało.
-Już wiem! Daj mi chwilę. Zajmij się Haną, tylko się nie wygadaj. Wrócę dosłownie za kwadrans. Mówiąc te słowa chwyciłem portfel leżący na szafce i wybiegłem z domu.

#Louis
Co robić? Niall niebawem przyjdzie i pojedzie z Haną na obiad. Jeśli zrobię to co mi kazał anonim stracę nie tylko dobrą koleżanke jak i najlepszego przyjaciela. Horan mi tego nie wybaczy. Jestem pod ścianą. Nie mogę przyczynić się do śmierci Han, nie zniszczę ich miłości, bo nie potrafię. Do końca życia będąc za kartkami będę widział ich szczęśliwych i zakochanych. Musi być jakieś wyjście. Nie mogę dopuścić, żeby Han wsiadła za kierownicę auta. Nikt z nas nie może tam wsiąść. Poczułem wibracje, która oznaczała nową wiadomość.

Niall : Niespodziankę dla Han zostawiam w garażu. Po naszym wyjściu pojedziesz do jej mieszkania I zostawisz wszystko Dorothy. Ona zrobi z tym co trzeba. 

Po czym wszedł do domu.

-Dziękuję-powiedział
-Nie ma za co-uśmiechnęłem się mimo, że czułem strach przed tym co zaraz się wydarzy.
-Kochanie długo jeszcze? -krzyknął Niall. Hana pojawiła się natychmiast. Miała na sobie przecierane krótkie, jeans'owe spodenki. Do tego białą luźną koszulkę z motywem sowy.
-Pięknie wyglądasz-powiedział Niall.
-Możemy już jechać-wyznała. Na twarzy miała ten piękny uśmiech. Oboje byli szczęśliwi. Coś we mnie pękło.
-Zamówie wam taksówkę. Dzień dziecka, więc świętujcie.
-Lou ma rację weźmy taksówkę. Będziemy mogli się wszyscy napić a tak to ktoś musi nie pić. -oznajmił Niall

Zamówiłem im taksówkę. Ulżyło mi,że udało mi sie zapobiec tragedii. Nie liczą się dla mnie konsekwencje. Anonim zrobi ze mną co będzie chciał.

#Hana
Dojechaliśmy pod umówioną restauracje. Niall zatrzymał mnie przed wejściem.

-Mam nadzieję,że nie będziesz mi miała tego za źle co zobaczysz w środku.
-Na ciebie nie potrafię się gniewać Niall.
-Kocham Cię-powiedział po czym pocałował mnie w usta a ja splotłam nasze dłonie.

Trzymając się za rękę weszliśmy do środka. Przy jednym ze stolików zobaczyłam mojego brata z narzeczoną i synem oraz...naszych rodziców. Ścisnęłam mocniej dłoń Nialla. Cieszyłam się na ich widok, bo ostatnio widzieliśmy się w sylwestra.
Przytuliłam się z mamą. Dobrze było poczuć jej matczyne dłonie na moich plecach.

-Cześć Hanuś-powiedział mój ojciec.-Wybacz,że dopiero teraz ci to mówię. Przepraszam cię za wszystko. Za naszą wymianę zdań podczas świąt. Zachowałem się okropnie, nie jak na ojca przystało. Kocham cię
-Tato wybaczam ci. Rozumiem twoją złość. Miałeś do tego prawo.

Po raz pierwszy od paru miesięcy mogłam spojrzeć w oczy mojego taty,z którym miałam dobry kontakt, nawet lepszy od Jai'a. Byłam oczkiem w głowie Toby'iego. Zjedliśmy wspólnie posiłek, popiliśmy białym winem. Rozmawialiśmy długo, Niall przypadł moim rodzicom do gustu a zwłaszcza ojcu co mnie cieszyło. Mimo, że mama z tatą poznali Horana w sylwestra to tak naprawdę dziś mieli okazję poznać się bliżej.

-Z okazji dzisiejszego święta mamy z matką dla was prezenty-powiedział tata
-Nie jesteśmy już dziećmi. Jesteśmy dorośli-powiedział Jai
-Dla rodzica dziecko zawsze dzieckiem pozostanie-rzekła mama po czym wręczyła nam po kwadratowym pudełku.

Otworzyłam zawartość. W środku znajdował się niebieski zegarek.

-Jest przepiękny-oznajmiłam
-Marzyłem o takim zegarku. Dziękuję -powiedział Jai.
-Cieszymy się, że prezenty wam się podobają.-powiedział tata
-Kochani na nas już pora. Musimy iść. Za dwie godziny mamy powrotny samolot. -oznajmiła mama
-Wracacie już? Zostańcie chociaż na noc.-powiedziałam
-Chcielibyśmy zostać ale ktoś biznesu pilnować musi.
-Szkoda-rzekł Jai.
-Miło było poznać państwa ponownie -rzekł Niall
-Mnie również. Opiekuj się moją córką. Powierzam ci ją w opiekę.
-Tato -spojrzałam na ojca dziwnym wzrokiem
-Może pan być o nią spokojny. Jestem cały czas przy niej
-Dużo zrobiłeś dla Hany. Jak my ci się tobie odwdzięczymy?
-Nie porzebuje niczego. Wystarczy mi miłość Hany.

Pożegnaliśmy sie z rodzicami. Gdy odjechali taksówką poszliśmy do wesołego miasteczka. Spędziliśmy w nim kilka godzin. Bawiliśmy się wspaniale. Jeździliśmy samochodami, kręciliśmy się na karuzeli. W tle leciały dziecięce piosenki. Czuliśmy się jak małe dzieci, które pierwszy raz znajdują się w wesołym miasteczku. Mały Nick też dobrze się bawił choć żeby skorzystać z atrakcji musi trochę podrosnąć. Później Niall wziął udział w loterii. Wygrał misia, którego postanowił ofiarować mi. Doceniłam gest ukochanego, miś był bardzo słodki, ale oddałam go bratankowi. Jemu przyda się bardziej niż mnie. Gdy zrobiło się późno każdy z naszej paczki poszedł w swoją stronę. Jai i jego rodzinka poszli do hotelu,a ja z Niallem udałam się do mojego mieszkania.
Kiedy weszliśmy do domu moim oczom ukazał się duży bukiet czerwonych róż stojący na kuchennej wyspie. Uroku dodały palące się świece, które rozstawione były począwszy od przedpokoju po kuchnię kończąc na salonie.

-Niall to wszystko dla mnie?
-Tak, ten bukiet jest dla ciebie. -wręczył mi go - Dziś mija pół roku odkąd jesteś moją dziewczyną.
-Pamiętałeś. Też mam coś dla ciebie. Bilety na mecz piłki nożnej
-Dziękuję, moja ulubiona drużyna. Wiesz, że cię kocham?
-Wiem, powtarzasz mi to na każdym kroku.-wyszeptałam
-Korzystając z tego, że Dorothy nie ma i prędko nie wróci może...
-Na noc na pewno nie wróci, więc mieszanie mamy dla siebie.
 -Myślisz o tym co ja?-zapytał Niall z uśmiechem
-No raczej. Trzeba jakoś uczcić naszą rocznicę, chyba, że nie chcesz.
-Słońce spójrz tylko kwiaty, świece, truskawki, szampan. Nic tak nie buduje takiego nastroju. Poza tym obiecałem twojemu ojcu,że się tobą zaopiekuje.
-Mój tata mówiąc te słowa nie miał chyba tego na myśli - uśmiechnęłam się gdyż lubię się z nim droczyć.
-Przestań tyle gadać. Pragnę Cię, porządam.

Niall gwałtownie złączył nasze usta. Ręce oparł na moich policzkach. Całowaliśmy się tak namiętnie i szybko. Iskra naszej miłości rozpaliła się dość szybko. Brakowało mi tchu. Niall tak szybko mnie całował. Nie mogłam wydostać się z jego ust, potrzebowałam powierza. Mimo tego czułam się szczęśliwa. Chłopak zaczął całować moją szyję. Wydawałam z siebie dźwięki podniecenia. Uwielbiam jak robi mi malinkę.

-Idziemy do sypialni czy może wolisz na stole?
-Wybieram sypialnie, to bezpieczniejsze miejsce. Zawsze ktoś może wrócić i nas nakryć a tam będziemy mogli się schować.

Niall wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju,na górę. Drzwi otworzyłam nogą. Zanim wylądowałam bezpiecznie na łóżku Niall obkręcił nas kilka razy,że poczułam wiatr we włosach. Leżałam na łóżku, Horan był nade mną. Patrzałam prosto w jego błękitne jak ocean oczy. Chłopak włożył rękę pod moją bluzkę. Poczułam przypływ gorąca, który ogarniał moje ciało. Dotyk ukochanego był taki delikatny. Niedługo później pozbył się mojego topu, zostałam w samym staniku. Zrobiłam to samo z jego koszulką. Ukazał mi się jego piękny tors. Jeździłam po nim rękoma, od czasu do czasu składając pocałunki, które zostawiały ślady moich ust, gdyż miałam je pomalowane czerwoną szminką.

-Ślicznie wyglądasz z tymi czerwonymi plamami
-Twoje znaki są piękne, mogę cały tak wyglądać. To co gotowa to rozpoczęcia akcji?
-Oczywiście

Niall rozpiął mi spodnie, podniosłam pupę aby pomóc mu je ze mnie zdjąć. Rzucił je gdzieś daleko. Następnie złożył mi pocałunki na brzuchu, dochodząc do moich piersi. Jego celem było pozbycie się mojego stanika. Zrobił to szybko, rozpiął go i zrobił dokładnie to samo co ze spodniami. Masował je. Nagle chwycił w usta mój prawy sutek i zaczął go ssać. Sprawiało mi to wielką przyjemność. Wydawałam z siebie dźwięki podniecenia. Dyszałam.

-W porządku?
-Tak
-Masz niemiarowy oddech i szybkie tętno.
-To nic kocham cie
-Jak chcesz
-W razie czego zrobisz mi usta usta.

Postanowiłam pozbyć się spodni chłopaka. Rozpięłam rozporek a chłopak szybko je zdjął i pozostał w samych bokserkach. Jego kolejnym celem było pozbycie się moich majtek. Gdy się ich pozbył usiadł na mnie okrakiem. Poruszał biodrami raz szybciej, raz wolnej. Podałam Horanowi zabezpieczenie z szafki obok łóżka. Chłopak energiczne rozprawił się z prezentem. Pozbył się bokserek i zaczął ponownie kołysać biodrami. Dostał się do mojego wnętrza po czym wyszedł. Powtórzył czynność kilka razy. Byłam podniecona, wydawałam z siebie piski. Jakiś czas późnej oboje leżeliśmy w łóżku, przykryci kołdrą. Głowę miałam na torsie chłopaka.

-Byłaś dzielna. Spisałaś się.
-Ty też. Kocham Cię - powiedziałam całując dłoń Nialla
-Dobrze się czujesz? Martwi mnie twój płytki oddech.
-Jestem troszkę zmęczona. Tyle się dziś działo
-W końcu dzień dziecka
-Chodźmy spać
-Dobranoc kochanie -wyszeptał mi do ucha mój księże z bajki.
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejka :) Przepraszam za błędy. Rozdział dla was wszystkich,ale ze specjalną dedykacją dla Weroniczki. ♡
Podobał wam się rozdział? Co sądzicie o anonimie? Czy zabije Louis'a?
Matwi mnie malejąca liczba komentarzy i wyświetleń. :(
Nie wiem co sądzą pozostałe osoby, bo rozdział komentują te same osoby .
FANFICTION ZOSTAŁO NOMINOWANE DO #TOP_WIOSNA_FF, z czego się bardzo cieszę :)
@angelharry99