czwartek, 26 marca 2015

Rozdział 16

 "Zagłuszony spokój "
#Hana
Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Miałam do domu wrócić helikopterem? Staliśmy na pasach startowych, aby wejść na pokład wystarczyło kilka kroków. Byłam bardzo szczęśliwa, nigdy nie miałam okazji lecieć helikopterem. Zastanawiałam się tylko czy to na pewno dobry pomysł, jakby nie patrzeć to też lot, który mi zagrażał.
 Niall zaskoczył mnie dość mocno od pozytywnej strony. Codziennie dowiadywałam się o nim coraz to nowych rzeczy. Przy nim nie mogłam być pewna co za chwilę zrobi, był taki nieprzewidywalny i szalony. Taki romantyk.

-Hana podoba ci się niespodzianka-usłyszałam głos blondyna, który wyrwał mnie z swoich myśli .
-Bardzo. Zaskoczyłeś mnie. Tylko czy to jest bezpieczne?-powiedziałam patrząc mu prosto w oczy. Były spokojne i piękne.
-Tak, będziesz pod najlepszą i fachową opieką. Wewnątrz jest odpowiedni sprzęt i mam nadzieję, że nie będzie potrzebny. Będę przy tobie cały czas, nie masz się czym martwić. Jednak chodźmy, pora ruszać w drogę.

Złapałam dłoń Nialla, aby dodać siebie odwagi i uwierzyć w jego zapewnienia. Gdy weszłam na pokład, usiadłam w fotelu, nie chciałam leżeć. Nie byłam obłożenie chora. Horan w tym czasie wyjął ze swojej torby swój biały, szpitalny ubiór. Na szyję założył czerwony stetoskop. Było mu w tym przebraniu bardzo ładnie.

-Jak się czujesz? -spytał z troską, gdy już lecieliśmy.
-Wspaniałe, nie mogę uwierzyć że to się dzieje naprawdę. Tu i teraz. Dziękuję ci za wszystko. Gdyby nie ty siedziałam teraz w domu, albo ponownie kłóciła się z ojcem.
-Kochanie nie zaręczaj się teraz tym. Pomyśl o czymś innym, bardziej przyjemniejszym. Twój tata nie zasługuje na to żebyś o nim tyle rozmyślała. Nie powinienem tak o nim mówić, ale dla mnie jest totalnym dupkiem. Zero zrozumienia. Wiadomo, że nie zrobiłaś tego celowo.
-Do niego nic nie dociera. Bardzo się zmienił odkąd się wyprowadziłam. Dawniej dużo czasu spędzaliśmy razem, chodziliśmy na sacery, do kina... Byłam jego oczkiem w głowie a teraz..tylko interesy mu w głowie. -westchnęłam
-Jestem pewien, że zanim urodzisz dziecko wszystko się ułoży i wasze relacje będą wyglądały tak jak dawniej. Przechodzi kryzys, najpraw twój brat zostanie ojcem, a tuż po nim ty matką. Nie może się z tym pogodzić, że wiem czasie zostanie podwójnym dziadkiem. -uśmiechnął się, wypowiadając ostanie zdanie.
-Może i masz rację, dam mu czas. Skoro już jesteśmy w tym temacie to chciałbym znać płeć. Czas już powoli kupić wyprawkę.
-Da się załatwić, jak wylądujemy to pójdziemy na ogólne badania i zrobi się USG. -powiedział
-Mówiłam już jak bardzo cię kocham?-podejdź tu do mnie wyszeptałm.Chłopak podszedł i przykucnął obok mnie
-Jestem szczęśliwa,że cię mam - położyłam rękę na jego policzku - kocham cię.

Po wielogodzinnym locie wylądowaliśmy przed szpitalem Copernicous, w którym pracuje Niall, miałam okazję być już tutaj tego pechowego dnia upadłam. To dziwne uczucie, bo będąc tu ostanim razem tak naprawdę zaczęliśmy się poznawać bliżej a teraz jesteśmy parą. Poszliśmy korytarzem do pokoju lekarskiego. W środku czekała na nas ta sama pani doktor, która zajmowała się mną ostanim razem. Była to sympatyczna osoba po 30estce. Miała kruczo-czarne włosy, które spięte były w luźny kucyk.
Lekarka wykonała mi badanie, Niall był przy mnie, chociaż nie musiał, gdyż to nie było jego dziecko. Pani doktor uznała, że to Niall jest ojcem, ja nie zaprotestowałam. Opowiadała nam wszystko, powiedziała, że mogę już odczuwać pierwsze ruchy dziecka. Wzruszyłam się, że może to się stać tak szybko. Serduszko biło bardzo mocno. Byłam zachwycona tym dźwiękiem.

-Chcą państwo poznać płeć? -zapytała nas lekarka
Niall spojrzał się na mnie, decyzję musiałam podjąć ja.
-Tak -powiedziałam.
-Gratuluję, będziecie mieć śliczną, silną córeczkę.
Uśmiechnęłam się na te słowa. Marzyłam o księżniczce. Będę mogła ją stroić w różne ubranka. W sklepa jest teraz pełno ładnych ciuszków. W sumie było mi to obojętne, chłopczyk, też mógłby być. Przydałby mi się facet w moim domu. Musze się cieszyć z tego co tu i teraz. Za kilka lat może to właśnie z Niallem będę mieć...syna. Czyłam,że Horan to ten jedyny. Chciałabym związać się z nim na zawsze. Wziąść ślub, mieć gromadke dzieci.
Potem porozmawiałam z lekarką o incydencie, który miał miejsce w Irlandii. Powiedziała, że nie mam się czym martwić, wszystko jest w porządku. Mogę korzystać z życia, ale z umiarem.

#Niall
Dziwnie się czułem w tej sytuacji. Moja ukochana urodzi córkę jakiemuś padalcowi, którego nigdy nie ma w pobliżu gdy jest porzebny. Gdzie on się podziewał, gdy Hana potrzebowała pomocy? Pewnie szlajał się po knajpach i zaliczał panienki. Kiedyś byłem do niego podobny, robiłem to samo... Zajmę się Haną i zrobię wszystko, żeby nie czuła się zaniedbywana przez Malika. Najlepiej to niech zniknie z jej życia. Nie chce go tutaj. Jak ma mieć dziecko gdzieś to niech zapadnie się pod ziemię.
Po skończonej wizycie, pojechaliśmy moim samochodem, który stał przed szpitalem do domu Han. W drodze rozmawialiśmy.

-Dużo wrażeń jak na dzisiejszy dzień nie sądzisz?-zapytałem
-O tak. Nowy Rok, podróż helikopterem, wizyta u lekarza. Jestem zmęczona, najchętniej położyłabym się do swojego łóżka i zasnęła.-odrzekła dziewczyna.
-Zayn kontaktuje się z tobą? -zapytałem. To było coś w rodzaju śledztwa
- Ostatnio mało rozmowiamy. Dlaczego pytasz?
-Tak po prostu. Nigdy nie widziałem go z tobą, ciągle jesteś sama. Może twój ojciec miał rację, mówiąc że kopnie cię w tyłek?
-Nie, Zayn taki nie jest. Dba o mnie. Możemy już skończyć rozmowę na jego temat? Jestem zmęczona. -Zaraz będziemy na miejscu. Postanowiłem przyspieszyć tempo jazdy. Gdy tylko zapaliło się zielone światło ruszyłem z piskiem opon. Nasze położenie zmieniało się bardzo szybko.

-Niall co ty wyprawiasz ?!-Hana zaczęła krzyczeć -Zwolnij -No co? Chciałaś być domu jak najprędzej.
-Tak, ale nie spodziewałam się, że weźmiesz to na poważnie. To taka przenośnia.
-Nigdy nie byłem dobry z polaka.
-Swoim zachowaniem udowadniasz mi coraz bardziej jaki jesteś nieprzewidywalny.-powiedziała -Za to właśnie cię kocham.

Dojechaliśmy do domu po 5 minutach szalonej jazdy. Na szczęście nie złapała nas policja. Pomogłem Hanie z walizką. Posiedziałem u mniej chwilę, na noc pojechałem do swojego mieszkania. Chciałem u niej zostać, ale musiałem przebrać się w czyste ciuchy. Gdybym wcześniej pomyślał to zajechalibyśmy do mnie po rzeczy i mógłbym teraz zostać z ukochaną. Następnym razem, będę bardziej przewidywalny. Nie chciałem się z nią rozstawać.
W domu zastałem śpiącego Louis'a w swoim pokoju. Musiał dzisiejszej nocy nieźle zabalować skoro śpi, mimo, że jest już po 20:00. Wziąłem z lodówki zimne piwo, odczułem potrzebę by się napić. Zasiadłem na kanapie przed telewizorem z piwem w dłoni. Gdy po kilku piwach poczułem, że odlatuję poszedłem do własnego pokoju spać
***
Obudził mnie Lou. Czego on chce o tej porze? Przecież jest wcześnie.
-Nie masz nic lepszego do roboty, jest świt.
-Jaki świt, stary, 11 dochodzi -odrzekł Louis
-Żartujesz sobie,zerwałem sie z łóżka.

W pośpiechu zacząłem się ubierać. Tomlionson stał w drzwiach i się na mnie gapił. Po krótkiej chwili zaczął coś do mnie mówić. Ja nie skoncentrowałem się na jego słowach, spieszyło mi się na dyżur.

-Przepuścisz mnie, chciałbym skorzystać z łazienki zanim wyjdę do pracy. Muszę wyglądać jak człowiek i lekarz a nie jak jakiś burak -rzuciłem trochę zdenerwowany do Lou, gdyż nie chciałem spóźnić się na pierwszy dyżur w nowym roku. Miałem bardzo mało czasu.
-Okey, tylko pod jednym warunkiem. Powiesz mi jak było w Irlandii. Jesteś moim dobrym kuplem, chciałbym wiedzieć czy poderwałeś Hanę. Ciągle do ciebie dzwoni a ty szalejesz i robisz wszystko o co cie poprosi.
-Od kiedy interesujesz się moim życiem uczuciowym? Nie masz swoich problemów?-powiedziałem bardziej zdenerwowanym głosem
-Ni nie zrozum mnie źle.Ta dziewczyna jest zajęta. Przestań za nią chodzić, dobrze ci radzę. -wymamrotał Louis
-Otrzeźwiej trochę i ogarnij się. Masz mega kaca. Pogadamy jak wrócę wieczorem.-powiedziałem do kolegi.
Tomlinson bez słowa odpowiedzi przepuścił mnie i skierował się do swojego pokoju. Ja natomiast poszedłem do łazienki zrobić poranną toaletę. Po 5 minutach byłem gotowy do wyjścia. Wziąłem z wieszaka znajdującego się w korytarzu kurtkę i wyszedłem z domu. Wsiadłem do samochodu i pojechałem do szpitala.

#Hana
Przed południem wybrałam się na małe zakupy do pobliskiego sklepu. Kupiłam najpotrzebniejsze artykuły takie jak mleko, chleb masło, ser. Na mojej liście nie zabrakło również owoców i ulubionego pomarańczowego soku. Udając się do kasy trafiłam na dział z przetworami domowej roboty. Skusiłam się na kiszone ogórki
-Ach te moje ciążowe zachcianki -powiedziałam sama do siebie.
Wzięłam aż dwa słoiki ogórków , aby starczyło mi na trochę, choć wiedziałam, iż prędko je spożyje. Gdy zapłaciłam za zakupy wzięłam siatki i poszłam do domu.

Będąc w mieszkaniu rozpakowałam w kuchni zrobione zakupy . Następnie wzięłam się za porządki w domu. Nie było mnie jakiś czas i musiałam ogarnąć swoje cztery kąty. W czasie sprzątania kurzu w salonie zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawiła się informacja, że osobą, która dzwoni jest Jennifer.

-Cześć kochana.- odezwała się Hill- Długo się nie odzywałaś.
-Wiem, przepraszam. Dużo się u mnie działo. Nie miałam czasu zadzwonić. Wynagrodze ci to. Może spotkamy się dzisiaj po południu? -zaproponowałam
-Z chęcią się z tobą zobaczę. Powiedz mi co się stało, umieram z niepokoju.
-Miałam trochę problemów z tatą, prawie wylądowałam w szpitalu...
-Jak to wszpitalu? ! Co się stało? Dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś?
-Dostałam silnych skórczy. Myślałam przez moment, że to koniec...-zamilkłam, nie potrafiłam z siebie wydusić więcej słów.
-Hana, przykro mi, że tak się stało. Nie steresuj się, wszystko będzie w porządku, urodzisz ślicznego bobaska. Właściwie to chyba już można poznać płeć, co nie?-zapytała Jenny.
-Tak, już wiem. Wczoraj byłam u lekarza. -powiedziałam
-I co?
 -Dziewczynka
-Jejku to wspaniale. Zayn pewnie szaleje ze szczęścia. Zresztą ty też, czuje to w twoim głosie.
-Zayn nic nie wie, nie rozmawiałam z nim jeszcze. Ogarnę mój bałagan i spotkam się z nim, albo zadzwonię.
-Robisz porządki, może przyjadę i ci pomogę? -zapytała
-Nie ma takiej porzeby. Dam sobie radę.
-To co przyjdę do ciebie powiedzmy za 4 godziny, pasuje?
-Ok, zdążę się wyrobić.

Po skończonej rozmowie wróciłam do obowiązków. W trakcie prac myślałam o Zayn'ie. Musze się z nim spotkać i porozmawiać z nim o wszystkim. Czas goni, a mamy do ustalenia wiele ważnych rzeczy między innymi podział opieki nad małą. Posprzątałam cały salon i kuchnię. Zmyłam podłogi i odkórzyłam dywan. Po wysprzątaniu dołu, stwierdziłam, że posprzątam też górę. Mam jeszcze sporo czasu, zanim przyjdzie Jennifer, więc zdążę ze wszystkim. Nie lubię sprzątać, ale skoro już jestem w transie to czemu nie. Nagle złapał mnie mocny skurcz. Jeknęłam z bólu jednocześnie próbowałam się uspokoić i wbić sobie do głowy, że to z przemęczenia. Gdy ból ustał na tyle, że mogłam iść, poszłam do kuchni po szklankę wody. Sięgnęłam z szafki kubek a następnie nalałam odpowiednią ilość wody, napiłam się po czym chwyciłam zestaw do sprzątania i poszłam schodami na górę. Gdy szłam po schodach ból powrócił. Był tak silny jak nigdy, upadłam na schodach. Wszystko co trzymałam w ręku upadło z hukiem na podłogę, ja złapałam się za brzuch. Wrzeszczałam z bulu, jednocześnie się bojąc.Z przerażeniem odkryłam, że krwawie... Byłam sama w domu. Potrzebowałam pomocy. Z trudem mogłam wyjąć telefon z kieszeni, łzy mi spływały po policzkach, ból nie ustępował. Gdy trzymałam telefon w ręku, dążącą dłonią wybrałam numer Zayn'a. Tylko on mógł mi pomóc. Sygnały mijały a on nie odbierał...ja zwijałam się z bulu, zalewając się krwią. Byłam bezradna. Nie miałam siły wykręcić ponownie numeru do kogokolwiek, gdyż skurcze były coraz silniejsze.

~~~~~~
Oto następny rozdział. Planowałam premierę jutro, ale serce dyktuje inaczej. Podobał wam się rozdział?
Nawiązując do wczorajszej informacji. Będzie brakować mi Zayna. Zespół bez niego nie będzie taki sam. Moim zdaniem reszta z ONE DIRECTION niedługo stwierdzi, że to nie ma sensu i wszystko się rozpadnie. Płacze do tej pory.
Buziaki @angelharry99 DIRECTIONERKI TRZYMAJ MY SIĘ RAZEM

piątek, 20 marca 2015

Rozdział 15

"Nowe uczucie,  nowe życie "
#Hana
Jutro sylwester. Święta Bożego Narodzenia minęły we wspaniałej atmosferze. Przytyłam z 5 kilo. Nie doszłam do porozumienia z tatą, dlatego było mi przykro z tego powodu. Chciałabym żeby było jak dawniej, żebym dogadywała się z ojcem. Brakuje mi naszych wspólnych rozmów. Jakby tego było mało to nie mogłam zrozumieć zachowania mojej mamy. Dziwnie się zachowywała odkąd przyjechało pogotowie. Opiekowała się mną ciągle i nie pozwalała nic zrobić.Była nadopiekuńcza w stosunku do mnie. Próbowałam z nią rozmawiać na ten temat, ale wymigiwała się od odpowiedzi. Mówiła, że za mało czasu mi poświęca. Czułam, że kłamie. Na pewno coś się stało. Musiałam dowiedzieć się o co chodzi nie mogłam już tego dłużej znieść. Chcę znać prawdę.

-Mamo musze z tobą porozmawiać -powiedziałam siadając przy stole w kuchni.
-Coś się stało? -spytała mama
-Liczę na to że to ty mi powiesz co się stało. Od kilku dni dziwnie się zachowujesz. Co się dzieje? -spytałam
-A co miałoby się stać? Wszystko jest w porządku -powiedziała. Ja jednak postanowiłam dalej dążyć temat. Wiedziałam, że coś przede mną ukrywa. Musze znać prawdę chodźby najgorszą.
-Jesteś smutna i zajmujesz się mną cały czas. Wiem, że coś jest nie tak. Powiedz mi postaram się pomóc. Chodzi o tatę? Zdradził cię? -spytałam
-Nie, tutaj nie chodzi o ojca. -mama spojrzała mi w oczy. Chodzi o ciebie.
-Mamo, ile razy mam ci jeszcze tłumaczyć, że dam sobie radę. Myślałam, że już to zrozumiałaś. Nie jestem już małądziewczynką.
-Nie o to chodzi - powiedziała smutnym głosem mama.
-To powiedz mi wreszcie. Martwię się o ciebie, nie wiem co się dzieje.
-Nie możesz wrócić do Anglii rozumiesz? Musisz zostać tutaj czy tego chcesz czy nie. Inaczej stanie się coś złego -z oczu mamy poleciały łzy.
-Coś z dzieckiem? Co ten lekarz ci powiedział? -zaczęłam się bać. Zaczęłam rozumieć, wszystko składało się w idealną całość
-Zmiana klimatu i lot samolotem jest dla ciebie niebezpieczny. Jeśli chcemy uniknąć tragedii musisz zostać. -powiedziała.
-Jak mam sobie to wyobrazić? Mamo tak się nie da. Ja muszę wrócić do domu, tam jest Zayn, praca i wszystko.-byłam zdruzgotana. Nie wyobrażam sobie żebym mogła stracić dziecko.
-Nie chcesz chyba ryzykować życiem mojego wnuka. Byłaś o krok od poronienia. Musisz się oszczędzać do cholery! Zacznij, myśleć nie tylko o sobie ale i o nim. Nosisz pod sercem nowe życie. - powiedziała mama
-Wiem, wymyśle coś. -wstałam i pobiegłam do pokoju zostawiając mamę.

W pokoju totalnie się rozkleiłam, nie dochodziło do mnie to wszystko. Nic mnie tu nie trzyma, oprócz rodziny. Całe moje życie toczy się tam, daleko stąd. Musze jakoś wrócić do Zayn'a i... Nialla. Tęskniłam za Horan'em, a Malikowi nie mogę tego zrobić. To przecież całe pół roku. Musiałam kogoś się poradzić, padło znów na Nialla.

Niall musisz mi pomóc- mówiłam załamanym głosem.
-Pomogę ci tylko się uspokój i powiedz co się stało -powiedział jak zawsze tym uruczym głosem.
-Lekarz zabronił mi lecieć samolotem, może się to dla mnie źle skończyć. A ja chcę wrócić do domu, koniecznie. Błagam cię zrób coś -szlochałam.
-To nie jest różowo. Trudna sprawa, coś wymyśle tylko daj mi trochę czasu, pomyśle i dam ci znać jeszcze dzisiaj.-powiedział blondyn
-Dziękuję, jesteś wielki -odrzekłam

#Niall
Telefon Hany trochę mnie zaniepokoił. Martwiłem się o nią. Chcę żeby była tu ze mną . Nie pozwolę, aby coś jej się stało, musi wrócić szczęśliwa. To zadanie nie należało do łatwych. Obiecałem sobie, że stanę na wyskości zadania. W końcu poprosiła mnie o pomoc, ufała mi.
Spędziłem kilka godzin przed komputerem, wykonałem mnóstwo telefonów. Znalazłem jedyne rozwiązanie, które wymagało trochę pomocy innych lekarzy ze szpitala . Musiałem wykorzystać moje szpitalne znajomości. Nie było łatwo, ale udało się, Hana wróci cała i zdrowa do Liverpool.

-Hana znalazłem rozwiązanie, przyjadę do ciebie jutro powiedz tylko gdzie mieszkasz -powitałem ją
-Niall, bilet jest drogi..-zaczęła
-Wszystko juz załatwione, jestem spakowany, bilet lotniczy też mam, to jak? -przerwałem jej
-Wyślę ci SMS'az adresem. Wiesz, że nie musisz się poświęcać. Jestem tylko dobrą koleżanką - odrzekłam bardzo szczęśliwa, że mogę wrócić do domu.
-Hana czuję do ciebie coś więcej niż przyjaźń. Nie mogę się doczekać aż cię zobaczę. -powiedziałem
- Ja też. Do zobaczenia, jesteśmy w kontakcie.

#Hana
Po skończonej rozmowie wróciłam do kuchni, powiedzieć o wszystkim mamie.
-Mamo mam dobrą wiadomość, wracam do domu, przyjaciel po mnie przyjedzie. Niczym się nie martw, jest lekarzem, przy nim nic mi nie grozi.
-Na prawdę zdecydowałaś się wracać? Mam pomysł, lepszy od twojego. Urodzisz dziecko i dasz je mi i ojcu pod opiekę. Ja praktycznie zajmuje się domem także odchowam wnuka. Ty w tym czasie zajmiesz się sobą, znajomymi i pracą. W ten sposób nie zmarnujesz sobie życia.
-Nie zgadzam się na to. Już postanowiłam, wyjeżdżam. Niall przenocuje jedną noc.
-Ładne imię. Tylko nie wiem gdzie go położę spać, jest nas przecież tyle.
-Wymyśle coś mamo.

Następnego dnia po południu pojechałam po Nialla na lotnisko. Będąc już na miejscu poczułam się inaczej. Byłam rozpromieniona, zaraz zobaczę swojego...chłopaka. To właśnie postanowiłam. Niall Horan jest moim chłopakiem. Kocham go, tyle razy był przy mnie a teraz specjalnie do mnie jedzie. Myślałam o tym całą noc. Jesteśmy dla siebie stworzeni. Od początku było między nami to coś . Jego samolot wylądował, od naszego spotkania dzieliły nas minuty. Po 20 minutach ujrzałam jego posturę. Rzuciłam się mu na szyję

-Nareszcie jesteś,tęskniłam. Przytuliłam się do niego.
-Cóż za powitanie, nie spodziewałem się. Dobrze cię widzieć.-powiedział
-Pragnęłam się wtulić w twoje ramiona. Zdecydowałam już. Możemy spróbować być razem -spojrzałam w jego cudowne oczy.
-Hana jesteś wspaniała -wykrzyczał na całe lotnisko. Wziął mnie na ręce i zaczął kręcić się wkoło.
-Kocham cię wariacie-wyszeptałam Niallowi do ucha. Pocałowałam go. Wszyscy pasażerowie i inne osoby parzały się na nas. Nie zwracałam na to uwagi, w końcu miałam blisko siebie moje całe szczęście .

Po jakimś czasie poszliśmy na parking i pojechaliśmy do mojego domu. W drodze do rodzinnego domu cały czas rozmawialiśmy. Uprzedziłam Nialla o tym jakim człowiekiem jest mój ojciec jak i o tym, że rodzina może robić "wywiad" Mój chłopak się tym wcale nie przejmował. Mogłam go już tak nazwać, jednak zdecydowałam, że zostaniemy przy pomyśle iż jesteśmy tylko przyjaciółmi.

Mojej mamie Niall przypadł do gustu. Ojciec jak zwykle kręcił głową. Widziałam, że chce wszcząć kolejną awanturę, ale babcia go powstrzymała. Niall spodobał się również pozostałym członkom mojej rodziny.Zasiedliśmy razem do stołu, potajemnie trzymając ręce pod stołem. Niestety nie było z nami Jai'a Isabel. Obiecali, że wpadną jeszcze przed północą, w końcu nowy rok już za chwilę.
Po kolacji poszłam z Niallem na górę, do mojego pokoju. Chcieliśmy pobyć sam na sam. Zresztą musiałam się spakować.

-Właściwie to jak wrócimy do domu, skoro nie mogę latać? -spytałam Ni.
-To jest tajemnica. Zdradzę ci tylko tyle, że będziesz zachwycona.-powiedział tajemniczo

Niall zaczął mi dokuczać. Chwycił mnie za pośladki i przyciągnął do siebie. Zaczął składać pocałunki na szyji. Czułam się jak w niebie był taki delikatny. W pewnym momencie zaczął całować mnie w usta. Nasze wargi znów się spotkały. Trwaliśmy w pocałunku jakiś czas. W końcu wylądowałam na łóżku. Niall był nade mną.

-Strasznie mnie podniecasz, jesteś taka seksowna. -powiedział.
-Ciii, jeszcze ktoś usłyszy co my tu robimy - wyszeptałam
-Ciężko mi się opanować, wariuje na twój widok. Teraz jesteś moja, tylko moja. Gotowa? -powiedział
-To absurdalne. Dopiero od kilku godzin jesteśmy razem i już mnie pragniesz. Jestem gotowa.

Niall pochylił się nade mną. Składał mi pocałunki w usta.
-Obawiam się, że mój brzuszek będzie małą przeszkodą - wyszeptałam.
-To nic, w porównaniu z tym jaka jest moja miłość do ciebie.
Niall przyjechał zaczął rozpinać mi koszule, pojękiwałam jego imię. Czułam się jak w raju. To dopiero początek a już osiągnęłam wszystkie możliwe stany podniecenia. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Niall zaskoczył ze mnie a ja usiadłam na łóżku.

 -Kiedy zejdziecie do nas? Jai'ego i Isabel nie będzie. -z za drzwi dobiegł głos babci
 -Już idziemy, dokończę jeszcze pakowanie
Gdy babcia się oddaliła Niall zabrał głos.
-Kłamczucha z ciebie, powinienem wymierzyć ci teraz odpowiednią karę. Co by to mogło być? Hmm
-Niall, może powinniśmy zejść na dół. Wrócimy do tego potem.
Jest już 23:42. Czas przywitać Nowy Rok.-powiedziałam, poprawiając koszule, żeby nie wzbudzać podejrzeń.
-Skoro tak chcesz. Dla ciebie zrobię wszytko. Tylko wróćmy tu z powrotem jak najszybciej -powiedział Niall
-Okey

Zeszliśmy na dół. Ubraliśmy się i wyszliśmy do ogrodu. Męska część rodziny przygotowała fajerwerki do wystrzału. Musze się przyznać, że mijający rok nie był taki najgorszy. Przeżyłam wiele radosnych chwil z przyjaciółmi a przede wszystkim zaszłam w ciążę, która zmieniała moje życie, ale cóż, jest jak jest. I co najważniejsze poznałam Nialla, czuje się przy nim bezpiecznie. Cieszę się, że wraz z przybyciem nowego roku mam go przy sobie i możemy nazwać się parą.
Tata puścił pierwsze fajerwerki. Niall podszedł do mnie, załapał mnie za rękę i pociągnął do tyłu
-Jak się z tym czujesz? -spytał
-Masz na myśli wiek? Doskonale. Jeszcze zdążę się wyszaleć, z tobą oczywiście -powiedziałam.
-Nie wątpię, tylko czy starczy ci sił, jestem nieprzewidywalny, szalony.-powiedział
-Właśnie to mi się w Tobie podoba. Żyjesz chwilą , jakby jutra miało nie być -zaśmiałam się.

Wybiła północ. Fajerwerki były piękne. Złożyłam życzenia ze wszystkimi, nawet z tatą. Jeszcze nie wybaczył mi tego, ale wydaje mi się że zaczyna rozumieć sytuacje. Wszyscy wznieśli noworoczny toast, ja napiłam się wody.
-Nie możesz być poszkodowana, mam dla nas własny toast. Spodoba ci się, chodź ze mną. Bez słowa poszłam za Niallem. Udaliśmy się do pokoju. Zamknąłam drzwi na klucz.
-Niall nie gniewaj się, może poczekamy z tym trochę, aż urodze. Mogłabym ci się nie spodobać i nie dorównać tobie. Nie chce cie zwieść. -oznajmiłam
-Rozumiem, chcesz wzbudzić moje pragnienie.Oczywiście poczekam. Muszą mi wystarczyć pocałunki - powiedział
-Przepraszam.-wyszeptałam
-Nie przepraszaj, kobieta zmienną jest. W twoim stanie to się rozumie, wahania hormonów - uśmiechnął się Niall
-Idę wziąść szybki prysznic.

#Niall
Gdy moja ukochana poszła się wykąpać zadzwoniłem do kolegi z pytaniem czy wszystko gotowe w związku z podróżą. Hana będzie zdziwiona. Przeszukałem swoją torbę, wszystko zabrałem, uda się. Nie dochodziło jeszcze do mnie, że jesteśmy razem. Wiem, że nie będzie kolorowo, znajdą się przeciwnicy naszego związku. Na pewno Zayn się wścieknie. Zrobię wszystko, żeby Hanie niczego nie zabrakło, jest taka krucha. Postaram się być dobrym ojcem, choć wiem, że nie będę w stanie go zastąpić. Nim się obejrzałem Hana wróciła. Wyglądała jeszcze pięknej niż przedtem.

-To co idziemy spać?-spytałem.
-Nie jestem zmęczona.
-Jest już późno. Musisz się wyspać, czeka nas ciężki dzień.
-Powiesz mi co wymyśliłeś, proszę -powiedziała
-Nie ma mowy, dowiesz się niedługo, za kilka godzin

Położyliśmy się spać. Łóżko było trochę ciasne jak na dwie osoby, to tylko noc, dam radę. Hana zasnęła w moich ramionach. Jej włosy pachniały lawędą.

#Hana
Po śniadaniu wróciłam do pakowania ostanich rzeczy. Nie dochodziło do mnie, że już niedługo będę w swoim domu.Po pożegnaniu się z bliskimi, pojechałam taksówką z Niallem na lotnisku. Cały czas nie wiedziałam co mnie czeka, czego mam się spodziewać . Chłopak uparcie milczał. Gdy dojechaliśmy na miejsce, Niall zakrył mi oczy, pytając wcześniej o pozwolenie. Skoczła mi adrenalina, ale wiedziałam że przy Horanie nic mi się nie stanie. Szliśmy gdzieś, nie wiem gdzie. Nie miałam orientacji, zgubiłam się gdyby nie trzymający mnie Niall. W pewnym momencie stanęliśmy w miejscu. Jedyne czego byłam absolutnie pewna to to,że byliśmy na dworzu.

-Możesz otworzyć oczy - powiedział

Otworzyłam oczy, byliśmy na pasach startowych, dziwnie się czułam. Nie było tam nikogo prócz nas. W pewnym momencie spostrzegłam helikopter.

~~~~~~
Oto 15 rozdział. Zaszalałam trochę i się rozpędziłam. Musiałam zrezygnować z dwóch pomysłów. Nie martwcie się, zrealizuje je niebawem. Zadowoleni, że Han i Niall są razem ?Pewnie niektórym z was wyda się to dziwne, ale nie mogłam już wytrzymać.
Komentujcie, gdyż każdy komentarz jest dla mnie niesamowitą motywacją.
Buziaki @angelharry99

środa, 18 marca 2015

Liebster Awards

Liebster Awards

Cieszę się z tej nominacji za co dziękuję http://one-love-mrshazza.blogspot.com/2015/03/liebster-award.html?m=1 Jest to moja pierwsza nominacja w życiu :)
Pytania:

1.Jak masz na imię?
-Oliwia
2.Należysz do jakiś fandomów?
Directioner, JCats, SHEERIOS
3.Ulubiony serial?
Nie umiem się zdecydować, jest ich trochę.
4.Ulubiona książka?
"Więzień labiryntu " i "Gwiazd naszych wina "
5.Ulubiona piosenka?
"Love Me Like You Do" Ellie Goulding
6.Masz jakieś zwierzątko?
Tak
7.Co lubisz robić w wolnym czasie?
Pisać ff, przeglądać tt, spotykać się z przyjaciółmi i oglądać seriale
8.Czy masz swoje ulubione opowiadanie/fanfiction?
Tak http://ghost-mrshazza.blogspot.com/
9.Masz jakiś ulubiony cytat? Jaki?
"Walcz ze wszystkich sił i nigdy nie mów "nie mam po co "
10.Co zainspirowało Cię do napisania opowiadania?
Moja koleżanka, doszłam do wniosku że warto stworzyć swoją historię
11.Mandarynki czy pomarańcze?
Pomarańcze

Nominowane blogi :
1 http://tlumaczenielaced.blogspot.com/
2 http://niekilometrydzielaludzileczobojetnosc.blogspot.com/
3 http://broken-niallhoranfanfiction.blogspot.com/2015/03/rozdzia-11.html
4 http://mistymiserygirl.blogspot.com/


Pytania:

1.Jak masz na imię?

2.Należysz do jakiś fandomów?

3.Ulubiony serial?

4.Ulubiona książka?

5.Ulubiona piosenka?

6.Masz jakieś zwierzątko?

7.Co lubisz robić w wolnym czasie?

8.Czy masz swoje ulubione opowiadanie/fanfiction?

9.Masz jakiś ulubiony cytat? Jaki?

10.Co zainspirowało Cię do napisania?

Trzymajcie się :) @angelharry99

wtorek, 17 marca 2015

Rozdział 14

"Spotkanie po latach "
#Hana
Późnym popołudniem przyjechała moja rodzina, babcia, ciocie, wujkowie i kuzynostwo. Dom wypełnił się dużą ilością osób. Obawiałam się, czy wszyscy się pomieścimy, ale kochana mama zadbała o wszystko. Czułam, że ten wieczór będzie wyjątkowo długi, znając moje ciocie będą zadawały mi mnóstwo pytań. Nie widziałam się z nimi cały rok, ale obiecałam sobie, że wytrzymam ten wielogodzinny wywiad. Zawsze mogę przecież powiedzieć, że źle się czuje i zostawić ich z rodzicami.
Gdy moi bliscy przyjechali przywitałam się ze wszystkimi, jednak najbardziej za tęskniłam za swoją babcią.

-Ale urosłaś Hanuś ,wydoroślałaś- powiedziała babcia
-W przyszłości będę adwokatem, muszę wyglądać poważnie, zaśmiałam się. Moja babcia zawsze to mówi gdy mnie widzi.
-Najpierw odchowasz dziecko, nie zapędzaj się -wtrącił się tata, widocznie usłyszał rozmowę.
-Toby Hana da sobie radę, jest mądra. Posłuchaj starej matki synu -odpowiedziała mu babcia.
-Mamo nie wiesz co mówisz, znalazła sobie fagasa, który zrobił jej dziecko, a teraz jest ze wszystkim sama. Wykorzystał ją i co z tego wyszło -powiedział ojciec.
-Tato, to nie tak, mówiłam już wczoraj -powiedziałam przerywając wypowiedź taty.
-Nie przerywaj kiedy ja mówię! -wrzasnął tata .
Zdenerwowałam się.
-Toby opanuj się- powiedziała babcia, łapiąc go za rękę - To jest twoja córka. Powinieneś być teraz dla niej wsparcie a nie odstawiasz takie akcje. Nie tak cię wychowałam -powiedziała babcia.
--Tato, proszę przestań. To nie jest odpowiedni czas na tę rozmowę. Chcesz się na mnie wyżyć ? Dobrze, porozmawiamy ale jutro. Teraz chodźmy do gości, czekają na nas.
-To jest według Ciebie rozwiązanie? Najlepiej uciec od tego, ale tak się nie da!
-Lepiej będzie jak porozmawiacie jutro, ochłoniesz trochę. A teraz chodźmy.-powiedziała babcia do taty.
-Nie myśl sobie, że tak łatwo ci pójdzie, sprawa nie jest jeszcze załatwiona- powiedział do mnie tata. Wypowiadając ostdnie słowa udał się do jadalni.
-Nie martw się -szepnęła babcia, łapiąc mnie za rękę.

Podczas kolacji byłam nieobecna. Cały czas myślałam o sytuacji, która miała miejsce w przedpokoju. Byłam stasznie wściekła na ojca. Jak on tak mógł. Obraził Zayn'a, wygadując kompletne bzdury. Nie mogłam pozwolić na to żeby go obrażał, choć nie jest moim chłopakiem. Zayn jest ojcem mojego dziecka czy to mu się podoba czy nie. Nie zmieni tego. Z moich rozmyślań wyrwało mnie pytanie cioci.

-Wszystko okey? -spytała
-Tak, zamyśliłam się trochę, przepraszam.
-Nic się nie stało. Jak u ciebie? Słyszałam,że odnosisz sukcesy w pracy -powiedziała ciocia
-To prawda, staram się jak mogę. Przepraszam Was, ale ja już pójdę, jestem trochę zmęczona.
-Dobranoc -odpowiedziała mi rodzina.

Poszłam na górę, w stronę swojego pokoju. Nie miałam ochoty udawać, że wszystko gra. Miałam wielką ochotę przytulić się do ...Nialla Pragnęłam tego tak bardzo. Zdecydowałam się, że do niego zadzwonię. Nie było tak późno więcpowinien odebrać. Nie myliłam się. Odebrał za 2 sygnałem.

-Cześć Niall, nie przeszkadzam?
-Cześć Han. Ty mi nigdy nie przeszkadzasz. Sądziłem, że zadzwonisz w wigilię.
-Dzwonie teraz. Masz chwilę, muszę się wygadać, nie wiedziałam do kogo zadzwonić, pomyślałam o Tobie -skłamałam. Nie mogłam sie przecież przyznać, że chcę usłyszeć jego głos.
-Co tam? Jak w rodzinnym mieście?
-Jeszcze nie wychodziłam na dwór, pomagam mamie w przygotowaniach. Dziś już cała rodzina się zjechała. Jest trochę ciasno.
-Dobra z ciebie córeczka -zaśmiał się swoim uroczym głosem Niall
-To tylko taki drobiazg. Pokłóciłam się z ojcem. Czuję się z tym źle. Nawrzeszczał na mnie.
-To nie dobrze. Mogę wiedzieć o co wam poszło? Nie chcesz to nie musisz mówić.
-O ciążę. Tata uważa, że zostałam wykorzystana i takie tam. Jutro mamy rozmawiać, musi ochłonąć. Wydałam z siebie jęk. Co się dzieje, pomyślałam
-Coś się stało? - zaniepokoił się Niall
-Skurcz mnie złapał, znowu, przejdzie mi. Złapałam się dołu brzucha, czułam silny ból. Z trudem mogłam mówić.
-Hana co się dzieje? Mów -Niall się niepokoił
-Nie...wiem -szepnęłam -tak boli, jeknęłam
-Zawołaj kogoś i jedz do szpitala, natychmiast. -powiedział Niall
-Już mi lepiej, przechodzi. Wzięłam głęboki wdech.
-Na pewno? Nie oszukujesz mnie? -zapytał
-Tak -powiedziałam
-Gdyby to się powtórzyło to jedź koniecznie do szpitala. Niech cię zbadają . Gdybym był obok od razu zabrałbym cię do szpitala,albo sam bym cie zbadał.
-Dziękuję, gdyby coś się działo, odwiedzę SOR. Położę się i spróbuje zasnąć.
-Masz rację, odpocznij. Pamiętaj nie forsuj się. Staraj się nie denerwować. Dobranoc
-Odezwę się jeszcze. Dziękuję za wszystko. Pa. Wyśpij się.

Zmatwiłam się. Nie mogę się tak stresować. Wezmę sobie rady Nialla do serca, w końcu jest lekarzem i wie co mówi. Nie mogę narażać siebie i dziecka. W końcu mam zagrożoną ciążę, a ostanio w ogóle się nie ograniczam. Wszędzie mnie pełno. Poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic i poszłam spać.
           * * *
Następnego dnia nikomu nie wspominałam o wieczornym incydencie. Postanowiłam to zataić, zwłaszcza przed ojcem. Jeszcze bardziej by się zdenerwował, nie chciałam tego. Gdy wstałam to ojca nie było w domu . Mama powiedziała, że wyszedł do ich kawiarni, jutro wigilia i trzeba zamknąć interes ojciec poszedł wszystkiego dopilnować.
Po południu postanowiłam się wybrać na spacer, w domu mnóstwo osób, a ja chciałam się przewietrzyć. Ubrałam się ciepło, chociaż na dworzu świeciło słońce.

-Wychodzę, muszę się przewietrzyć.- powiedziałam mamie, żeby się o mnie nie martwiła.
-Dobrze, tylko wróć na kolacje -powiedziała

Ubrałam buty i kurtkę i wyszłam z domu. Poszłam w stronę centrum. Na dworzu był lekki mróz, nie było śniegu tak jak w Liverpool. Możnaby poomyśleć, że to wiosna a nie zima. Idąc ulicami miasta przypominam sobie dzieciństwo. W pewnym momencie, ktoś mnie zaczepił od tyłu. Obróciłam się.

-Cześć Hana, miło Cię widzieć -powiedział znajomy mi chłopak, nie mogłam przypomnieć sobie jego dokładnego imienia.
-James to ty? To na prawdę ty?-zamórowało mnie. To był mój przyjaciel z liceum. Dużo czasu spędzaliśmy razem, odpowiadało nam wspólne towarzystwo. Mogłam z nim nawet zyczajnie posiedzieć w ciszy.
-Tak to ja. 100 lat cię nie widziałem. Co za szczęście, że tu się spotkaliśmy. Wyprowadziłaś się, prawda? -powiedział
-Tak, od roku mieszkam w Liverpool. Tam mam prace i w ogóle moje życie kręci się w Anglii. -powiedziałam
-Widzę właśnie. Gratuluję nowej drogi życia. Masz ochotę na kawę?
- Z tobą zawsze. Nie mam ochoty wracać do domu -powiedziałam

Poszliśmy przez park do kawiarni. Po drodze wspominaliśmy stare dobre czasy. Mimo, że od tych wydarzeń nie minęło aż tak dużo lat, mnie wydawało się jakby to było 10 lat temu, albo więcej. Gdy dotarliśmy do kawiarni zajęliśmy miejsce przy stoliku , zamówiliśmy u kelnera dwie kawy i kawałek ciasta.

-Powiem Ci szczerze, że nie sądziłem, że chcesz być adwokatem. Myślałem, że pójdziesz na medycynę. -powiedział James
-Medycyna to nie moja bajka, nie potrafię się w tym odnaleźć. Zresztą to wielka odpowiedzialność za ludzkie życie. Wole życie wśród paragrafów, to mnie kręci.
-Jakby nie patrzeć to niebezpieczna praca, no wiesz ma się do czynienia z przestępcami i jeszcze gorszymi.-stwierdził James
-No wiesz narazie trzymam się z dala od takich spraw. Wypełniam dokumenty i umawiam na spotkania klientów.
A ty właściwie to co robisz? -odrzekłam
-No wiesz łapie się każdej pracy i studiuje zaocznie informatykę.

Z Jamesem spędziłam prawie całe popołudnie. Nim się obejrzałam zrobiło się ciemno, tak się nam dobrze rozmawiało. Mogłam zapomnieć o kłótni z ojcem i innych zmartwieniach. Kolega odprowadził mnie do domu.

-Chyba się już nie spotkamy - powiedział smutnym głosem
-Będę przyjeżdżać, niedługo coraz częściej, będziemy się widywać. Złapałam się za brzuch, ból mnie złapał
- O matko! Hana ty rodzisz? Ja się na tym kompletnie nie znam! Cholera! Tylko nie na ulicy. -James nie wiedział co zrobić
-N...nie, po prostu ostanio tak mam , ałć skuliłam się, ból, który odczuwałam był coraz silniejszy.
-Stój tu, powiadomie rodziców - zdecydował
-James to nie jest konieczne, przejdzie mi. Jednak przyjaciel nie posłuchał mnie i zapukał do drzwi. Otworzyła mama i gdy mnie zobaczyła wybiegła na dwór.
-Córeczko co się dzieje? Oddychaj
-Mamo, boje się -wyszeptałam. Nie mogłam utrzymać się na nogach, ledwo mogłam mówić.
-Han nie martw się, dzwoń po pogotowie -rozkazała mama Jamesowi.

Zanim pogotowie przyjechało mama zaprowadziła mnie powoli do domu. Całe szczęście, że wujek i ciocia poszli na miasto. Kuzyni nie musieli widzieć moich męķ. Babcia wpadła w panikę, moimo tego cały czas była przy mnie. Dodawała mi otuchy. Wszyscy byli ze mną w moim pokoju, widziałam, że nawet mój tata przejął się tą sytuacją.
Pogotowie ratunkowe przyjechało 20 minut później. Lekarz zbadał mnie jednak nie mógł zrobić mi specjalistycznych badań. Zlecił wizytę u lekarza po powrocie do domu. Dał mi leki przeciw bólowe, gdyż nie zgodziłam się pojechać do szpitala.Powiedział, że mojemu życiu i zdrowiu nic nie zagraża. Uspokoiłam się trochę po tych słowach, choć nadal się martwiłam. Musiałam jeszcze powiadomić Zayn'a, wypadało by żeby wiedział co się stało, dotyczy to jego dziecka. Rozmowę zostawiłam na później, chciałem odpocząć.

#Mama Hany

-Pani jest matką tej dziewczyny ?-zwrócił się do mnie lekarz, gdy odprowadzałam go do drzwi
-Tak, -odpowiedziałam, lekko zdziwiona
-Powinna pani o czymś wiedzieć. Nie mówiłem tego przy pańskiej córce, żeby się już nie denerwowała.-powiedział lekarz.
-Coś nie tak? Proszę pana o szczerość -wystraszyłam się
-Pani córka... obawiam się, że ona nie zniesie kolejnej zmiany klimatu. Lot samolotem, a tym bardziej wielogodzinny jest zagrożeniem zarówno dla niej jak i dziecka.

Stanęłam jak wryta. Nie dochodziło do mnie to co usłyszałam. Wszystko tylko nie to. To nie mogło przydarzyć się mojej córce. Postanowiłam nic jej nie mówić. Będę opiekować się Haną najlepiej jak będę mogła, tylko jak ja jej powiem, że nie może wrócić do Anglii?

~~~~~~
Dolałam oliwy do ognia. To dopiero początek. Nie dociera do mnie, że zdecydowałam się na coś takiego, ale taki mam pomysł. Mam nadzieje, że rozdział Wam się podobał.
Cieszę się, że komentujecie. Bardzo mnie to motywuje. Przepraszam za błędy. Wasza @angelharry99


piątek, 13 marca 2015

Rozdział 13

"Przedświąteczne wyznanie bliskiego przyjaciela "
#Hana
Obudziłam się o 6.48, chociaż nie wiem czy można powiedzieć, że w ogóle spałam. Całą noc myślałam o spotkaniu z rodziną. Dawno już się nie widziałam z rodzicami, rozkręcają nowy biznes w Irlandii. Chcą ułatwić Jai'owi start w dorosłość. Znając moje szczęście, otrzymam taką samą pomoc. Podziwiam rodziców za to, że im się chce jeszcze w to wszystko bawić kolejny raz z rzędu. Kręciłm się na swoim łóżku raz na lewy bok, raz na prawy. Od czasu do czasu leżałam na plecach. W końcu wstałam. Założyłam kapcie i zaszłam na dół do kuchni, aby zrobić sobie porządne, ostanie śniadanie. Na dole panował lekki bałagan, walizka leżała obok fotela w salonie. Nie była jeszcze zapięta do końca, będę miała problem z jej domknięciem ,bo spakowałam naprawdę dużo rzeczy, o dziwo wszystkie mi się przydadzą. Zjadłam śniadanie i poszłam do swojej sypialni ubrać się. Założyłam koszule w białą kratkę, pod spodem miałam top. Do tego dobrałam czarne legginsy. Zrobiłam lekki makijaż i zeszłam z powrotem na dół.
Niall przyjechał nieco wcześniej.

-Jestem szybciej, na wypadek gdybyś się nie wyrobiła. Jednak się pomyliłem, jesteś gotowa.-powiedział
-Nie mogłam spać. Wstałam wcześniej i po mału wszystko zrobiłam. W sumie to już możemy jechać. Będziemy wcześniej na lotnisku. -odrzekłam
-Wezmę walizkę. Co ty tam masz ? Kamienie? -spytał ?
-To tylko najpotrzebniejsze rzeczy no i prezenty. Zresztą widziałeś wczoraj.
-Nigdy was nie rozumiem, pakujecie tyle ciuchów, które i tak w większościnie nosicie, bo kupujecie nowe.
-Takie kobiety już są , ciężko nas zrozumieć. Ja dużo ciuchów nie mam, większość to prezenty dla bliskich. Nie jestem z takich co wiozą wszystko, porzebuje tylko rzeczy na zmianę. Mogę nawet spakować się w siatkę od zakupów. -powiedziałam z uśmiechem.

#Niall
Gdy byliśmy już z Haną na lotnisku, spojrzała na informacje o samolocie, nie był opóźniony.

-To już koniec? -spytałem
-Tak.

-Wrócisz? Obiecaj mi to proszę. -powiedziałem ,łapiąc ją za rękę
-Niall, jasne że wrócę. Możesz mnie puścić, wyjeżdżam tylko na święta.-uśmiechnęła się.
Musiałam jej to powiedzieć, nie mogłem już dłużej czekać.
-Hana musze ci coś powiedzieć. Może to nie jest dobre miejsce na to co chcę powiedzieć, ale nie mogę już dłużej zwlekać. KOCHAM CIĘ -wyznałem
-Niall... Ja będę niedługo mamą, mój świat się zmieni, jesteś tego pewien? Ja też czuję coś więcej niż przyjaźń, od samego początku mi się podobasz.
-Pomogę Ci, wszystko sobie przemyślałem. Będzie dobrze, zobaczysz. Dam Ci czas. Zastanów się na spokojnie, będę czekał ile będzie trzeba. -powiedziałem
-Powiem Ci jak wrócę. A teraz już muszę iść, zaraz samolot odleci.
-Okey, poczekam. Wysokich lotów.
-Dziękuję, zadzwonię kiedyś tam. -przytuliła mnie. Pięknie pachniała.
Wzięła ode mnie walizkę i udała się na odprawę. Stałem w jednym miejscu i patrzałem jak się oddala. W końcu zniknęła.
-Nie martw się, wróci -powiedział po po chwili do mnie jakiś facet
- Mam nadzieję. -odpowiedziałem
-Moja moja dziewczyna też wyjechała do innego. Długo nie wytrzymała i wróciła po niedługim czasie. Teraz jest moją żoną.
-Dziękuję, tylko w moim przypadku jest inna sytuacja.
-Uda się. Jeszcze skończysz tak jak ja. -powiedział.
 Czekałem jeszcze na lotnisku do czasu aż samolot nie uniósł się w powietrze i zniknął wśród chmur. Potem poszedłem na parking i pojechałem do domu, ciągle myśląc o Hanie.
***
*Hana
 Lot trochę mi się dłużył, ale dałam radę. Miałam kilka czasopism, spałam też trochę. W pewnym momencie były turbulencje, nie przeszkadzało mi to, lubię jak samolot się kołysze. Siedziałam przy oknie, chmury były bardzo ładne tego dnia . Wieczorem byłam już w Irlandii. Jai po mnie przyjechał, wyściskał mnie. Razem z nim była jego dziewczyna.

-Hej jestem Isabel ,miło mi cię poznać -przywitała się
-Witaj, mam na imię Hana, fajnie Cię poznać.
-Jak podróż, wszystjo ok ?-spytał Jai
-Kilku godzinny lot trochę mnie wykończył, ale jest dobrze.Miałam dobre towarzystwo więc się nie nudziłam.
-Jedźmy już bo rodzice pewnie się niecierpliwią.- powiedziała Isabel.

W drodze do rodzinnego domu, dużo rozmawiałam z Isabel, polubiłam ją, jest miła i sympatyczna. Bardzo się cieszyłam, że mój brat znalazł sobie taką dziewczynę jak ona. Będzie z nią z pewnością szczęśliwy. Będąc już na podwórku domu, poczułam przypływ jeszcze większego szczęścia. Dawno nie byłam w domu rodziców. Ostanim razem, gdy wpadłam z wizytą zatrzymałam się u Jai'a, bo rodzice mieszkają na drugim końcu miasta. Wtedy akuratbyli w podróży biznesowej.

-Jesteśmy - zwołał w głąb domu Jai.
-Hana, kochanie. -zawołała mama -Tak się cieszę, że jesteś, stęskniłam się.
-Mamo- przytuliłam mamę. Ostanio widziałam ją ponad pół roku temu.
-Ślicznie wyglądasz, promieniejesz. Rozbierajcie się i chodzie do jadalni, przygotowałam kolację.
-Mamo my tylko wpadliśmy na chwilę. -powiedział Jai.
-Nie wygłupiaj się, zjecie z nami, dla każdego wystarczy.
-Gdzie jest tata? -spytałam mamę
-Na górze w sypialni, rozmawia w sprawach służbowych. Zaraz go zawołam, nie może tak być, że on telefonuje, gdy jedyna córka przyjechała.
-Toby, Hana przyjechała, zejdź -zawołała mama
Po chwili zbiegł po schodach mój ojciec, zaczęłam się denerwować, bo tata nie był zadowolony z mojej ciąży. Bałam się tego spotkania, ale musiało do tego dojść.
-Cześć tato -szepnęłam do taty
-Dobrze, że jesteś z nami. Nie mogłem się doczekać, kiedy cię zobaczę. W końcu jesteś moim oczkiem w głowie. Zmieniłaś się od ostaniego spotkania.
-Dzięki - uśmiechnęłam się i przytuliłam się do taty.

Zjedliśmy wszyscy wspólną kolacje. Mama przygotowała same pyszności.

-Jak Cię się powodzi w pracy?-spytał tata
-Nawet ok. Odnoszę sukcesy, co prawa małe ale jednak. Wszyscy są ze mnie zadowoleni. Mam przyjaciół, którzy mnie wspierają.
-Jak Zayn? Troszczy się o ciebie? -dopytała mama.
-Tak, robi zakupy i spędza ze mną czas kiedy tylko może.
-To dlaczego się rozstaliście? Jest wam razem dobrze.
-Tak będzie lepiej, nie dogadywaliśmy się.Wiele nas różni.Zdecydowaliśmy, że się rozstaniemy . Oboje się przyjaźnimy i nie mamy do siebie urazy. Dobrze jest jak jest. Zresztą Zayn jest jeszcze młody, wiele jeszcze przed nim.
-A co z dzieckiem? Co z tobą? Sama nie dasz sobie rady.-powiedziała mama
-Poradzę sobie, Zayn będzie mi pomagał. Wszystko będzie dobrze, nie martw się.
-Wiesz na co się decydujesz? Małe dziecko nie jest lalką, które można odłożyć na półkę, gdy się znudzi. Przy maluchu trzeba dużo pracy. Wiecznie nieprzespane noce.-powiedział tata
-Tato, wiem. -powiedziałam
 Do tego pranie, sprzątanie, gotowanie. Sama nie dasz rady. Może przeprowadzisz się tu. Masz tutaj nas, będzie ci raźniej.
-Możemy porozmawiać o tym kiedy indziej, jestem zmęczona po podróży. Chciałabym położyć się spać.
-Dobrze kochanie, wrócimy do tego później. Twój pokój jest gotowy -powiedziała mama
-Dziękuję za kolacje, była naprawdę pyszna. Dobranoc -powiedziałam wstając od stołu, udając się do swojego pokoju na górze.
-Walizkę masz już u siebie, zaniosłem Ci -powiedział Jai.


Mój pokój odkąd się wyprowadziłam wiele się nie zmienił. Nadal były w nim moje rzeczy. Dobrze było znaleźć się w pokoju. Marzyłam o tym żeby wrócić do czasów, gdy mieszkałam jeszcze z rodzicami i byłam nastolatką.Zdenerwowała mnie rozmowa przy kolacji, pragnąłam się przytulić do Jennifer. Napisałam jej sms'a żeby się nie martwiła:
-"Jestem już w domu. Wszystko okey. Odezwę się jutro, padam z nóg ".
Musiałam jeszcze zadzwonić do Zayn'a, obiecałam mu to. Zresztą chciałam z nim porozmawiać, potrzebowałam jego wsparcia. Odebrał za 5 sygnałem

-Hej -powiedział, w tle słychać było muzykę
-Jesteś na imprezie? -spytałam
-Jestem na domówce u kupla. Wszystko dobrze? -zapytał
-I tak i nie. -westchnęłam
-Co się stało? -spytał
-Rodzice uważają, że sobie nie poradzę z dzieckiem sama, chcą żebym wróciła do Irlandii.
-Masz mnie, nie smutaj się. Przecież będę ci pomagał, wiesz o tym doskonale.
-Próbowałam im to powiedzieć, ale do niech to nie dociera.
-Nie denerwuj się, zrozumieją. W razie czego to ja im wytłumaczę. Odpocznij. Rodzice ochłoną i dojdziecie do porozumienia.-powiedział. W tle ktoś go wolał.
-Dzięki, baw się dobrze, wołają Cię. -powiedziałam
-Uważaj na siebie, dobrej nocy. -powiedział
-Ty też na siebie uwzaj. Pa -odpowiedziałam.

Po rozmowie z Zayn'em ulżyło mi trochę. Dobry z niego chłopak. Co prawda był już trochę wstawiony, ale nie mogę na niego narzekać. Jest taki kochany. Mam w nim całkowite wsparcie. Należy mu się odrobina szaleństwa.
Rozpakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Następnie wzięłam szybki, orzeźwiający prysznic. Potem położyłam się spać, próbowałam zasnąć, gdyż jutro czekał mnie ciężki dzień.
***
Następnego dnia wstałam dosyć późno, dobrze mi się spało w swoim dawnym łóżku. Przez okno przebijało słońce. Wstałam, ubrałam kapcie i szlafrok, zeszłam do salonu. Na kanapie siedział tata
-Dzień dobry tato
-Wstałaś już? Jak się spało?
-Dobrze, doskonale nawet.  Zjesz ze mną śniadanie ?spytałam
-Co prawda jadłem już, ale skuszę się na kawę w twoim towarzystwie. -powiedział -mama jest na zakupach zostawiła Ci śniadanie na blacie w kuchni.
-Mogła mnie obudzić poszłabym z nią.-powiedziałam
-Po południu przyjedzie babcia z dziadkiem i ciotka z dziećmi i mężem.

Zjadłam śniadanie w towarzystwie taty. Mogłam porozmawiać z nim o wszystkim i o niczym. Jak byłam mała to rozmawialiśmy codziennie. Potem poszłam się ubrać do pokoju. Ubrałam się w różową koszulkę z nadrukiem i zwykłe jeansy. Po południu miała przyjechać babcia i moje ciocie oraz kuzyni. Aby czas szybciej minął pomogłam mamie przygotować obiad.
~~~~~~~
To 13 już rozdział. Osobiście nie wiem co o nim myśleć. Pisałam go z kilkudniową przerwą, więc trochę się pogubiłam i nie do końca napisałam tak jak zamierzałam. Mam nadzieję, że nie bedzie to pechowy rozdział z uwagi na liczbę 13 i piątek 13.
Zbliża się kolejny dramat. Więcej informacji wkrótce. Przepraszam za błędy.
Komentujcie, to jak zawsze mnie motywuje.
 Do następnego @angelharry99

piątek, 6 marca 2015

rozdział 12

"Coraz bliżej świąt. "
6 TYGODNI PÓŹNIEJ
#Hana
 Dzisiaj jest ostani dzień pracy przed świętami. Przyda mi się odrobina wolnego,  gdyż ostatnio jestem ciągle aktywna zawodowo. Przecież to prawie dwa tygodnie wolnego i będę go mogła poświęcić samej sobie. Dziś wigilia w pracy, gdzie wszyscy złożymy sobie życzenia, mimo że już od dawna wyczuwa się tą magiczną aurę świąt.  Można zauważyć w galeriach pełno gadżetów przypominających o chwilach spędzonych w gronie rodzinnym. Jednak to w tym roku jest ona niezwykle wyjątkowa przez pełno śniegu, który spadł kilka dni wcześniej. To właśnie przez ten malutki element można wyczuć magię Bożego Narodzenia. Uwielbiam ten widok, chociaż zima nie jest moją ulubioną porą roku.
 Ubrałam nowe ciuszki, które kupiłam ostanio z Jenny. Moja dotychczasowa garderoba jest już nieaktualna, staję się gruba.Ostatnie kłotnie poszły w niepamięć, jest jak dawniej. Bardzo mnie wspiera, mogę na nią liczyć.

-Ślicznie wyglądasz Han - przywitał mnie Harry. Jak zawsze zabrałam go ze sobą.
-Dziękuję, powoli zmieniam się w wieloryba. -zaśmiałam się.
-I to nawet w  słodkiego. Mówię Ci to będzie piłkarz.
-Tak? Nie wiedziałam, że się na tym znasz. Masz doświadczenie w tych sprawach?
-Dużo zaliczyłem panienek w swojej karierze. -zaśmiał się, że prawie się dusił.
-To panie przez Twoje atrakcyjne loczki.
-To też, moja osobowość jest pociągająca.
-Jesteś bardzo otwarty na ludzi i najlepszym przyjacielem jakiego mam. W dodatku z poczuciem humoru.

W kancelarii dało się czuć świąteczną atmosferę. W tle leciały kolędy. Tak bardzo chciałam już jutro. Wyjeżdżam na święta do Jai'a. W Irlandii spędzimy tegoroczną wigilię. Nie mogę się doczekać spotkania z rodzicami. Obawiam się tylko rozmowy z tatą. Nie był zadowolony z tego, że jestem w ciąży. Nie będę się teraz zamartwiać. W końcu wigilia. Jako pierwszy głos zabrał mecenas Owen.

- Witam wszystkich na uroczystości zorganizowanej z okazji zbliżającego się Święta Bożego Narodzenia. Chciałbym życzyć Wam wszystkim wszystkiego co najlepsze, samych sukcesów. Oby wspólna praca była równie owocna jak w mijającym już roku. Wesołych Świąt.
-Dziękujemy, wzajemnie szefie- podziękowała w naszym imieniu sekretarka.
-Na swoich kontach znajdziecie niespodzianki w postaci świątecznej premii. Jeszcze raz wesołych świąt.

Potem każdy składał sobie życzenia. Każdy życzył mi szczęśliwego rozwiązania i szczęścia. W biurze panowała wspaniała atmosfera. Po jakimś czasie poszłam do kuchni napić się soku pomarańczowego, potrzebowałam witamin.

-Szukałem Cię, dobrze się czujesz? -zaniepokojony Zayn spojrzał na mnie.
-Tak, przyszłam napić się soku.
-To dobrze, że dbasz o siebie. Chciałem złożyć Ci życzenia, bo wcześniej nie było okazji.
-Tu jest spokój, możemy spokojnie porozmawiać -powiedziałam.

-Hana-Zayn złapał mnie za rękę. Wesołych Świąt, dużo uśmiechu na twojej twarzy. Lubie jak się uśmiechasz. Niech wszystko się dobrze skończy (miał na myśli ciążę ). No i znajdź osobę, która będzie cię kochać i wspierać, tak jak ja kiedyś.
-Zayn to nie Twoja wina, że nam nie wyszło. Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, których łączy dziecko. To była nasza decyzja. Nie możesz się obwiniać. Jeśli się z kimś zwiążę to nie dopuszczę, żeby ktoś cię zastąpił w roli ojca.
-To miłe co mówisz. Dziękuję. Nikt inny nie postąpił by tak jak ty.
-No więc Zayn.Wszystkiego dobrego, wspaniałych prezentów, szampańskiej zabawy w sylwestra.
-Dzięki, tylko z tym ostatnim to nie próbuj w tym roku. -uśmiechnął się uroczo.
-Tak jest kapitanie, nie odważę się, a poza tym to rodzina mnie przypilnuje. A zwłaszcza brat.
-Wyjeżdżasz? Widziałam, że Zayn'owi zrobiło się smutno.
-Tak. Będę dzwonić codziennie i zadać relacje, jeśli chcesz. W tym roku święta spędzamy u brata.
-Jesteś pewna, że możesz lecieć samolotem? W końcu to kilka godzin w podróży.
-Konsultowałam się z lekarzem, bądź spokojny - Chciałam go pocieszyć, nie mogł ciągle się o mnie martwić, w końcu święta za chwilę.
-Szkoda, że nie mogłem poznać Twojego brata wtedy.
-Zaopiekuje się mną, w końcu ma ciężarną dziewczynę.

Naszą rozmowę przerwał Harry.

-Tu jesteście, wszyscy was szukają, chodźcie. Ostani toast, przed sylwestrowy i możemy iść do domu.
-Nie zapędzaj się tak. -urwał Zayn
-Ach...przepraszam. Hana oczywiście jest dla ciebie sok.

Przed wyściem z budynku głównego dopadła mnie Jennifer.

-Idziesz już? Źle się czujesz? -spytała z troską
-Nie, wszystko jest ok. Przestańcie się tak o mnie troszczyć, nie jestem księżną Kate. Od wypadku nie mogę nic sama zrobić, zawsze mam niepotrzebny ogon z tyłu.
-Przepraszam, nie chciałam cię denerwować.
-Nie to ja przepraszam. Doceniam wszystko, co dla mnie robicie, ale wtedy przypomina mi się ten wypadek. Idę już bo musze się spakować, jutro mam samolot.
-Jedziesz na święta do Jai'a?
-Cała rodzina się tam zjedzieRodzice się tak strasznie cieszą, boje się tylko spotkania z ojcem.
-Nie martw się, to wszystko minie. To normalne, że jest zły. Pamiętasz moją reakcję? Wszystko się ułoży. Jak cię zobaczy, przejdzie mu.
-Umiesz pocieszyć - przytuliłam przyjaciółkę. Szampańskiej zabawy. Zadzwonię jeszcze w wigilię.
- Uważaj tam na siebie. Pozdrów Jai'a i powiedz żeby wpadał tu częściej.
-Aż tak tęsknisz? Jeszcze ci nie przeszło?
- Tamto minęło już dawno. Po prostu dawno się nie widziałam z nim

Wieczorem byłam w trakcie pakowania. Strasznie tego nie lubię. Zawsze się boję, że czegoś zapomnę. Pakowałam się, dopóki nie przerwał mi dzwonek. Szeszłam na dół otworzyć. Myślałam, że to Harry, on tylko jest zdolny do jakich pomysłów. W końcu z tego słynie.
-Niall? Hej,wejdź.
-Miło Cię widzieć.
-Przenosisz się gdzieś? W salonie była torba z kilkoma rzeczami, które już spakowałam. Raz pakuje się w salonie a raz w pokoju na górze, tworząc niepotrzebny bałagan
-Wyjeżdżam na święta, rodzinne.
-Daleko?-spytał Niall
-Do Irlandii.
-Ja jestem z Irlandii. -powiedział

-Na prawdę? Nie domyśliłabym się.
-Może Ci pomogę? Widzę, że panuje haos.
-W sumie przydałaby się drobna pomoc, nie mogę się ogarnąć. Do jutra chyba nie zdążę.-powiedziałam.

#Niall
 Pomogłem Hanie w pakowaniu walizki. Miała pełno rzeczy rozrzuconych po mieszkaniu. Wszędzie walały sie ciuchy w kuchni, salonie, łazience...
-Nie powinaś się przemęczać -powiedziałem gdy już znieśliśmy wszystkie rzeczy do salonu, aby ułożyć jew walizce.
-Doceniam wszystko co dla mnie robisz, ale nie jestem małym dzieckiem, nie mogę ciągle być pod czyjąś opieką. Już niedługo będę się opiekować dzieckiem - powiedziała Hana
-Chodząc po schodach wiele razy stwarzasz zagrożenie dla dziecka, uważaj na siebie proszę, żeby zapobiec tragedii.- powiedziałem
-Co masz na myśli? Świetnie się czuję. Owszem pozwoliłam sobie ostanio na małą aktywność, ale panuje nad wszystkim -westchnęła- A ty nie jedziesz na święta do rodziny?
-Mam dyżury w szpitalu, zostaje tutaj. -powiedziałem
- To nie ciekawie, święta są po to by je spędzać z rodziną.
-Nie będę sam, zostaje ze mną mój kumpel Louis, mieszkamy sobie razem. Nie pomyśl sobie tylko nic.
-Haha, nawet o tym nie pomyślałam. Dobrze, że chociaż będziesz miał towarzystwo przyjaciela. Gdybym wiedziała to być może zabrałabym cie ze sobą. -powiedziała.
-Mnie? A co z Twoim chłopakiem?
-Rozstaliśmy się jakiś czas temu. Doszliśmy do wniosku, że nie pasujemy do siebie.

Gdy to usłyszałem w głębi duszy pomyślałem sobie, że może warto coś z tym zrobić. Zielone światło dla mnie.

- O której masz samolot? -spytałem .Może Cię odwieźć?
-O 11.00 .Na prawdę mógłbyś? Nie chciałabym ciągle wykorzystywać Harry'ego. -powiedziała
-Jasne, gdybym nie mógł to nie proponował bym.
-Dziękuję, nie muszę już zamawiać taksówki. Ostanio tyle dla mnie robisz.
-Daj spokój, kumplujemy się. Będę się już zbierał, późno trochę, a ty musisz wypocząć przed podróżą . Przyjadę po ciebie o 9. 40.
-Okey, postaram się zdążyć. -odpowiedziała

Pożegnałem się z Haną i pojechałem do domu. Czułem takie podniecenie, w końcu się udało. Będzie moją. Całą drogę myślałem o niej. Już widziałem nas szczęśliwych.

-Stary gdzie ty się podziewasz? Wiesz która jest godzina? Mieliśmy razem oglądać mecz przy piwku.

-Byłem u koleżanki, musiałem pomóc. -odrzekłem
-Ściągnąć wszystkie warstwy ubrań. No kolego, szalejesz- powiedział Louis - A co z tą Haną, straciłeś ochotę?
-Byłem u niej, nie poznałem żadnej innej.
-Dobra jest w te klocki? Ja jeszcze nigdy z dziewczyną w takim stanie- powiedział Lou
-Nic z tych rzeczy Louis, ona wyjeżdża na święta, zresztą nie będę ci się tłumaczył - Wkurzyłem się.

Poszedłem do kuchni po zimne piwo z lodówki. Wypiłem tylko jedno piwo, choć miałem ochotę na więcej, ale musiałem być trzeźwy jutro. Udałem się do pokoju, chciałem się zaszyć u siebie. Lou mocno mnie zdenerwował. Wypiłem jedno piwo i poszedłem spać

~~~~~~
Hana jest samotna, Niall widzi szanse na zbudowanie związku z nią. Ale czy jest gotowy być ojcem i wychwywać nie swoje dziecko?
Zobaczymy.
Dziękuję, że komentujecie, sprawiłyście mi ogromną niespodziankę. Mam motywację do działania. Dziękuję ♥
Komentujcie!
Buziaki @angelharry99


wtorek, 3 marca 2015

rozdział 11

"Nie zmarnować szansy "
#Niall
Rankiem następnego dnia,wstałem i poszedłem do Hany sprawdzić czy już obudziła się. Zapukałem do jej pokoju mimo, że drzwi były uchylone. Nie odpowiedziała. Pchnąłem drzwi , słodko spała. Postanowiłem więc nie budzić. Niech się wyśpi porządnie w końcu jest niedziela i to pierwsza noc w domu po powrocie do szpitala.
To było dziwne uczucie być w domu dziewczyny, w której się kocham. Cieszyłem się jednak iż ma do mnie zaufanie, znamy się krótko. Uznałem to wczorajsze zaproszenie jako zachętę. Wierzę, że ona mnie też pokocha.
Hana wstała jakiś czas później

-Niall, wstałeś już? Pozwoliłam sobie trochę pospać.
-Nic się nie stało. Na co masz ochotę? Zrobię śniadanie.
-Ja zrobię, nie mogę Cię ciągle wykorzystywać. Wystarczająco wiele dla mnie zrobiłeś -powiedziała
-Jesteś po wypadku, masz problem z poruszaniem się, pozwól sobie pomóc. Nie bądź jak Zosia Samosia.
-No dobra, ale to ostatni raz ok?
-Nie mogę tego obiecać. Wezmę się za śniadanie. Może być jajecznica ?-spytałem
-Tak.
Zrobiłem pyszną jajecznicę, Hanie bardzo smakowała.
-Wspaniała jajecznica. Masz kulinarny talent.

-Jaki tam talent, to tylko zwykła potrawa, żadna filozofia. Każdy człowiek potrafi taką zrobić.
-Ja jeszcze takiej pysznej nie jadłam. Myślałeś o wystartowaniu w jakimś programie kulinarnym.
-Szczerze mówiąc to nie. Nie mam na to czasu.
-Powinieneś spróbować, na prawdę.

Gdy tak Hana mówiła o tym moim "talencie "kulinarnym to doszedłem do wniosku, że warto spróbować. Spędziłem z Haną niedzielne przedpołudnie. Bardzo była mi wdzięczna za wszystko
#Hana
-Dziękuję poraz kolejny za wszystko.-powiedziałam żegnając się z Niallem, dałam mu całusa w policzek.
-Ojej, przepraszam. Zagalopowałam się.
-Nic się nie stało. To miłe z Twojej strony. Za takie podziękowania to mogę nocować codziennie u ciebie.-uśmiechnął się
-Do zobaczenia -powiedziałam, gdy Niall wyszedł już z mojego domu.
Resztę niedzieli spędziłam przd telewizorem. Zadzwonił Jai, ucieszył się z tego, że jestem w ciąży. Nadal obawiam się rozmowy z rodzicami. Zostawiłam to na później
***
Następnego dnia wstałam wcześnie, wolne się skończyło. Trzeba było iść do pracy. Jak zwykle miałam problem z dobraniem stroju. Gdy  już coś znalazłam, zrobiłam makijaż i zjadłam śniadanie. Nie obyło się bez wizyt w toalecie. Harry przyszedł do mnie, nie mogłam prowadzić auta, gdy miałam nogę w stabilizatorze.

-Cześć najlepsza koleżanko.
-Cześć, jak zwykle humor Cię nie opuszcza -stwierdziłam.
-Wyglądasz coraz lepiej ,szybko dochodzisz do siebie.
Hazza pomógł mi wsiąść do samochodu
-Ałć -westchnęłam
-Wszystko okey? Oddychaj! -zaalarmował się Styles
-Trochę mnie zabolało, to norma. Zaraz przejdzie. Jedźmy już, bo się spóźnimy.
- Myślę, że powinnaś zostać jeszcze w domu. Musisz dojść do siebie.
-Dzięki, że się tak o mnie martwisz. Niemam ochoty na siedzenie w domu. Chcę do ludzi,a poza tym to nie mogę tak bez przerwy migać się od pracy.
-No bez przesady, to nawet tydzień nie minął. Przecież uległaś wypadkowi.
- Wyolbrzymiasz Harry.
W kancelarii wszyscy miło mnie przywitali. Jennifer chciała nawet porozmawiać ze mną w wolnej chwili. Nie ukrywam, że sprawiło mi to przyjemność. Wreszcie poszła po rozum do głowy. Niestety w tłumie nie spotkałam Zayn'a. Posmutniałam.
Podczas przerwy w obowiązkach, porozmawiałam pierwszy raz z Jenny od spotkania w szpitalu
-Hana, bardzo Cię przepraszam za moje zachowanie w szpitalu. Nie powinnam tak się zachować. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Wybaczysz mi?
-Oczywiście, że tak. Rozumiem twoją postawę. Będąc na twoim miejscu, myślę, że mogłabym zachować się w podobny sposób. Wybaczam Ci, właściwie po chwili już wybaczyłam.
- Tak strasznie mi ulżyło. Już myślałam, że przez moją głupotę straciłam przyjaciółkę.
-Nigdy mnie nie stracisz. Za długo się znamy. Jesteś dla mnie jak siostra.
Padłyśmy sobie w ramiona. W oczach Jenny pojawiły się łzy

-Dobrze jest się do Ciebie przytulić.
-To ciebie też. Potrzebuje teraz twojego wsparcia.
-Właśnie jak się czujesz? Masz mdłości?
-Dziś nie jest tak źle , nawet dobrze. Zresztą jak wróciłam ze szpitala to lepiej mi się zrobiło.
-A noga, boli?
- Tak jeśli długo stoję. Ostanio ciągle siedzę także, jest ok. Wszyscy się o mnie troszczycie , jakbym była złotym jajkiem.
-W pewnym sensie jesteś. Nosisz dziecko Zayn'a. Jak on na to zareagował?
-Wkurzył się, mocno się wkurzył. Zostawił mnie.
-O mój Boże!
-Nie powiedział tego wprost, ale tak mi się wydaje. Nie odzywał się od tej pory, gdy mu powiedziałam.
-Daj mu czas, musi sobie wszystko przemyśleć. To nie jest łatwa sytuacja. Na pewno się przestraszył i musi sobie teraz wszystko w głowie poukładać.
-Ja to wszystko wiem Jenny. Jednak chciałabym wiedzieć co z nami będzie...
-Jakoś się ułoży. Pamiętaj ,że zawsze możesz na mnie liczyć.przyjaciółka ponownie mnie przytuliła. Nie chciałam wspominać o Niallu, nie o wszystkim musi wiedzieć. Kiedyś może jej powiem, ale nie teraz
Jakiś czas później Mecenas Owen wezwał mnie na rozmowę. Szczerze mówiąc to bałam się trochę, ale postanowiłam powiedzieć prawdę
-Dzień dobry -powiedziałam wchodząc do gabinetu.
-Witaj - usiądź sobie -Musimy porozmawiać.
usiadłam naprzeciw mecenasa
-W związku z wydarzeniem, które miało miejsce w ostatnim czasie postanowiłem, że wypłacę ci odszkodowanie za wypadek..
- Mecenasie- przerwałam wypowiedź - to nie był wypadek spowodowany przez pracę. To ja zawiniłam. Nie mogę przyjąć pieniędzy.
-Jednak jest moim pracownikiem i dostaniesz odszkodowanie. Bardzo ucierpiałaś -adwokat wskazał na nogę.
-Panie Owen to moja wina, zakręciło mi się w głowie. Cały dzień źle się czułam. Źle zrobiłam, że przyszłam wtedy do pracy. Powinnam wziąść wolne.
-Nie dyskutuj ze mną. -Owen podniósł głos, zdenerwował się -Tak zdecydowałem z moim wspólnikiem.
-Musi Pan o czymś wiedzieć.Zrozumiem jeśli będzie chciał się mnie Pan pozbyć. -powiedziałam niepewnym głosem.
-Coś się stało?
-No więc jestem w ciąży. To głupie, dopiero co dostałam tą pracę. Zrozumiem każdą decyzję.
-Hmmm- westchnął Po chwili, zabrał głos
-Będę szczery. Zaskoczyłaś mnie. Jesteś dobrym pracownikiem. Nigdy nie miałem co do Ciebie zastrzeżeń. Zawsze wykonywałaś dobrze wszystkie zadania. Miałem plany wobec Ciebie, ale w tej sytuacji.
-Rozumiem, pójdę spakować swoje rzeczy -wstałam, udając się do drzwi.
-Poczekaj - powiedział mecenas wstając - Ja nic takiego nie powiedziałem. Nie pozbędę się takiego orła. Nie wyrzucam Cię. Zostajesz.
-Panie Owen nie wiem, co powiedzieć. Po prostu dziękuję.
-Zastanowię się co będziesz robić, bo przez najbliższy czas będziesz musiała spędzić w domu. Wezmę Ciebie jeszcze dziś, muszę przegadać tą sprawę z wspólnikiem.
-Dziękuję ,westchnęłam, zabolał mnie brzuch
-Wszystko dobrze? -mecenas się zmartwił.
-Tak, to tylko taki skurcz. Zdarza mi się. Mogę prosić o szklankę wody?
-Tak
-Dziękuję ,mecenas podał mi wodę
- Często zdarzają Ci się takie epizody?
- Tak, to minie zaraz. To przez emocje. Już lepiej.
-Dam ci urlop, wypocznij,poza tym ledwo chodzisz. Jeśli tak strasznie chcesz pracować to dam Ci dokumenty do domu, będziesz mogła je na spokojnie uzupełnić bez wychodzenia z domu.
-Strasznie pan jest wyrozumiały. Dziękuję. Harry będzie dostarczał dokumenty, mieszka niedaleko więc.
-Okey
Cztery godziny później Mark wezwał mnie do siebie.
-A więc postanowiłem, że będziesz mogła pracować w domu, gdy będziesz źle się czuła, a gdy już urodzisz dostaniesz urlop. Pasuje?
-Oczywiście, będę starała się pracować tutaj, ale gdym nie mogła oczywiście zostane w domu. Wcześniej będę informować o wszystkim pana.
***
Wieczorem Niall odwiedził mnie znowu
-Przyszedłem z niespodzianką.
-Masz dla mnie niespodziankę?
-Tak,to są kule, żebyś mogła się swobodniej poruszać.
-Jejku Niall! Dziękuję, jesteś taki wspaniałomyślny.Miałam ochotę rzucić mu się na szyję, niestety chora noga nie pozwalała mi na to.
-Wejdziesz?
-Tylko na herbatkę -uśmiechnął się
Zjadłam przy okazji kolacje, trochę nam się zeszło. W międzyczasie parę razy dostałam skurczy, strałam się to przed Horan'em ukryć ,ale widział to.
-Wiesz , że możesz do mnie zadzwonić w każdej chwili?
*Ktoś zapukał do drzwi. Wstałam od stołu, udałam się za pomocą prezentu od Nialla, żeby otworzyć.
-Cześć, przepraszam za porę ,możemy pogadać?
-Jasne Zayn, wchodź -zaprosiłam go, szykowała się poważna rozmowa
-Hana na mnie juz czas, będę się zbierał -odezwał się Niall -niech ci służy.
-Dzięki ,lepiej mi się porusza zdecydowanie.
Niall wyszedł.
-Nieźle sobie radzisz po wypadku -stwierdził Zayn - ten koleś się tobą zajmuje?
-Pomaga mi. Przyniósł mi kule, żeby mi się lepiej chodziło. Na prawdę chcesz o nim rozmawiać? Mamy co innego do omówienia.
-Masz rację, nie po to przyszedłem. Hana przepraszam za moje zachowanie wtedy w szpitalu. Byłem w szoku. Teraz sobie wszystko przemyślałem. Będzie dobrze. Uda nam się, przejdziemy przez to razem.
-Zayn już myślałam ,że nas zostawisz.

-Przepraszam, jak mogłem być tak tak głupi. Jak się czujesz?
-Ogólnie dobrze, rano mam mdłości.
Zayn został ze mną przez jakiś czas, potem wrócił do siebie. Wzięłam prysznic i poszłam spać
~~~~~
Hana obraca się w towarzystwie mężczyzn.Harry, Niall i Zayn. Ci dwaj to przyjaciele, a ostani to chłopak. Czy to się zmieni?
Polecam dwa świetne opowiadania na Wattpadzie:
1) http://www.wattpad.com/story/32083655-mysterious-zayn
2) http://www.wattpad.com/106973833-darkness-h-s-rozdzia%C5%82-1?d=ud
Komentujcie to ff bo nie wiem czy jest sens pisać. Być może zakończy się skoro nikt nie komentuje
Buziaki :) @angelharry99