"Spotkanie po latach "
#Hana
Późnym popołudniem przyjechała moja rodzina, babcia, ciocie, wujkowie i kuzynostwo. Dom wypełnił się dużą ilością osób. Obawiałam się, czy wszyscy się pomieścimy, ale kochana mama zadbała o wszystko. Czułam, że ten wieczór będzie wyjątkowo długi, znając moje ciocie będą zadawały mi mnóstwo pytań. Nie widziałam się z nimi cały rok, ale obiecałam sobie, że wytrzymam ten wielogodzinny wywiad. Zawsze mogę przecież powiedzieć, że źle się czuje i zostawić ich z rodzicami.
Gdy moi bliscy przyjechali przywitałam się ze wszystkimi, jednak najbardziej za tęskniłam za swoją babcią.
-Ale urosłaś Hanuś ,wydoroślałaś- powiedziała babcia
-W przyszłości będę adwokatem, muszę wyglądać poważnie, zaśmiałam się. Moja babcia zawsze to mówi gdy mnie widzi.
-Najpierw odchowasz dziecko, nie zapędzaj się -wtrącił się tata, widocznie usłyszał rozmowę.
-Toby Hana da sobie radę, jest mądra. Posłuchaj starej matki synu -odpowiedziała mu babcia.
-Mamo nie wiesz co mówisz, znalazła sobie fagasa, który zrobił jej dziecko, a teraz jest ze wszystkim sama. Wykorzystał ją i co z tego wyszło -powiedział ojciec.
-Tato, to nie tak, mówiłam już wczoraj -powiedziałam przerywając wypowiedź taty.
-Nie przerywaj kiedy ja mówię! -wrzasnął tata .
Zdenerwowałam się.
-Toby opanuj się- powiedziała babcia, łapiąc go za rękę - To jest twoja córka. Powinieneś być teraz dla niej wsparcie a nie odstawiasz takie akcje. Nie tak cię wychowałam -powiedziała babcia.
--Tato, proszę przestań. To nie jest odpowiedni czas na tę rozmowę. Chcesz się na mnie wyżyć ? Dobrze, porozmawiamy ale jutro. Teraz chodźmy do gości, czekają na nas.
-To jest według Ciebie rozwiązanie? Najlepiej uciec od tego, ale tak się nie da!
-Lepiej będzie jak porozmawiacie jutro, ochłoniesz trochę. A teraz chodźmy.-powiedziała babcia do taty.
-Nie myśl sobie, że tak łatwo ci pójdzie, sprawa nie jest jeszcze załatwiona- powiedział do mnie tata. Wypowiadając ostdnie słowa udał się do jadalni.
-Nie martw się -szepnęła babcia, łapiąc mnie za rękę.
Podczas kolacji byłam nieobecna. Cały czas myślałam o sytuacji, która miała miejsce w przedpokoju. Byłam stasznie wściekła na ojca. Jak on tak mógł. Obraził Zayn'a, wygadując kompletne bzdury. Nie mogłam pozwolić na to żeby go obrażał, choć nie jest moim chłopakiem. Zayn jest ojcem mojego dziecka czy to mu się podoba czy nie. Nie zmieni tego. Z moich rozmyślań wyrwało mnie pytanie cioci.
-Wszystko okey? -spytała
-Tak, zamyśliłam się trochę, przepraszam.
-Nic się nie stało. Jak u ciebie? Słyszałam,że odnosisz sukcesy w pracy -powiedziała ciocia
-To prawda, staram się jak mogę. Przepraszam Was, ale ja już pójdę, jestem trochę zmęczona.
-Dobranoc -odpowiedziała mi rodzina.
Poszłam na górę, w stronę swojego pokoju. Nie miałam ochoty udawać, że wszystko gra. Miałam wielką ochotę przytulić się do ...Nialla Pragnęłam tego tak bardzo. Zdecydowałam się, że do niego zadzwonię. Nie było tak późno więcpowinien odebrać. Nie myliłam się. Odebrał za 2 sygnałem.
-Cześć Niall, nie przeszkadzam?
-Cześć Han. Ty mi nigdy nie przeszkadzasz. Sądziłem, że zadzwonisz w wigilię.
-Dzwonie teraz. Masz chwilę, muszę się wygadać, nie wiedziałam do kogo zadzwonić, pomyślałam o Tobie -skłamałam. Nie mogłam sie przecież przyznać, że chcę usłyszeć jego głos.
-Co tam? Jak w rodzinnym mieście?
-Jeszcze nie wychodziłam na dwór, pomagam mamie w przygotowaniach. Dziś już cała rodzina się zjechała. Jest trochę ciasno.
-Dobra z ciebie córeczka -zaśmiał się swoim uroczym głosem Niall
-To tylko taki drobiazg. Pokłóciłam się z ojcem. Czuję się z tym źle. Nawrzeszczał na mnie.
-To nie dobrze. Mogę wiedzieć o co wam poszło? Nie chcesz to nie musisz mówić.
-O ciążę. Tata uważa, że zostałam wykorzystana i takie tam. Jutro mamy rozmawiać, musi ochłonąć. Wydałam z siebie jęk. Co się dzieje, pomyślałam
-Coś się stało? - zaniepokoił się Niall
-Skurcz mnie złapał, znowu, przejdzie mi. Złapałam się dołu brzucha, czułam silny ból. Z trudem mogłam mówić.
-Hana co się dzieje? Mów -Niall się niepokoił
-Nie...wiem -szepnęłam -tak boli, jeknęłam
-Zawołaj kogoś i jedz do szpitala, natychmiast. -powiedział Niall
-Już mi lepiej, przechodzi. Wzięłam głęboki wdech.
-Na pewno? Nie oszukujesz mnie? -zapytał
-Tak -powiedziałam
-Gdyby to się powtórzyło to jedź koniecznie do szpitala. Niech cię zbadają . Gdybym był obok od razu zabrałbym cię do szpitala,albo sam bym cie zbadał.
-Dziękuję, gdyby coś się działo, odwiedzę SOR. Położę się i spróbuje zasnąć.
-Masz rację, odpocznij. Pamiętaj nie forsuj się. Staraj się nie denerwować. Dobranoc
-Odezwę się jeszcze. Dziękuję za wszystko. Pa. Wyśpij się.
Zmatwiłam się. Nie mogę się tak stresować. Wezmę sobie rady Nialla do serca, w końcu jest lekarzem i wie co mówi. Nie mogę narażać siebie i dziecka. W końcu mam zagrożoną ciążę, a ostanio w ogóle się nie ograniczam. Wszędzie mnie pełno. Poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic i poszłam spać.
* * *
Następnego dnia nikomu nie wspominałam o wieczornym incydencie. Postanowiłam to zataić, zwłaszcza przed ojcem. Jeszcze bardziej by się zdenerwował, nie chciałam tego. Gdy wstałam to ojca nie było w domu . Mama powiedziała, że wyszedł do ich kawiarni, jutro wigilia i trzeba zamknąć interes ojciec poszedł wszystkiego dopilnować.
Po południu postanowiłam się wybrać na spacer, w domu mnóstwo osób, a ja chciałam się przewietrzyć. Ubrałam się ciepło, chociaż na dworzu świeciło słońce.
-Wychodzę, muszę się przewietrzyć.- powiedziałam mamie, żeby się o mnie nie martwiła.
-Dobrze, tylko wróć na kolacje -powiedziała
Ubrałam buty i kurtkę i wyszłam z domu. Poszłam w stronę centrum. Na dworzu był lekki mróz, nie było śniegu tak jak w Liverpool. Możnaby poomyśleć, że to wiosna a nie zima. Idąc ulicami miasta przypominam sobie dzieciństwo. W pewnym momencie, ktoś mnie zaczepił od tyłu. Obróciłam się.
-Cześć Hana, miło Cię widzieć -powiedział znajomy mi chłopak, nie mogłam przypomnieć sobie jego dokładnego imienia.
-James to ty? To na prawdę ty?-zamórowało mnie. To był mój przyjaciel z liceum. Dużo czasu spędzaliśmy razem, odpowiadało nam wspólne towarzystwo. Mogłam z nim nawet zyczajnie posiedzieć w ciszy.
-Tak to ja. 100 lat cię nie widziałem. Co za szczęście, że tu się spotkaliśmy. Wyprowadziłaś się, prawda? -powiedział
-Tak, od roku mieszkam w Liverpool. Tam mam prace i w ogóle moje życie kręci się w Anglii. -powiedziałam
-Widzę właśnie. Gratuluję nowej drogi życia. Masz ochotę na kawę?
- Z tobą zawsze. Nie mam ochoty wracać do domu -powiedziałam
Poszliśmy przez park do kawiarni. Po drodze wspominaliśmy stare dobre czasy. Mimo, że od tych wydarzeń nie minęło aż tak dużo lat, mnie wydawało się jakby to było 10 lat temu, albo więcej. Gdy dotarliśmy do kawiarni zajęliśmy miejsce przy stoliku , zamówiliśmy u kelnera dwie kawy i kawałek ciasta.
-Powiem Ci szczerze, że nie sądziłem, że chcesz być adwokatem. Myślałem, że pójdziesz na medycynę. -powiedział James
-Medycyna to nie moja bajka, nie potrafię się w tym odnaleźć. Zresztą to wielka odpowiedzialność za ludzkie życie. Wole życie wśród paragrafów, to mnie kręci.
-Jakby nie patrzeć to niebezpieczna praca, no wiesz ma się do czynienia z przestępcami i jeszcze gorszymi.-stwierdził James
-No wiesz narazie trzymam się z dala od takich spraw. Wypełniam dokumenty i umawiam na spotkania klientów.
A ty właściwie to co robisz? -odrzekłam
-No wiesz łapie się każdej pracy i studiuje zaocznie informatykę.
Z Jamesem spędziłam prawie całe popołudnie. Nim się obejrzałam zrobiło się ciemno, tak się nam dobrze rozmawiało. Mogłam zapomnieć o kłótni z ojcem i innych zmartwieniach. Kolega odprowadził mnie do domu.
-Chyba się już nie spotkamy - powiedział smutnym głosem
-Będę przyjeżdżać, niedługo coraz częściej, będziemy się widywać. Złapałam się za brzuch, ból mnie złapał
- O matko! Hana ty rodzisz? Ja się na tym kompletnie nie znam! Cholera! Tylko nie na ulicy. -James nie wiedział co zrobić
-N...nie, po prostu ostanio tak mam , ałć skuliłam się, ból, który odczuwałam był coraz silniejszy.
-Stój tu, powiadomie rodziców - zdecydował
-James to nie jest konieczne, przejdzie mi. Jednak przyjaciel nie posłuchał mnie i zapukał do drzwi. Otworzyła mama i gdy mnie zobaczyła wybiegła na dwór.
-Córeczko co się dzieje? Oddychaj
-Mamo, boje się -wyszeptałam. Nie mogłam utrzymać się na nogach, ledwo mogłam mówić.
-Han nie martw się, dzwoń po pogotowie -rozkazała mama Jamesowi.
Zanim pogotowie przyjechało mama zaprowadziła mnie powoli do domu. Całe szczęście, że wujek i ciocia poszli na miasto. Kuzyni nie musieli widzieć moich męķ. Babcia wpadła w panikę, moimo tego cały czas była przy mnie. Dodawała mi otuchy. Wszyscy byli ze mną w moim pokoju, widziałam, że nawet mój tata przejął się tą sytuacją.
Pogotowie ratunkowe przyjechało 20 minut później. Lekarz zbadał mnie jednak nie mógł zrobić mi specjalistycznych badań. Zlecił wizytę u lekarza po powrocie do domu. Dał mi leki przeciw bólowe, gdyż nie zgodziłam się pojechać do szpitala.Powiedział, że mojemu życiu i zdrowiu nic nie zagraża. Uspokoiłam się trochę po tych słowach, choć nadal się martwiłam. Musiałam jeszcze powiadomić Zayn'a, wypadało by żeby wiedział co się stało, dotyczy to jego dziecka. Rozmowę zostawiłam na później, chciałem odpocząć.
#Mama Hany
-Pani jest matką tej dziewczyny ?-zwrócił się do mnie lekarz, gdy odprowadzałam go do drzwi
-Tak, -odpowiedziałam, lekko zdziwiona
-Powinna pani o czymś wiedzieć. Nie mówiłem tego przy pańskiej córce, żeby się już nie denerwowała.-powiedział lekarz.
-Coś nie tak? Proszę pana o szczerość -wystraszyłam się
-Pani córka... obawiam się, że ona nie zniesie kolejnej zmiany klimatu. Lot samolotem, a tym bardziej wielogodzinny jest zagrożeniem zarówno dla niej jak i dziecka.
Stanęłam jak wryta. Nie dochodziło do mnie to co usłyszałam. Wszystko tylko nie to. To nie mogło przydarzyć się mojej córce. Postanowiłam nic jej nie mówić. Będę opiekować się Haną najlepiej jak będę mogła, tylko jak ja jej powiem, że nie może wrócić do Anglii?
~~~~~~
Dolałam oliwy do ognia. To dopiero początek. Nie dociera do mnie, że zdecydowałam się na coś takiego, ale taki mam pomysł. Mam nadzieje, że rozdział Wam się podobał.
Cieszę się, że komentujecie. Bardzo mnie to motywuje. Przepraszam za błędy. Wasza @angelharry99

biedna han, jej ojciec to dupek
OdpowiedzUsuńszkoda, że nie może wrócić do anglii i niall'a… myślę, że do niej przyjedzie… ale nie wiem… to od ciebie zależy
z niecierpliwością czekam na następny, zapraszam do siebie i pozdrawiam @luvmyzayne
"Cudowny" tatuś ;) to ostatnoe zbiło mnie z nóg. Hana nie wróci do Anglii? Do Nialla? Jejciu, czekam do następnego. Wciągnęłam się w to ff. I love you, po prostu i love you.
OdpowiedzUsuń@zakochana_love
Świetny rozdział :)
OdpowiedzUsuńOjciec Hany jest dupkiem. Nie lubię go
Za to babcia jest świetna. Ja chcę taką babuszke
Niall jest taki kochany i tak się martwi o Hane. Opiekuńczy Ni >>>>>>>>>>>>>>
Mam nadzieję, że z Haną będzie wszystko okay
Jeśli ona nie może polecieć do Anglii, to niech Niall przyleci do niej ;)
Czekam na next i życzę weny @Mrs_Hazza94
super rozdział, byle tylko Hana nie poroniła.. w sumie nie może wracać do Anglii, ale może Niall ją odwiedzi ? życzę weny i czekam na next :)))
OdpowiedzUsuń@katimilion
Świetny rozdział ��
OdpowiedzUsuńojciec Hany to idiota, nie lubię go.
OdpowiedzUsuńBabcia za to super, zazdroszczę >>>>
jejku! mam nadzieję że Niall do niej przyleci!
@pepcia_