"Pierwsze starcie "
#Louis
Od kilku dni myślę o tej dziwnej, anonimowej wiadomości. Nie wiem co mam zrobić, a co gorsze nie mam pojęcia kim jest ta osoba. Nocami nie mogę spać, męczą mnie koszmarny. Chciałbym powiedzieć wszystko Niall'owi, ale zacznie zaraz się denerwować i będzie chciał znać więcej szczegółów, których nie znam. Tajemnicza osoba nie odezwała się do mnie od tamtego czasu. Może zaszła jakaś pomyłka i wiadomość zupełnie przypadkiem trafiła do mnie. W końcu na kopercie napisane było tylko imię.
#Hana
Dziś w pracy nerwowa atmosfera, która spowodowana jest moją jutrzejszą rozprawą w sądzie. Sama się denerwuje, ale dam radę. Mam wsparcie w mecenasie. Będzie mi towarzyszył na sali gdybym sama nie dała rady. Właśnie siedzę przy stole w pokoju socjalnym i wypełniam ostatnie dokumenty. Nagle ktoś puka, mówię, żeby wszedł.
-Dzień dobry -wita się ze mną nieznana mi osoba
-Dzień dobry. Szuka pani kogoś?
-Tak, Hany Brooks.
-To ja. Mogę wiedzieć kim pani jest i w czym mogę pani pomóc? -zapytałam. Ta wizyta mnie zdziwiła.
-Jestem żoną pani klienta. Jutro jest rozprawa. Mogę zająć chwilę?
-Mam trochę pracy,ale porozmawiajmy skoro to coś ważnego, bo domyślam się, że w innym wypadku nie byłoby tutaj pani. Może napije się pani kawy albo herbaty?
-Herbatę z cytryną jeśli można. -oznajmiła kobieta
Przygotowałam napój i postawiłam go na stole. Nieznajoma usiadła na krześle i zaczęłam rozmowę.
-A więc o co chodzi?-zapytałam
-Tak jak już wcześniej wspomniałam przyszłam tutaj porozmawiać o moim mężu. Chcę aby pani wiedziała, że on jest podłym kłamcą. Zrobił z siebie niewiniątko, a osobą, która jest poszkodowana to jestem właśnie ja.
-Wszystko okaże się za kilkanaście godzin. Nadal nie rozumiem po co pani tu przyszła.
-Powiem w prost. Musi pani zrobić wszystko, żeby to mój mąż poniósł winę .Te wszystkie zgromadzone dowody to same kłamstwa. Mój były to taki typ oszukiwacza, zrobi wszystko, żeby tylko nie ponieść za to kary i żebym to ja była winna.
-Proszę nie obrażać mojego klienta. Lepiej będzie jeśli pani już sobie pójdzie. Nie mam ochoty ani czasu wysłuchiwać pani żalu.
-Dobrze, skoro nie dało się po dobroci to musze zrobić to inaczej. Proszę ile pani chce? 10.000? Tyle wystarczy?
-Nie wezme od pani żadnych pieniędzy, a już na pewno nie będę mówić niczego złego o pani mężu. Moim obowiązkiem jest aby dojść do prawdy a o tym kto jest winny zadecyduje sąd.
-Posłuchaj mnie.
-Nie będę pani słuchać. Proszę stąd natychmiast wyjść! -wrzasnąłam
Kobieta wychodząc złapała mnie za prawy nadgarstek i powiedziała:
-Lepiej uważaj na siebie.
Po czym wyszła. Zaczęłam masować sobie nadgarstek, zabolało mnie to. Uwiadomiłam sobie, że jutro nie będzie łatwo. Ta kobieta jest stasznie dziwna.
-Co się stało? -zapytała Jennifer -Słyszałam jak krzyczysz.
-Zdenerwowałam się -oznajmiłam
-Chodzi o tą kobietę, która właśnie wychodziła? Kim ona jest?
-To żona mojego klienta. Chciała mnie przekupić żebym zrobiła tak, aby to właśnie on okazał się winny całej sytuacji.
-Wiesz co? Wydaje mi się, że ona boi się przegranej i tego, że wszystko co robiła wcześniej wyda się i przestanie mieć czystą kartotekę.
-Może masz rację. Zaatakowała mnie - pokazałam jej mój nadgarstek.
-Musisz powiedzieć o tym wszystkim Mark'owi. To nie powinno się zdarzyć. Chodź -powiedziała
-Nie, to nic wielkiego.
-Przekupstwo, groźby, uważasz, że to nic?
-Jenny, ale ty jesteś uparta.
-Ja mam zawsze rację.
Udałyśmy się do gabinetu szefa. Powiedziałam o o całym zdarzeniu , pokazałam również rękę. Owen był bardzo zszkowany tą sytuacją, nigdy wcześniej to się nie zdarzyło.
-Mówisz, że to była żona tego Fierce?
-Tak. Sądzę, że postępując w ten chciała, żeby skrywana przez nią tajemnica romansu nie ujrzała światła dziennego.
-Tak się nie stanie. Naszym interesem jest przedstawić wszystkie zgromadzone dowody i spróbować dojść do prawdy a wynik rozprawy i tak należy do sędziego. My nie mamy na to wpływu. A to co się dzisiaj wydarzyło jest doskonałym dowodem na jej winę. Koniecznie musimy o tym wspomnieć.
-A nie byłoby lepiej o tym nie mówić? Nie lubię gdy sprawy dotyczą również mnie.
-Hana musisz się do tego przyzwyczaić. To nie ostani raz gdy sprawy naszych klientów będą miały związek z tobą. Tak to już jest w niektórych przypadkach. Proponuje Ci abyś resztę dnia spędziła w domu.
-Ma pan rację -powiedziała Jennifer
-Zajmij się Haną, zadbaj o to żeby się wyluzowała i za dużo nie myślała o rozprawie.
-Może pan na mnie liczyć mecenasie. Hana przyjdzie jutro wyluzowana i z zapałem aby wygrać tą sprawę.-rzekła przyjaciółka.
-Tylko bez zbytnich szaleństw. -wtrącił Owen
-Jasne. To będzie babski wieczór. Do widzenia -powiedziała Jennifer
-Do widzenia - pożegnałam się z Mark'iem i wyszłam razem z przyjaciółką.
Z pokoju socjalnego zabrałyśmy swoje rzeczy i wyszłyśmy. W drodze do windy spotkałyśmy Harry'ego.
-Wychodzicie? -zapytał zdziwiony.
-Tak - odpowiedziałam
-Co tak wcześnie? To niesprawiedliwe. Ja tutaj muszę pracować a wy idziecie już do domu ledwo po 12:00. Co takiego robicie, że Owen jest taki przychylny?
-Nic. Jesteśmy kobietami więc może to tak na niego działa -rzuciła Jennifer
-Dlaczego musiałem urodzić się mężczyzną? Mogłem być dziewczyną i urywać się z pracy razem z wami.
-Z naturą nie wygrasz - powiedziała Jennifer
-A może Harry mogłyby iść razem z nami? -powiedziałam -Wybacz Hana, zaplanowałam, że to będzie babski wieczór.
-Mówi się trudno.
-Czekajcie Niall mówił mi, że dziś jest jakiś mecz i będzie oglądał go razem z Louisem, więc mógłbyś iść do domu Horana.
-Dobry pomysł. W twoim mieszkaniu zrobimy sobie babski wieczór razem z Dorothy i Isabel, jeśli się zgodzi a u chłopców można zrobić męskie spotkanie. Co wy na to? -zaproponowała przyjaciółka
-Ty to masz genialne pomysły Jenny. Tak się cieszę. Będzie ostra zabawa. Damskie ploteczki i męski meczyk.
-Zadzwonię po Isabel w takim razie i dam znać Niallowi -powiedziałam
-Dziękuję -powiedział
Harry.
-Nie masz za co dziękować Styles. Wy sobie pokibicujcie a my razem z dziewczynami zajmiemy się Haną. Jutro ma pierwszą rozprawę.
-Już jutro? ! Jak to szybko zleciało. Han będzie dobrze, trzymam kciuki. Do kopiesz im prawda.
-Tak - powiedziałam z uśmiechem.
-Będziemy się zbierać - powiedziała Jennifer
Pojechałyśmy do supermarketu zrobić jakieś zakupy na wieczór. W drodze do sklepu zadzwoniłam do Isabel z pytaniem, czy miałaby ochotę przyjść. Zgodziła się.
-Zazdroszczę Ci tego, że twoja rozprawa już ma swój finał w sądzie. Powiesz mi jak to jest? Żebym się przygotowała gdy to ja stanę przed sądem ze swoją sprawą.
-Nie ma sprawy. Z twoją mamą już lepiej? Dobrze się czuje? -zapytałam z troską
-Tak, jest już lepiej. Dziękuję, że pytasz. Weźmiemy wino czy po piwie?
-Miało być bez szaleństw.
-Jedna butelka na naszą czwórkę to za mało, ale napijemy się za twój sukces.
-Jenny rozprawa się jeszcze nie zaczęła a ty już mówisz o wyniku.
-Wiem, że to wygrasz. Jesteś zdolna i rozwalisz wszystkich na łopatki .
-Będzie ciężko, ta kobieta jest dziwna.
-Nie myśl już o tym, ona nie powinna się tak zachować. To tylko przemawia na jej niekorzyść. Wspomnisz o tym sędziemu, a w razie gdyby próbowała zaprzeczyć to pokażesz rękę. Zresztą na sali będzie mecenas. On wie jak było i na pewno to powie, gdy będzie taka potrzeba.
Kupiłyśmy wino i kilka innych rzeczy takich jak słodycze. Zapłaciliśmy i poszłyśmy do samochodu. Włożyłyśmy nasze zakupy do bagażnika mojego auta.Następnie poszłam odstawić wózek. Wracając przechodziłam przez przejście i nie wiem skąd nagle pojawił się przede mną jakiś samochód. Jechał bardzo szybko. Mało brakowało a zostałabym potrącona. W ostatniej chwili się cofnęłam.
-Hana! Nic ci nie jest? -powiedziała Jennifer , podbiegając do mnie
-Na szczęście nic mi nie jest.
-Komu się tak spieszy. Przecież to jest market, mnóstwo ludzi tutaj chodzi! Zapamiętałaś numery?
-Nie
-A wiesz może kto kierował? Widziałaś osobę za kierownicą?
-Niestety nie. To wszystko działo się tak szybko. Nie wiem skąd pojawił się ten samochód. Przecież gdy szłam nikogo nie było.
-To dziwne. Szkoda, że nie ma tutaj monitoringu, mogłybyśmy pójść i się dowiedzieć kto to był. Złapanoby tą osobę.
-No cóż, mam pecha.
-Chodź, impreza czeka -Jennifer objęła mnie i pojechałyśmy do mnie
#Niall
Dzisiaj nie mogę zobaczyć się z Haną, oboje pracujemy, a w dodatku obiecałem kiedyś Lou, że obejrzę z nim mecz. Czeka na tą chwilę od jakiegoś czasu. Przyznaję, zaniedbałem go. Ostanie dnie spędzam ciągle z Haną albo spotykamy się z Jai'em. Nie nocuje nawet w domu, Tomlinson nie był na to przygotowany. W jednej chwili przestaliśmy spędzać razem czas, nie mam tego za złe, ale ciężko jest nie zobaczyć się z ukochaną w ciągu dnia.
Za chwilę ma przyjść Harry i Jai, będziemy razem oglądać mecz. Dziewczyny wymyśliły jakieś dwie imprezy, na którą nie ma wstępu osoba innej płci.
-Strasznie się cieszę, z tego, że spędzimy razem ten wieczór.
-Wiem ,że ostanio prawie nie poświęcam ci tyle czasu, tak jak to było do niedawna. Przepraszam -powiedziałem
-Niall, rozumiem Cię, ale chyba trochę przeginasz. Miłość cię oślepiła. Wariujesz przy niej.
-To właśnie nazywa się miłość, przyjacielu. Kocham Hanę i najlepiej jednym był z nią cały czas.
-Masz rację. Bądź przy niej, ona cię teraz potrzebuje.
-Czy ja o czymś nie wiem? Hana ma jakieś problemy?
-Nie. Wszystko jest w porządku. Tylko wiesz Han jest bardzo ładna, w dodatku blondynka. Facetom takie się podobają.
-Hana jest jedyna w swoim rodzaju.
Naszą rozmowę przerwało pojawienie się Harry'ego i Jai'a , którzy przyszli obejrzeć wspólnie z nami mecz, którego Lou nie mogł się doczekać. Wyjąłem z lodówki cztery butelki schłodzonego piwa i podałem chłopakom, którzy siedzieli już na kanapie przed telewizorem. Harry zrobił mi miejsce obok siebie, a Jai trzymał na kolanach miskę z chipsami.
-Za dobry wynik meczu !-krzyknął Harry podnosząc butelkę z piwem
-Zdrówko! -powiedziałem
-Wypiliśmy za udany mecz to teraz wznieśmy toast za Hanę -powiedział
-Pijemy za Hanę! Butelki w górę! -powiedziałem z entuzjazmem. Stuknęliśmy się butelkami.
-Uda jej się!-rzekł Lou- Może zrobimy jej jutro małe przyjęcie z tej okazji?
-W sumie czemu nie, świętowanie jest dobrym pomysłem -powiedział Jai
-A co jeśli nie wygra? -zapytałem? - Mogą przesunąć rozprawę, bo takie rzeczy najczęściej na jednej się nie kończą.
-Będzie dobrze. Han jest doskonale przygotowana. Nic jej nie
przeszkodzi, nawet ta kobieta. -powiedział Harry
-Jaka kobieta? -usiadłem wygodniejszej pozycji.
-Odwiedziła ją żona tego Fierce, kłóciła się z nią. Później doszło do sprzeczki.
-Harry dopiero teraz mi o tym mówisz nie mogłeś powiedzieć wcześniej? ! Wstałem z kanapy i poszedłem do drzwi.
-Niall dokąd idziesz?-Styles, był tuż za mną.
-Do Hany. Porzebuje mnie, muszę ją wesprzeć.
-Nie możesz tam iść, pamiętasz to spotkanie w damskim gronie. Isabel się nią na pewno zaopiekuje. Mogę napisać do niej sms'a, żeby powiedziała, że jesteś z nią myślami- oznajmił Jai
-Okey- westchnąłem
Zaczął się mecz, nie mogłem się na nim skupić tak jak to zawsze robię. Myślałem o moim słoneczku i o tej całej sytuacji z tą kobietą. Jutro czeka nas ciężki dzień, dlatego chyba wezmę wolne w szpitalu żeby wesprzeć Han.
***
#Hana
Wstałam przed 7:00. Moja pierwsza rozprawa za kilka godzin. Byłam podekscytowana a jednoczenie spięta. Poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic i wykonać wszystkie poranne czynności. Wykonanie tego wszystkiego zajęło mi 30 minut. Ubrałam czarne, skórkowe spodnie, białą koszule i czarną marynarkę. Tak ubrana zeszłam na śniadanie. Dorti czekała na mnie z posiłkiem, nie mogłam nic przełknąć. Wypiłam tylko herbatę. Gdy nadszedł czas wyjścia ubrałam czarne buty na obcasie, chwyciłam torebkę i pożegnałam się z Patterson. Dała mi koniaka w tyłek, żeby przyniósł mi szczęście.
Pojechałam do kancelarii, zupełnie na chwilę. Razem z mecenasem Owen'em ponownieomówiliśmy przebieg rozprawy, w jakiej kolejności będę przedstawić kolejne dowody i argumenty. Po 2 godzinach pojechaliśmy oboje do sądu. Przed salą rozpraw czekał już na nas Pan Fierce.
-Dzień dobry, miło mi pana widzieć -przywitałam się podając dłoń mężczyźnie.
-Dzień dobry. Mam nadzieje, że ten cały koszmar z moją żoną się dzisiaj zakończy.
-Niech się pan nie obawia. Mamy mocne dowody potwierdzające zdradę, także jestem dobrej myśli -rzekł Mark.
-Wina za rozpad małżeństwa spadnie na pańską obecną jeszcze żonę, a o wykonanie testów DNA zadecyduje sąd tylko musi pan wyrazić to, iż zależy panu na nich.
-Nie będę płacił alimentów na obce dziecko.
W tej chwili pojawiła się pani Fierce razem ze swoim adwokatem. Kobieta posłała mi groźne spojrzenie. Zbladłam i posmutniałam.
-Wszystko w porządku? -zapytał Mark
-Tak, tylko ta kobieta...-westchnęłam
-Hana spokojnie,spójrz na mnie -powiedział mecenas -Wszystko będzie dobrze. Nie masz się czym martwić, wszystko powiem, wspomnę o wczorajszej sytuacji.
-Jakiej sytuacji ?-dopytywał mój klient
Owen wyszeptał wszystko Fierce. Chłopak natychmiast chciał porozmawiać ze swoją żoną.
-Proszę pana, niech się pan opanuje. To nie jest odpowiedni moment -powiedział Mark
-Nie mogę tego tak zostawić.
-Proszę mi zaufać, wielokrotnie przechodziłem przez podobne sytuacje, ale to co ma zamiar pan powiedzieć swojej żonie nic już nie zmieni. Gdy będziemy na sali powiemy to w opowiednim czasie, zrobimy takie zaskoczenie.
Kwadrans później wezwano nas na rozprawę, która trwała ponad dwie godziny, ponieważ tak jak przypuszczałam pani Fierce wszystkiemu próbowała zaprzeczyć. A gdy mój klient powiedział o szantażu to kobieta prawie wpadła w furię. Sędzia się bardzo zdziwił gdy się o tym dowiedział. Nie wiedziałam jak to się dalej potoczy. Czułam, że zawale sprawę. Prosiłam mecenasa, żeby mnie zastąpił, ale on był uparty i powiedział, że dam sobie radę, gdyż już tyle wytrzymałam. Sędzia zarządził przerwę, ale po niej emocje opadły tylko na chwilę. Na szczęście po 20 minutach od zakończenia przerwy zapadł wyrok.
Opuściliśmy budynek. Fierce był zadowolony m jego koszmar dobiegł końca. Uwolnił się od swojej już byłej żony. Teraz tylko pozostaje mu czekać na wyniki DNA.
Mecenas był szczęśliwy, że dałam sobie radę w tak trudnej sprawie i mimo chwilowego zwątpienia dałam radę i wygrałam. Dostałam wolne na resztę dnia, Mark uznał, że mi się należy. Podziękowałam i prosto z sądu pojechałam do Nialla.
Chłopak ucieszył się na mój widok.
-I co jak poszło? -zapytał, gdyż moja mina nie zdradzała tego jak to wszystko się skończyło
-Wygrałam.-rzekłam z zadowoleniem
-To cudownie! Wiedziałem, że dasz sobie radę. Wiesz co?-zapytał - Kocham Cię.
- Wiem - odpowiedziałam patrząc mu w oczy.
Zaczęliśmy się całować. Znów poczułam jego piękny zapach. Potem usiedliśmy na kanapie. Położyłam głowę na jego kolanach. Niall czułe masował moją głowę.
~~~~~~
Przepraszam za błędy. To mój najgorszy rozdział w historii tego fanfiction. Nie podoba mi się, uważam, że mogłam napisać go dużo lepiej. Opinie zostawiam wam :)
Komentujcie. Następny rozdział postaram się dodać za tydzień, ale chciałabym żeby było więcej komentarzy niż pod poprzednim.
@angelharry99



Tak.. szkoda, a szkoda, że nie ma tego monitoringu.. hm.. ciekawe kto prowadził? Pomyślmy.. nie.. nie wiem. YAyyy Han wygrała sprawę, ta laska taka PRZERAŻAJĄCA.. Jen jest taką kochaną przyjaciółką aww./. Świetny rozdział,,, weeeeny!!!! Hm.. ale skoro listy do Louisa, były jeszcze przed rozprawą Han to oznacza..
OdpowiedzUsuń@katimilion
Brawo dla Hany za wygranie rozprawy :)
OdpowiedzUsuńMyślę, że ten samochód, który chciał potrącić Hane to ten nasz anonim
Chciałabym obejrzeć mecz razem z chłopakami. To dla mnie dużo fajniejsze niż babski wieczór
Ta Pani żona była jakaś psychiczna. Co za babsko
Życzę weny @Mrs_Hazza94
kto potrącił han? pewnie ta pindzia fierce, ugh, głupie babsko
OdpowiedzUsuńa rozdział nie taki zły, tylko te błędy... ale to nic
czekam na następny, życzę weny, pozdrawiam x
@luvmyzayne
Rozdział jest świetny kochana!
OdpowiedzUsuńHana i jej pierwsza sprawa>>>
Te imprezki przypominały wieczory. Kawalerki i panieński. :)
Jeniffer jest cudowną przyjaciółką.
A ta kobieta...coś mi mówi, że to ona jest anonimem. Dziwaczka i psycholka. Komuś tu by się przydała terapia.
Weny do następnego!
@zakochana_love
Mi się podoba! Był dobrze napisany, dobrze się czytało. Był super! Hdjrxjiddcjiyesdghuhd co za baba. Jezu... Wiedziałam, że Han wygra tą sprawę, nie mogłabyś zrobić żeby nie wybrała :)) Uważam, że Lou ma trochę racji, ale Niall ma też racje, więc nie wiem hahahah @AngieArion
OdpowiedzUsuńTo jest świetne! Stwierdzam,że jestem uzależniona <3
OdpowiedzUsuń